Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Nr 214 - WIELKA CHWILA DLA MATKI

GRADUACJA, co to takiego? Nie warto zaprzątać sobie głowy tym hasłem. Nie przyda się do niczego.

Ba, powiem więcej, trafiłam na apel, aby nie używać tego właśnie słowa. A zatem wykreślamy je z naszego słownika, dobrze? Zamiast tego zastosujemy słowo nam znane, którego dotychczas nie kojarzyłam z graduacją. Ale człowiek uczy się całe życie.

Zanim przejdę do meritum, wrzucę zapowiedziane już zdjęcia z detalami karuzeli z Lasku Bielańskiego. Składa się z dwóch poziomów. Dolny to kilka drewnianych, rzeźbionych zwierząt z uformowanymi siedziskami. Górny,

to chruściany daszek z podwieszonymi rybami. Zarówno dolne, jak i górne rzeźby to nie postacie z bajek, tylko prawdziwe gatunki: nosorożec, ryba-piła, szczupak…


1a




A teraz do rzeczy. W Lasku Bielańskim w Warszawie znajduje się kompleks budynków tak zwanego żartobliwie UKSWordu. Wymawiamy UXFORD. To renomowana uczelnia. Pełna nazwa brzmi Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Z naszej czwórki już troje studiowało w tych budynkach.





Uroczystość, w której uczestniczyliśmy zorganizował Wydział Teologii. Zamiast słowa, którego mamy nie stosować, podam nowe. Dobrze wszystkim znane: PROMOCJA. Na każdym świadectwie szkolnym mieliśmy adnotację: „ otrzymał promocję do klasy…”. I właśnie to słowo w języku polskim powinno być używane. Tak więc w sobotę Anno Domini 2015 mogliśmy obserwować PROMOCJĘ MAGISTERSKĄ. Nasza najmłodsza latorośl zakończyła pewien wspaniały etap życia.

Na zdjęciu scena niemal końcowa z auli, ale przecież dalej pokażę Wam prawie wszystkie części.





Młodzi naukowcy gromadzili się od godziny dziewiątej. Absolwenci i kadra profesorska mieli godzinę na przebranie się i wszelkie inne przygotowania. My tymczasem czekaliśmy w kościele. Zastanawialiśmy się, które miejsca zająć, bo zapewne akademicy zasiądą z przodu. Wszystko jednak było ok. W kościele z przyjemnością znalazłam duży, a nawet bardzo duży obraz Świętego Józefa, który to, jak wiecie, jest szczególnym patronem naszej rodziny od wielu pokoleń. Włodek wypatrzył też akcent zgoła zupełnie nowoczesny, bo mechanicznego gołębia. Nie było mi dane zobaczyć tego ptaka w akcji. Nie wiem jak fruwa. Jednak ja mam sentyment do gołębi z racji treści mojej książki, więc zrobiłam kilka fotek.


1c




Potem weszła pierwsza nowo-upieczona PANI TEOLOG. Przygotowywała sobie czytania. Jej strój był tak bardzo inny od wszystkich dotychczas mi znanych. Toga i biret. Zobaczycie je też na zdjęciach, ale teraz chcę opisać nie wygląd, ale wrażenie. Powaga, szacunek, uznanie, poczucie dotykania wielowiekowej tradycji. To nic,

że kobiety w poprzednich wiekach nie studiowały. Ta dziewczyna wspaniale, z godnością reprezentowała majestat dawnych ludzi nauki. Celowo przekornie napisałam wyżej, że to TEOLOG. Ostatecznie przecież na takim wydziale studiowała. Tymczasem to tylko takie uproszczenie. W ramach tego wydziału są różne kierunki

i niektóre nawet oblegane. Może te dziewczęta w togach to na przykład dziennikarki? Taki zawód już nikogo

by nie dziwił, prawda?

Zaczęłam od strojów, więc może na początek zobaczycie birety? A przyznaję, że są bardzo ładne. Czarne,

z zielonym logo uczelni i takim samym chwostem. Przy nim metalowa zawieszka z rokiem promocji.

Nie udało mi się zorientować w jakim położeniu powinien znajdować się chwost. Każdy absolwent ułożył

go inaczej. Czy powinien być z przodu?


1d




Wróćmy do wydarzeń. Wszyscy już są w strojach. Weszli razem do kościoła. Był też poczet sztandarowy. Młodzież zajęła ławki po obu stronach. Z tyłu kadra i rodziny. Miejsca starczyło dla wszystkich. To duży kościół.


2aa










Niestety, nie potrafię streścić Wam kazania. Musiałabym podpytać innych, bo ja już nie mam pamięci. Wybaczcie starszej pani… Za to napiszę swoje, dobrze? Dawno już Wam je zapowiedziałam. To tajemnicze hasło RZEKA. Właśnie teraz mam doskonałą okazję.

Wyobraźcie sobie widok kuli ziemskiej z satelity. Ameryka Południowa. Zaryzykuję stwierdzenie, że połowę tego kontynentu zajmuje dorzecze Amazonki. Olbrzymia rzeka, ogromne masy wody, tysiące kilometrów koryta głównego, bocznych rozwidleń, zakoli, zastoisk, rozlewisk… Zobaczcie fragmenty na zdjęciach satelitarnych.


3a




Teraz użyjcie lunety. Co zobaczymy? To nie woda płynie korytem wielkiej rzeki. Wytężcie wzrok wyobraźni. Tysiące kilometrów to tysiące lat i jednocześnie tysiące ludzi, który płyną nieprzerwanym strumieniem. Kto

i dokąd zmierza? O czym chcę Wam dziś opowiedzieć? Obraz RZEKI tkwi we mnie od dziesięciu lat. Przedtem przeczuwałam ją, za każdym razem przeżywałam ogromne wzruszenie kiedy zbliżałam się do jej tajemnicy. Często w kościele mówi się, że jesteśmy pielgrzymami, że zdążamy do Królestwa. W szkole uczyliście się

o wędrówkach ludów, o plemionach pasterskich albo o wielkich migracjach wywołanych wojnami. Lubię obrazki, więc pokażę kilka i będę tłumaczyła swoje zafascynowanie RZEKĄ.

Poniżej zdjęcia z tułaczki podczas wojny. Ci ludzie idą, bo muszą. Są przerażeni, zmęczeni, nie chcieli opuszczać swoich domów, boją się przyszłości, martwią losem swoich najbliższych.


3b




Teraz inny obrazek. Znacie tę scenę. To Żydzi opuszczają Egipt i Pan Bóg pozwala im przejść przez Morze Czerwone. Będą szli długo, aż przez czterdzieści lat. Dopiero wtedy wymrze pokolenie, które szemrało. Wyruszyli ze swoich domów w Egipcie, gdzie byli niewolnikami. Szli z radością, choć z lękiem. Nie bali się przyszłości, bo wierzyli Bogu, doświadczali Jego opieki, ale po ludzku bali się pościgu, głodu, zwykłych niedogodności w wędrówce. To dlatego szemrali, ale generalnie wiedzieli dlaczego idą i dokąd. To dawało pewność słuszności podjętej decyzji.





Zauważcie, że ci ludzie odczuwają zupełnie inne emocje związane z wędrówką od tych na zdjęciach pokazanych wyżej. Starcy mieli poczucie spełnionego życia, dojrzali nadzieję lepszej przyszłości, a dzieci po prostu szły tam gdzie ich opiekunowie. Te dzieci już wychowały się wędrując, idąc za głosem Boga, tam gdzie On ich powołuje.





No właśnie: dokąd oni szli?

Teraz zaczynamy wyjaśnianie znaczenia RZEKI. Jako osoba wierząca zaakcentuję wiadomości z Biblii. Któregoś dnia Pan Bóg powiedział komuś: wybieram Twój naród, jeżeli pójdziecie tam, gdzie powiem, to będziecie szczęśliwi. Możemy to interpretować dwojako: raj po osiągnięciu celu lub nawet w trakcie drogi. Warunek? Słuchać woli Bożej i wypełniać ją. Ba, być posłusznym nawet gdy nowe reguły są trudne do zrozumienia. Wtedy, gdy wszyscy wokół żyją inaczej i idą w innym kierunku. Jakie reguły? Nie macie pojęcia jak bardzo wywrotowo zabrzmiały wtedy obietnice dziesięciu przykazań. Wtedy ludzie mordowali się bez mrugnięcia okiem. Wyrzynali

z jakiś powodów całe rodziny. A tu nagle Pan Bóg mówi, że jeżeli pójdziesz za mną, to nauczę ciebie jak żyć,

że nie będziesz zabijał, nie będziesz przywłaszczał sobie niczego co należy do innych, będziesz czcił rodziców, będziesz uznawał i szanował tylko jednego, prawdziwego i wszechmocnego Boga.... I wtedy Żydzi zapragnęli tego nowego sposobu życia, poczuli moc i prawdę bijącą z dziecięciu obietnic.


3cb




Tu dotykamy kilku spraw. Czy Ziemia Obiecana ma być rozumiana dosłownie? Idziemy do krainy mlekiem

i miodem płynącej? A może chodzi dopiero o Królestwo, o Dom Ojca, w którym zamieszkamy po śmierci?

A Naród Wybrany? Czy chodzi o przynależność rasową? O prawo, nakazy, kary? A co z innymi narodami?

No i co to wszystko ma wspólnego z uroczystością w UKSWordzie?

Zaraz wytłumaczę. Jednak przypomnę Wam dwa arcydzieła. To znany na całym świecie SKRZYPEK na DACHU i książka pt. CHŁOPI, za którą Władysław Reymont otrzymał nagrodę Nobla. Mają pewien wspólny mianownik

ze sobą. To właśnie tajemnicza RZEKA, o której dziś opowiadam.





Jedna historia opowiada o wiosce Anatewka, w której mieszkają Żydzi. Druga zlokalizowana jest w Polsce,

we wsi Lipce Reymontowskie. Autorzy pokazali codzienne życie, w którym są różne kłopoty, ale ludzie żyją według odwiecznego rytmu natury. Pory roku, praca, przemijanie pokoleń, narodziny, miłość, śmierć, a przede wszystkim TRADYCJA. Coś, co jest wspólne dla ludzi, których coś łączy. Stara tradycja, nowa tradycja… Rodzinna, narodowa… Symbole zrozumiałe dla wszystkich, jednakowe święta i sposób ich przeżywania. Tradycja spaja ludzi niezależnie od wyznania.





3f




Ale jakże silnym spoiwem jest wspólna obrzędowość związana z religią. Na swój sposób każdy z członków tych dwóch narodów zmierza w tym samym kierunku. Każdy narodził się, wzrastał w rodzinie i w jednej tradycji, pracował, trudził się, by wychować dzieci, które będą od niego znowu się uczyły. Pokolenie po pokoleniu żyją tak samo i kiedy patrzą w górę, to zwracają się ku Bogu. To właśnie jest RZEKA. Zdrowa, wielodzietna rodzina wychowuje wszystkie dzieci w poszanowaniu starszych, w pracowitości, w karności. Ich dzieci tak samo wychowują swoje dzieci, a te dzieci – kolejne.





3h




Często przekazywano sobie zawód i tak przez pokolenia: pradziad, dziad, ojciec i syn wykonywał te same czynności. Nie było miejsca na szarpaninę, na szukanie drogi. Każdy zna swoje miejsce, wiadomo co będzie się w życiu robiło. Te rodziny znajdowały się w głównym nurcie RZEKI. Ale przecież w życiu zdarzają się różne przygody. A to wojna, a to powódź, a to przeprowadzka w nowe środowisko. Czasem jakiś władca nakazuje przyjęcie swoich przekonań. Wtedy ludzie stają wobec decyzji, na rozdrożu. Jedni żyją jak dotychczas, inni dają się porwać nowym prądom.

Popatrzcie znowu na wodę w rzece. Główny, silny nurt płynie szybko. Przy brzegach woda spowalnia. Niesione

z prądem drobiny zaczepiają się o trawę. Woda kołuje, rozlewa się leniwie albo wypełnia obniżenia terenu. Żłobi nowe koryto. Odsuwa się od tego głównego. Czasem na powrót się z nim łączy, czasem tworzy martwą, ślepą odnogę. Woda w niej staje, gnije, wysycha… A życie toczy się dalej i rzeka płynie bez tych kropel, które się oderwały, odpłynęły.

Przełóżmy obraz rzeki na losy ludzkie. Na przykład we wsi Anatewka możemy zobaczyć ślub, którego tradycyjnym celem jest wychowywanie kolejnych pokoleń w łasce Bożej. A teraz zobaczcie co się stało dzisiaj

w naszym świecie. Komuniści podważyli tradycyjny model rodziny, promują wielokrotne, krótkotrwałe związki nakierowane na odczuwanie przyjemności. Młodzi nie wychowują dzieci, nie dążą do Pana Boga. Ba, nawet więcej: pobierają się na przykład dwaj mężczyźni albo nawet człowiek ze swoim czworonogiem. Ludzie, którzy pokazują się w mediach, odeszli od standardów, od tradycji, głośno buntują się przed prawom Bożym, wydrwiwają zacofańców, który trzymają się głównego nurtu. Nowe dzieci nie mają już okazji się narodzić.

Z czasem jednak woda tych nowych nurtów ginie gdzieś na manowcach. Czasem jest za późno by szukać głównego koryta.

Czym jest więc RZEKA, którą podziwiam, której pragnę dla siebie i dla moich bliskich? Dlaczego dziś piszę Wam o RZECE? Spójrzcie na kolejne zdjęcie absolwentów Wydziału Teologii. Właśnie wychodzą ze Mszy Świętej. Uformowali… tak, tak! To nieduży, ale zwarty i silny dopływ RZEKI…





Patrząc na RZEKĘ z bliska, widać jak idzie wielki tłum grup ludzi. Starcy, dorośli, gromady dzieci. Trzymają się za ręce, i idą do przodu. A co jest z przodu? Widzicie? Tak, to Pan Bóg! On trwa przy ujściu rzeki i wszyscy, którzy dojdą do Niego, łączą się z Nim. Rzeka jest ogromna, więc płynie długo, mijają lata, całe pokolenia, a ona wciąż płynie, wciąż zmierza do wielkiego celu. Obserwując świat martwimy się, że niektórzy nie idą z głównym nurtem, zaczepiają się o brzeg, kręcą w wirach, albo odrywają od głównego koryta i tworzą jakąś odnogę. Jednak odnoga płynie zwykle coraz wolniej, zamienia się z czasem w wodę stojącą. Ta zaczyna się psuć albo zarasta. Lepiej było nie opuszczać głównego nurtu, bo teraz już bardzo trudno zagubionym ludziom wrócić

do właściwej drogi. Stracili z oczu cel...

Choćby popatrzmy na folklor polski. Komuniści zrobili wszystko, żeby odciąć ludzi od "ciemnoty", zacofania, zwyczajów, strojów ludowych. Byle wykorzenić polskość, patriotyzm, historię narodu. Wzrastając w czasach stalinowskich pokolenie powojenne milczało, władza zaś wmawiała, że nowoczesność to odcięcie się od tradycji... Ja jestem bękartem socjalizmu. Nikt nie opowiadał mi prawdziwej historii, Ojciec za sukces życiowy uznał wyrwanie się ze wsi, Matka gardziła wszystkim co ze wsią się kojarzy. Przyjęła inny model życia, znalazła się w martwej odnodze, ale na tyle blisko nurtu, że ja z całych sił jeszcze parłam do RZEKI. Jednak płynę przy brzegu i wciąż utykam, zaczepiam się o gałązki, przystaję na płyciznach, bardzo mi trudno zanurzyć się

w głębinie, by dać się nieść towarzyszom podróży. Nie znam swojej rodziny, więc gorączkowo jej poszukuję przez całe życie, szukam śladów przodków, którzy potrafili iść głównym nurtem. Wydaje mi się, że odnajdując ich ślady, odnajdę też drogę.

I oto na poniższym zdjęciu widzimy dorodną, czystą, szlachetną młodzież, która już uformowana, z energią rusza w kolejny etap życia. Z Panem Bogiem i ku Niemu...





Od najmłodszych lat interesuję się innymi kulturami, z ogromnym zaintrygowaniem dowiaduję się jakie ludzie mają zwyczaje związane z rodziną. Jakim rytmem żyją. Kto jak pracuje, kto o czym decyduje, jak dzieci uczą się od rodziców, jak kształtują się układy społeczne, kto kogo słucha i dlaczego? Od dzieciństwa płakałam obserwując zespoły w strojach ludowych, miałam poczucie, że te śpiewające i tańczące w grupach kobiety mają dostęp do tego, co ja utraciłam. Cała moja dusza łkała za tradycją, za pewnością postępowania,

za bezpieczeństwem. Zazdrościłam wszystkim, którzy wychowywali się w rodzinach, bo ich rodzice mieli szansę

nie zgubić nurtu, tradycji, tej umiejętności, która sprawia, że tak jak poprzednie pokolenia mogą z łatwością zdążać przez całe życie do Boga.

Te dwa utwory pokazują odwieczny rytm. Funkcjonowała instytucja swatki, a dziewczęta przez lata przygotowują się do swojej roli, uczą się praw, pracy, gotowania, prowadzenia modlitwy domowej, uczą się historii narodu, żeby wiedziały co jest słuszne i dlaczego. Chłopcy uczą się zawodu, troski o rodzinę. Zazdroszczę ludziom tradycji, rodziny, tego, że potrafią żyć w rytmie. Tego, że są wierni Bogu, że kłopoty ich nie załamują, że trwają

w nurcie.


4c




Skończyłam zdecydowanie przydługą już opowieść o RZECE. Wróćmy do uroczystości. Znaleźliśmy się na auli. Młodzież usiadła w pierwszych rzędach. Dyplomy odbierali najpierw studenci, którzy ukończyli uczelnię

z wyróżnieniem. Profesorowie wręczali je na scenie, ale kiepsko się ustawili, bo wszystko zasłaniała mównica.








Jasia wezwali jako ostatniego. Mieli bowiem pewne plany. Prodziekan odwrócił się z Jasiem do widowni

i wygłosił krótkie przemówienie na temat kilkuletniej współpracy z naszym młodym filmowcem.


6a




A potem zdradził pewną tajemnicę, że Jaś tego dnia ma swoje święto. Na następnych zdjęciach widzicie moment, w którym wszyscy zebrani śpiewają Jasiowi STO LAT.

No cóż, nasz syn nie mógł niezauważony po prostu wtopić się w tłum, na to jest zbyt oryginalny…

A mamusia zapatrzona w niego zawsze jak w obraz… :-)








Na zewnątrz trochę mżyło, ale profesorowie byli niezrażeni i wezwali zebranych do wyjścia na zewnątrz.

Jak tradycja to tradycja !











Po serii pamiątkowych zdjęć nastąpił ostatni punkt uroczystości. Klasyczny, znany z filmów, rzut biretami!!!

Ostatni przejaw beztroski. Żegnaj Uczelnio!!! Witaj dorosłe życie!!! Oby w głównym nurcie…


Komentarze

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst fxkpg59d6o:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.