Ostatnio: 28.01.2018

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Ostatnio mamy na wykopie wysyp list samolotów i śmigłowców, pociągów, zakupów (ładnych i brzydkich). Tym razem chciałbym Wam, drodzy Wykopowicze, przedstawić samoloty, których… Chciałem napisać „których nie znacie”, ale większość z nich znacie na pewno. A to nie ma być lista samolotów zupełnie zapomnianych.

Te z reguły są zapomniane jak najbardziej słusznie. Chcę Wam przedstawić aeroplany o których owszem, pamięta się, ale z reguły pamięć ta ogranicza się do stwierdzenia „aha, był taki”. Każda z tych maszyn ginie w cieniu, rzucanym najczęściej przez inne samoloty z tego samego państwa przeznaczone do wykonywania tych samych zadań. Zasada tworzenia listy jest prosta: im bardziej dzisiejsza sława danej maszyny odstaje od faktycznych jej zasług, tym wyższą pozycję samolot zajmuje.

Każdą notkę uzupełniłem linkiem do ciekawego moim zdaniem filmu lub artykułu.

10. Grumman F4F Wildcat

Trudno rozpatrywać ten samolot jako maszynę zapomnianą, niemniej jednak w późniejszych miesiącach wojny Wildcata przyćmił jego następca, F6F Hellcat. Tymczasem to beczułkowate Wildcaty dźwigały ciężar walki z japońskim lotnictwem w najbardziej krytycznym, początkowym okresie wojny, kiedy to Cesarstwo zepchnęło Amerykanów do defensywy. Teoretycznie słabsze niż słynny A6M, dzięki dobrej taktyce dawały sobie z nimi radę.

źródło

Wildcaty Marynarki i Piechoty Morskiej wykonały 15553 samolotoloty bojowe, zniszczyły 1327 maszyn nieprzyjaciela za cenę jedynie 191 własnych. Dawało to stosunek zestrzeleń do strat 6,9:1, zupełnie niezły, ale blednący przy Hellcatowym 19:1. Niemniej jednak, Hellcata słusznie pamięta się jako konstrukcję wybitną, o Wildcacie tymczasem zwykło się zapominać. A przecież to Wildcat odegrał wiodącą rolę w bitwach na Morzu Koralowym i o Midway.

fleet air arm grumman wildcat

źródło

9. Gloster Gladiator

Ostatni brytyjski dwupłatowiec myśliwski, oblatany jesienią 1934 roku. Było już wtedy wiadomo, że dwupłatowce to przeżytek, jednak wprowadzono go do służby. Z reguły Gladiatory ponosiły ciężkie straty w starciach z Luftwaffe (Francja, Norwegia), były jednak dwa miejsca, gdzie osiągnęły niebagatelne sukcesy.

gloster gladiator mk ii8

źródło

Pierwsze z tych miejsc to Finlandia, gdzie w 1940 roku Gladiatory mogły z powodzeniem stawiać czoła sowieckiemu lotnictwu. Drugie miejsce to Malta. Bombardowana przez Włochów i Niemców wyspa na Morzu Śródziemnym przez długie tygodnie mogła się bronić jedynie garstką Sea Gladiatorów (wersja pokładowa). Zawsze na przechwycenie startowały tylko trzy maszyny, w związku z czym powstał mit, że wyspy faktycznie bronią tylko trzy myśliwce i trzech lotników. W rzeczywistości było ich niewiele więcej (według różnych źródeł 4 lub 5 maszyn), a gdyby nie one, Malta prawdopodobnie upadłaby, zanim dotarły tam lepsze i liczniejsze myśliwce. Maltańczycy nadali swoim Sea Gladiatorom imiona Wiara, Nadzieja i Miłosierdzie (nie wiadomo więc na sto procent, którym nadano te imiona, skoro było ich więcej).

źródło

8. Lockheed P-38 Lightning

Jak Wildcat niknie w cieniu Hellcata, tak Lightninga przyćmiewają Mustang i Thunderbolt. Tymczasem to właśnie P-38 zestrzeliły więcej japońskich samolotów niż jakikolwiek inny myśliwiec, więcej niż Hellcat, więcej niż Corsair. To właśnie na Lightningu latał Richard Bong, najskuteczniejszy amerykański pilot w tamtej wojnie (40 strąceń), odznaczony Medalem Honoru. Inni znani piloci Lightninga to Thomas McGuire (as numer 2 – 38 zwycięstw) i Charles H. MacDonald (27).

źródło

P-38 doskonale sprawdzał się w charakterze myśliwca eskortowego, był też świetnym szturmowcem. Lotnicy cenili jego wytrzymałość i „odporność” na błędy pilota. Słynął też z charakterystycznego dźwięku silnika, wyjątkowo cichego jak na oferowaną moc (film).

źródło

7. Macchi C.202 Folgore i Macchi C.205 Veltro

Dwie blisko spokrewnione konstrukcje z Italii. Włoskie lotnictwo nie odniosło spektakularnych sukcesów w II wojnie światowej, poniosło zaś co najmniej jedną spektakularną klęskę (patrz punkt 9.), toteż włoskie samoloty nie miały okazji zapisać się w powszechnej świadomości. Najbardziej tracą na tym te dwa myśliwce (202 na zdjęciu). Dodatkowo na ich niekorzyść działa to, że słaby włoski przemysł nie był w stanie wyprodukować ich w większej liczbie, co dotyczy zwłaszcza bardzo udanego Veltro (zaledwie 262 egzemplarze). Tymczasem włoscy piloci byli w gruncie rzeczy całkiem nieźli i mając do dyspozycji porządne maszyny (a do tej właśnie kategorii należą C.202 i C.205), potrafili dać się aliantom we znaki.

c 202 fighter taking off

źródło

6. Northrop P-61 Black Widow

Pierwszy amerykański samolot opracowany od początku z myślą o zamontowaniu w nim radaru i pomyślany jako nocny myśliwiec. Nie można powiedzieć, że wywarł decydujący wpływ na przebieg wojny, jednak świetnie wywiązywał się z przypisanej mu roli. Potężnie uzbrojony (4 działka, 4 cekaemy), był groźnym przeciwnikiem także dla jednosilnikowych myśliwców.

źródło

Największą jego wadą był brak podwieszanych zbiorników paliwa. Dodatkowy jego zapas umożliwiłby wielu pilotom, którzy rozbili swoje maszyny, poszukując nocą lotnisk, zaczekanie w powietrzu do świtu. Podobno właśnie P-61 był tym samolotem, który uzyskał ostatnie zwycięstwo powietrzne dla aliantów w II wojnie światowej (w walce z Ki-44 zmusił pilota do zejścia tuż nad wodę, nieprzyjaciel rozbił się w morzu). Krótka monografia.

p 61 black widow nmusaf

źródło

5. Douglas SBD Dauntless

Drugi samolot, który – obok Wildcata – wygrał dla Amerykanów bitwę o Midway. W starciu tym Japończycy stracili cztery lotniskowce: Hiryū (zatopiony przez Dauntlessy), Kaga (ciężko uszkodzony przez Dauntlessy, nie do uratowania, samozatopiony), Akagi (ciężko uszkodzony przez Dauntlessy, nie do uratowania, dobity przez japońskie niszczyciele) i Sōryū (zatopiony przez Dauntlessy). Midway, jak wiadomo, było strategicznym zwrotem w wojnie na Pacyfiku, utrata czterech lotniskowców pozbawiła Cesarską Marynarkę zdolności prowadzenia wojny z USA. Oczywiście konflikt trwał jeszcze ponad trzy lata, jednak Japonia już nigdy nie przeszła do kontrofensywy.

źródło

Była to bardzo udana konstrukcja, nie ustępowała na pewno swojemu następcy, SB2C Helldiverowi. Amerykańscy lotnicy rozwijali akronim SBD jako „Slow But Deadly” (Powolny, ale Zabójczy), bardzo tę maszynę cenili. Notabene: Helldiver otrzymał nazwę „na cześć” helldivingu – tak załogi Dauntlessów nazywały bombardowanie z lotu nurkowego.

dauntless bomb drop

źródło

4. Lockheed Hudson

Aby móc otworzyć drugi, zachodni front w Europie (operacja Overlord), a także zachodni front w Afryce (mało znana w naszym kraju operacja Torch), trzeba było przewieźć przez Atlantyk ludzi, sprzęt, paliwo, żywność, wszystko, co niezbędne do prowadzenia działań wojennych. Niemiecka Ubootwaffe – flota podwodna – ze wszystkich sił próbowała przerwać transatlantycki szlak konwojowy. To wtedy po raz pierwszy do walki z okrętami podwodnymi zaprzęgnięto samoloty. Jednym z najskuteczniejszych w tej roli był Lockheed Hudson, z powodzeniem używany tak przez Amerykanów, jak i przez Brytyjczyków czy Kanadyjczyków.

źródło

To właśnie Hudson stał się pierwszym samolotem, który zatopił okręt podwodny. I właśnie od Hudsona oraz wyżej wspomnianego P-38 rozpoczęła się „kariera” przedsiębiorstwa Lockheed i jego głównego konstruktora, Kelly’ego Johnsona, twórcy takich maszyn jak A-12/SR-71 Blackbird, F-117 Nighthawk, C-130 Hercules czy F-104 Starfighter.

lockheed hudson excc

źródlo

3. Consolidated B-24 Liberator

Odpowiedź na pytanie „Jakie były dwa najsłynniejsze amerykańskie bombowce z II wojny światowej?” brzmiałaby na pewno „B-17 i B-29”. I faktycznie, jako bombowiec strategiczny B-24 zdecydowanie im ustępował, chociaż nie można powiedzieć, że się do tej roli zupełnie nie nadawał. Przede wszystkim brakowało mu odporności na ostrzał, potrzebował więc znacznie silniejszej osłony myśliwskiej. Czym więc się aż tak bardzo zasłużył? Tym samym co Hudson – walką z U-Bootami w ramach „bitwy o Atlantyk”. Dzięki wielkiemu zasięgowi (konfiguracja VLR – Very Long Range) mogły z baz w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii oraz Islandii pokryć większą część oceanu. A nie było i nie ma dla okrętu podwodnego wroga bardziej niebezpiecznego od samolotu. B-24 zatopiły w sumie około 70 U-Bootów; ich wprowadzenie stało się jednym z punktów zwrotnych „bitwy o Atlantyk”.

źródło

Odrobina prywaty. Pod koniec maja (o ile nie będzie opóźnień) ukaże się polskie tłumaczenie pierwszego tomu tego cyklu, skądinąd tłumaczenie mojego autorstwa. Jeśli kogoś naprawdę interesuje zagrożenie, jakie stwarzały okręty podwodne w pierwszej połowie II wojny światowej oraz ich zwalczanie tak przez okręty, jak i przez samoloty – właśnie tam powinien szukać wiedzy.

źródło

2. Nakajima Ki-43 Hayabusa

Ikoną japońskiego lotnictwa jest oczywiście A6M, powszechnie znany jako Zero. Był to jednak samolot lotnictwa marynarki, tymczasem lotnictwo wojsk lądowych używało Ki-43. Był to właściwie lądowy odpowiednik Zera (tak właśnie zwali go Amerykanie: Army Zero), zbudowany wedle tej samej koncepcji, promującej maszyny lekkie, zwinne, łatwe do pilotowania. W konsekwencji, ujmując rzecz jak najprościej, dość trudno było je trafić, ale gdy już się to udało, zarówno Zero, jak i Hayabusa odczuwały ostrzał dużo mocniej niż na przykład Wildcat. Mimo to oba były świetnymi myśliwcami, zwłaszcza w początkowym okresie wojny na Pacyfiku, a jednak tylko Zero przebił się do powszechnej świadomości.

nakajima ki 43 ii

źródlo

Wybudowano ich blisko sześć tysięcy i dopóki Japonia nie została zepchnięta do defensywy, dopóki alianci nie wprowadzili do użytku lepszych maszyn, spisywały się wybornie. Na Hayabusie większość swoich zwycięstw zaliczył między innymi Satoru Anabuki (pod linkiem ciekawy artykuł demitologizujący), a jego ofiarą padały najczęściej słynne brytyjskie Hurricane’y. Ten fakt najlepiej dowodzi, że Hayabusa niesłusznie popadł w zapomnienie.

źródło

1. Bell P-39 Airacobra

Zagadka: który amerykański samolot myśliwski zestrzelił (oczywiście nie sam z siebie) najwięcej nieprzyjacielskich samolotów? Lightning? Airacobra! Właśnie niepozorna, zapomniana Airacobra. Zaskoczeni? Prawda jest taka, że akurat Amerykanie – czyli twórcy tego samolotu – mieli zeń mało pożytku (chociaż nie można powiedzieć, że Airacobra ich zawiodła). Natomiast Sowieci… W realiach frontu wschodniego nie istniało zapotrzebowanie na maszyny o świetnych osiągach na dużych pułapach (jak Mustang czy Spitfire), potrzebny był myśliwiec radzący sobie w walce nisko nad ziemią, przy małych prędkościach – właśnie taki jak Airacobra.

źródło

Teoretycznie samolot ten nie powinien mieć szans w walce z nowszymi wersjami Bf 109 czy Fw 190, a jednak… nie dość, że je miał, to jeszcze często wygrywał. Wiele oczywiście zależało od pilota, jednak gdy wytrawny lotnik dostał do ręki tak sprawne narzędzie, stawał się śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem dla asów Luftwaffe. Około połowy z dziewięciu i pół tysiąca wyprodukowanych maszyn trafiło do lotnictwa sowieckiego. Latali na nich między innymi Aleksander Pokryszkin (53 potwierdzone zwycięstwa, z czego około 30 na Airacobrze; łącznie z niepotwierdzonymi co najmniej pięćdziesiąt) i Grigorij Reczkałow (56, z czego 44 na Airacobrze). Sowieccy piloci pieszczotliwie mówili na P-39 „Kobruszka”.

źródło

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.