Po pierwsze: nie ma żadnej "własności intelektualnej", której prawo mogłoby słusznie bronić. Kradzież to zabranie komuś bez jego wiedzy i zgody roweru - ale nie ściągnięcie pliku z muzyką z Chomikuj.pl. Nie można ukraść "dóbr niematerialnych".

Pojęcie Własności powiło się z potrzeby ekonomizacji wykorztystania zasobów rzadkich, a więc każdej namacalnej rzeczy w otoczeniu człowieka, której użycie przez jeden podmiot wykluczyłoby lub umniejszyło możliwość użycia przez drugi podmiot. By zapobiec konfliktom o rzadkie zasoby i polepszyć efektywność ekonomiczą geniusz ludzki wymyslil prawo własności prywatnej.

Oczywiście powstało ono przed przed istnieniem państwa.

Idea słowo zapis nutowy informacja to nie są zasoby rzadkie. Z momentem wytworzenia ideii można ją dowolną ilość razy reprodukować bez utraty użyteczności pierwotnej formy.

Na bazie tradycyjnie pojmowanego prawa własności nigdy nie możnaby sformułować prawa własności intelektualnej, byłoby to nielogiczne

Powstałe w XIXw. prawa autorskie i patentowe miały zapewnić twórcom możliwość komfortowego utrzymywania sie z owoców swej umysłowej pracy zaprzęgając w to aparat państwowej represji do ścigania żekomych złodziejii, czyli np wynalazców którzy wynaleźli niezależnie od siebie jakieś urządzenie na które istniał już niedawno zarejestrowany patent. Co z tego, że wynalazca nie naruszył faktycznej własnosci innej osoby składając w piwnicy prototyp. Rząd zarekwirował jego własność, prototyp na który był już patent. Prawo własności intelektualnej doprowadza do agresji na własność prywatną i stoi w opozycji do własności prywatnej

Informacja nie jest zasobym żadkim tworzenie przepisu które zabrania powielania tej informacji kożystając ze swojej własności jest samo w sobie już inicjacją przemocy wobec prywatnych właścicieli. Jednocześnie objęta ochroną informacja staje sie sztucznie dobrem rzadkim i tworzy sie sztuczny monopol właściciela praw intelektualnych i dobro które było nieskończone, a więc darmowe zaczyna posiadać cenę monopolistyczną

Obrońcy praw własności, a więc zamordyści, twierdzą, że bez państowej ochrony praw własności twórcy nie beda tworzyc, wynalazcy nie stworza wynalazków gospodarka i technologia zatrzymają się. Po pierwsze twórca, który ma zagwarantowany przychód przez ileś lat traci bodziec do dalszego tworzenia i innowacji.

Firmy zamiast skupić się na zaspokajaniu potrzeb konsumentów poprzez faktyczny wyścig technologiczny i innowacje na najwyzszym mozliwym poziomie również przez naśladowanie dobrych rozwiązań prześcigają się w zdobywaniu ochrony patentowej na najgłupsze możliwe rzeczy tylko po to by wyprzedzić inną firmę, której potem mogłaby grozic procesem jeśli nie wykupi się do niej licencji. Tracą na tym konsumenci i małe firmy które nie stać na obsługę prawną.

Po trzecie: nie ma żadnych dowodów, że po zniesieniu ochrony "własności intelektualnej" jakoś radykalnie ucierpią twórcy i artyści. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje, że będzie dokładnie odwrotnie. Wielu muzyków już teraz zarabia znacznie więcej na koncertach niż na płytach. Płyty to jedynie "dodatek" do zarobków z koncertów, swego rodzaju reklama.

Po czwarte: przez setki - nie, tysiące! - lat nie istniała żadna ochrona "własności intelektualnej", a kultura, sztuka i rozrywka jakoś się rozwijały. Powiem nawet, że rozwijały się znacznie lepiej niż dzisiaj - współczesny chłam nijak się ma do dzieł z okresu, kiedy szaleli ci "wstrętni złodzieje własności intelektualnej". A gdyby to prawo wtedy istniało - to połowa twórców nie mogłaby stworzyć swoich wiekopomnych dzieł, bo za chwilę byliby pozwani o plagiaty etc. Poczynając od Wergiliusza, poprzez Szekspira, a na twórcach romantyzmu kończąc. Nie byłoby "Eneidy", "Hamleta" ani "Giaura".

Co do praw autorskich jakoś nie przypominam sobie żeby mocart, który tworzył przed prawami autorskimi nażekał na niechętność wydawców i nieopłacalność wystawiania jego koncertów.

Bitwa o prawa własności to nic innego jak chęc utrzymania przywilejów kastowych przez opasłe burżujskie świnie, które chcą dalej doić klase robotniczą, która może mieć coś za darmo.

Zabijcie się Martinie.

Po drugie: konsekwentne (czyli jedyne godne uwagi) bronienie praw "własności intelektualnej" musiałoby prowadzić do absurdów i prawdziwej inwigilacji. Inaczej się NIE DA. Uznajmy, że osoba, która skopiowała oryginalną płytę z muzyką, rzeczywiście jest "przestępcą". Ale ktoś, kto skopiował muzykę JUŻ z tej kopii? Albo kto ją kupił? Albo kto ją sprzedał? Albo kto ją wrzucił do Internetu albo stamtąd ściągnął? Jak ocenić, co powinno podlegać takiej ochronie, a co już nie? Dwusylabowe imię bohatera książki podlega ochronie? Czy może dopiero jedna strona książki? Albo rozdział? A może dopiero całość? Granice są nieostre - i, co ważniejsze, niemożliwe do wyznaczenia.

Poza tym: własność intelektualna jest sprzeczna z NORMALNĄ własnością. Albo - albo, tertium non datur. Albo płytka z muzyką AC/DC jest MOJA razem z zawartością - albo nie jest. Kropka.

jak otworzysz sklep i przynosi on dochod i ja widzac to otworze podobny gdzies niedaleko to tez kopiuje pomysl i w sumie towary tez i przyczyniam sie do tego ze tobie spadaja zyski? Przeciez caly wolnorynkowy model konkurencji polega na tym ze kazdy sie isnpiruje czyms co przynosi komus zyski czyli kopiuje pomysl. ktos kto jest przeciwko kopiowaniu jest przeciwko wolnemu rynkowi -

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.