Z góry chciałbym przeprosić za mój styl pisania. Znajdziecie tam masę błędów interpunkcyjnych, stylistycznych a także ortograficznych(tych których nie wyłapała korekta). Historia poniżej to czyste "gorzkie żale", a wszystko napisane jet ciężkim piórem(przynajmniej tak mi się wydaje, bo zawsze tak pisze podobno)

Wszystko zaczęło sie trzy tygodnie temu. W ten nieszczęsny deszczowy piątek jechałem rowerem rozmienić kasę, bo nie mieliśmy w pracy jak wydawać klientom za towar. Wracając, za ostro wziąłem zakręt i spadłem z roweru mocno uderzając głową w krawężnik (dobrze, że był kask, gdyby nie on na 90% miałbym rozwaloną także głowę). Gdy trochę poleżałem sobie na ziemi a następnie sie otrzepałem, zobaczyłem że u prawej ręki najmniejszy palec jest troszkę wygięty. No cóż moje pierwsze złamanie w życiu pomyślałem. Po pół godzinie przyjechał po mnie ojciec, żeby zawieźć mnie na pogotowie. Skierowaliśmy sie do Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 2 w Szczecinie na oddział chirurgi. Jednak tam młody doktor powiedział, że z tym to raczej na ortopedie i polecił nam 109 Szpital Wojskowy na Piotra Skargi. Po godzinie od wypadku wreszcie byłem we właściwym miejscu (sukces!) Pech chciał, że firma w której pracuje ( wtedy niecały tydzień) jest Niemiecką firmą, i de facto jestem zatrudniony na Niemiecką umowę, a że pracuje tam krótko to czekam na książeczkę ubezpieczeniową (jakaś europejska czy coś), a jak wiemy u nas biurokracja dość wolno działa więc ciągle czekam... Dlatego de facto ubezpieczenia nie mam, bo nie mam na to papierka, a jak w Polsce nie masz na coś papierka to znaczy że jesteś obywatelem niższej rangi. Na szczęście zawsze można dostać fakturę więc problemu nie było (do dziś ale to później) W każdym bądź razie po wypełnieniu papierków i 1,5h godzinnym czekaniu ujrzałem lekarza.

- Do widzenia. Powiedział wychodząc zza recepcji.

- Panie Michale! jeszcze dwóch pacjentów czeka! Odparła recepcjonistka

- Kurde, to trzeba sie przypominać, zapraszam Pana.

- Ta Pani był przed panem Dawidem.

- To zapraszam Panią.( Ogólnie podczas tego półtoragodzinnego oczekiwania w kolejce przede mną były całe 3 osoby + menel którego przywieźli panowie z erki)

Po kolejnej godzinie, miałem założoną już szynę na palec, Zrobione zdjęcie rentgenowskie i wystawioną fakturę więc mogłem iśc do domu (Wreszcie). Lekarz napisał w karcie "Złamanie paliczka bliższego V ręki prawej. Drobne otarcia naskórka okolicy stawu śródręcznopaliczkowego V ręki prawej i okolic paliczka bliższego" Dodatkowo dostałem zalecenie aby za 5 dni iść na zmianę opatruku i RTG aby zobaczyć czy wszystko sie dobrze ustawiło, i nie wyskoczyło. Ogólnie czas noszenia tego od 3 do 6 tygodni. Podczas nastawiania palca zdarzyła sie także dość "śmieszna" historia. Do gabinetu zabiegowego wpadła lekarka z tekstem "Panie Michale, może pan podejść do góry rodzina do ordynatora przyszła, i chce to szybciej załatwić". No cóż już wiem dlaczego tyle czekałem :)


2



Znając, życie od razu udałem się do przychodni obok, aby zarejestrować sie na wizytę. Nie zdziwiłem sie jak pani w okienku poinformowała mnie, że najbliższy termin to 12.08 (tj. dziś), no cóż akurat, 3 tygodnie miną więc mogę sie zapisać, a za te 5 dni pójdę do prywatnego. Jak pomyślałem tak zrobiłem.

Po niecałym tygodniu (28.07) udałem sie do Medicusa (prywatna przychodnia) i za komplecik rtg ręki + konsultacja z lekarzem (ortopedą) zapłaciłem 105 zł (40 zł RTG + 65 lekarz). Ze zdjęcia RTG dowiedziałem się, że "wykazują stan po przydpostawnym złamaniu pierwszego paliczka V palca. Odłamy nie przemieszczone, szczelina złamana częściowo zatarta" Natomiast lekarz zdziwił sie, że przychodze tak wcześnie od wypadku i jedyne co zrobił to zmienił mi bandaż na ręce, co trwało może 5 minut. Z resztkami kasy w portfelu postanowiłem iśc na piwo z kolegą :)


3




Minęły trzy tygodnie od złamania, więc czas na wizytę w placówce państwowej. Czyli w przychodni na przeciwko 109 Szpitala Wojskowego w którym nastawiano mi palec. Umówiony byłem na 10:30 więc postanowiłem przyjść trochę wcześniej (całe 10 minut :))W recepcji dopytałem sie jak wygląda sprawa z nieubezpieczonymi (na książeczkę ciągle czekam...), pani stwierdziła żebym dogadał sie już w gabinecie z doktorem. Pod gabinetem zorientowałem sie kto jest ostatni i cierpliwie czekałem (recepcjonistka zamiast wystawiać numerki umawiała na godziny, nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to że np. na godzinę 11:30 było umówionych 4 pacjentów) Tuż przed moim wejściem, wyszedł doktor który oznajmił, że pierw wchodzą wszyscy na zastrzyki. Więc ludzie którzy byli umówieni na 11 wchodzili przede mną. Po 1,5h i obsłużeniu wszystkich "zastrzykowców" wreszcie dopchałem sie do gabinetu.

- Pan na komisje?

- Nie, ja na kontrol ręki.

- Teraz przyjmujemy tych na komisje.

- Pani sobie chyba żartuje. Miałem umówioną wizytę na 10:30, a jest prawie 12. Pierw cierpliwie czekałem, aż wszyscy na zastrzyki wejdą choć byli umówieni na późniejsza godzine, teraz mam czekać, aż znowu ktoś inny ma wchodzic?

- Ja tam tu siedzę do 15, więc mi to objęte. Odparła lekarka. Jak pan doktor pana przyjmie przed nimi to nie ma problemu.

Na szczęście zgodził sie.

-Pan u nas pierwszy raz? To poproszę dowód i książeczkę ubezpieczeniową.

- Co do ubezpieczenia to nie mam, ale proszę o wystawienie rachunku bo blablabla (zacząłem tłumaczyć im sprawe z książeczką). Pani w recepcji powiedziała mi, że istnieje taka możliwość.

- Ale my tu nie wystaramy rachunków, potrzebne jest ubezpieczenie przykro mi.

Zirytowany i wkurwiony zmarnowaniem dwóch godzin słuchając starych osób w prześciganiu się na "argumenty" kto jest bardziej chory wyszedłem z gabinetu mrucząc pod nosem, że powinni to sprywatyzować i udałem sie znowu do Medicusa. Tam za 114 złotych znowu zamówiłem komplecik RTG + wizyta u lekarza (tym razem u chirurga). Na RTG mogłem przeczytać "Ustawienie odłamów zbliżone do anatomicznego, szpara załamania jeszcze widoczna, zmian kostnych nie dostrzega sie". Dodatkowo radiolog (czy jak on sie tam nazywa) dopytywał sie dlaczego mam tak dziwnie założoną szynę (w sensie na 4 palec a nie na 5) odparłem, że tam i tak wszystko jest sklejone więc całość i tak jest sztywna. Zalecił mi wizytę u chirurga, bo prawdopodobnie to już można ściągnąć, ale lepiej to skonsultować z osobą zajmującą sie tym. Jednak konsultacja z chirurgiem już nie była tak optymistyczna. Powiedział on że palec jest źle nastawiony, i po zdjęciu tego możliwe że potrzebna będzie operacja w postaci przecięcia tej kości na pół. Sam osobiście już na samym początku wstawił by tam drut, bo to dość specyficzne złamanie. Za dwa tygodnie mam zdjąć opatrunek i zacząć tym palcem ruszać, jak będzie mi to przeszkadzać to powinienem udać sie na operacje.Zdziwił się także dlaczego szynę mam założoną w postaci zgiętej a nie prostej.


4



Ręce mi opadły, nie dość że za każdym razem w przeciągu tych trzech tygodni każdy mówił że wszystko jest OK, to praktycznie pod koniec rehabilitacji dowiaduje sie, że będę miał źle złożony palec. Postanowiłem, poradzić sie was a zarazem pożalić sie w necie na jakość zarówno tej publicznej jak i prywatnej służby zdrowia. Po serii AMA wiem, że na wykopie siedzi dość dużo interesujących osób, więc może znajdzie sie jakiś student medycyny który udzieli mi darmowej porady przez internet kto ma racje. W sumie cała historia choroby jest opisana powyżej.

Co do służby zdrowia, to wychodzi model socjalny. Gdyby była sprywatyzowana, to nie dość że jakość usług by sie polepszyła, to także powstała by większa konkurencja na rynku dzięki czemu nie musiał bym płacić za pięcio minutowe wizyty 65 czy 74 złote, a o połowę mniej. Śmieszy mnie także jedna niesprawiedliwość socjalu. Zakładając hipotetycznie (specjalnie podaje tak kosmiczne liczby aby pokazać nierówność), że zarabiam 100k miesięcznie przez 40 lat. Za każdy miesiąc odprowadzam 245zł chorobowego i 776,61zł zdrowotnego (wg. kalkulatora pracuj.pl) co daje 1021,61 x 480 miesięcy czyli 490372, prawie pół miliona złotych. Zakładając, że przez ten okres ani razu nie byłem u lekarza to dość ładna sumka. Jednak jeżeli po tych 40 latach zostanę zwolniony a po miesiącu i jednym dniu ulegnę wypadkowi, to muszę wykładać z własnej kieszeni. Jednak, jeżeli jakiś menel przez 40 lat nie był nigdzie zatrudniony legalnie i wcale nie odprowadzał składek, a przypadkowo dzień przed wypadkiem zarejestruje się w PUPie to ubezpieczenie mieć będzie. Sprawiedliwe nie?

P.S Zauważyłem także dość specyficzne rozwarstwienie społeczne co do publicznej a prywatnej służby zdrowia. W przychodniach publicznych w dużej większości pacjentami są osoby dość stare, jednak jak szedłem do Medicusa to na korytarzach siedziały raczej młode osoby. Jak nie wierzycie i macie czas wolny to sami sprawdźcie :)

P.S2 Dowiedziałem sie także że "Live is bitch". jakieś dwa tygodnie przed wypadkiem, kupiłem sobie gejowski obcisły strój, kask oraz wwaliłem trochę kasy w modyfikacje roweru (Łącznie jakieś 1500 zł)bo w tym roku miałem brać udział w swoich pierwszych zawodach. Praktycznie od kwietnia ćwiczyłem ostro co przekładało sie na wyniki (jakieś 1500 km w tym sezonie ze średnią powyżej 24km/h), jednak życie stwierdziło że za wcześnie na to :) Już wiem jak czują sie sportowcy, albo ludzie którzy naprawdę kochają to co robią. Stety jestem chory na cykloze, i mam nadzieje że nigdy sie z tego nie wyleczę. A każdy dzień z tym gównem na ręku coraz bardziej mnie irytuje, że nie mogę ruszyć na trasę.

Komentarze

  • Michaszek17 Michaszek17

    Witaj creativepl, jestem lekarzem, chętnie Ci pomogę, wytłumaczę co i jak z palcem ale potrzebowałbym zbliżenie zdjęć RTG palca. Trudno dostrzec szczegóły złamania z takiej odległości i na tradycyjnej kliszy rentgenowskiej ustawionej do okna. Myślę że wspólnie ustalimy jak powinno odbywać się dalsze leczenie Twojego palca. Mój mail witekmichael@gmail.com. Pozdrawiam! M.

Dodaj komentarz

Autor zablokował możliwość dodawania anonimowych komentarzy. Zaloguj się.

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.