Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Wyspa Czołówka

2wjb1a



2wjb1b



final 874933804



Ola czy Freida?

cooltext727467465



final 874933804a















Bezludna... http://www.jigsawplanet.com/?rc=play&pid=1a0757b50fd5

...i nieco trudniejsza:... http://www.jigsawplanet.com/?rc=play&pid=3d9a0c3570a3

Dzień pierwszy, 6:00 nad ranem.

Drogi Pamiętniku !

Przed chwilą obudziło mnie denerwujące krakanie. Ola i Laura jeszcze śpią (to moje najlepsze przyjaciółki ). Zorientowałam się, iż nasza podróż na bezbrudną wyspę dobiegła końca. Siedzęwłaśnie na plaży i myślę, że wtajemniczę Cię w powód, przez który jesteśmy tutaj.

Należy najpierw wspomnieć, iż nie pochodzimy z tego samego kraju (ja - Francja, Ola - Anglia, Laura - Holandia) . Przed wielu laty właśnie pomiędzy naszymi krajami wybuchła wojna. Gdy wyszło na jaw, że się przyjaźnimy, zostałyśmy skazane na spędzenie reszty swojego życia na bezbrudnej i, jak się właśnie przekonuję, bezludnej wyspie. Na razie wiem tylko tyle, że : woda w oceanie jest słona, przyczepiła się do mnie namolna papuga, rosną tu palmy i bambusy. Przypuszczam, iż znajdujemy się gdzieś na Oceanie Spokojnym. Na horyzoncie nie widać nic oprócz polujących na ryby mew. Mimo wczesnej pory jest ciepło, a słońce już wstało. O, budzi się Ola.

-Hmmmm... Gdzie my właściwie jesteśmy ?

- A ja wiem ? Fu, zdejmij z siebie te glony !

-Dobra, dobra. Lepiej mi powiedz, co tu robi to ptaszysko. Przygląda mi się,jakby zobaczyło wodospad na pustyni ...

-A propos wodospadu, słyszysz ten szum ?

-Tak, mam nadzieję, że to czysty, ciepły wodospad.






-Ale najpierw obudźmy Laurę.

Dzień pierwszy, 20:47 po południu.

Razem z Laurą i Olą siedzę przy ciepłym ognisku (po około 20 minutach udało nam się je rozpalić za pomocą zapałek, które pozwolono mi wziąć na bezbrudną wyspę). Odkryłyśmy wodospad. Jest czysty i ma słodką wodę - a to bardzo dobra wiadomość. Teraz jemy pyszne, pieczone owoce marakui. O, zdaje się, że Laura mówi coś ciekawego ...

- No i wtedy zobaczyłam tego węża...

- To była gałąź - przerywa jej Ola ,

- A ja ci mówię że nie !

- Tak!

- Nie!

- Tak!

- A pamiętacie, jak w wodospadzie zaczęłam się drzeć w niebogłosy, że mam pijawkę na nodze ? - wtrącam się,

- Jak byśmy mogły to zapomnieć ! A w rzeczywistości był to tylko paproch ! Hahahahah !

- Pierwszy raz w życiu popłakałam się ze śmiechu - chichotała Laura

- Dobra, koniec tych pogaduszek. Idziemy spać ! - zarządzam.

- Ale gdzie? - pyta Ola

- Na razie na plaży.

- Dobranoc - życzy Ola

- Dobranoc!

Pełne wrażeń, najedzone i zmęczone poszłyśmy spać.

Dzień drugi 8:00 Drogi pamiętniku !

Niedawno obudziło mnie mocno świecące słońce. Kasia i Ola jeszcze się nie obudziły. Halo !

Dziewczyny pobudka już ranek - krzyknęłam

Co już ranek ? - zapytała z niedowierzaniem Ola.

Która godzina? - zapytała Kasia.

Już ósma rano ! Wstawajcie, nie leżcie tak - odparłam.

Szybko zjedzmy śniadanie i chodźmy zobaczyć czy woda w oceanie jest ciepła - powiedziałam z zapałem .

Kto idzie po owoce - zapytała Kasia

Żadna z nas nie chciała chodzić sama w głąb dżungli, a więc poszłyśmy wszystkie całą trójką .

godz.11:45

Mniam... śniadanie było pyszne, a woda w wodospadzie była ciepła. A teraz chodźmy zobaczyć temperaturę wody w Oceanie - zarządziła Ola

Wow, ale ciepła , aż chce się w nie zanurzyć ..- rzekłam .

Mam świetny pomysł- dodała Kasia - pokąpmy się w niej !!! ...... proszę, proszę, pppprrroszęę!!!

W sumie co mamy innego do roboty- powiedziała Ola

Chyba nic - dodałam

Ale co to?! - krzyknęła Ola.

Przerażone z Kasią popłynęłyśmy do niej.

To wrak jakiegoś pirackiego okrętu - spostrzegłam



. Masz rację - uznała Kasia

Może to szalone , ale zanurkujmy aby go ujrzeć z bliska ... - zaproponowała Ola .

OK - zgodziłyśmy się.

.... Po kilku chwilach wynurzyłam się nad powierzchnię wody, aby zaczerpnąć tchu, lecz nie widziałam dziewczyn! zanurkowałam więc z powrotem.

Po chwili ujrzałam je na wraku okrętu bawiły się na nim beztrosko. A ja się zamartwiałam :-) po około 10 minutach znudziłyśmy się tą zabawą więc

wyszłyśmy na brzeg.

Dziewczyny nie wiem jak Wy ale ja się zdrzemnę - oznajmiła Ola

Ok my też się....

17:50

Gdy się obudziłyśmy byłyśmy strasznie głodne , a więc poszłyśmy do dżungli znaleźć pyszną kolacje . Kasia i ja rozpaliłyśmy ognisko , nagle spostrzegłyśmy że nie ma Oli gdy po kilku minutach wyszła zza krzaków zapytałyśmy ją gdzie była .Wskazała na kokosy, które trzymała w rękach i uśmiechnęła się serdecznie.

Znalazłam drzewo kokosowe, świetnie co nie ?:-) - oznajmiła Ola.





To cudownie, powoli zaczynamy odkrywać atuty tej wyspy - odparłam

Właśnie- powiedziała Kasia- A propos - może jutro wybierzemy się na przechadzkę po wyspie

Świetny pomysł - - zgodziłyśmy się.

No a teraz jedzmy...

mniam....

pyszne....

20:00

Chyba pora kłaść się spać nie sądzicie - powiedziała Kasia

Tak - zobaczcie jak już ciemno dodałam

Dzisiaj śpijmy na tych liściach

palmowych co wczoraj a jutro pomyślimy - uznała Ola

OK

Dobranoc!

Dobranoc!

Dobranoc!

Dzień trzeci

Podczas gdy na BEZBRUDNEJ WYSPIE szukałyśmy jedzenia w oddali zobaczyłyśmy wielkiego rekina płynącego w naszą stronę. Laura wypruła jak torpeda do brzegu. Kasia i ja zostałyśmy na miejscu. Zdziwione zaczęłyśmy prowadzić rozmowę:

-Co jej tym razem odbiło?

-Nie wiem, ale chyba tak się dzieje od słońca.

-To w takim razie ja znajdę pegaza i na nim odlecę.

-Jakby co to się z Tobą zabieramy.

-No dobrze.

Po chwili słychać Laury głos: RATUUUUUNKUUUUUU! Kasia na to odpowiada: No dobra tym razem ja pójdę.

Minutę później doszłam do nich żeby sprawdzić czy nic je nie wciągnęło. Po dotarciu na brzeg zauważyłam ogromnego rekina z otwartą paszczą. Nie ukrywam, że ciut to mnie zadziwiło. Okazało się że Laura była w środku paszczy przerażającego, różowego rekina. Kasia tylko tarzała się po piasku. Zastanawiałam się czy to ze śmiechu czy z przerażenia, lecz potem uświadomiłam sobie, że przy okazji zaczęły pocić się jej oczy, (co znaczyło, że to ze śmiechu) więc postanowiłam Kasie zostawić w spokoju a Laurze pomóc. Podeszłam do niej pytając się czy myślała że on (lub ona) nas uwolni z tej ziemi bez grzechu i innych "bardzo potrzebnych rzeczy"? Zaskakującego w jej odpowiedzi było słowo tak. Wzięłam do ręki kokos i rzuciłam go daleko w otchłań pełną wody. Ku zdumieniu Laury rekin wypluł ją i popłyną za kokosem pełniącym rolę piłki. Po (chyba) 10 minutach Kasia nareszcie się uspokoiła a Laura doszła do wniosku, że rekinom nie wolno ufać.





Dzień 4

Planowałyśmy, że zbudujemy dziś szałas, lecz nasze plany legły w gruzach - już z samego rana obudziły nas odgłosy burzy. Ogromne fale na morzu nie zapowiadały nic dobrego. Jednogłośnie uznałyśmy, że nie możemy zostać na plaży.

Laura zaproponowała, aby pójść poszukać schronienia w puszczy, lecz ja z Olą miałyśmy wątpliwości, czy aby na pewno jest to dobry pomysł. Jednak nic lepszego nie przychodziło nam do głowy, a na niebie pojawiały się groźnie wyglądające błyskawice. Postanowiłyśmy więc wyruszyć w jeszcze nieznaną nam puszczę, w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca na przeczekanie burzy. Po około 20 minutach szybkiego marszu przez las zaczęło padać i grzmieć, a my nadal byłyśmy bez chociaż prowizorycznego „dachu nad głową”. Zdenerwowane całą sytuacją zaczęłyśmy biec w stronę najbliższego drzewa, lecz… nie dobiegłyśmy do celu. Poślizgnęłam się wdeptując w kałużę i runęłam jak długa na ziemię. Byłam zrozpaczona, ponieważ miałam całe nogi i ręce w błocie. Laura i Ola zaczęły śmiać się jak szalone. Ja ku ich zdziwieniu nie podniosłam się, lecz jeszcze bardziej przyległam do ziemi i bacznie się czemuś przyglądałam. Przez bujne liście roślin dostrzegłam cos niezwykłego – ruiny domu ! Pobiegłam tam , a dziewczyny podążały za mną. Gdy dotarłyśmy do celu to, co tam zobaczyłyśmy dosłownie zaparło nam dech w piersiach. Stał tam przepiękny pałacyk ! Był parterowy, utrzymany w indyjskim stylu. Na oko mieściło się w nim 7, może 8 pokoi. Wyglądał na opuszczony i „nadgryziony zębem czasu”. W dachu była mała dziura, trzeba było domyślać się, co przedstawiały malowidła na zewnętrznych ścianach domu. Jedynie napis na urokliwych, wykonanych z drewna bambusowego drzwiach można było odczytać. Jednak nie udało nam się to, gdyż był wykonany w innym języku.



Obok budowli mieścił się też mały szałas. Możliwe, że ktoś, kto przed wiekami mieszkał w pałacu zbudował tą „przybudówkę” dla służby. Ola zaproponowała , aby nie wchodzić na razie do wyniosłej budowli, a burzę przeczekać w szałasie. Nie był on co prawda tak ładny jak pałacyk, lecz wydawał się solidny i w miarę czysty. Brakowało w nim jedynie drzwi, ale to umożliwiło nam sprawdzenie, czy w środku nie ma żadnych dzikich zwierząt. Ostrożnie weszłyśmy do domku i zadowolone, choć zmęczone opadłyśmy na stojącą tam drewnianą ławeczkę. Oprócz niej był tam malutki stoliczek, który stał na prawdopodobnie ręcznie wyszywanym, nieco stęchłym dywaniku. Na ścianie wisiał śliczny obrazek. W kącie była komoda, również z drewna. Postanowiłyśmy na razie jej nie otwierać- mógł kryć się tam wąż lub pająk. Długo rozmawiałyśmy o minionych wydarzeniach, mniej więcej półtorej godziny. W tym czasie burza ustała, padał jedynie ciepły, lekki deszczyk.

-Myślę, że pora już wracać. –powiedziałam.

-Masz rację. Na szczęście cały czas szłyśmy prosto przed siebie, nie będziemy więc mieć kłopotów z odnalezieniem drogi powrotnej. – odpowiedziała Laura.

- Tak, lecz mimo wszystko postarajmy się zapamiętać drogę podczas wracania na plażę. Musimy tu przecież wrócić! – wtrąciła się Ola .

Jak ustaliłyśmy, tak zrobiłyśmy. Niedługo byłyśmy już na plaży.

Wszystkie jesteśmy bardzo podekscytowane. Bardzo chciałabym, abyśmy zamieszkały w odnalezionym pałacyku. Nie daje mi spokoju tylko myśl, że ktoś kiedyś tu mieszkał. A jeśli mieszkał, to może nadal ktoś tu żyje, czyli… może jednak nie jesteśmy na tej wyspie same ?

sladyab6



Dzień 5

Dzisiejszego dnia chciałyśmy znowu pójść, do wczoraj odkrytego pałacyku. Z naszej trójki ja obudziłam się pierwsza. Było jeszcze wcześnie, więc postanowiłam na razie nie budzić Kasi i Oli. Po chwili wpadłam na pewien pomysł, że przygotuję im śniadanie ! Już po kilku minutach miałam w ręku świeże kokosy, banany i trzy liście eukaliptusa. Gdy dotarłam na plaże dziewczyny się obudziły. Były zachwycone moim pomysłem! Na liściach eukaliptusa położyłyśmy drobno pokrojone kawałki bananów. Po zjedzeniu „kanapek” odczułyśmy pragnienie, więc wypiłyśmy mleczko z kokosów. Mniam! Pyszne śniadanko – krzyknęła Ola. Racja, racja. Teraz będziemy miały dużo siły na zwiedzanie – potwierdziła Kasia. Dobra, dobra nie rozczulajcie się tak, chodźmy!! – dodałam Po upływie około 20 minut byłyśmy już na miejscu. Stanęłyśmy przed pałacykiem i nie wiedziałyśmy co zrobić- wejść do środka czy poobserwować go z zewnątrz. Co robimy ? – zapytała Kasia. Może lepiej nie wchodźmy … - zaproponowała Ola. Nie! Ja idę na żywioł. Wchodzę, idziecie ze mną? – oznajmiłam. Ale ja się trochę „cykam” – szepnęła mi na ucho Ola. Oj tam, oj tam! Idziemy, może zobaczymy tam coś ciekawego - rzuciła Kasia i w końcu weszłyśmy do środka. Była to tak naprawdę ruina pałacyku, ale większość pokoi przetrwała. Wyglądał on dosyć upiornie. Po około 3 minutach zaczęłyśmy go zwiedzać. Większość pokoi tak jak się spodziewałyśmy była pusta, lecz jedna rzecz nas zaintrygowała… Coś w rodzaju balkoniku. Co prawda osypywał się delikatnie, ale był tak wielki, że jedna mała dziurka nie zrobiła praktycznie żadnej różnicy. Gdy już poobserwowałyśmy widoki postanowiłyśmy się pobawić w detektywów. Obrałyśmy teorię, że w tym pałacyku zaginęła Księżniczka Olga, którą udawać miała Ola. Ja z Kasią miałyśmy być detektywami. Wszystko było już ustalone, Ola schowała się gdzieś przed nami i zostawiła nam wskazówki ustne, jak tam dotrzeć. Gdy zapoznawałyśmy się z nimi usłyszałyśmy głośny pisk Oli. Natychmiast pobiegłyśmy do miejsca, z którego on dochodził. W tedy Ola wyznała nam, że zobaczyła wielkiego pająka!! Wtedy zaczęłyśmy się śmiać do łez. Lecz w tym monecie usłyszałyśmy prawdziwy WRZASK i to już nie była żadna z nas!!! Przerażone wybiegłyśmy z pałacyku, który nazwałyśmy Pałacem Opuszczonej Puszczy. Po minionych wydarzeniach postanowiłyśmy w najbliższym czasie nie odwiedzać POP (Pałacu Opuszczonej Puszczy). Koło 20:50 gdy na plaży usiadłyśmy przy ognisku, zaczęłyśmy o tym rozmawiać. Nurtuje mnie tylko jedno pytanie… - oznajmiłam. Jakie ? – zapytały dziewczyny. Kto był z nami w zamku? Myślicie że to echo czy duchy ?- dodałam Ja tam myślę że to było echo .. – powiedziała Kasia Nam też się tak wydaje – zgodziłyśmy się z nią. Dobra, pora się kłaść, dobranoc !! Do jutra !! Pa Pa!!!



Dzień 6

Po ciężkim dniu na naszej nieszczęsnej wyspie postanowiłyśmy przespać się pod gołym niebem. Pomimo nieustannej pracy w ciągu dnia nie udało nam się zasnąć. Każda z nas patrzyła na gwiaździste niebo. W pewnym momencie dostrzegłyśmy spadająca gwiazdę. Każdej z nas marzeniem od tamtej pory było wydostanie się z WYSPY, więc wypowiedziałyśmy to życzenie. Nic się nie stało. Po pewnym czasie znów zauważyłyśmy spadającą gwiazdę. Tym razem zażyczyłyśmy sobie, aby zobaczyć co się dzieje w Warszawie podczas naszej nieobecności. Nagle poczułyśmy, że coś nas łaskocze po czym znalazłyśmy się w powietrzu i co najciekawsze okazało się, że umiemy latać. Nie mogłyśmy ruszać całym ciałem ani tym bardziej kierować ciałem. Po dosyć krótkim locie wylądowałyśmy praktycznie w chmurach na bardzo wąskiej powierzchni w kształcie kwadratu. Obok nas znajdowały się anteny. Gdy spojrzałyśmy w dół zobaczyłyśmy małe mrówki (co prawda to byli ludzie ale z tak wysoka przypominali małe stworzonka żyjące na lądzie) po czym zaczęłyśmy prowadzić taką rozmowę:

-Która z was wie gdzie jesteśmy? - zapytałam

-Nie jestem pewna, ale chyba znajdujemy się na szczycie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, tak mi się przynajmniej wydaje-powiedziała Kasia

-A po czym tak sądzisz?-zapytała Laura

-Po tym jak ludzie wyglądający z punku widokowego się na nas patrzą-odrzekła Kasia

-Czyli żeby zejść do nich musimy zsunąć się jakimś cudem po tych fundamentach? - zapytałam.

-Tak, właśnie tak. To która pierwsza chce? - zapytała Laura.

-A co mi tam. Ja chce na mogę, najwyżej się zabiję - walnęła kompletnie od czapy Kasia.

-Okey, w sumie lepsze to niż kolejne dni na tej wyspie-odrzekłam.

Laura tylko przytaknęła. Kasia zrobiła jednego potężnego susa trzymając mnie i Laurę za rękę. Ku naszemu zdziwieniu wylądowaliśmy wszystkie razem nie obite. Teraz jedynym co trzeba było jeszcze do pierwszego kroku sukcesu to wyjaśnić ludziom skąd my się tu wzięłyśmy. Nie zadziwiło nas to, że nikt nam nie uwierzył. Olałyśmy to i poszłyśmy do wind. Dziewczyny przeraziło to, że musimy zjechać 30 pięter w dół. Laura z Kasią nie dały rady, więc nie pozostało nam nic innego jak tylko schodzić schodami. Po mniej więcej 4 godzinach kompletnie wyczerpane wreszcie dotarłyśmy na świeże powietrze (na zewnątrz). Jak na złość gdy tylko zeszłyśmy po stopniu uniosłyśmy się w górę i wróciłyśmy na WYSPĘ. Zdenerwowane i jednocześnie wyczerpane położyłyśmy się spać. Najwidoczniej ta tajemnicza moc od spadającej gwiazdy dała nam tylko zaledwie 6 godzin. Na przyszłość lepiej będziemy formułować życzenia.


1 ffgswdmu



Na "naszej" wyspie gorące lato, dłuuuugie dnie, wspaniałe słońce - a u Was zima i zbliża się Sylwester..

Wszystkiego Najlepszego w 2013!

P.S. Bawimy się na ogromnej huśtawce nad wspaniałą, kryształową wodą...Do zobaczenia (tylko kiedy?)




W 2013 rozpoczniemy budowę jachtu morskiego, na którym kiedyś opuścimy bezludną wyspę...Na zdjęciu powyżej nasz jacht od środka i ostatni widok na wyspę przed ostatecznym opuszczeniem Jej...

A poniżej kilka "obrazków" z wyspy:

hustaw2







7 dzień

Kochany Pamiętniku !

Obudziłyśmy się dziś późno, zmęczone wydarzeniami poprzedniego dnia. Pogoda również nie poprawiła nam humorów – lało jak z cebra. Przemknęłyśmy się do pobliskiego drzewa i zerwałyśmy z niego trochę owoców. Nagle coś za naszymi plecami poruszyło się. Odwróciłyśmy się „jak na zawołanie”, przerażone upuszczając zebrane owoce. Początkowo nie widziałyśmy nic wyjątkowego, lecz po chwili z krzaków dobiegło płaczliwe miauczenie. Ola, ku naszemu zdziwieniu bezmyślnie i spontanicznie rozchyliła gałęzie i naszym oczom ukazał się … mały lew ! „ Oj, bardzo niedobrze, że są tu takie zwierzęta !”- pomyślałam, lecz po chwili dołączyłam do dziewczyn zachwycających się zwierzakiem. Kociak podszedł do nas i żałośnie zamiauczał.



- Nie możemy go tu zostawić ! – wzruszyła się Ola.

- A właśnie, że musimy ! On na pewno ma mamę, która tu po niego przyjdzie. – odpowiedziałam.

- I jeśli zobaczy, że jesteśmy przy nim, może nas zaatakować ! – odpowiedziała Laura, jak mi się wydawało, ze strachem w oczach.

I po tych słowach odeszłyśmy, trochę smutne, a trochę rozczarowane : w końcu całe nasze śniadanie zostawiłyśmy pod drzewem. Nieświadome tego, że małe zwierzę cały czas za nami podążało, dotarłyśmy na wyspę. Gdy je spostrzegłyśmy, było już za późno, by cokolwiek zrobić. Zaczęłyśmy więc beztrosko bawić się z maluchem. Odeszłam na chwilę od lewka i zachwyconych dziewczyn, bo jakaś sylwetka przemknęła mi między drzewami rosnącymi w pobliżu. Sylwetka lwicy ! Przerażona ryknęłam : NA DRZEWO! W TEJ CHWILI! I sama pognałam w kierunku rozłożystej rośliny. Dziewczyny widząc moje zachowanie, zrobiły to samo. Pod wpływem strachu wdrapałyśmy się na drzewo wyjątkowo sprawnie i szybko. Na szczęście lwica sama chyba bardzo się nas bała, bo gdy tylko weszłyśmy na roślinę, ta od razu zabrała „dziecko” i uciekła. Uff ! Mimo wszystko posiedziałyśmy jeszcze trochę w kryjówce, na wszelki wypadek. Na szczęście, reszta dnia upłynęła spokojnie. Udałyśmy się do dżungli w poszukiwaniu jedzenia, choć jeszcze trochę niepewne swojego losu. A morał tej historii jest taki : należy trzymać się z daleka od dzikich zwierząt !



Dzień 8

Drogi Pamiętniczku!

Dzisiaj jest dopiero 8 dzień naszej "KARY". W związku z tym postanowiłyśmy zrobić sobie cały dzień wolny, bez szukania wyjścia z tej „ przeklętej wyspy”. Lecz nam się to, niestety, nie udało. Zapowiadał się ładny dzień: słonko świeciło, niebo bezchmurne, a my wyspane. Zaczęło się bardzo niewinnie, lecz okazało się inaczej. No więc, po naszym przebudzeniu poszłyśmy poszukać kokosów, tak jak to robimy codziennie rano, w południe i wieczorem. Gdy wróciłyśmy do naszych szałasów i weszłyśmy do środka zauważyłyśmy malutką małpkę. Kasia się zdziwiła i zapytała:

-Co tutaj ta malutka małpka robi sama bez swojej mamusi?

-Nie wiem, możliwe, że się zgubiła-odpowiedziałam.

-Trzeba coś z nią zrobić, przecież nie będziemy wychowywać tego uroczego małpiątka.-powiedziała Laura.



-No tak tyle, że nie wiemy jak się jej pozbyć-powiedziała Kasia.

-Dlaczego masz do niej takie złe nastawienie, nie lubisz małpek? –spytałam.

-Mam z nimi złe wspomnienia-powiedziała Kasia.

-No, ale musisz przyznać, że jest słodziutka-powiedziała Laura.

-Co prawda, to prawda-odpowiedziała Kasia.

-Halo?! Co my z nią teraz zrobimy?!-krzyknęłam i jednocześnie zapytałam się.

Odwróciłyśmy się i wyszłyśmy z szałasu na jakieś 5 minutek. Gdy wróciłyśmy malutka małpka nie była już sama, tylko ze swoją mamusią, która po krótkiej ciszy zaczęła nas gonić z małym na plecach. Byłyśmy przerażone tym i zaczęłyśmy uciekać. Gdy się odwróciłam nikogo za nami nie było. Zwolniłyśmy i wdrapałyśmy się na najbliższą niską palmę i siedziałyśmy na jej czubku przez dobre 10 minut. Laura zauważyła ją i krzyknęła, ponieważ się przestraszyła. Siedziałyśmy dalej na tej palmie z myślą, że nie wejdzie i nie zabije nas. Zapomniałyśmy o pewnym szczególiku, tym, że przecież małpy umieją się wspinać po drzewach a już tym bardziej po niskich palmach. Zeskoczyłyśmy szybko i biegłyśmy dalej. Na nieszczęście Kasia się potknęła i upadła. Małpa nas dogoniła. Byłyśmy już gotowe na naszą śmierć. Okazało się, że ona po prostu chciała nam dać liście bambusa.





Gdy po tym całym zamieszaniu wróciłyśmy do naszych szałasów była już noc. Położyłyśmy się spać. Dziewczyny już zasnęły, a ja doszłam do wniosku, że mama małpka mogła w taki sposób nam podziękować za odnalezienie małego małpiątka. Ten dzień był dość dziwny. Przez najbliższy czas nie będę biegać bez potrzeby. Muszę już kłaść się spać, bo znowu jestem wykończona. Pa, pa drogi Pamiętniczku.

Ps. A miał być to taki spokojny i wolny dzień.

Dzień 9

Drogi Pamiętniku !

Poprzedni dzień dodał nam dużo wrażeń i emocji. Dziś miałyśmy w planach odpoczynek, ale jak zwykle, nasze plany uległy zmianom. Kiedy wraz z Olą miałyśmy zerwać parę liści bambusowych, aby służyły nam za materace podczas kąpieli, Kasia wrzasnęła nagle jak „opętana” :

- Dziewczyny !

Pobiegłyśmy w jej stronę. Na miejscu okazało się, że Kasia przypomniała sobie o planie, który sporządziła na dzisiejszy dzień.

- Uważam, że to właśnie dziś powinnyśmy zacząć budowę naszego jachtu – odparła podekscytowana.

- Ale … - zawahała się Ola.

- Ale co ?! – zapytała z niepokojem Kasia.

- To miał być dzień odpoczynku – dodała pośpiesznie Ola.

- Co racja to racja ! Ale … może warto spróbować – stwierdziłam.

- No to na co czekamy ?! – niemal wykrzyczała Kasia.

Gdy szłyśmy bezmyślnie przez dżunglę, nagle uświadomiłyśmy sobie, że nie możemy zacząć pracy z powodu braku jakichkolwiek materiałów. Byłyśmy wręcz załamane, gdy wpadłam na genialny pomysł !

- Wiem ! – krzyknęłam uradowana i zamiast wyjaśnić cokolwiek dziewczynom pobiegłam w głąb opuszczonej osady. Po kilku minutach Ola wraz z Kasią dołączyły do mnie. W pewnej jaskini znalazłyśmy, co nas bardzo zaskoczyło – piłę, a nawet cztery !




Od razu po wyjściu z jaskini postanowiłyśmy ściąć jedno z drzew i przy pomocy piły podzielić je na znacznie mniejsze części.

– No… dobrze, ale jak z tego zrobić deski ? Przecież trzeba to wyszlifować ! – zaniepokoiła się Ola. – I tu czeka was zaskoczenie – oznajmiłam z radością. Widzicie tą skałę ? Jest dosyć duża i chropowata. Gdy kawałki drzewa nabiorą kształtu prostokąta, pójdziemy z nimi pod kamień i „szorując” po niej kawałkami drewna uzyskamy coś w rodzaju desek

To świetnie, ale … - zwątpiła Kasia

- Ale co ?! – zapytałam.

- To jest strasznie pracochłonne ! – wtrąciła się Ola.

Wiem, ale wierzę, że damy radę i kiedyś uciekniemy z tej wyspy ! – powiedziałam marzycielsko. Gdy w pocie czoła zdołałyśmy zrobić 10 desek, nadciągnął huragan. Przerażone schowałyśmy się w swoim bezpiecznym szałasie, kiedy lunął deszcz. Zniechęcone i lekko „podłamane na duchu” postanowiłyśmy położyć się spać .




Dzień 10

Drogi pamiętniku !

Dzień zapowiadał się nieciekawie. Padało, na horyzoncie zbierały się burzowe chmury. Czułyśmy się wszystkie dziwnie rozkojarzone. Byłam zdenerwowana, sama nie wiem czemu. Naszła nas dziwna ochota na odwiedzenie opuszczonego zamku, jakby jakaś siła nas tam ciągnęła. Szłyśmy przez dżunglę zaniepokojone, nie wiedziałyśmy, co nas czeka. Jednego tylko byłyśmy pewne : ten dzień będzie niezwykły, przyniesie coś wyjątkowego. Weszłyśmy do zamku pewnie, chodziłyśmy po wszystkich pomieszczeniach. Jednak nie spotkało nas nic nadzwyczajnego. Pusto, głucho, ciemno. Kompletna pustka. Nagle jednak usłyszałyśmy jakieś dziwne odgłosy, jakby wrzaski ludzi. Dźwięki dochodziły od strony plaży. Tym razem przestraszyłyśmy się nie na żarty. Skradałyśmy się przez las, nasłuchując. Do wyspy dobił statek ! Ludzie, ratunek ! Ola już chciała pobiec w stronę cywilizacji, w ostatniej chwili Laura złapała ją za rękę :- Czekaj ! Skąd wiesz, jakie oni mają zamiary ? To mogą być piraci !


wallpaper standard screen blackbeard




Racja ! W dodatku, posłuchajcie same, mówią w obcym języku ! - odpowiedziała Ola.-Nie sądzę, by chcieli nam pomóc. Spójrzcie, zaznaczają coś na mapie, wbijają w ziemię flagę ! – wtrąciłam się.- Wiecie, jakie państwa to flaga ? – zapytała Ola. Niestety, nie wiedziałyśmy. Zorientowałyśmy się, że mają zamiar uznać wyspę za swoją, może nawet będą szczycić się, że odkryli bezludną wyspę, kawałek lądu ! Na pewno ujawnią istnienie wyspy ludzkości. Przestraszone wybrałyśmy się do opuszczonego zamku, to nasz tymczasowy dom. Pewnie za kilka dni, gdy odkryją ogniska, nasz szałas i inne ślady świadczące o obecności człowieka, zaczną nas szukać. Nie wiem, czy jestem z tego faktu zadowolona. Chociaż jest nadzieja, że dzięki nim, wreszcie wyrwiemy się z tej wyspy !Wieczór był piękny, zachodziło słońce. Pełne entuzjazmu, wybrałyśmy się na plażę. Nie wiem, skąd taka radykalna zmiana nastroju. Biegłyśmy co sił w nogach, przepełnione radością. Dotarło do nas, że to szansa na ratunek, które może się już nie powtórzyć. Z nadzieją wbiegłyśmy na opustoszałą plażę ! Zniknął statek, ludzie, na piasku chwiała się jedynie flaga. Łzy zakręciły nam się w oczach. Gdzieś w oddali, na horyzoncie, płynął statek. Statek, który odpłynął, zabierając nasze nadzieje na powrót do „normalnego” świata. Zrozpaczone usiadłyśmy na plaży.



Zmarnowałyśmy szansę, która prawdopodobnie już się nie powtórzy. Ten dzień był niezwykle smutny. W nocy nie mogłam spać. Patrzyłam w gwiazdy. Zrodziła się we mnie potrzeba powrotu do ludzi, ojczyzny. Obiecałam sobie, że jakoś uciekniemy z tej wyspy. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale uciekniemy. Na pewno !


Dzień 11

Drogi pamiętniku !

Po wczorajszej próbie ucieczki z wyspy obudziłyśmy się w bardzo złym humorze . Na domiar złego , od samego rana zaczęły się kłótnie . Na początku wojna wybuchła o to , kto pójdzie w dżunglę szukać jedzenia . Poprzez wyliczankę padło na Kasię . Po spokojnym śniadaniu postanowiłyśmy popływać , cały czas będąc głodne miałyśmy nadzieję na złowienie jakiejś ryby , a nawet kilku . Gdy złowiłam malutką rybkę po raz kolejny wybuchła kłótnia o to , jaką cześć zdobyczy każdy zje . Gdy emocje nieco opadły Ola wpadła na pomysł , abyśmy dziś , znów poszły do zamku . W związku z tym , iż był ogromny skwar , usiadłyśmy sobie wygodnie pod w połowie zawalonymi schodami i zaczęłyśmy rozmawiać o tym , jak to bardzo chciałybyśmy znaleźć się już w domu . Po chwili ciszy Kasia wrzasnęła – Zaraz ! Przecież my jutro mamy zakończenie roku szkolnego !




- Rzeczywiście ! – wrzasnęłam wraz z Olą i wtedy jeszcze bardziej zaczęłyśmy rozpaczać . Nagle w cieniu drzew ukazało nam się coś w rodzaju portalu między-światowego . Gdy zbliżyłyśmy się do niego nagle zniknął . Właśnie w tym momencie Ola wyjawiła nam , że od 5 dni codziennie o 14:30 do 14:45 ten portal ukazuje się jej oczom .





Rzeczywiście w tym czasie Ola gdzieś przepadała . Postanowiłyśmy udać się do naszych chatek i zasnąć ze względu na późną godzinę . Cały czas rozmyślałyśmy o tym czy jutro spróbować wrócić do domu przez ten portal , czy on na pewno prowadzi do naszego świata ?


Dzień 12

Drogi pamiętniku!

Ta noc była straszna, gdyż przyśnił mi się koszmar dotyczący piratów niezbyt sympatycznych. Chcieli nas zabić. Zaczęłyśmy uciekać. Nagle Laurę złapał jednooki pirat i ... I w tym momencie się na szczęście obudziłam. Gdy wstałam okazało się, że dziewczynom też przyśniły się koszmary. Kasi, że chcieli zakopać nas na plaży, a Laurze, że zabrali nas na pokład statku, z którego w środku wędrówki nas wrzucili do wody. Wszystkie trzy byłyśmy bardzo niewyspane.

Zapowiadał się normalny dzień na wyspie. Zjadłyśmy śniadanie, odświeżyłyśmy się, gadałyśmy itp. Koło godziny drugiej po południu poszłyśmy popływać. Pół godziny później tym razem nie tylko przede mną ale także i przed dziewczynami otworzył się ten tajemniczy portal. Na początku budziły się w nas różne myśli. Z racji, że stałam po środku, to złapałam Laurę i Kasię za ręce i pociągnęłam nas ku portalowi. Myślałam, że będzie to trwało tak krótko, że nawet nie zauważymy, lecz było inaczej. Podróżowałyśmy koło 10 minut. W środku było dziwnie i cicho bo nie rozmawiałyśmy. Widziałyśmy tam min.: naszą przygodę z piratami, rekina, który chciał w tedy zjeść Laurę, pałacyk który odkryłyśmy, Pałac Kultury i Nauki w Warszawie z którego skakałyśmy,a także tą wielką huśtawkę nad krystalicznie czystą wodą i wiele innych naszych przygód, które przydarzyły się nam na tej bezludnej wyspie. Wtem nie zobaczyłyśmy wspomnień, tylko nas. Wyglądało to jak odbicie lustrzane. Bardzo długą ciszę przerwała Kasia:

-Gdzie my jesteśmy? I co to jest?!

-Ja, ja, ja nie wiem.- powiedziała Laura

-Jak to nie wiecie co to?- odparłam zdziwiona

-No właśnie o to chodzi, że nie wiemy!- krzyknęła podenerwowana Laura

-Ale nie będę siadała, dotykała czy też skakała żeby się przekonać- powiedziała Kasia zaskakująco spokojnie

-Nie, nie. Nic z tych rzeczy. Pamiętacie jak opowiadałam wam o pewnym portalu, który od jakiegoś czasu codziennie mnie tak dosłownie wciągał? - odrzekłam z nutką nadziei w głosie.

-Myślicie, że to jest właśnie to?- zapytała szybko, podekscytowana Laura.

Na to pytanie nikt nie mógł odpowiedzieć ponieważ w tej chwili tajemniczy „wir” wyrzucił nas do pałacu kultury, tyle że tym razem przed wieżowiec.

-I co powtórka z rozrywki?- zapytała radosna Kasia.

-Taaa... tyle że tym razem nie będziemy zeskakiwać tylko wspinać- odparła Laura.

Ku naszym stopom wzniosła się ogromna różnokolorowa tęcza. Tym razem prowadziła Kasia. Na końcu tęczy, jak to bywa jest skarb i my ten skarb znalazłyśmy. Naszą zdobyczą było nasze osiedle. Gdy tylko dotknęłyśmy ziemi nie wiadomo skąd rozległ się odgłos przypominający głos naszego pana od informatyki ze szkoły mówiący: „WASZA KARA DOBIEGŁA KOŃCA”, a tęcza zniknęła. Podskoczyłyśmy i zaczęłyśmy płakać ze szczęścia. W tej samej minucie nie wiadomo jak znalazłyśmy się w naszej szkole na zakończeniu roku szkolnego. Trawiłyśmy w sam raz na uroczystość. Po powrocie do domu spytałam mamę ile mnie nie było. Mama odpowiedziała, że tylko 2 godziny, lecz miała wrażenie, że całą wieczność.

Byłyśmy tak szczęśliwe, z racji powrotu do domu, że postanowiłyśmy już nigdy więcej nie rozrabiać. Ciekawe kogo tym razem BEZBRUDNA WYSPA zaprosi do siebie.

BARDZO SIĘ CIESZYŁYŚMY Z NASZEGO POWROTU DO DOMÓW

Bezbrudna II

Komentarze

Dodaj komentarz

Autor zablokował możliwość dodawania anonimowych komentarzy. Zaloguj się.

Autor wpisu zablokował możliwość dodawania anonimowych komentarzy. Aktywuj publiczny profil, aby móc komentować ten wpis.

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.