
Jego przeszłość jest dobrze znana. W wieku 2 miesięcy został zabrany z miejsca bytowania kotów wolno żyjących aby na 3 miesiące trafić do klatki w mieszkaniu opiekunki tej populacji. Był jednym z kilkunastu kotów, które udało się od niej zabrać. Inspektorka opisuje go tak „Leżał przytulony do brata, nawet nie reagował kiedy przychodzili obcy ludzie, obojętnie patrzył na to co robią.” Stworzyłam mu dom tymczasowy. Pierwsze dni były ciężkie dla nas obojga. On tęskniący za innymi kotami, bojący się człowieka i ja, która nigdy nie miała w zasadzie do czynienia z kotami, Taxido był jednym z niewielu kotów, którym mogłam pomóc. Większość czasu spędzał na pufie pod stołem albo w szafce na buty. Wychodził w nocy aby skorzystać z kuwety, przez dwa dni nic nie jadł. Gotowałam mu kurczaka, zaczynał jeść kiedy brałam go z kryjówki i wsadzałam nos do miski.

Po kilku dniach, wciąż trochę przestraszony ale zaczął wychodzić na mieszkanie. Przeraziłam się gdy zobaczyłam jak chodzi – na przykurczonych łapach, raczej przemykał się jak cień. Starałam się jak najczęściej brać go na ręce i głaskać.

Powolutku się oswajał – tylko do mnie, przed innymi wciąż się chował. Po ok. 2 tygodniach okazało się, że otworzył się aż za bardzo – zaczął znaczyć moje ubrania. No cóż… kastracja. Większość dnia w kontenerze i wieczorem nie wiem kto się bardziej ucieszył – ja, że do mnie wrócił czy kot, który spędził resztę dnia na kolanach. Ten dzień okazał się przełomowym. Po nim sam przychodził na mizianie, zaczął prosić o jedzenie….

Z dnia na dzień czyniliśmy postępy. W międzyczasie niestety okazało, się, że ma grzybicę. No coż – leczenie. Po miesiącu kiedy zobaczyłam, że Taxido drepta za mną jak pies, chowa się pod łóżko gdy mnie nie ma – decyzja była jedna. Nie oddaję. Walczyliśmy z grzybicą, później z krwawym zapaleniem jelit. Teraz okazał się kotem chorym na białaczkę. Według weterynarza ma szansę z tego wyjść. Więc walczymy.

Teraz Taxido leży koło mnie i marudzi czemu tyle piszę zamiast bawić się z nim. Okazał się kotem wesołym, złośliwym i inteligentnym. Wie co wolno a czego nie. Rano budzi mnie siadaniem na mojej głowie lub zabieraniem poduszki – w końcu trzeba wstać dać mu jeść i wygłaskać. Otwiera się do innych ludzi (po dwóch miesiącach po raz pierwszy sam podszedł do mojej współlokatorki). Zazdrosny o inne zwierzaki – kiedy był pies, który spał ze mną na łóżku moja inteligentna Bestia nasikała do reklamówki na fotelu. Uwielbia zabawy z piłką oraz jedzenie. W dodatku straszna gaduła z niego. Potrafi uderzyć łapą po tyłku jeśli uważa, że za długo szykujesz mu jedzenie. I cóż więcej…. Teraz już nie pamiętam jak to było kiedy ta mała czarna cholera nie biegała po domu. Myślę, że on również jest szczęśliwy. ;)

Ta strona powstała 24.05.2010. Wizyt: 1166.

