Cześć, jestem Sławek i chciałbym Wam opowiedzieć historię mojego życia, historię tego, co Bóg dokonał w moim życiu. Pochodzę z niewielkiej miejscowości na północy Polski. Mam 4 rodzeństwa i odkąd pamiętam tata dużo pracował, czy to w pracy, czy w domu. Mama natomiast zajmowała się nami i domem, naprawdę starała się, żebyśmy na kogoś wyrośli, żebyśmy byli wykształceni. W szkole nie cieszyłem się zbytnią sympatią często zdarzało się, że dostałem lanie od kolegi, bo byłem słabszy, sporo też płakałem. To że dobrze się uczyłem też nie przysparzało mi kolegów. Starałem się pokazać, że coś jestem wart, że coś znaczę, dlatego tez robiłem różne głupie rzeczy. Rodzice od młodości bardzo mnie pilnowali, dlatego też nie miałem kontaktu z alkoholem, papierosami, ale przez to czułem się gorszy od rówieśników. Kiedy byłem jeszcze mały, pragnąłem pójść do pierwszej komunii, tak bardzo pragnąłem Jezusa swoim dziecięcym sercem, bardzo chciałem Mu służyć, dlatego zostałem ministrantem. Było we mnie naprawdę wiele takiej dziecięcej wiary, miłości i zaufania. Ale z biegiem lat zgubiłem to gdzieś. Chodziłem często do kościoła, na nabożeństwa, czytałem Pismo Święte w kościele- ale było to całkowicie puste., było przyzwyczajeniem. Tak naprawdę nie miałem żadnej relacji z Bogiem, choć wydawało mi się, że jestem dobrym człowiekiem, wokół przecież jest tyle zła, a ja tak naprawdę nic nikomu nie robię, wydawało mi się, że niebo mi się należy. Myślałem, że widzę Boga, ale tak naprawdę On był za szybą, a nawet pancerną, nie mogłem Go dotknąć, poznać takim, jakim jest. Bóg zawsze był w moim życiu gdzieś w kącie. Pamiętam sytuację z mojego bierzmowania, kiedy biskup powiedział, że widzi w kościele wiele przyszłych księży i sióstr zakonnych, część ludzi odwróciła wzrok na mnie. Jakim ja się obłudnikiem wtedy poczułem, opisać nie jestem w stanie. Oni myśleli, że znam Chrystusa.Kilka lat wcześniej rodzice kupili taki stary poniemiecki dom do remontu na wsi. Kiedy szedłem do liceum, udało się nam wyremontować dół domu, przeprowadziliśmy się na wieś. Wylądowałem w olsztyńskiej jedynce. Nagle znalazłem się w ogromnym mieście, był to dla mnie niczym skok na głęboką wodę. Czułem, że dostaję zupełnie czystą kartkę, którą mogę zapełnić, jak tylko chcę. Miałem zupełnie nowe możliwość, dla mnie to był zupełnie inny świat. Zupełnie nowi ludzie, zupełnie nowe otoczenie, wszystko nowe. Aby ułatwić mi i siostrze naukę rodzice kupili, rodzice sprzedali mieszkanie w mieściei, by kupić w Olsztynie.W gruncie rzeczy nie miałem już kontroli rodziców nad sobą, zacząłem zapełniać swoje życie nowymi rzeczami. Okłamywałem rodziców, że zostaję w piątkowe wieczory na treningi, a w tym czasie organizowałem imprezy, pokera. W moim życiu zacząłem pojawiać się alkohol, papierosy, marihuana, starałem się być odmienny od tego szarego Sławka. Czułem jednak pustkę w sercu, często chodziłem do kościoła przed szkołą i wołałem w sercu do Boga, tak naprawdę nie wiedziałem, co się dzieje ze mną i moim życiem, prosiłem Go o odpowiedź, ale nie słyszałem jej. W połowie swojego pierwszego roku w Olsztynie zakochałem się w jednej dziewczynie ze szkoły, lecz wiedziałem, że nie mam u niej szans. Nienawidziłem siebie, tego, że jestem nieśmiały, tego, że nie potrafię rozmawiać z kobietami. Byłem strasznie zdeterminowany do tego, żeby się zmienić. Natrafiłem w internecie na niejakiego Undera, jakież było moje zaskoczenie, kiedy znajomy zapoznał mnie z "twórczością" śmietanki światowego podrywu. Wciągnąłem "Grę" nosem, pochłaniałem prace DavidaX, Sharka, BadBoy'a niczym kanapki na kolację. Zacząłem wsiąkać ich filozofią życia, chodziłem po szkole do centrum handlowego, robiłem różne zadania, misje, uczyłem się chwytów, technik, tekstów na pamięć. Czułem jednak nadal pustkę. Był koniec marca i koleżanka z klasy zaprosiła tego samego znajomego na Kurs Alfa. Karolina była nawróconą chrześcijanką, a Kurs Alfa to taki kurs o podstawach chrześcijaństwa , czyta się Biblię, rozmawia o Bogu.No i znajomy po dłuższej namowie wyciągnął mnie, bym z nim tam poszedł.Wypiliśmy piwo i udaliśmy się na pierwsze spotkanie, dyskusja była naprawdę ciekawa, postanowiłem chodzić dalej. Zacząłem czytać Biblię i nauka Chrystusa powoli zaczęła do mnie docierać. Zburzyło to moje myślenie o zbawieniu. Dotarło do mnie to, że wcale nie jestem dobrym człowiekiem, swoimi czynami nie jestem lepszy od seryjnego mordercy. Zgodnie z Biblią zgrzeszyłem i muszę za to ponieść karę- śmierć. Ze względu na swoje czyny nie zasługuję na nic więcej, choć wcześniej sądziłem, że należy mi się niebo. Natomiast Bóg tak bardzo nas umiłował, że zesłał nam Swojego Jedynego Syna, który swoim życiem złożył ofiarę za nas. Jedynym naszym ratunkiem jest Jezus Chrystus. Zrozumiałem, że tylko przez otrzymanie nowego życia mogę poznać Boga i dostąpić zbawienia. W tym samym czasie jednak nadal uczyłem się podrywu, robiłem swoje zadania. Był 28 kwietnia 2010r. wybrałem się, jak każdej środy, z Biblią pod pachą na alfę. Nie przypuszczałem wtedy jeszcze, że ten będzie najważniejszym dniem w moim życiu. Mieliśmy wykład o modlitwie, a ja siedziałem w kącie płacząc, wtedy zrozumiałem, że pragnę Boga, czułem w sobie pustkę, czułem, że Go potrzebuję. Kiedy znajomy odwoził mnie do domu, opowiedziałem mu, co się dzieje w moim życiu, że czuję, że ciągnę 2 sroki za ogon, które lecą w 2 zupełnie różne strony. Usłyszałem słowa, że kiedyś przyjdzie taki czas w moim życiu, w którym będę musiał zdecydować, gdzie chcę iść. Nie spodziewałem się, że ten moment przyjdzie tak szybko. Zbliżając się do klatki, wyciągnąłem i próbowałem otworzyć drzwi, szarpałem i nic, dzwoniłem przez domofon, ale siostra jakimś dziwnym trafem nie otwierała..Wtedy podeszła do mnie pani, która wyprowadzała psa, powiedziała, że trzeba je otworzyć tak po złodziejsku, udało jej się to. Spytała się, czy wchodzę, a ja stałem jak wryty, zacząłem rozumieć, że Bóg chce coś do mnie powiedzieć, że to właśnie jest ten moment, w którym muszę podjąć najważniejszą decyzję w moim życiu, mogę go odwlec, ale kiedyś ta decyzja do mnie wróci. Zrozumiałem, że Bóg chce, żebym był Jego dzieckiem, popłakałem się zacząłem chodzić między blokami. Błagałem Go o przebaczenie, prosiłem o pomoc, o nowe życie.Poczułem ogromną ulgę, spokój i bezpieczeństwo w sercu. Dotarło do mnie to, że Bóg ofiarował mi zupełnie nowe życie w Chrystusie, tylko dzięki Jego łasce i miłości. Zacząłem Go uwielbiać, śpiewać Mu, choć śpiewać nie potrafię. Od tamtego momentu wzrastam w Bogu, zbliżam się coraz bardziej do Niego. Od nawrócenia upadałem i upadam wiele razy, ale tyle samo razy Bóg podnosi mnie i umacnia. On diametralnie zmienił moje życie, wywrócił je do góry nogami. Zaakceptowałem siebie takim, jakim On mnie stworzył. Wcześniej nienawidziłem swojej nieśmiałości, stania samemu na szkolnym korytarzu, teraz kocham siadać w kącie i być z Nim sam na sam, uwielbiać Go i chwalić za to, czego dokonał. Moja droga nie jest prosta, jest wąska i kręta, moje życie stało się trudniejsze , lecz nie chodzi o to, żeby było łatwiej, ale prawdziwiej. Chwała Panu!
Sławek, użytkownik slawekm93
Jeśli ktoś chciałby ze mną pogadać, to moje gg to 6723884, a mail to slawekm93@o2.pl
Komentarze
-
for real?
-
Nawrócić/narodzić na nowo/ (grec. metanoia - przemiania umysłu)/ zmiana o 180 stopni
Nie można sobie po prostu być chrześcijaninem od chodzenia do kościoła. To akt woli. Jak małżeństwo. Trzeba się zdecydować i powiedzieć wyraźne "tak" Bogu, uznać, że się nawaliło.
Jeśli człowiek nie rozumie, że zgrzeszył, nawalił, zasługuje na piekło bez Bożej łaski - znaczy, że nie przeżył nawrócenia. -
"Kto się nie nawróci nie może wejść do Królestwa Bożego".
Btw W chrześcijaństwie (naśladownictwo Chrystusa) nie chodzi o "powiązanie z religią" tylko o RELACJĘ z żywym, zmieniającym rzeczywistość Bogiem. Znasz Go osobiście, a nie tylko z obrazów i opowiadań? -
witam wszystkich zgromadzonych :) w sumieniu jestem zobowiązany podzielić się swoimi wrażeniami, bo o to chyba w tym miejscu chodzi i z góry przeprosić za felieton.Reklamujesz się jakąś arcynowatorską historią, tymczasem w moim odczuciu każdy z nas miał taki moment w którym stwierdził ,,nie,misiu, taką drogą nie możemy podążać'', po czym stwierdził, iż musi się zmienić.ale ok, dla Ciebie mogła to być diametralny change :) Aczkolwiek nie rozumiem jednej kwestii. Czy picie alkoholu i imprezy to jest świadczenie przeciwko Bogu?Bo ja nie uważam tego jako niwelację mojej wiary. Uważam się za człowieka bardzo religijnego, bardzo związanego z Bogiem( nie będę się wywodził głębiej na ten temat, bo to prywatna sprawa mojej skromnej osoby).Jednakże nie uważam tego, jako wykroczenie religijne, jeśli takim to można nazwać.Z tego co napisałeś mogę jedynie wysnuć wniosek,że w odpowiednim momencie stwierdziłeś, że twoje życie nieubłaganie zmienia się , nie wiem czy lepsze czy gorsze. można to skwitować cicha woda brzegi rwie, i Twoje końcowe słowa predestynują Cię do bycia księdzem i sądzę, iż taką drogą chcesz podążać. Grunt to poznać siebie do końca.Nie doświadczając powyższych ekscesów nie byłbyś człowiekiem, nie poznał innych alternatyw życia.Otóż w moim odczuciu Bóg dał możliwośc wyboru, którą drogą iść, i wydaje mi się że idziesz drogą, równą ze swoim sumieniem i to jest istotne.Jedno trzeba podkreślić, ja nie mam nic do ,,odmiennych ''ludzi i przepraszam tutaj za takie określenie.To jest Twoje życie i czasami również mam ochotę siąść samemu w kącie, oderwać się od tych ,,życzliwych przyjaciół'', którzy mają ,,chujowo na chacie''(ojciec tego cytatu wystąp! :) ). Co jeszcze, naprawdę nie dałeś po sobie poznać, że prowadzisz się jeszcze na boku.warto zaznaczyć, że to o czyms świadczy, że nie dałeś się porwać w zakusy swoich życzliwych kolegów, którzy zakładam mieli szersze zamiary w stosunku do Ciebie i nie wylądowałeś w agencji kobiet lekkodajnych na kołobrzeskiej 49 :)
.Abstrahując od tego, chciałbym zapytać, dlaczego moja skromna, naprawdę bardzo skromna osoba nie wiedziała o imprezach na kołobrzeskiej ?! ;) -
nie poznaje.. naprawde.
-
@Arcz - Hmm, telefon mam od paru miesięcy nie działający, więc przepraszam, nie wiedziałem nic..
Mam nadzieję, że zauważyłeś, że czas, kiedy uczyłem się zasad uwodzenia to był tylko jeden epizod w moim życiu. Co do uczenia się "tekstów na pamięć" to był to taki skrót myślowy, nie chciałem się rozpisywać na tamten temat, bo jak mówiłem, to był tylko epizod, w moim życiu wydarzyły się ważniejsze dla mnie rzeczy.. -
szczerze Ci powiem to wystarczy jakieś pozytywne zainteresowanie, ja poszedłem w stronę muzyki (gitara, perkusja) i gram dla przyjemności z kumplami np. w bursie, wymyślamy swoje kawałki , zawsze jest wesoło, to jest takie spontaniczne przy okazji poznałem cudowną dziewczynę , nic na siłe, kierujesz się swoimi myślami nie dostosowujesz się do otoczenia, jak się komuś nie podoba to niech "wypierdala "jednym słowem. Jeśli ktoś chce Cię poznać takim jakim jesteś to to zrobi, jeśli nie jest wart Twej osoby to nie. Nie rozumiem tego, jak można uczyć się jak podrywać dziewczyny, powiedzieć szczerze kilka miłych słów dziewczynie jest lepsze niż szpanowanie nowym dresem.. sporo by o tym gadać.
Wiesz co Sławuś, jakbyś odpisał mi chociaż na smsy które pisałem z prośbą o nocleg na kortowiadę to bym Ci poopowiadał.
Trzymaj się ;-) -
O losie, jakie wy macie ograniczone horyzonty. Szczerze współczuję, że nie stać was na mądrzejszy komentarz.
-
@Dawny: Tak, to ja.
-
To naprawdę Ty? Sławek M? Odpowiedz, jak będziesz miał czas.
-
@mak: Z chęcią z Tobą porozmawiam..
@sss: A to już dłuższa historia.. -
A tę dupę - udało się w końcu wyrwać?
-
@hehehee
Aleś ty durny... -
nie wiesz nawet jak ci zazdroszczę, też kiedyś chciałbym być tak szczęśliwy... może napisze do ciebie jak będę miał trochę więcej czasu, wszystkiego dobrego życzę
-
płakłem ze wruszenia
-
Co to jest? Co to kurwa jest?
Omijaj to!
Dodaj komentarz
Ta strona powstała 08.06.2011. Ostatnia edycja 10.12.2011. Wizyt: 932.


