Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Nr 225 - CERAMICZNE DESKI EUROPY - część druga


Hmm... No tak, szczerze mówiąc w tej gazetce nie mam prawie nic do napisania. Praktycznie chcę Wam pokazać przedmioty użytkowe lub dekoracyjne, które można zakwalifikować do desek. Nazywają się różnie:deska do sera, deska do chleba, a nawet po prostu dekoracja ścienna.

Niektóre na sto procent nie nadają się do krojenia na nich czegokolwiek. To praktycznie kolorowe obrazki

do powieszenia na ścianę. Często o chropowatej powierzchni. Drugi rodzaj to deski drewniane z zamocowanym kafelkiem ceramicznym. A trzeci rodzaj to deski wyłącznie ceramiczne, gładkie, z glazurą. Wszystkie trzy rodzaje desek widzieliście w pierwszej części tego przeglądu.

Z początku planowałam omawiać deski krajami, podobnie jak poprzednio. Myślę jednak, że szybko wszystko Wam się zupełnie pomiesza. Pozostańmy więc przy powyższym podziale według typu deski.

Zacznijmy od desek z kafelkami, bo są najbardziej charakterystyczne. Poprzednio pokazywałam Wam deski

z Holandii, w których dodatkowo montowano magnesy, żeby deska była zawsze z podręcznym nożykiem.

Kafelki były kwadratowe. Podobne deski znalazłam w wielu krajach: Portugalia, Francja, Włochy, Japonia...

Na poniższej składance umieściłam miniaturki desek z Francji, a ta większa jest z Portugalii.







W dziedzinie drewnianych desek z kafelkami okazuje się, że najbardziej pomysłowi są wytwórcy z JAPONII. Zastosowali kafelki okrągłe. Dzięki temu mogli dołożyć szklane pokrywy chroniące produkty przed wysychaniem

i przed owadami. Kształty desek są bardzo urozmaicone. Od małych i zapewne tanich, do całych kompletów

z dodatkowymi elementami. Zabawne sa nożyki na łańcuszkach. Jakieś skojarzenia?






Pokażę Wam bardzo rozbudowaną deskę z rozkładanymi stoliczkami.

Nadal japońska :-)





Od technologii wróćmy do ceramiki. Myślę, że zaczniemy od desek, które są bardziej dekoracyjne niż kuchenne. Jak wspomniałam wyżej, często nie są glazurowane lub mają charakter płaskorzeźby. Trochę jak dzieła sztuki lub wyroby pamiątkarskie. Od razu kojarzą mi się deski ze Szwecji. Zobaczcie:







Jednak poniżej mam zamiar zupełnie odpłynąć od hasła DESKI. Wybrałam kilka drobiazgów, które według sprzedawców należą do różnorodnej grupy PLAKIETY ŚCIENNE.

Najpierw wrzucam kilka bardzo ciekawych ceramik. Nie umiem powiedzieć z jakich są krajów.

Do jednego kompletu dołączam też tył, bo ich kształty są nietypowe.





Jednak postanowiłam napisać o pewnej bardzo renomowanej firmie. Istniała dość krótko, ale nie zaszkodzi jej się przyjrzeć. Jej wyroby dotarły chyba na wszystkie kontynenty. Specjalizowała się w tworzeniu figurek, główek wazonów, pojemniczków na sól i pieprz oraz plakietek ściennych. I te ostatnie chciałam Wam pokazać.

To tańczące pary. Mają oczywiście płaskie plecy. Kojarzą mi się z półwazonikami z Włocławka. Jednak Polacy pozostali przy wazonach, a inne kraje projektowały rozmaite figurki. Nie będę Wam dziś pokazywała na przykład pięknej kolekcji półplaskich ptaków, które produkowano prawdopodobnie w Anglii. Sama nawet mam od lat taką kaczkę. To bardzo duże figury. Wspaniale pomalowane i glazurowane. No niech będzie, pokażę, ale nieco dalej, dobrze?

Wracam do tematu. W 1940 roku student uniwersytetu w Wisconsin, Lawrence Rabbitt dostał środki na eksperymenty ceramiczne. Jego prace tak sie spodobały, że zaczęto je sprzedawać w Madison. Szybko nawiązał współpracę z innymi studentami. Już w 1942 roku było jasne, że hitem są figurki. Kiedyś były

po 2-3 dolaty, a teraz kolekcjonerzy płacą za nie po kilkaset dolarów. Figurki były bardzo starannie wykonywane. Produkowano ich nawet pół miliona rocznie. Firma upadła w 1956 roku.

Najsłynniejszą ich projektantką była słynna BETTY HARRINGTON. Jakaś jej figurka na aukcji osiągnęła nawet

5 tysięcy dolarów. Jeżeli chodzi o poszczególne modele, to zapewne zdziwicie się jak wiele z nich jest Wam znanych. No tak, piszę i piszę, a nazwy nie podałam. To firma z Madison, Wisconsin Ceramic Arts Studio. Zachęcam do zerknięcia do internetu. Ja bowiem pokażę Wam tylko plakiety naścienne, a tak pięknymi figurkami warto nacieszyć oczy.


2d







Kolejna deseczka jest też z figurkami, ale to już inny producent. Próbowałam go znaleźć. Wpisałam w google tekst ze zdjęcia i zaczęłam przecierać oczy. Pokazało się mnóstwo przedmiotów z tym napisem, ale z różnych surowców. A zatem nie będzie to jeden producent, a jeden temat. Ale jaki? Co to za tekst? Dlaczego ludzie wpisują go jako dedykacje do książek? Dlaczego znajdujemy go na fartuszkach, podstawkach pod garnki

i talerzykach? Co to może być? Jakieś przysłowie? Znany serial? Piosenka?

KISSIN DON'T LAST COOKING DO

Po wpisaniu do tłumacza google przeczytałam:

KISSIN NIE OSTATNIA GOTOWANIA ZROBIĆ

No i bądź tu mądry, o co chodzi? Nie byłabym sobą gdybym nie szukała do skutku. Problem w tym, że nie znam języków i wszystko tłumaczę automatycznie. Mogłam coś źle zrozumieć. Dotarłam do piosenki country. Dopiero teraz wszystko stało się dla mnie jasne. No, nie jedno nadal nie :-) W dalszym ciągu nie wiem czy pierwsza była piosenka czy może jakieś przysłowie. Piosenka pt. "Kissin' Don't Last, Cookin' Do" znajduje się w albumie Back With Jack. Prawdopodobnie z 1992 roku. Posłuchajcie o czym:

Kiedy miałem 16 lat, ojciec wieczorem powiedział, że czas na rozmowę. Chcę ci dać kilka rad i nie odrzucaj ich. A najważniejsza jest ta prawda, że:

Kissin’ don’t last, cookin’ do

Listen up, son, I’m a’tellin’ you

Before you tie the knot, you’d better taste the stew

Cuz kissin’ don’t last (kissin’ don’t last)

But cookin’ do! (Doo-doo-doo-doo-doo)

czyli:

słuchaj synu, pocalunki nie trwają długo, trzeba też coś zjeść. Zanim weźmiesz ślub spróbuj gulaszu, pocałunki to nie wszystko, gotowanie daje dłuższe efekty.

I dalej:

Im dłuzej żyję na ziemi tym bardziej przyznaję słuszność tym słowom. Pocałunki kochanków dają ustom niebiańską rozkosz, ale na krótko, bo dobrze, że są pocałunki, ale sama miłość nie wystarczy, bo można umrzeć z głodu. Pocałunek może trwać chwilę, a dobre śniadanie będzie trwać cały dzień.

Co tu ukrywać, przez całowanie przenoszą się zarazki, można nabawić się nudności. Chociaż jest trochę przyjemnej zabawy podczas miesiąca miodowego, to po nim sięgasz po miód. Można podziwiać słowika przy księżycu, ale lepszy jest ptak w zupie. Wybieraj pannę, która gotuje, to nie będziesz gmerał łyżką w pustej misce. Dziewczyna powinna wiedzieć, że do serca mężczyzny wiedzie droga przez żołądek. To nawet nie muszą być słodkości, abyś ze swojego związku był zadowolony.





Po porcji mądrości życiowych czas na rozkosz dla oczu. Nadal jesteśmy w grupie plakiet ściennych, czyli bliskich krewnych naszych desek. Może chcecie zobaczyć urocze pojazdy? Albo niesamowite instrumenty muzyczne? No, co prawda w ich przypadku to nie mam pojęcia czy to plakiedy dekoracyjne na scianę, ale pokazać takie ciekawostki też mogę, bo warto.





A może przypomnę też kategorię, która zaliczam do desek, czyli deseczko-świeczniki? To rodzaj kinkietu

na świecę. W Polsce występują dwa rodzaje: płaska deska z wystającym uchwytem na świecę oraz jakby kubek

z dziurawą przednią ścianką, a uchwyt na świecę jest w środku. Z obawy przed pożarem to jedyne świeczniki, których używam. Przeglądając internet natrafiłam na kinkiet duński z firmy ROYAL COPHENHAGEN. Mam okazję Wam pokazać teraz ten projekt. Niezbyt mi się podoba.

(po prawej polskie modele z Włocławka)





Obiecałam też przypomnieć wygląd dużej serii ptaków w locie. Trudno mi w to wprost uwierzyć, ale wciąż potwierdza się ich pochodzenie z Anglii. Te figury są przestrzenne, tak jakby przecięte pionowo na pół. Najczęściej widuję bażanty, ale ja mam kaczkę, bo skupuję od lat raczej ptactwo domowe.

Poniżej zaś umieściłam dwie płaskie plakiety ścienne koguta i kury. Przecież ten temat to moja słabość.

Pozornie to też plakiety z ptakami. Nic bardziej mylnego. Te dwie deseczki są szczególne, bo nikomu

nie chodziło o zwierzęta. To to jest logo słynnej firmy Hen & Rooster produkującej sztućce i scyzoryki. Dlaczego takie dziwne logo? Otóż Carl Bertram zanim zajął się w roku 1845 roku sztućcami prowadził w Niemczech firmę drobiarską. Dlatego parę ptaków przyjął jako swój znak rozpoznawczy. Logo przetrwało jako synonim najwyższej jakości wyrobów dłużej niż sama firma. Kolejni jej właściciele doprowadzili do zamknięcia fabryki w Niemczech,

a wytwórnia znajduje się w Stanach Zjednoczonych.





Teraz powolutku wrócę do dekoracji związanych tematycznie z kuchnią. Może zobaczycie dwie deski francuskie? Butelka to przedstawicielka serii desek ukazujących tradycyjne wina z tego kraju. Ta biała ze sztućcami

od wczoraj wisi u mnie w kuchni. To alternatywnie podstawka pod łyżkę podczas gotowania.

Trzecia deska, w kształcie czajnika, ma angielski napis. Pochodzi z Japonii.

Jaką tym razem treść chce nam przekazać projektant?

NO MATTER WHERE I SERVE MY GUESTS IT SEEMS THEY LIKE MY KITCHEN BEST

Tłumacz automatyczny wyjaśnia:

BEZ WZGLĘDU NA TO GDZIE I SŁUŻYĆ MOICH GOŚCI WYDAJE SIĘ, ŻE PODOBA CI SIĘ MÓJ NAJLEPSZY KUCHNIĘ

Czy chodzi o to, że gdziekolwiek będziesz, to kuchnia matki zawsze jest najlepsza?





No to może dla odpoczynku od składanek obejrzycie nowe zdjęcia z mojej kuchni? Potem zajmiemy się już tylko klasycznymi deskami do krojenia. Pierwsze jest zdjęcie kącika z kanapą. Nad nią wiszą znane już Wam witrynki. Dokoła nich umieszczam najciekawsze deseczki o oryginalnych kształtach. Pod sufitem oczywiście są deski

z Włocławka. Pomiędzy witrynkami najnowsza deseczka francuska. Kwiaty na ścianie są z Zalipia. Na stole widać zakupy, których jeszcze nie rozmieściłam. To trudne, bo nigdzie nie ma miejsca. Ale tym razem chciałam sfotografować nie tylko fajans. W wazonie mam wielki bukiet z białych lilii. To z okazji naszej 35-tej rocznicy ślubu :-)





Drugie zdjęcie też widzieliście w poprzedniej gazetce. Jednak coś się zmieniło. Przybyły dwa krążki. Dorzuciłam powiększenia. Widzicie te charakterystyczne, okrągłe buzie? Różowa deska to nasz pierwszy zakup na ebay. Firma Nymolle Denmark. Kolorowy talerzyk jest z firmy Rosenthal Germany. Wspólnym mianownikiem oczywiście jest nazwisko projektanta. Bjorn Wiinblad. Pamiętacie o czym marzyłam? Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mam już trzy jego prace...





I tak niepostrzeżenie jesteśmy już w połowie tej gazetki. Przechodzimy do omawiania normalnych, najzwyczajniejszych desek do sera. Korci mnie, żeby teraz wrócić do pokazywania ich krajami. Na pierwszy ogień JAPONIA, kraj kwitnącej wiśni, Przyzwyczajeni jesteśmy, że wszystko jest z Chin. Jednak to nieprawda,

bo niezwykle pracowici i pomysłowi są również Japończycy. Wkroczyli ze swoimi wyrobami na rynki w Ameryce.

Na początek pokażę Wam bardzo popularną serię desek z nożem.





Zaraz, zaraz, czy te deski nie wydają sie Wam znajome? Zobaczcie kolejną składankę.





Tak, ciepło, ciepło... Co za niesamowite podobieństwo do desek Villeroy & Boch! Nie jestem znawcą, więc

nie potrafiłabym bezbłędnie ich rozróżniać. Z tego powodu nie planuję kupować ani jednej deski tego rodzaju.

Skoro nie widzę różnicy, to po co?

Jednak japońskie deski chyba już niedługo będą mi się śniły. O ile Włocławek to kwiaty, to w deskach japońskich dominują... koguty! Możecie się tylko domyślać z jaką rozpaczą oglądam ceny tych desek na portalach międzynarodowych... Nie pokażę Wam ich w tej gazetce, bo nie zdążyłabym wtedy zaprezentować kolejnych desek innych producentów. Jednak do kogutów oczywiście niedługo powrócimy.

Japonię zaś na dziś w tej gazetce pożegnamy widokiem rozmaitości z wszystkich trzech grup plakiet dekoracyjnych.





Myślę, że dokończę teraz skromną prezentację desek francuskich. Dotychczas Francja interesowała mnie wyłącznie z perspektywy Autora Małego Księcia, a pomijałam ceramikę. Nie pisałam o wyrobach francuskich

w tym blogu. Raczej tak pozostanie. Poniżej zobaczycie deski z różnych regionów tego kraju. Osobom bardziej zainteresowanym polecam słynną serię fajansów z okolic miasta Quimper. Pierwsze znaczące coś ceramiki pojawiły się tu już w XVII wieku. Nie potrafię powiedzieć Wam na czym polegała ich specyfika. Na pewno wypadałoby wiedzieć coś o wiodącej serii PETIT BRETON, która w II połowie XIX wieku stała się znakiem rozpoznawczym ceramiki Quimper. W historii pojawiło się tam wielu słynnych artystów. Mogę śmiało powiedzieć, że Quimper nie bało się żadnych nowych kierunków. Zgodnie współżyły ze sobą sceny związane z pracą rybaków, same ryby i owoce morza, krajobrazy, malowidła w stylu picassowskim, Ich prace mają żywe kolory

i ciekawe kształty.

Na składance dwie górne deski to Quimper w stylu petit breton. Dolne z innych regionów Francji.

Pośrodku inne wyroby z Quimper.





Teraz znane nam z Polski, a więc normalne, typowe kształty desek z Finlandii. Jak można się domyślać,

nie będę zainteresowana kupnem desek tego typu. Przy okazji zwróćcie uwagę na mylącą sygnaturę :-)





Teraz pokażę Wam intrygujące deski z IRLANDII. Nie chodzi o kształty, ani technikę wykonania. Zaciekawiły mnie swoją treścią. Żałuję, że nie wiem co przedstawia scena z łodzią. Krzyż, wiosła, habity... Być może

to ilustracja jakiejś lokalnej legendy z wieków średnich? Przepraszam, że fotka jest tak malutka, ale lepszej

nie miałam.

Druga deska jest jeszcze ciekawsza. Na pierwszy rzut oka to jakieś motto ze skromnym ornamencikiem. Teraz zróbcie drugi rzut okiem. To nie jest bluszczyk. Autor zastosował liście koniczyny. Wielu z Was oburzy się: jakiej koniczyny? Przecież tu są trzy listki. No właśnie, na tym polega sedno sprawy. Otóż koniczyna zawsze jest rysowana z czterema listkami, bo takiej ludzie szukają na szczęście. W naturze liść koniczyny ma trzy listki. Jednak sporadycznie rośnie czwarty. Na tyle często, że zdarza się taką znaleźć. Tu jednak autor z premedytacją celowo umieścił wyłącznie trzylistkowe koniczynki. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje fakt, że symbolem Irlandii jest trójlistna koniczyna. To na jej przykładzie św. Patryk tłumaczył ludziom istotę Trójcy Świętej. Kolejny powód wyjaśnia napis:

MAY YOUR BLESSINGS OUTNUMBER THE SHAMROCKS THAT GROW AND MAY TROUBLE AVOID YOU WHEREVER YOU GO

W tłumaczeniu przywołam na pomoc tłumacza automatycznego:

Może twoje błogosławieństwo przewyższa liczbę koniczynki, które rosną i mogą uniknąć kłopotów

cię gdziekolwiek jesteś

Ja bym przetłumaczyła powyższą intencję w taki sposób:

Gdziekolwiek będziesz, to moja miłość, życzliwość i błogosławieństwo bardziej ochroni ciebie przed kłopotami niż nieskończona liczba czterolistnych koniczynek.

A jeszcze krócej byłoby można powiedzieć, że:

Bóg ma większą moc od talizmanów i to Jego proszę o opiekę nad tobą.






W tej gazetce chcę Wam przedstawić jeszcze tylko jeden kraj. Ale wcześniej pokażę jeszcze cztery deseczki znalezione w internecie, a które udowadniają, że moje etykietki niekoniecznie są prawidłowe. Trzy deski w szarej tonacji przeczą moim opisom desek duńskich, a z tego właśnie kraju pochodzą. Z kolei barwna deseczka zupełnie różni się od poprzednio prezentowanych desek szwedzkich. To tak jak z ludźmi, w każdym kraju są chudzi i grubi, ubrani na czarno lub kolorowo. Dlatego nie kierujcie się zbytnio tym, co piszę o sprawach,

na których się nie znam.

A więc poniżej mamy trzy razy Danię i raz Szwecję.





Powyższa składanka pojawia się w tym miejscu gazetki nieprzypadkowo. Wchodzimy w świat desek, na których uwiecznia się ludzi. Te z lewej to ludzie pracujący na morzu. Ta kolorowa pokazuje ludzi podtrzymujących tradycję. Są w strojach narodowych i wspólnie, rodzinnie siedzą przy stole. Mogłabym pokusić się o jakieś systematyzowanie desek z kolejnego kraju według podobnego klucza. Bierzemy teraz na warsztat deski

z NORWEGII. Kraj, o którym tak naprawdę wiemy niewiele. A jednak po obejrzeniu ich desek poczujemy jakbyśmy bliżej poznali Norwegów i ich codzienność.

Jakaś norweska firma? Pojawia się sygnatura z dwoma literami FF. To manufaktura porcelany niezbyt stara,

ale dość prężna. Powstała podczas II wojny światowej. W 1968 roku Figgjo Fajanse AS wchłonęła Stavangerflint AS.





Jeżeli chodzi o technikę, to znalazłam deski rysowane kreską w jednym lub kilku kolorach.

Przypominają trochę te projektowane przez Bjorna Wiinblada. Sa też deski namalowane wyraźnie, kolorowo lecz bez tła. Takie jak do książeczek dla dzieci w XX wieku.

Tematyka jest tylko jedna: człowiek. Jednak to człowiek pracujący lub świętujący albo postać jakby z bajki.

Kształty zupełnie tradycyjne, ale spotkałam również deseczki trójkatne i od nich zacznijmy.





Teraz pokażę deski rysowane kreską. Jedna deska jest wyraźnie wyższa. W Norwegii bowiem czasem maluje się deski kompletami. Taki zestaw ma różne wielkości. Dlatego kilka razy pokażę Wam takie sprytne połączenia.

Na poniższej składance udało mi się umiescić kilka desek, które nie są związane z obowiązujacym powszechnie tematem. Zamiast drążenia tematów związanych z człowiekiem ktoś przeforsował serię ze znakami zodiaku. Przez chwilę sądziłam, że to jakaś seria z motywami zwierzęcymi, ale zdążyłam sprawę wyjaśnić jeszcze przed publikacja tej gazetki.






Przechodzimy do kolejnej serii norweskich desek. Teraz pokażę Wam deski biesiadne. Może nie sa bardzo piękne, ale z przyjemnością patrzę na tych ludzi tak radosnych i wspólnie świętujących.

Przy okazji macie tu przykład deski owalnej.





A teraz już do końca macie przegląd popularnych w Norwegii serii desek. W tych kompletach jest jedna duża

i do niej sześć małych. Z wiadomych względów nie znam nazw tych serii.





8b










No i ostatnia seria w tej gazetce. Technicznie niedopracowana. Niestarannie ustawiono maszyny i kolejne kolory nie trafiły na właściwe miejsca, czyli te deski nie są malowane ręcznie. Jednak sama seria jest wyjątkowa.

Deski z tyłu mają piosenki z nutami. Mogę przypuszczać, że to przyśpiewki ludowe, a taki pomysł bardzo by mi się spodobał. Ciekawa forma promocji kultury norweskiej.


Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst almcyejq2s:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.