Ostatnio: 12.03.2017

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Apel zdrowego rozsądku

do wszystkich Polaków - ludzi dobrej woli

Czujesz coraz większe zniechęcenie obecną sytuacją polityczno-gospodarczą Polski?

Masz coraz więcej DOSYĆ tego wszystkiego?

Czujesz, jak jesteś trybikiem w jakiejś przeraźliwej maszynerii?

Denerwuje Cię to, że nie masz absolutnie wpływu na nic, co się dzieje w kraju?

Nie masz czasu dla rodziny, pracujesz na okrągło, a władze rzucają Ci pod nogi kolejne kłody

i nie wiesz, jak długo to wytrzymasz?

Przeraża Cię wizja, że za kilka lat polska gospodarka i polityka może sięgnąć dna, a ludzie

mogą wyjść na ulicę? Boisz się kolejnych podwyżek, inflacji, destabilizacji, krachu, kryzysu, baniek spekulacyjnych?

Jeśli tak, przeczytaj.

Ten tekst nie jest reklamą żadnej partii politycznej. Nie jest żadną konkretną agitacją.

Napisałem go jako człowiek całkowicie sfrustrowany, zmęczony, rozgoryczony i odarty z

ludzkiej godności. Tak, jak wielu w Polsce. Inni nie mają siły ani czasu pisać takich rzeczy, ja

jeszcze próbuję. Wierzę, że dzięki internetowi uda się z moim przesłaniem dotrzeć do jak

największej liczby ludzi dobrej woli przed wyborami parlamentarnymi.

Definicja słowa "prawica" na wikipedii brzmi: "Prawica - zwyczajowe określenie sił

politycznych, które charakteryzuje szacunek dla tradycji, autorytetów, religii, istniejącej

hierarchii społecznej oraz wstrzemięźliwość przy dokonywaniu zmian w systemie społecznogospodarczym

i politycznym. Poglądy prawicowe są przeciwstawiane lewicowym.". Dziś

słowo prawica kojarzy nam się z Solidarnością, Kościołem, podziemiem epoki PRL, zaś

lewica jest kojarzona z osobami postkomunistycznymi. Nie jest to do końca zgodne z

definicją tego słowa.

Oryginalna definicja prawicy określa te opcje polityczne, które chronią klasę średnią i

zapewniają jej rozwój. W przeciwieństwie do nich lewica to te opcje, które klasy średniej w

ogóle nie chronią, a zajmują się klasą najniższą (czasem przy okazji pielęgnując oligarchiczną

klasę najwyższą). Czyli każdy lump spod budki z piwem ma mieć zapewnione minimum

socjalne (czy stoi czy leży), a inni niech sobie radzą i zapewniają to minimum wszystkim. Od

samego początku wielu ekonomistów podkreślało, że podstawą stabilnego rozwoju

gospodarki i ogólnego dobrobytu jest zadowolona z życia jak największa klasa średnia.

Co to jest klasa średnia? W Polsce do takiej klasy można zaliczyć np. rodzinę prowadzącą

osiedlowy sklep spożywczy. Sklep ten (w założeniu) utrzymuje kilka osób tej rodziny na

takim poziomie, że są oni w stanie z tego sklepu żyć na godnym poziomie, utrzymywać dom,

w którym mieszkają, raz na kilka lat odłożyć na samochód, wyjechać na wakacje,

sfinansować dzieciom wykształcenie. Klasą średnią jest młody człowiek z własną firmą np.

komputerową czy przedstawiciel wolnego zawodu. W ogólnym założeniu modelu

wolnorynkowego do klasy średniej powinni należeć wszyscy ludzie, którzy po wymyśleniu

biznes-planu zakładają jakąś działalność, a ta działalność utrzymuje ich rodzinę na godnym

poziomie. Jest to obojętne, czy jest to budka na bazarze, piekarnia, myjnia, kiosk ruchu, czy

serwis AGD, czy sklep papierniczy albo zakład xero.

Klasa średnia jest ważna z wielu względów. Po pierwsze powoduje rozwój gospodarki.

Dzieje się tak dlatego, że klasa średnia w takim modelu społeczeństwa zajmuje się rzeczami

w ogólnym bilansie gospodarczym potrzebnymi, czyli transportem, produkcją towarów,

świadczeniem potrzebnych ludziom usług (np. fryzjer, kosmetyczka, siłownia itd.). Po drugie,

małe przedsiębiorstwa prowadzone przez klasę średnią stanowią miejsca pracy dla ludzi,

którzy nie chcą prowadzić własnego przedsiębiorstwa i w tym modelu stanowią klasę niższą.

Rynek reguluje się sam, a wszelkie nisze są zagospodarowywane w ramach popytu przez

kolejnych przedsiębiorców.

O ile pierwsze lata po 1989 roku można nazwać rządami prawicowymi, o tyle od 1993 roku,

wszystkie partie polityczne, niezależnie od strony sceny, tak naprawdę są lewicowe. Jesteśmy

świadkami ukrytej walki z klasą średnią od prawie 20 lat. W ogólnej atmosferze "dzikiego

kapitalizmu" taka walka prowadzi do prawie całkowitego zaniku klasy średniej. Ludzie

zaczynają dzielić się na grupę oligarchów-magnatów oraz niskoklasowy plebs ledwo

znajdujący sobie pracę i żyjący na poziomie wegetacji.

Aby stworzyć pseudoklasę średnią, w takim modelu lewicowym tworzy się ogromny sektor

budżetowy, składający się z ZUS-u, KRUS-u, wszelkiej maści urzędów, starostw i tym

podobnych ludzi. Ludzie Ci stanowią pod względem zarobków coś w rodzaju "prawie klasy

średniej", jednak z ekonomicznego punktu widzenia nie wykonują jakiejkolwiek dobrej pracy

dla gospodarki. Jedni wymyślają biurokratyczne pomysły po to, by inni mogli je realizować.

W ten sposób marnowane są zasoby ludzkie, w urzędach przelewa się z pustego w próżne

generując koszty. Urzędy same na siebie nie zarabiają, więc finansuje się je kosztem klasy

średniej i najniższej, poprzez horendalnie wysokie podatki, opłaty, koncesje, certyfikaty.

Prawdziwa klasa średnia zanika, gdyż nie opłaca się jej istnieć.

Ten stan nie bierze się z niczego, lecz jest wynikiem świadomej i konsekwentnej polityki

prowadzonej przez tych samych ludzi od prawie 20 lat. Od 1993 roku na scenie politycznej są

tak naprawdę cały czas te same osoby. Zmieniają się tylko nazwy partii, aby zachęcić ludzi

nową nazwą do głosowania. Ludzie Ci za wszelką cenę chcą utrzymywać się u władzy, zatem

wprowadzają przepisy zabezpieczające (jak ordynacja wyborcza z progiem). Dochodzi do

takich absurdów, że ludzie, którzy siedzieli po przeciwnych stronach Okrągłego Stołu

decydują się na wspólny start w wyborach jako "Lewica i Demokraci", byle tylko wejść do

Sejmu i dalej być przy tym żłobie. Każdemu, kto zna nową historię powinny wywracać się po

czymś takim wnętrzności.

Przez te 20 lat konsekwentnej polityki, objawiającej się utrudnianiem rodzimej (i rodzinnej)

przedsiębiorczości, ułatwianiem życia zagranicznym inwestorom, nieustannym podnoszeniu

podatków (niby tymczasowo), rozwalaniem wszystkiego, co jeszcze zostało oraz rzucaniem

kłód pod nogi każdemu, kto ma jakąkolwiek inicjatywę gospodarczą lub społeczną, Polska

doszła do punktu krytycznego. Niezadowolenie społeczne jest największe od 20 lat. Tzw.

wskaźnik koniunktury osiągnął najniższą wartość od 1989 roku. Bezrobocie sięga

punktu krytycznego, zwłaszcza w Polsce B (w jednym ze wschodnich województw na

ponad 100000 bezrobotnych jest kilkanaście ofert w Urzędzie Pracy). Co roku

bankrutuje ponad 5 tysięcy sklepów i małych firm. Notowania giełdowe od około 10 lat

w uśrednieniu nieustannie spadają (czyli w sumie ludzie tracą na inwestowaniu w

cokolwiek). Nikt nie jest pewien co do emerytury, przyszłości, służby zdrowia, niczego.

Pod żadnym artykułem o nowościach rządu nie ma w internecie pozytywnego komentarza,

zakładane są fora internetowe o tym, że być może trzeba wyjść na ulicę.

Polska jest jednym z niewielu krajów, które mogą się pochwalić bezkrwawym obaleniem

komunizmu. Skoro udało się to zrobić bez zamieszek na ulicach, możemy przekręcić Polskę

na właściwą ścieżkę bez bijatyk ulicznych. Jak to zrobić? Uświadomić sobie, jak daliśmy się

przez 20 lat zmanipulować, a następnie oddać we właściwy sposób głos w jesiennych

wyborach.

Omówię teraz w skrócie "mity", jakim ulegliśmy przez 20 lat tej destrukcyjnej polityki.

1. Obecna ordynacja wyborcza jest właściwa. Jeszcze na początku lat 90. nie istniał

żaden próg, poniżej którego partia polityczna nie mogła wejść do Sejmu. Nawet takie

kurioza jak "Polska Partia Przyjaciół Piwa" w imię normalnej demokracji miały

swojego jednego posła w Sejmie. Ordynacja została zmieniona w późniejszym czasie

z premedytacją, aby utrwalić porządek polityczny i umożliwić nieskrępowane

destrukcyjne rządy kilku partii politycznych, które raz będą stanowić koalicję, raz

opozycję, ale nie wpuszczą nikogo spoza swojego szacownego grona do Sejmu. W

chwili obecnej nie ma najmniejszego sensu tworzyć nowych partii politycznych, bo

przy kolejnych mitach (głosowanie na tego, który ma realne szanse) takie partie nie

wchodzą do Sejmu nigdy, a polityka destrukcyjna ma się w najlepsze. Gdyby nawet

powstali z ludu nowi politycy, chcący naprawić sytuację, zginą pod kreską i nie będą

w stanie nic zrobić.

2. Głosujemy tylko na tego, który ma szansę. To największa socjologiczna porażka

demokratycznego społeczeństwa. Mamy 20 kandydatów na prezydenta, a głosujemy

zamiast na ulubionego, to na jednego z kilku, który ma "realne szanse". To właśnie

dzięki temu mitowi utrzymujemy tych samych ludzi przez 20 lat, bo tylko "oni mają

szanse". Nie głosujemy na nowe partie, nie głosujemy na nowych ludzi, nie

dopuszczamy do wykazania się nikogo nowego. Bo i tak oni nie wygrają, bo nie mają

szansy, bo sondaże mówią inaczej. Potem wszyscy są zdołowani, bo zamiast kiełbasy

wyborczej dostaliśmy kopa w tyłek, a przy "żłobie" są znowu ci sami ludzie.

3. Konieczne jest systematyczne podnoszenie podatków. Warto sięgnąć pamięcią

wstecz do początku lat 90, kiedy w dobie tzw. "koniunktury" nie było nawet podatku

VAT!!! Polska zarejestrowała ogromny wzrost gospodarczy, wykształciła klasę

średnią, a jej zadłużenie rosło minimalnie. Potem, kiedy to się rozkręciło, rozpoczęło

się "dojenie" tej krowy, jaką jest klasa średnia, do maksimum. Nie ma ani jednego

podatku, który w ciągu tych 20 lat byłby zlikwidowany lub obniżony. Ta

destrukcyjna ekipa potrafi od 20 lat tylko podnosić podatki i wprowadzać nowe.

Podatek Belki był tymczasowy. Okazało się, że jest stały, a nawet teraz trzeba go

wprowadzić dla lokat jednodniowych. Podwyżka VAT do 23% ma być tymczasowa.

Jeśli nie zmieni się sytuacja polityczna, podatek ten będzie podnoszony do 24% w

2012 i 25% w 2013, a pieniędzy dalej będzie brakowało. W 2013 wymyśli się kolejne

podatki, albo Polska ubłaga Unię Europejską o zgodę na dalsze podniesienie VAT.

Gdyby nie istniał unijny limit 25% VAT, w Polsce już dawno byłby VAT 50% i dalej

byłoby za mało pieniędzy w budżecie.

Dlaczego tak się dzieje? Podniesienie podatków powoduje gwałtowny rozwój szarej

strefy, bankructwa firm, wzrost bezrobocia. Dzisiaj ekonomiści szacują, że szara strefa

to 1/3 (jedna trzecia!) gospodarki. Dlatego nie może rozwinąć się klasa średnia, skoro

musi finansować 1/3 gospodarki nie płacącej podatków w ogóle. Dalsza polityka

zwiększania podatków doprowadzi Polskę do całkowitego bankructwa i albo komuś

na tym zależy, albo wyjdzie to niechcący. Co wtedy zrobimy, to nikt tego nie wie, ale

lepiej nie doczekać takiej wizji, lecz zawczasu działać.

4. Konieczna jest rozbudowana biurokracja, fiskalizacja, dziesiątki urzędów i

zobowiązań szarego obywatela, zwłaszcza klasy średniej. Pamiętam jak moja

znajoma prowadziła na początku lat 90. w szkole podstawowej sklepik dla uczniów.

Była to działalność pokrywająca połowę dochodów w rodzinie. W tamtych czasach

wystarczyło prowadzić książkę przychodów i rozchodów i nikt nie wymagał niczego

więcej. Dzisiaj generujemy tysiące zeznań, PIT-ów, CIT-ów, ZUS-ów i innych rzeczy.

Wtedy miała ona czas dla rodziny i dla dwóch córek. Dzisiaj tego czasu by nie miała,

życie straciłaby na biurokrację. Jedynym rozwiązaniem jest redukcja liczby urzędów i

urzędników do niezbędnego minimum. Ludzie, którzy zostaną zwolnieni powinni stać

się prawdziwą klasą średnią, która w realny sposób robi coś pożytecznego przez swoją

przedsiębiorczość. Urzędnik nie robi nic pożytecznego w ogólnym rozliczeniu

działalności gospodarki, generuje tylko koszty. Sam papier, który został zużyty w

polskich urzędach w 2010 roku kosztował prawie 40 milionów złotych!!!

5. Konieczne są dobijające drobną przedsiębiorczość składki na ZUS. Dzisiejszy

podatnik płaci ogromny odsetek swojego dochodu na składkę emerytalną, którą ZUS,

jako przedstawiciel klasy urzędniczej, praktycznie całkowicie przejada. Pojawił się

ostatnio pomysł zabrania pieniędzy OFE i przekazania do ZUS-u, aby mógł przejadać

jeszcze skuteczniej na swoje bieżące potrzeby. Przy dzisiejszej sytuacji nie ma

żadnych szans, że pokolenie dzisiejszych 30-40 latków dostanie jakąkolwiek

emeryturę. Obudzimy się z ręką w nocniku - pięniędzy nie ma i nikt na to nic nie

może poradzić. Jednak składki płacić musimy jako dojne krowy rzeszy urzędników.

Dodatkowo ZUS nie zapewnia chorym ani inwalidom niczego - polecam znalezienie

bloga inwalidy walczącego z ZUS-em. ZUS jest wrzodem na polskiej gospodarce i

jego likwidacja jest jednym z warunków życia w jako-takim standardzie. W wielu

krajach (głównie wspólnoty narodów) minimalne składki emerytalne pobiera urząd

skarbowy, a większość składek idzie na OFE. Nie ma tam odpowiednika ZUS-u!

Wtedy w razie bankructwa OFE emeryt dostaje emeryturę minimalną od państwa.

ZUS blokuje przedsiębiorczość, czyli blokuje tworzenie klasy średniej i likwidację

bezrobocia. Wiele osób rezygnuje z rejestracji działalności, albo uprawia ją na czarno,

żeby tylko nie płacić ZUS-u!

6. Prawo musi być skomplikowane, bo inaczej będzie możliwe oszukiwanie

państwa. Ten mit doprowadził do sytuacji, kiedy prawo jest sprzeczne, martwe,

nieprzestrzegane, każda nowa ustawa rodzi konflikty i niejednoznaczności

interpretacyjne, teoretycznie na każdego uczciwego obywatela RP można znaleźć

jakiegoś "haka", interpretacja zależy od urzędnika, natomiast prawdziwi złodzieje i tak

kradną, robią przekręty, biorą łapówki i mają się w najlepsze. Babcię wsadzamy do

więzienia za zbieranie chrustu w lesie, a mordercę ułaskawiamy. Większość inicjatyw

mających na celu likwidację przekrętów, wcale ich nie likwiduje. Utrudnia tylko życie

uczciwym. Nie mogę uwierzyć, że Litwini mają jeszcze tyle zdrowego rozsądku i siły,

aby protestować przeciwko fiskalizacji najdrobniejszych przedsiębiorstw. U nas już

wszystkich pozwoliliśmy sfiskalizować, a sami jeszcze chcemy zrobić to tym, którzy

kas fiskalnych mieć nie muszą. Założyliśmy sobie kaganiec na usta i jeszcze każemy

założyć wszystkim!

7. Istnieje wolność słowa. Już dawno w praktyce nie istnieje. Media są polityczne,

założenie własnych mediów jest nieopłacalne albo niemożliwe (spróbujcie przeczytać,

jak dostać koncesję na rozgłośnię radiową - niby można, ale w praktyce się nie da),

uprawiają socjotechnikę wiary w powyższe mity i agitację za głosowaniem na te same

destrukcyjne partie i ugrupowania. Jedynym medium z sensem jest internet, ale tutaj

również komentarze na portalach są cenzurowane i wielokrotnie miałem okazję

doświadczać tego, że komentarz kulturalny i zawierający mądre argumenty nie

doczekał się jakimś cudem opublikowania.

Co zatem należy zrobić? Należy pójść do jesiennych wyborów parlamentarnych i

zagłosować nie na "tych, którzy mają realną szansę" (czyli znowu tych samych, lecz w innych

proporcjach lub pod innymi nazwami), tylko zagłosować śmiało na nowe twarze i nowe

partie, które mają jakąkolwiek sensowną wizję naprawy kraju. Bardzo proszę wszystkich

ludzi dobrej woli, aby tak zrobili i dali szansę komukolwiek innemu, a nie tym

destruktorom, którzy przez 20 lat doprowadzali polską gospodarkę do ruiny. Ten tekst

nie jest agitacją za żadną taką partią. Trzeba zadać sobie trochę trudu i jakąś wybrać, bo

upolitycznione media nie będą takich partii promowały, albo wręcz będą je celowo

ignorować, aby nie przekroczyły magicznego celowo ustawionego progu i w ogóle nie weszły

do Sejmu. Głosujmy na kogokolwiek nowego, dajmy mu szansę.

Nasi przodkowie walczyli za naszą ojczyznę i oddawali za nią życie mając nadzieję na dobro

przyszłych pokoleń Polaków. Widząc obecną sytuację w naszym kraju, chce mi się płakać i

jest mi wstyd wobec tych ludzi - naszych dziadków i pradziadków. Ludzie z mojego

przedziału wiekowego (35-40 lat) prawie w całości wyjechali z Polski. Prawie nikt z moich

znajomych ze szkoły średniej nie został w kraju, bo nikt nie miał tu szans na godne życie.

Zostało kilka osób - którzy mieli szczęście skończyć studia gwarantujące jakiekolwiek

zatrudnienie i kilka osób, które dostały pracę urzędnika po znajomości i należą do tej

pseudoklasy, którą wszyscy musimy finansować. Jeden kolega wyjechał do Warszawy, gdzie

miotał się prowadząc własną firmę, a po wejściu unijnych wymogów, usiłując doprowadzić

do nich firmę, dostał rozległego zawału i teraz nawet nie może dostać renty. "Dzięki"

ogromnym podatkom nie jesteśmy w stanie legalnie dorobić się w życiu niczego, 25 lat

zajmuje spłacanie kredytu za małe mieszkanko, w razie śmierci dług dziedziczą dzieci,

pracujemy od rana do nocy, nie mamy czasu dla rodziny, nie mamy czasu zrobić cokolwiek

dla społeczeństwa (stowarzyszenia, działalność dobroczynna itd. nawet ten tekst muszę pisać

kosztem snu), wiele osób pracuje w weekendy. To właśnie o to chodzi destrukcyjnej ekipie

rządzącej, aby ten czas nam zabrać, aby nie mieć kiedy nawet pomyśleć o tym, jak Polskę

można naprawić. Mamy być dojną krową, a przed emeryturą najlepiej umrzeć, aby nie

chcieć żadnych świadczeń.

Jak wyprowadzić gospodarkę do góry i zlikwidować dług publiczny? Nie trzeba do tego

podnosić podatków. Poniżej tylko kilka przykładów:

1. Zrewaloryzować emerytury służb mundurowych do aktualnej średniej krajowej. W

chwili obecnej 80% wydatków na obronność kraju to emerytury mundurowe!

2. Zabronić osobom z tej grupy emerytalnej wykonywania jakiegokolwiek zawodu (albo

musi zrezygnować z emerytury). Sytuacje, kiedy policjant na emeryturze dorabia w

trzech miejscach i jeszcze bierze tak wysoką emeryturę, uwłaczają elementarnej

godności człowieka i obywatela.

3. Całkowicie zlikwidować ZUS, kompetencje przekazać urzędom skarbowym,

wprowadzić malutką składkę gwarantującą wypłatę w razie upadku OFE, do OFE

przekazywać składki wedle uznania.

4. Całkowicie sprywatyzować (i opodatkować) służbę zdrowia i wyplenić zwyczaje

płacenia lekarzom nielegalnych "dowodów wdzięczności" (czyli kopert po zabiegach)

lub ewidentnych łapówek (czyli kopert przed). To uwłacza jakiejkolwiek

elementarnej godności ludzkiej i powoduje ogromną niechęć do zawodu lekarza. W

wielu przypadkach kwota dawana lekarzowi w kopercie jest większa niż taki sam

zabieg wykonany całkowicie legalnie w prywatnej klinice i sam byłem świadkiem

wielu takich sytuacji wśród znajomych. Moja koleżanka miała zabieg laparoskopowy

dróg rodnych i wykonywała go w całkowicie prywatnej klinice. Zapłaciła połowę

mniej niż - podobno - stanowi zwyczaj kopertowy w szpitalu miejskim! Dodatkowo

od tej kwoty którą zapłaciła odprowadzono wszystkie podatki i nie wspierała szarej

strefy.

5. Zreformować refundację leków, która doprowadza do bałaganu, turystyki lekowej, i

niesamowitych różnic w cenach leków i nikt nie wie o co chodzi w tym wszystkim.

Wymusić niskie ceny na producentach, bo to oni w chwili obecnej zarabiają na nas -

chorych. Aptekom odebraliśmy marże do granic możliwości, wiele aptek upada, nie

można się w aptece niczego konkretnego dowiedzieć, bo magister za ladą koncentruje

się na utrzymaniu firmy, a nie na jakiejkolwiek pomocy chorym. Obecna ustawa

autorstwa PO, która wchodzi w życie, doprowadzi do upadku już wszystko, a na

efekty nie będzie trzeba długo czekać.

6. Zreformować system PIT i wprowadzić obligatoryjne rozliczenia przez internet. W ten

sposób liczbę urzędników można znacznie ograniczyć, lokalne urzędy skarbowe

ograniczyć do małych placówek. Biura podatkowe, które do tej pory były prywatnym

ogniwem tej strasznej biurokracji, będą mogły zająć się składaniem sprawozdań osób,

które nie mają internetu lub nie umieją z niego skorzystać.

7. W wielu krajach działalność gospodarczą można zarejestrować przez internet w ciągu

kilkunastu minut, a rozliczenia podatkowe są tak proste, że robi się to w kilka chwil

(np. Australia). Dzięki temu wszystko jest proste i przejrzyste, a urzędników jest

mniej.

8. Zlikwidować całkowicie dowody osobiste i wszystkie oddziały urzędów, które je

wydają. Każdy człowiek powinien obligatoryjnie wyrobić paszport i on powinien

stanowić powszechny dokument tożsamości. Taka wersja była oczywiście

proponowana, ale została wyśmiana przez ekipę destrukcyjną, bo to kolejna rzesza

urzędników na ciepłych posadkach i kolejne wpływy po każdej przeprowadzce (adres

zameldowania wszedł do dowodu osobistego mimo protestów właśnie z tego

powodu).

9. Zmniejszyć ilość posłów i senatorów oraz radnych (kto wie, miasto w USA ma 30

radnych, a Warszawa kilkuset?). Wszelkie diety poselskie powinny mieć wartość nie

większą niż średnia krajowa - wtedy posłom będzie zależało na podniesieniu tej

średniej.

10. Całkowicie zreformować ordynację wyborczą, tak aby do sejmu i senatu mieli szansę

normalni ludzie, a nie tylko wysoce postawieni kolesie w tych samych partiach

politycznych, "którzy mają realne szanse".

11. Promować inicjatywy polskiego przemysłu, nie dopuścić do dalszej wyprzedaży

majątku narodowego - to nie są już żadne teorie spiskowe lecz fakty - które firmy są

jeszcze polskie? Ile mamy polskich banków? Należy ewidentnie sprzeciwić się

polityce doprowadzania przedsiębiorstw do upadłości i oddawania ich za bezcen,

nazywając to dobrą miną do złej gry "wejściem inwestora zagranicznego". Kto wie, że

w Polsce w epoce PRL, jako w jedynym kraju poza USA, produkowano kopie

procesora Intel 8080 w CEMI? Był to ewenement na skalę światową. Polska wiedza i

myśl technologiczna były ogromne. Przez te 20 lat wszystko rozwalono,

doprowadzono do upadłości, sprzedano, zaorano i uczyniono nieopłacalnym. Ostatnio

np. totalnie rozwalono FSO.

12. Całkowicie zlikwidować abonament radiowo-telewizyjny, a "państwowe" rozgłośnie

zmusić do kodowania swoich sygnałów i niezależnego od poczty pobierania opłat,

wyłącznie od osób zainteresowanych.

13. I co najważniejsze - promować KLASĘ ŚREDNIĄ, aby powstawały małe firmy, w

tych firmach tworzyły się miejsca pracy, aby opłacało się takie małe firmy założyć,

aby każdy mógł uczciwie pracując uczciwie żyć, aby nie trzeba było spełniać 5000

unijnych wymogów do otwarcia byle kiosku ruchu i aby opłacało się zatrudniać w

nich pracownika. To wie każdy ekonomista. Bez tego nie ma mowy o zmniejszeniu

bezrobocia, bo kto nas ma zatrudnić? Kolejny hipermarket? Kolejny bank? Kolejna

wielka korporacja za pensję wegetacyjną?

Jest wiele innych dobrych pomysłów, ale władza doskonale dba, aby nazwać to "wymysłami

oszołomów" i dalej niszczyć wszystko. Błagam wszystkich ludzi dobrej woli - idźcie

koniecznie do wyborów i zagłosujcie na całkowicie nowe twarze, na całkowicie nowe partie,

dajcie szanse innym. Nie głosujcie na tych samych ludzi, nawet jeśli założą nową partię pod

inną nazwą. To jest podstawowy pierwszy krok, który każdy może zrobić bez przelewu krwi i

wychodzenia na ulicę.

Być może odpowiesz:

1. Nie da się - to jest właśnie kolejny mit. Około 50% ludzi nie chodzi do wyborów, bo

przestali wierzyć w jakąkolwiek możliwość wpływu na tą tragiczną sytuację. Da się,

jeżeli w zorganizowany sposób pójdziemy do wyborów i zagłosujemy na innych

ludzi! Nawet jeśli udział obecnej destrukcyjnej ekipy spadnie z obecnego 94% do

50%, a te 40% zajmą inni, będzie to wielki sukces, doprowadzający do

konfrontacji. Chodzi tylko o wejście tych partii do sejmu!!! To jest do zrobienia!

2. Nie wiem na kogo głosować - jeśli naprawdę nie wiesz, kogo wybrać, zagłosuj na

jakąkolwiek partię polityczną która ma poparcie na granicy wejścia do sejmu i chce

radykalnych zmian. Jeśli media będą te wszystkie partie krytykować i nazywać wręcz

oszołomami, nie wierz mediom! Media są upolitycznione i zrobią wszystko, aby żadna

nowa partia nie weszła do sejmu, tylko żeby ci sami "kolesie" rządzili Polską aż do jej

upadku albo ich własnej śmierci!

3. To nie jest takie proste - oczywiście że jest!!! Nie dajmy sobie wmówić, że są ludzie

niezastąpieni i że właśnie cała ekipa niszcząca nasz kraj od 20 lat jest niezastąpiona i

robi co może, a każdy inny jest oszołomem. Polskę można postawić na nogi przez

kilka radykalnych i szybkich reform, jednak każdy specjalista, który próbuje się

wychylić z takim pomysłem jest natychmiast kreowany przez media na oszołoma i

człowieka, który się nie zna, ponieważ naruszy to obecny porządek, zabierze ciepłe

posadki, uniemożliwi "dorobienie się" kolesiom. Wszyscy na forach internetowych

wiedzą, co należy zrobić, ale nikt kto się odważy kandydować nie może się przebić!!!

Za tym stoją wielkie pieniądze pensji urzędników, dyrektorów ZUS, wielkie układy

personalne i mnóstwo wszelkich innych tworów, które doją nas, zwykłych ludzi,

spychając nas z klasy średniej do klasy dojnej, najniższej!

4. A co będzie, jak będzie potem gorzej - gorzej już być nie może!!! Daliśmy się

zmanipulować, że warto głosować na tych samych ludzi i jakoś się żyje, a trzeba

cieszyć się, że nie jest gorzej! Owszem, zawsze może być gorzej, ale od 20 lat jest

coraz gorzej!!! Chciejmy zmian, które zmienią Polskę na lepiej, a nie gorzej - z

radością że nie jeszcze gorzej!!!

5. Ale partia xxx ma "nowy" ciekawy program wyborczy - 20 lat karmiono nas

kiełbasą wyborczą, a obietnice się nie spełniały. Nasza pamięć jest niestety krótka i z

każdymi wyborami głosowaliśmy znowu z nową nadzieją, a potem rozgoryczeni

głosowaliśmy na kogo innego. I takie wahadełko było przez 20 lat, a obietnic

wyborczych jak nie było, tak nie ma. Nawet flagowe reformy obecnego rządu poszły

w łeb, bo - jak się dowiedzieliśmy kilka dni temu - się nie zdąży!!! Nie wierzymy w

żaden slogan wyborczy tych ludzi. Obojętne jakie wymyślą socjotechniczne

manipulacje (ostatnio np. coś tak absurdalnego, jak urlopy dla wypalonych) aby

nas zachęcić do głosu na siebie - głosujemy tylko i wyłącznie na partie słabe, które

powinny mieć szansę, a ich wejście w sejmie zostało zablokowane niesprawiedliwą

ordynacją wyborczą z progiem procentowym!

20 lat wystarczyło destrukcyjnym rządom, aby Polskę doprowadzić praktycznie do

bankructwa. Inflacja może przekroczyć 10% w skali roku. Zapasu gazu wystarcza na 4 dni.

Cukier drożeje, bo polskie cukrownie dawno doprowadzono do bankructwa. Wszystko

drożeje w ekspresowym tempie. Media nakręcają wszystko tłumacząc to byle czym (z

trafnego komentarza na onecie "Murzyn pierdnął w Somalii, będą podwyżki"). To już jest

koniec. Nie damy się więcej robić w bambuko tym, którzy realizują plan upadku Polski.

Nowi muszą mieć szansę. I to nie jest agitacja żadnej partii. Sam nie wiem na kogo zagłosuję.

Ale nie na tych, którzy 20 lat niszczą mój kraj, którego bronili moi dziadkowie na froncie

wojennym, w którym moi rodzice harowali jak dzikie świnie, w którym będą żyć moje dzieci.

Nie chcę dla nich kokosów, chcę tylko godnego życia, a nie wegetacji i upodlenia.

Prześlij ten dokument komu możesz. Zamieszczaj, gdzie możesz. Wstawiaj linki na

serwisach społecznościowych. Drukuj, kseruj, rozdawaj kopie ludziom nie mającym

internetu. Niech ten apel obiegnie Polskę. Skoro tysiące internautów są w stanie stworzyć

inicjatywę Dnia Bez Smoleńska, o której mówią media, to my również rozpowszechnijmy ten

"Apel zdrowego rozsądku" tak, aby wszyscy w Polsce o nim wiedzieli! To jest możliwe.

Narodzie, obudź się. Czas przebudzić się ze snu, bo Polska potrzebuje nas, zwykłych ludzi,

odsuniętych w czeluść przez wielkich polityków. To my zadecydujemy, że już podziękujemy

tej całej ekipie. Prawo głosu to jedna z niewielu rzeczy, jaka nam została.

Dziękuję!


5 marca 2011

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.