Ostatnio: 04.11.2017

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Zgodnie z wolą Ludu przygotowałem taką oto krótką relację. Tym razem chcę Wam pokazać, co można było znaleźć w tym roku na największych targach lotniczych świata: FARNBOROUGH INTERNATIONAL AIRSHOW.

Kryzys? Jaki kryzys? Jedynym objawem kryzysu gospodarczego – dość wyraźnym, ale jednak mało uciążliwym – jest podkreślanie wszem wobec przez wszystkich producentów, że ich wyroby gwarantują najmniejsze zużycie paliwa, największą trwałość, najlepszy współczynnik koszt/efekt. Widać to było zwłaszcza w dziedzinie lotnictwa cywilnego, ale i w tematyce wojskowej przewijało się to zagadnienie. Jeżeli ktoś się obawiał o najbliższą przyszłość przemysłu lotniczego, uspokajam: nie ma się czego bać. Większość przedsiębiorstw – zarówno produkcyjnych, jak i usługowych – zakończy tę dekadę w bardzo dobrej kondycji finansowej.

Nie będę opisywał wszystkiego, co można było zobaczyć na FIA, bo tego po prostu zrobić się nie da w tekście o rozsądnej długości. Ograniczę się do rzeczy najciekawszych, najbardziej efektownych, najbardziej niecodziennych.

Pokazy w locie

Należy pamiętać o jednym: to są targi, a nie pokazy lotnicze, występy samolotów akrobacyjnych to tylko miły przerywnik. Zdecydowana większość pokazów w locie to swoiste reklamy mające wesprzeć klasyczne działania marketingowe prowadzone na ziemi. Najlepszym tego dowodem był solowy pokaz południowokoreańskiego T-50 Golden Eagle (warto na marginesie dodać, że golden eagle to po polsku orzeł przedni, a nie złoty orzeł). Maszyna ta należy przecież do niepośledniej klasy zespołu akrobacyjnego, który zachwycił publiczność na RIAT ledwie dzień wcześniej, a mnie prawie że powalił na kolana… Ale na FIA T-50 przyleciał w interesach i latał samodzielnie.

W locie pojawił się także jeden z jego bezpośrednich konkurentów, rosyjski Jak-130. W sumie trochę współczuję tej skądinąd zgrabnej maszynie. Zamówienia z rosyjskich sił zbrojnych nijak nie wystarczą, by projekt stał się opłacalny, do tego potrzeba eksportu. A tu Libia – wojna domowa. Syria – embargo. Obecnie jedynym zagranicznym użytkownikiem Jaków-130 jest Algieria.

W dziedzinie cywilnej głównymi gwiazdami były Airbus A380 i Boeing 787. Ten pierwszy pokazał zaskakującą (jak na tak olbrzymią maszynę) zwinność. Lot pokazowy Dreamlinera był krótszy i mniej efektowny, ale za to o dużo większej doniosłości. Był to bowiem pierwszy pokaz tego samolotu dla szerszej publiczności.

W locie zaprezentował się też Eurocoptery, między innymi EC175 i AS-365N-3 Dauphin 2, śmigłowce ze stajni AgustaWestland, Osprey, Typhoon, Gripen i Super Hornet. Ten ostatni był bez dwóch zdań najgłośniejszym uczestnikiem pokazów. Słyszeliście o czymś takim jak dźwięk przekraczający próg bólu? To właśnie był ten przypadek.

Wystawa statyczna

Nie sposób przedstawić wszystkie maszyny, które pojawiły się na wystawie statycznej, ograniczę się więc do najciekawszych. Rosjanie intensywnie promowali Suchoja Superjet (na konferencji prasowej ogłoszono kontrakt z meksykańskimi tanimi liniami lotniczymi Interjet na 20 maszyn) i sporo odeń większego, rozwijanego dopiero MS-21, konstrukcji biur Irkut i Jakowlew. Niedaleko Superjeta stanął Omega Tanker, latający tankowiec na bazie McDonnell Douglas KDC-10, pierwszy na świecie komercyjny samolot-cysterna. Dalej mogliśmy zobaczyć między innymi makietę SpaceShipTwo, Pilatusa PC-12 w malowaniu upamiętniającym Leonarda da Vinci, Atlasa, A380, C-17 (miałem okazję zasiąść w kabinie pilota i pierwszy raz w życiu spojrzeć przez włączonego HUD-a), F-15E, F-16, Speedtwina i wiele innych. Zaprezentowano również samolot dla niepełnosprawnych.

Polskie akcenty na targach? Mało. Bardzo mało. Właściwie jedyne dwa wyraźne to mielecki Black Hawk i Bombardier w barwach Eurolotu. Gdzieś tam ponoć jakieś przedsiębiorstwo (nie polskie) chwaliło się, że produkuje elektronikę dla polskich Mi-24, ale nie udało mi się trafić na ich stoisko.

A na koniec pawilon Finmeccaniki. Tu można było z powodzeniem spędzić cały dzień. Na statyce zaprezentowały się takie maszyny jak Alenia Aermacchi M-346 Master, AW139M, AW159 (czyli stary, dobry Lynx), NH90 czy C-27J Spartan.

Pod dachem

Oprócz wystawy statycznej Włosi zorganizowali też obszerną wystawę w głównym budynku obszaru targowego. Nastawieni byli, jak już widzieliście, na promocję swoich śmigłowców, oraz treningowego M-346 (do którego zaraz wrócimy), ale było też sporo interesujących drobiazgów. Finmeccanica to olbrzymi koncern z wieloma spółkami zależnymi. Można więc było przyjrzeć się z bliska różnorodnemu sprzętowi. Tak wygląda radar lotniczy, a tak – Drako.

Największe zainteresowanie wzbudzały oczywiście dwa uproszczone symulatory M-346 – czerwony i szary. Uproszczone, gdyż zamiast prawdziwej tablicy przyrządów z ekranami ciekłokrystalicznymi miały ekrany dotykowe, ale już drążek i przepustnica były normalne, a zachowanie symulowanej maszyny w locie – jak najbardziej autentyczne. W szarym miałem niewątpliwą przyjemność siedzieć i pod okiem jednego z delegatów Finmeccaniki „polatać” trochę maszyną, która będzie być może za kilka lat nowym samolotem szkolnym naszych Sił Powietrznych. Ba, udało mi się nawet przekroczyć prędkość dźwięku w locie nurkowym.

A skoro już weszliśmy pod dach, pod dachem zostaniemy.

Modele

Ostatnim krzykiem mody są modele przekrojowe. Oczywiście celują w tym producenci maszyn pasażerskich i transportowych, którzy w ten sposób mogą pokazać rozmieszczenie pasażerów lub ładunku we wnętrzu maszyny. Mieliśmy więc chińskiego Comaca C919, który ma się po raz pierwszy wznieść w powietrze za dwa lata, oraz Ana-178, który nie wiadomo, czy w ogóle powstanie, ale pojawiły się też przekroje samolotów już latających (istnieją dwa prototypy Ana-70 i dobrze już znanych, takich jak An-148, który jest podstawą konstrukcyjną projektu 178.

Jakie jeszcze modele pojawiły się na FIA? Rosjanie mieli do dyspozycji ogromny pawilon, w jednej z hal, mogli więc wystawić… no, bardzo dużo. Prezentowali praktycznie każdy oferowany obecnie na eksport samolot bojowy: Su-35 i Su-34, Su-30MK, MiG-a-35 oraz Jaka-130. Jak więc widać, oferta rosyjskich biur konstrukcyjnych jest nadzwyczaj bogata. Dodać do tego należy równie szeroką ofertę wszelakiej awioniki, do której Rosjanie podchodzą zresztą bardzo elastycznie. Są gotowi montować swoją elektronikę w samolotach produkcji zachodniej lub umożliwić montaż zachodniej elektroniki w MiG-ach, Suchojach i Jakach. Wszystkie takie targi potwierdzają niezmiennie od dawna znaną prawdę: Rosja ma fantastycznych, ale tragicznie niedofinansowanych inżynierów.

Japończycy z Kawasaki zaprezentowali czterosilnikowy samolot P-1, który w najbliższych zastąpi wysłużone amerykańskie Oriony w roli łowcy okrętów podwodnych. Na stoisku Elbitu zaprezentowano modele serii bezpilotowców Hermes, które we czwórkę z maleńkim Skylarkiem zapewniają pełną „obsługę” obserwacyjno-rozpoznawczą na każdym szczeblu taktycznym. Cichym hitem tego stoiska był system J-MUSIC służący do samoobrony dużych – w tym pasażerskich – samolotów przed pociskami rakietowymi.

Turcy pokazali, że ich przemysł lotniczy może niebawem dołączyć do światowej elity. Na stoisku TAI pysznił się model bardzo obiecującej maszyny szkolenia podstawowego Hürkuş, a tuż obok niego – model śmigłowca szturmowego T-129(podobieństwo wizualne do Agusta A129 Mangusta jest nieprzypadkowe, bo właśnie z niego wywodzi się turecka konstrukcja).

W innych częściach hal wystawienniczych można było trafić na różne ciekawostki, na przykład makietę (ale pełnowymiarową) przedniej goleni podwozia powstającego dopiero Airbusa A350 czy cel latający BQM-177i.

Czy warto chodzić na takie targi, jeśli jest się prostym cywilem?

Pewnie, że warto. Oczywiście w dzień targowy atmosfera jest inna niż w dzień otwarty dla publiczności, jednak mimo wszystko – zachęcam. Nawet na dużo mniejsze targi odbywające się w naszym kraju (w dziedzinie wojskowości są to MSPO i Balt Military Expo) warto poświęcić ten jeden dzień. Sami widzicie, jak dużo można się dowiedzieć i zobaczyć. Poza tym większość ludzi obsługujących stoiska jest uprzejma i pomocna, chętnie odpowiada na pytania. Na przykład bardzo miły pan Rosjanin obsługujący stoisko Ramienskoje pozwolił mi naocznie się przekonać, że ich wyświetlacze są wielofunkcyjne (tak, to ten sam z jednego z poprzednich zdjęć).

A jeśli głód wiedzy Wam nie wystarcza, może przekona Was głód fantów. Większość wystawców zjawia się na targach z gadżetami liczonymi na kilogramy. Część jest zarezerwowana jako upominki dla kontrahentów, część – dla dziennikarzy. Ale co zostanie, to może przypaść każdemu. Nawet jeśli z trudem odróżniasz silnik turboodrzutowy od turbośmigłowego, nie martw się. Wystarczy podejść i okazać uprzejme, choćby nawet zupełnie amatorskie zainteresowanie, a możecie liczyć na jakiś specjalny upominek spod lady, o ile jakieś uchowały się do tego czasu. Poza tym wiele renomowanych czasopism wydaje specjalne, darmowe numery z okazji targów.

Nie ukrywam, że jako dziennikarz miałem ciut łatwiej, mogłem bowiem czerpać ze świeżych zapasów, a na briefingach i konferencjach zawsze coś tam rozdają. I tak, trafiły w moje ręce pendrajwy (w sumie 5 GB), notesy, magnes na lodówkę, trochę różnorodnych pakietów informacyjnych dla prasy czy taka oto wpinka. Jeżeli macie brata czy siostrę w wieku szkolnym, na takich targach możecie dzieciaka bezkosztowo wyposażyć w długopisy na cały rok szkolny. A oto moje najcenniejsze trofeum z FIA 2012. Najcenniejsze zarówno finansowo (tego typu ozdoby sprzedawano po 25 funtów i więcej, zależnie od samolotu), jak i sentymentalnie – bo jest to najbardziej oryginalna pamiątka.

I jeszcze tak na koniec: Londyn. Obrzydliwie drogie miasto, zwłaszcza jeśli chodzi o komunikację miejską i podmiejską. Niemniej jednak, ma też swoje uroki. Na przykład taki widok z okna hotelu.

Chcecie podobny? Zatrzymajcie się w Ibisie przy Bath Road. Jeśli tylko nie odstraszą Was ceny dojazdu do centrum miasta, będziecie zadowoleni. Proście recepcjonistkę o pokój 549 lub 551, ewentualnie 449 lub 451 (to są dwójki). I jeszcze na zakończenie: uwaga! Pewnie nie wszyscy dobrnęli do końca, przewiduję więc skromną nagrodę książkową dla pierwszej osoby, która znajdzie i zidentyfikuje (piszcie w komentarzach, liczy się moment dodania) najbardziej niecodzienny samolot widoczny na nocnym zdjęciu z okna.

I pamiętajcie: Z FARNBOROUGH NIE MA UCIECZKI!

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.