Ostatnio: 05.08.2017

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Autor, Steven Pinker, jest profesorem psychologii na Uniwersytecie Harvarda.

Imperatyw etyczny dla bioetyki

Nowa potężna metoda edycji genomów – CRISPR-Cas9, jest ostatnim z serii postępów w biotechnologii, które spowodowały obawy w sprawie etyki badań biomedycznych i wołania o moratoria oraz nowe regulacje w tym zakresie. Istotnie, biotechnologia powoduje moralne implikacje, które nie są niczym zdumiewającym, ale to nie one martwią bijących na alarm.

Wszyscy znamy ludzi, którzy zmarli przedwcześnie, albo doświadczyli lat cierpienia fizycznego lub choroby psychicznej, np. raka, choroby serca, Alzheimera, choroby Huntingtona, Parkinsona czy schizofrenii. Ciężar tych chorób jest odczuwalny przez wszystkich ludzi. W ramach projektu Global Burden of Disease usiłowano określić ile lat jest traconych w związku z przedwczesną śmiercią lub przekreślonych przez chorobę. W 2010 było to 2 i pół miliarda, co oznacza, że jedna trzecia potencjalnego ludzkiego życia i rozwoju jest tracona. Liczba zgonów z powodu przestępstw, wojen i ludobójstw nawet nie zbliża się do takiej wartości.

To cierpienie fizyczne i psychiczne długo wydawało się niemożliwym do uniknięcia, ale ludzka pomysłowość walczy z tym pozornym fatum. W ostatnich dwóch dekadach doświadczyliśmy 35% redukcji skorygowanego niepełnosprawnością wskaźnika przedwczesnej śmierci bądź uszczerbku na zdrowiu w wyniku urazu lub choroby per capita. Owoce tego postępu, choć dostępne nierównomiernie geograficznie, są widoczne wszędzie i doświadczył ich każdy kontynent.

Część tego postępu jest związana z rozwojem gospodarczym. Mieszkańcy bogatych państw prowadzą zdrowsze i dłuższe życia, ponieważ tamtejsze podstawowe środki ochrony zdrowia oraz interwencje medyczne w dużej mierze zwalczają choroby zakaźne, które nadal (choć w coraz mniejszym stopniu) są powszechne w krajach rozwijających się. Nie wszystkie osiągnięcia były łatwo dostępne – postęp w produkcji leków, chirurgii i epidemiologii przyniósł poprawę w każdym przedziale wiekowym, wśród bogatych i biednych krajów. Kiedy leczenie staje się tańsze, a biedne kraje – bogatsze, te osiągnięcia rozprzestrzeniają się.

Badania biomedyczne dają więc obietnice ogromnego wzrostu długości życia, poprawy zdrowia i rozwoju. Wyobraź sobie o ile byłbyś szczęśliwszy, gdyby ludzie, którzy przedwcześnie odeszli nadal by żyli, albo chorujący byli zdrowi, a później pomnóż ten stan kilka miliardów razy rokrocznie. Biorąc pod uwagę powyższy potencjał, główny cel moralny współczesnej bioetyki może być ujęty w jednym zdaniu:

Usunąć się z drogi.

Prawdziwie etyczna bioetyka nie powinna krępować nauki biurokracją, moratoriami albo oskarżeniami bazującymi na mglistych, acz lotnych pryncypiach, takich jak godność, świętość czy sprawiedliwość społeczna. Nie powinna utrudniać badań, które przynieść mogą prawdopodobnie korzyści dziś lub w niedługim okresie, siejąc panikę poprzez wygłaszanie spekulacji, na temat potencjalnych szkód w odległej przyszłości. Wliczają się w to przewrotne analogię do broni nuklearnej, okrucieństw nazistów, dystopii science-fiction, takich jak Nowy wspaniały świat i Gattaca – szok przyszłości czy maniakalnych scenariuszy o armii sklonowanych Hitlerów, ludziach sprzedających swoje gałki oczne na Allegro oraz magazynach zombie, które dostarczają zapasowych organów. Rzecz jasna, ludzie muszą być chronieni przed krzywdami, które mogłyby nastąpić, ale już teraz posiadamy wystarczające obostrzenia dotyczące bezpieczeństwa oraz świadomej zgody pacjentów i uczestników badań.

Niektórzy uważają, że roztropnie jest wstrzymać się i rozważyć długofalowe implikacje badań, wstrzymując pęd w kierunku zmiany warunków naszego życia. To złudzenie.

Po pierwsze, opóźnianie badań to ogromny koszt w ludziach. Nawet roczne opóźnienie w implementowaniu nowego, efektywnego leczenia skazuje na śmierć, cierpienie i niepełnosprawność miliony ludzi.

Po drugie, przewidywania dotyczące technologii, które wykraczają poza horyzont kilku lat są tak wątpliwe, że polityka na nich oparta niemal na pewno przyniesie więcej złego, niż dobrego. Wbrew pewnym przewidywaniom z mojego dzieciństwa, nadejście XXI wieku nie przyniosło miast przykrytych kopułami, drogi do pracy na plecaku odrzutowym, robotów-pokojówek, mechanicznych serc, ani linii lotniczej na księżyc. Ta ignorancja działa oczywiście w obie strony: niewielu wizjonerów przewidziało negatywne skutki pojawienia się internetu, muzyki cyfrowej, wszechobecnych smartfonów, mediów społecznościowych czy szczeliniowania.

Badania biomedyczne są szczególnie trudne do przewidzenia. Cudowne leki na raka z wczorajszych okładek magazynów, takie jak interferon czy inhibitory angiogenezy, zawiodły pokładane w nich nadzieje, podobnie jak przeciwutleniacze, rofekoksyb i zastępcza terapia hormonalna. 19 lat po sklonowaniu owcy Dolly, nie jesteśmy blisko kształtowania u płodów zdolności muzycznych czy intelektualnych.

Z drugiej strony, leczenie potępiane niegdyś jako otwierające bramy piekieł, włączając szczepionki, transfuzję, znieczulanie, sztuczne unasiennianie, przeszczep organów czy zapłodnienie pozaustrojowe, okazały się nadzwyczajnym darem zwiększającym nasz dobrostan.

Postępy w biomedycynie zawsze będą stopniowe i osiągane z trudem, tak więc możliwe do przewidzenia kłopoty, będą mogły być rozwiązane w chwili, gdy się wykrystalizują. Ludzki organizm jest zdumiewająco złożonym, ulegającym entropii, ukształtowanym przez ewolucję dla młodzieńczego wigoru kosztem trwałości i regulowanym przez skomplikowane sprzężenia zwrotne, które zapewniają, że każda ingerencja będzie kompensowana przez inne części systemu. Badania biomedyczne zawsze będą bliższe pracy Syzyfa, niż pędzącego pociągu – ostatnią rzeczą, której potrzebujemy jest lobby etyków spychające kamień na dół góry.

S. Pinker, The moral imperative for bioethics.

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.