Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Nr 215 - BOŻE NARODZENIE w FALBOWIE

Zacznę od najważniejszego. O gotowaniu, stole i prezentach doczytacie później. Święta Bożego Narodzenia – to wspomnienie wydarzenia bez precedensu. Bóg przyjmuje ludzkie ciało, też po to, żeby nauczyć nas człowieczeństwa. Magia tych świąt polega na tym, że Bóg rodzi się w sercu każdego człowieka. Tej nocy pękają nasze pancerze, opadają maski, do głosu dochodzi tęsknota za innymi, za wspólnotą, za odczuwaniem przynależności. Dzień pojednań, powrotów… Jeden dzień, w którym BYĆ przeważa nad MIEĆ. Dla mnie obraz wigilii nie kojarzy się z suto zastawionym stołem i kolorową choinką. W wyobraźni widzę grubo opatulonych tułaczy na Syberii, którzy przy świeczce dzielą się kawałkiem chleba i płaczą z tęsknoty za Polską. Widzę wychudzonych ludzi w pasiakach, którzy w obozie koncentracyjnym patrzą na pierwszą gwiazdkę i wiedzą, że muszą przeżyć, bo mają dla kogo… Czasem wspominam, że wiele moich świąt było też podobnych. Często byłam gościem przy dodatkowym nakryciu i grzałam się przy sercach dobrych ludzi. Być przyjętym, chcianym, oczekiwanym, oto największe pragnienie serca chorych z samotności ludzi. Nie chodzi o śledzia, karpia, pierogi. To miłe, ale to tylko oprawa, tradycja. Często to ochłap rzucony na odczep się, żeby mieć poczucie satysfakcji, że coś się zrobiło dla ubogich. Byle nie przyszli do naszego mieszkania, nie zawadzali, nie wprawiali w zakłopotanie…

Dzisiaj w Betlejem… A w Falbowie? W tym roku mamy z Włodkiem 35-tą rocznicę ślubu. Przez cały ten czas usiłowaliśmy stworzyć nową dla nas tradycję prawdziwych, Bożych Świąt. Wychodziło różnie. Czasem zwyciężała choroba, więc nie było szykowane nic, czasem ktoś nas zapraszał do siebie, ale jak wygląda wzór, do którego dążyliśmy?

Ostatnio w kościołach przypomina się tradycję wieńca adwentowego, ale mało kto przez cały grudzień tworzy szopkę biblijną. Tymczasem to bardzo ciekawy sposób duchowego przygotowania do świąt. Postaram się za rok wprowadzić Was w ten zwyczaj, może też skorzystacie? Ja w tym roku nie zdążyłam się zatrzymać. Szopkę musiałam sklecić na szybko tuż przed wigilią. W 2015 roku jest więc maksymalnie uproszczona.





Chodzi o pusty żłóbek, do którego przed wieczerzą wkładamy figurkę. Najważniejszym bowiem punktem naszej Falbowej tradycji jest procesja. Wychodzimy do sieni i ustawiamy się gęsiego. Marysia, z racji jej imienia, jest pierwsza i ona trzyma w rękach figurkę. Zaczynamy śpiewać kolędę i powolutku wchodzimy do pokoju. Mówię Wam, aż ciarki przechodzą i czasem to nawet nie da się śpiewać, tak to jest wzruszające. W oryginale my trzymamy też zapalone świece, a przed złożeniem Dzieciątka w żłóbku, Marysia podaje każdemu figurkę do ucałowania.





Szopka biblijna jest zawsze dość duża i taka powinna być. Najczęściej zajmuje opróżnioną ze wszystkiego półkę w regale. A stoi przecież prawie dwa miesiące, więc jest bardzo wymownym znakiem oczekiwania na przyjście Jezusa. W tym roku nasza szopka jest mała i nie rzuca się zbytnio w oczy.





Teraz przechodzimy już do gotowania. To akurat znacie też ze swojego podwórka. Ja miałam mieć gości, wiec wzięłam urlop, żeby zdążyć. Jednak, gdyby nie pomoc Agnieszki, to i tak bym nie dała sobie rady. Niestety, zdrowie mi nie pozwala tak intensywnie pracować. Dzięki niej mieliśmy ugotowane wszystko co niezbędne, a co ciekawsze, to wszystko było bardzo smaczne. Ja orłem w kuchni nie jestem i żartobliwie zawsze się uskarżam, że w święta u kogoś, to przynajmniej chociaż okazja zjedzenia czegoś pysznego…





No to szykujemy stół. Koty miały być na zewnątrz, ale Maluch jednak zdołał dorwać się do michy pierogów z mięsem. Na szczęście napoczął tylko jednego, którego udało mu się wytaszczyć spod ściereczki.











Jeszcze wtrącę fragment stołu ze śniadania: to fajansowe szkatułki. Mieści się w każdej jedna porcyjka galarety drobiowej. Takie szkatułki bierzemy też sobie po świętach do pracy. Estetyczne i wygodne. W sam raz.





Wróćmy do przygotowań. Jeszcze rzut oka na panoramę pokoju i można się przebrać.

Teraz trzeba tylko ustawić się w procesję i zaczynamy!





Kiedyś trafiłam na ciekawą propozycję życzeń świątecznych. Nie mówi się ich w formie:

- Życzę Ci zdrowia, fajnej pracy…

Mówi się, czego życzę sobie od ciebie:

- Życzę sobie, żebyś miał czas częściej mnie odwiedzać, żebyś miał dla mnie więcej cierpliwości…

To jest bardziej osobiste, porządkuje oczekiwania, czego tak naprawdę chcę od kogoś, ale i dla kogoś.

Na kolejnym zdjęciu jestem ja z nowo zdobytą wielką wazą.

To nic rzadkiego, zwykły niebieski wzór, ale w tym roku na jej punkcie mam bzika. Mam teraz już dwie.





A teraz czas się przyznać: całkowicie zawaliłam składanie życzeń. Nie tylko w blogu ich zabrakło. Nie zamieściłam ich też na Facebooku, nie napisałam maila DO NIKOGO!!! Nie zadzwoniłam nawet do rodziców. Dopiero siedząc już z gośćmi przy stole wysłałam sms z przeprosinami za milczenie do dwóch osób. Dlaczego Wam o tym piszę? Nie wszyscy wiecie, że jestem uzależniona od kontaktów internetowych i koresponduję z wieloma osobami. Oni zdążyli mi wysłać życzenia, a ja nie. Teraz mija już tydzień od wigilii, a ja dopiero wczoraj troszkę posiedziałam przy komputerze. Czasem życie zwycięża nad nałogiem i dobrze. Dlatego tylko przepraszam moich korespondentów, ale w odpowiedzi powinnam od nich otrzymywać gratulacje, że zajęłam się życiem w realnym świecie.





No bo co jest tak naprawdę ważne? Zobaczcie poniżej


4a




Święta są wspaniałą okazją do bycia z bliskimi bez presji czasu i nawału obowiązków.

Przypomnę Wam pewną grę świąteczną dla dowolnej liczby uczestników i bez ograniczeń wiekowych.

Nazywa się ZABAWA W CHOINKĘ. Jedna z osób przy stole woła nagle:

- Wybrałam!

To sygnał dla wszystkich, że zaczynamy rozgrywkę. Kolejno zadajemy pytania. Kto pierwszy zgadnie, ten wygrywa. Ale co ta osoba wybrała i co mamy zgadywać? Oczywiście chodzi o ozdobę choinkową. Pytania uczą logicznego myślenia, matematyki, tworzenia zbiorów. Odpowiedzi są tylko dwie: TAK i NIE. Przykłady pytań:

- Czy to jest coś do jedzenia?

- Czy to jest szklana bombka?

- Czy to jest aniołek?

- Czy to jest z papieru?

- Czy to jest jednobarwne?

- Czy to jest ten bałwanek?

Ze względu na tą zabawę na naszej choince są zabawki wszelakiego rodzaju, z różnych materiałów. Ale nie tylko chodzi o asortyment. Ubierający choinkę celowo ukrywają drobne zabaweczki gdzieś z tyłu, pod spodem, w gąszczu gałązek, żeby było trudniej zgadującym. W tym roku w nieskończoność nie potrafiliśmy rozszyfrować zadania z kilkoma sztucznymi kwiatkami, które opadły z któregoś bukietu i niespodziewanie trafiły na choinkę tylko po to, żeby można je było wybrać do zgadywania. Bardzo Wam tą zabawę polecam. Wciąga niesłychanie i to niezależnie od wieku uczestników.





Tak, to prawda. Choinka w Falbowie jest sztuczna. To wręcz szokujące dla wszystkich. Włodek jest leśnikiem. Nawet nasze dzieci w swoich domach kupują żywe choinki, ale nam już się nie chce. Jesteśmy już wystarczająco wiekowi, żeby się nie szarpać z drzewkiem. Nie załatwiamy, nie wozimy, nie obsadzamy i nie walczymy z opadaniem igieł. Choinka nie jest przecież głównym atrybutem świąt. Czyli możemy ją mieć lub nie. Kiedyś zamiast choinki ustawiliśmy złamany wichurą konar sosny czarnej. Miał ze cztery metry długości, ale był wygięty. W efekcie zamiast typowej choinki mieliśmy w pokoju dużą, zieloną pieczarę, którą przybraliśmy głównie soplami. Było cudownie!!!

Wróćmy jednak w tej opowieści do roku 2015. Może pokażę Wam kilka prezentów? Ja postawiłam na kalendarze z własnych zdjęć. Robiłam to pierwszy raz. Od trzech lat dostawałam takie od Córki. Teraz musiałam nauczyć się obsługi programu. Trochę za późno się za to wzięłam. Niby łatwo, ale pracy sporo. Nie nauczyłam się jeszcze korzystania ze wszystkich dostępnych funkcji. Gorsze było to, że brakowało mi czasu na wyszukiwanie najlepszych zdjęć. Zadowalałam się pierwszymi, które wpadały mi w ręce. Zrobiłam kilka kalendarzy indywidualnych dla członków rodziny i przyjaciół, a na koniec jeden uniwersalny dla wszystkich i dla nikogo jednocześnie.

Na poniższym zdjęciu widzicie kalendarz dla mnie. Na okładce nasz dom przed remontem i obecnie.





A teraz oglądam ten czarny kalendarz uniwersalny.





Zamówiłam ich więcej. Leżą na stoliku





A co dostałam?

Jeszcze przed świętami rzadki dzbanek z Koła. Już go Wam pokazywałam, ale wart jest przypomnienia.





Od Właścicieli Galerii Stary Świat tradycyjnie dostałam kilka moich ukochanych zawadiaków. Tegoroczne są szczególnie interesujące. Trzy z nich noszą pewną odmianę mojego ulubionego wzoru. Są bardzo rzadkie.




Z fajansu przybyło sporo rzeczy, bo przeddzień dotarła paleta z moimi zakupami z ostatniego półrocza.

Może nie było w nich nic extra, ale na przykład powiększył się mój drobny zbiór fajansowych bucików.





A poza fajansem? Pokażę Wam dwa prezenty robione ręcznie. Jeden to kilkumetrowy łańcuch.

Na zdjęciu widzicie go pod sufitem.

Jeszcze tylko kilka i spełni się mój plan oplecenia izby tak jak to bywało w chatach chłopskich.





I drugi otrzymany prezent. To lampion malowany ręcznie. Motyw Małego Księcia nie jest przypadkowy, a więc to prezent szczególnie wartościowy, bo zrobiony specjalnie dla mnie. Rozmontowałam go. Sam koszyczek zawiśnie z łabędziem na poddaszu, bo tam królują tego typu dekoracje. Część szklana pozostanie na dole na stałe jako osłona świecy na stół.





I tak doszliśmy do Małego Księcia i Liska. W grudniu założyłam na Facebooku nową stronę. Nazywa się LISEK z MAŁEGO KSIĘCIA. Chciałam stworzyć miejsce poświęcone Liskowi, zadumie nad przyjaźnią, odpowiedzialnością, wiernością i tęsknotą. Zapraszam Was do odwiedzania i współtworzenia tej strony.


7a




Jak naprawdę wyglądał Lisek? To nie jest postać fikcyjna. Autor książki sam kilka lat wcześniej oswoił urocze zwierzątko. To nie był lis, chociaż taki pasował Exupery’emu do akcji książki. Jednak on sam oswoił fenka. To dlatego na rysunkach w książce lis ma takie dziwne uszy.


7b




Na stronie pokazuję portrety lisów:


7c



7d



7e




Nie tylko. Fenomen liska z Małego Księcia polega na głębi emocjonalnej. Jest on przewodnikiem poszukujących przyjaźni. Uczy co jest ważne, ale też konsekwencji. Przyjaźni się nie kupuje. Potrzeba czasu…


7k




Na koniec pokażę Wam nasze futrzaki. Obie kotki wciąż się nie lubią, biją się o władzę.

Udało mi się złapać kilka momentów, kiedy można je podejrzewać o normalność.





8b




Maluch zyskuje nowe imię. Ma jakieś problemy pokarmowe i sylwetkę kilkuletniego spaślaka.

Kociczka ma dopiero pół roku i jest wzdęta jakby była kotna.

Zaczynamy na nią wołać KLUSEK. Tyz piknie…


Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst xwfkut00j7:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.