Ostatnio: 18.06.2013

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Dzień 2

Pobudka. Jak miło kiedy patrzę się na zegarek kiedy się przebudzę, a tam po dziesiątej... Po dziesiątej a ja nie muszę nigdzie pędzić ruszać. Jest dziesiąta i jest mi z tym zajebiście. Czuję miękkie łóżko, świeża pościel. Ta przyjemność z leżenia. Tak po prostu. Czuję lekką suchość w ustach. Wczoraj było tak akurat. Cztery piwka na dobrą rozmowę. Tak w sam raz, żeby swobodnie rozmawiać i trochę wyrzucić, ale nie pieprzyć głupot i nie mieć kaca. Wstałem, przeciągnąłem się trochę. To był nudny poranek. Nudny, bez energii. Ale przyjemny. Nadszedł kolejny dzień i pojawił się kolejny problem. Gdzie zostawić swoje plecaki? Tomek będzie musiał zaraz wychodzić do pracy, no może nie zaraz, ale za godzinkę, a ja mam chodzić do wieczora z bagażem? Swoją drogą ciekawa opcja, wychodzić do pracy o jedenastej. Zawsze można się wyspać. Chociaż z drugiej strony... Wraca się już po zmroku i jedyne co można zrobić, to walnąć piwko i iść spać. A rano można się wyspać. I tyle. Nie, to jednak nie jest ciekawa opcja.

Tomek wpadł na pomysł, żeby bagaż podrzucić @ludzik'owi do pracy. To był dobry pomysł. Po jakimś czasie udało mi się skontaktować z ludzikiem i ustaliliśmy szczegóły. Tomek szybko znalazł mi w necie jakimi liniami mam dojechać na miejsce i jak potem tam dojść. Cholera. Po co właściwie on to zrobił. Ja tak lubię wychodzić na ulice, nie wiedząc właściwie dokąd idę. Kiedy nie wiesz, jak gdzieś dojść wtedy możesz się uśmiechnąć. Kiedy jesteś już uśmiechnięty podchodzisz do kogokolwiek i pytasz o to jak się dostać, na to i to miejsce, którego tobie nazwa kompletnie z niczym się nie kojarzy. Tak miło podejść do obcej osoby i widzieć jak uśmiecha się i tłumaczy ci jak tylko dobrze potrafi. W takiej chwili wydaje mi się, że ona bardziej dba o to czy ja się dostanę na miejsce niż ja sam.

Możesz podejść do pięknej dziewczyny. Chociaż wtedy większe prawdopodobieństwo, że nie będzie wiedzieć gdzie to jest, ale humor ci się poprawi od jej uśmiechu. Takiego uśmiechu za uśmiech, dla którego nie musisz bajerować pół dnia, czy też przynosić kwiatów. Wystarczy się uśmiechnąć. Możesz też podejść, do człowieka obciętego na łyso, który wygląda jakby jeszcze wczoraj okradł jakiś sklep i teraz ze zmarszczonym czołem spojrzeniem w ziemię i zmartwioną miną rozmyśla czy nikt go nie zauważył. Pytanie o drogę uruchamia mu w głowie inny mechanizm, okazuje się, że potrafi życzliwie wytłumaczyć co i jak trzeba zrobić, żeby dotrzeć na miejsce. A kiedy już podziękujesz, wtedy rzuci "nie ma za co" z jednoczesnym specyficznym ruchem głowy do przodu i lekkim rozłożeniem rąk. Kiedy masz sporo czasu warto przysiąść się na przystanku do samotnie siedzącego staruszka. Siedzicie sobie tak chwilę, tobie się nie spieszy, jemu też nie. Siedzicie jeszcze chwilę, przejeżdża jeden tramwaj, drugi. Jest pustka. Kiedy wreszcie stwierdzasz, że trzeba by gdzieś jechać pytasz się o drogę staruszka. Ale dzieje się to w taki sposób, że w sumie pytanie i trasa jaką masz przejechać odchodzi na dalszy plan. Staruszek opowie ci o historii tego miasta, o tym jak się zmieniało miasto i jego społeczność. Wspomnisz o tym co tu robisz, a on momentalnie znajdzie adekwatną sytuację do opowiedzenia z własnego życia "więc mówisz, że przyjechałeś autostopem... " I po co komu przewodnik i mapa kiedy są ludzie?

No dobrze, trochę zbytnio się wczułem. Pierwszy raz trafiłem na prześmiewczą opinie. W tramwaju, marki solaris... Jakiś facet siedzący z kumplami na tyle, zaśmiał się z mojego podwójnego plecaka. Przez głowę przeszła mi seria nieprzychylnych myśli na jego temat. Tramwaj stanął. W tramwaju był kanar. Oni nie mieli biletów. Siła negatywnego myślenia... Bez większych problemów z trasą dotarłem do miejsca pracy @ludzika. Czekałem przed wejściem, w końcu stwierdziłem, że właduję się do środka. Przed wejściem stał ochroniarz koło pięćdziesiątki ze sporym brzuszkiem, ciekawe, że tak wygląda standardowy ochroniarz... Koło niego była jeszcze dziewczyna, brunetka, jakieś 170cm, całkiem ładna. Wchodzę po schodkach, ona patrzy się na mnie, a ja na nią. Samiec alfa przecież nigdy nie odpuszcza pierwszy wzroku, no i odpuściłem... Wybrałem tę opcję zamiast wersji obracania się mijając ją i wyłożenia się na schodach. Kierując się do wejścia rzuciłem luzackim "..dobry" do okrągłego. Okazało się jednak, że nie można tam tak po prostu wejść, bo dyrekcje mamy tutaj wie pan, no i po dupie bym zarobił. A do kogo pan? Co ja powiem, że do takiego ludzika? Pokręciłem trochę, że zaraz wyjdzie, no i zaraz wyszedł. Zaprowadził mnie do miejsca w którym pracuje. Oczywiście kiedy wszedłem zostawić plecaki ujrzałem na monitorze stronę wykop.pl... Coś w pracy trzeba robić. Obiecałem, że wrócę jakoś przed 17:30 po plecaki, czy coś w tym stylu. Było już prawdopodobnie przed 13. A co robiłem potem? Wyszedłem i miałem kupę czasu, żeby nie robić niczego sensownego. Miałem w myślach jednak misję, którą obiecałem wykonać, znaleźć 2 dziewczyny do spotkania się z nimi wieczorem. Chociaż większość osób traktuje takie pomysły rzucone po alkoholu jako coś co potem musi przejść w niepamięć, to ja jednak staram się ich trzymać. Człowiek wtedy ma odwagę powiedzieć, co naprawdę myśli, czego chce, bez ogrudek. Pomysły wtedy są dobre, kiedy alkohol wychodzi z krwi stwierdzamy, że były idiotyczne. Dlaczego? Kto ma wtedy odwagę i tak dobry nastrój, żeby potrafić to wykonać? Pomysł nie jest zły, wtedy zwyczajnie nas już na niego nie stać. Gdyby człowiek mógł mieć nieprzerwanie tyle weny i motywacji co po 3 piwach mam ja. Jednocześnie niwelując niepożądane skutki...

W każdym razie... Jestem w podróży, zrobiłem już coś tak niezwykłego dla mnie, że czym będzie to kolejne zadanie? To będzie kolejne wyzwanie, które przesunie kolejne granice.

Jednak byłem trzeźwy, przynajmniej w znaczeniu tego słowa odnośnie fizycznych używek, bo jak trzeźwo myślący człowiek może mieć takie pomysły jak ja.

I tak rozpoczęła się bezsensowna, jak mi się z początku wydawało, podróż tramwajami po mieście. Nie chciało mi się chodzić, więc wsiadałem w jakiś i jechałem, nie do końca wiedząc gdzie, właściwie kompletnie nie wiedząc. Potem przesiadałem się i jechałem gdzieś indziej. W końcu wysiadłem, bo zobaczyłem kawałek jakiejś dróżki, krzaków, górki. Czas na odpoczynek. Poszedłem się odlać, a potem siedziałem konsumując łapczywie snickersa i popijając jakimś napojem. To ci podróżnik, żre snickersa i popija napojem... Wstałem i ciężkim krokiem poszedłem na spotkanie z najbliższym spożywczakiem. Złapała mnie znowu domowa zamuła. Pomyślałem, że tak nie może być. Uruchomiłem jakąś kotwicę, takie moje zainteresowania psychologią sprawiły, że zaciskam pięść i staję się uśmiechnięty rezolutny i ogólnie zajebisty... Kupiłem znów coś słodkiego jakieś gumy (do żucia). Sprzedawała tam dość młoda dziewczyna. Młoda gruba dzie... Roman, nie bądź chujem. Żeby nie zamulać, zapytałem co tu można ciekawego w okolicy zobaczyć. Powiedziałem co i jak, że ja autostopem, ten tego. Z entuzjazmem wyjaśniła, że warto zobaczyć jezioro maltańskie. O kurde, maltańskie? Tomek tłumaczył mi rano, że warto się tam dostać. Zbieg okoliczności? Pewnie tak, więc idę za zbiegiem okoliczności.

Poszedłem na przystanek i patrzę a siedzą tam 3 kobiety. Jedna koło 22? lat, jakaś pod 40 i jedna około 16. Wszystkie wydają mi się ładne. A może naprawdę były ładne?

W każdym razie, nakręcony na kontakt z ludźmi po poprzedniej sytuacji, wyłączam myślenie. Nie rozmyślam, tylko zwyczajnie pytam "czy nie wiedzą panie co tu warto zobaczyć?"

Robiąc to oczywiście najlepszym głosem jaki z siebie umiem wydać, tak jak to uczył mnie @niebieskiasfalt. Wiedziałem wprawdzie, że obok jest jakieś jeziorko i że stąd jedzie tam tramwaj, ale czemu nie zagadać? Zacząłem opowiadać skupiając na sobie całą uwagę dziewczyn. Starałem się nie skupiać uwagi na tej 22-latce, która wydawała mi się najbardziej atrakcyjna. Ah, Roman, ty strategu psychologu, ho ho ho. Okazało się, że podróż autostopowa po Polsce i spocony podróżnik może interesować. Ba może interesować nawet kobiety!

Widzę w ich oczach zainteresowanie tym co mówię. To pożywka dla mnie, to energia. Czuję się wspaniale, lekko napływająca energia do mojego ciała powoduje, że teraz już jestem tym kim miałem być, chociaż teraz, choć przez chwilę. Jaka to różnica, to zainteresowanie tym co mówię i moją osobą, w porównaniu z tym co codziennie ma miejsce w domu. Heh, ten moment kiedy przy obiedzie, zaczynasz wspominać o jakiejś ciekawej wiadomości, znalezionej choćby na wykopie, a w odpowiedzi uzyskujesz jedynie siorbanie niedzielnego rosołu, patrzą na ciebie tylko oczy tłuszczu z talerza. Mniejsza o to chwilę później okazało się że czterdziestka z małolatą jadą już sobie, a ja zostaję z.. z Gosią :)

Taki zbieg okoliczności, że jedziemy w tym samym kierunku. Wsiadamy i gadamy całą drogę. Dawno nie widziałem, (a może nigdy wcześniej?) takiego błysku w oczach kobiety. To cudowne być kimś kto wbija się w rzeczywistość innej osoby i całkowicie tam nie pasuje, bo robi rzeczy, które stoją zawsze gdzieś u ciebie w miejscu marzeń i kiedyś masz je wprowadzić w życie.

Nadal tam są?

Powiedziałem jej, że chce mieć z nią, jako z pierwszą poznaną Poznanianką, zdjęcie. Zaczęła się wykręcać, że zaraz muszę wysiadać i nie zdążę itd.. "Nie chcesz sobie zrobić ze mną zdjęcia?" Okazało się, że jednak chciała. To zrobimy sobie z ręki? I zobaczyłem, że na chwilę sama wypadła ze swojej rzeczywistości. O ile ja bardziej udawałem wchodząc inną wersję siebie, o tyle ona... Ona dała aparat staruszce siedzącej przed nami, taka siwa babcia pod 70 lat siedząca tam smutno w swoim żółtym sweterku, i powiedziała, żeby zrobiła nam zdjęcie.

Babcia się ożywiła, wzięła aparat. Ah ten wspaniały widok kiedy starszy człowiek przykłada cyfrówkę do oka w taki sposób jakby był tam wizjer, czy jak to się nazywa.

Scena komiczna, fantastyczna. Stoję z nią, obejmuję ręką, zdecydowanie bez hover handa, a babcia cyka nam fotki. Pierwsza z uciętą głową, druga już dobra.

Przejechaliśmy mój przystanek. Trudno. Chciałem dostać od niej jakiś kontakt. Pewnie błędnie, ale uznałem, że na numer tel. za wcześnie. Czytając to pewnie nie zdajesz sobie sprawy, ale zacząłem z nią rozmawiać jakieś 15 minut wcześniej na przystanku. Wziąłem od niej mail, właściwie to podała mi go na szybko a ja wyskoczyłem na przystanku mając nadzieję, że zapamiętam. Jednak mogłem wziąć numer telefonu, jak się później okazało.

Z wolna dostałem się nad jezioro. W międzyczasie zadzwoniła matka z pytaniem co i jak, trochę była zdziwiona gdzie zajechałem, gdy dowiedziała się, że idę nad jezioro maltańskie...

Zobaczyłem tam siedzące 2 ładne dziewczyny, byłem jak na speedzie, mogłem jechać dalej na tej energii... Jednak postanowiłem, że podejdę później. Eh, później... Usiadłem sobie na murku przy jeziorze, cykałem fotki. Położyłem się i odpoczywałem delektując się jaki byłem wcześniej zajebisty i myśląc jaki jeszcze mogę być. Patrzyłem na wodę, na tryskającą w oddali fontannę z której wodę w powietrzu na kilka metrów przenosił wiatr tworząc błyszczącą białawą kurtynę. Patrząc na nią niemal czuło się orzeźwiający chłód i wilgoć na skórze. A było ponad 30 stopni ciepła... Woda była jakaś dziwna. Napięcie powierzchniowe wydawało się nadnaturalnie duże, miałem wrażenie, że jeśli rzucę tam ciastko, jadłem pieguski, to przyklei się do lustra i będzie falować. Nie sprawdziłem, byłem głodny. Całość falowała jakby była przykryta cienką folią i nie wydawała się mokra. No cóż, takie dziwne spostrzeżenia.

Spędziłem tam sporo czasu, odpocząłem, wywietrzyłem stopy...

No to czas ruszać pod następny punkt, podobno obok jest jakaś katedra. Zapytam się zaraz jakiś lasek i pojadę... O Kurwa! Nie ma czasu, muszę lecieć po bagaż do ludzika. Tak Roman, później... Jak zawsze, ciekawe czy kiedyś się tego nauczę. Dojechałem tramwajem pod właściwe miejsce gdzie odjeżdżał autobus. Część Poznania była rozkopana. Pierwszy autobus mi uciekł. Drugi nieomal też. Wsiadłem, a moja głowa znowu zaczęła wariować. Chyba nie jedziemy we właściwą stronę, coś nie tak... Po chwili jednak okazało się, że zwyczajnie autobus robi małe kółko przed wjechaniem na trasę. Ale ze mnie chuj. Spóźnię się, chociaż wydawało mi się, że miałem być na 17:30 a nie na 17. W sumie to chyba nawet na tą nie zdążę.

Dobiegłem na miejsce. Ludzik czekał z moimi plecakami. Stwierdził, że są lżejsze niż myślał więc je zszedł z nimi. Ludzik jest niepełnosprawny i chodzi o kulach. Był autostopem w Paryżu z kumplem. Heh, a ja próbuję wyrywać na to, że dopiero objadę Polskę wokół... No dobra. Szliśmy na autobus, po drodze minęliśmy słynny sklep "Mikrus". Łukasz chciał żebym tan skoczył zrobić sobie zdjęcie. Ale stwierdziłem, że wejdę tam jutro bo będę mieć jeszcze czasu, więc zrobię to później. Tak, później... kurwa mać.

Tak jak liska widziałem pierwszy raz, tak z ludzikiem już wcześniej się poznaliśmy. Przy mojej pierwszej wizycie w siedzibie administracji spałem w jego mieszkaniu, no i piliśmy razem piwo.

Tak będzie i dziś. Ruszamy bowiem kupić coś do jedzenia i jakiegoś browarka, czy też najpierw rzucić rzeczy w jego domu, a potem do sklepu? Chyba tak.

Nie pamiętam dokładnie, ale chyba wtedy po raz pierwszy w życiu płaciłem kartą. Nie wiem czemu, nigdy wcześniej tego nie robiłem, zawsze brałem kasę z bankomatu i płaciłem gotówką.

Już wiem, nigdy tego nie robiłem, bo wcześniej też tego nie robiłem. Logiczne.

Kupiliśmy sobie po piwku, miałem odstawić. Okazało się, że i tak wykiwał mnie, żeby mu nie stawiał, bo w lodówce miał jeszcze 2 fortuny... Ja kupiłem 2 mocne okocimy, on 2 fortuny.

Piwo znowu świetnie smakowało. Cykneliśmy sobie fotkę

na której z powodu flesza wyszedłem jakbym wypił nie jedno piwo a co najmniej 6.

Potem pokazał mi zdjęcia ze swojej wyprawy na stopa do Paryża. Poczułem się mały, bo co ja właściwie zrobiłem.

Oprócz tego, że piwo smakowało, gadało się dobrze, a ja byłem mocno zmęczony, to nie pamiętam zbyt wiele.

Tym razem znów miałem szczęście, objawiło się ono tak, że nie było 2 lokatora i mogłem spać na wygodnym łóżku. To ci podróż autostopem... druga noc z rzędu z piwkiem i w luksusach.

Tego dnia rzeczą, która świetnością mogła dorównać rozmowie z nieznajomą, był prysznic. Po kilku godzinach na słońcu w temp. 30 stopni to wspaniałe uczucie, które każdy zna i wielbi :)

Sporo pewnie mi uciekło, ale czego tu chcieć, skoro to już niemal półtora miesiąca, a to tylko jeden i aż jeden, z 37 i pół dnia.

Dobranoc.

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.