Ostatnio: 01.09.2014

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Dzień 3

Wczesna pobudka z racji tego, że ludzik musi zapylać do roboty. A ja muszę zapylać w miasto. No ale najpierw trzeba zobaczyć czy mam jakieś wiadomości na mailu.

Mail, właśnie... Wczoraj napisałem do Gosi. Trochę pewnie przesadziłem z tym, że będę na mieście i moglibyśmy się jeszcze zobaczyć... Wyszedłem na potrzebującego.

No i tak, sprawdzam mail, a tam dupa. Znaczy nie, znaczy nic. A może źle zapamiętałem adres mail i posłałem to nie wiadomo do kogo? Możliwe, przecież z tego przeładowania informacjami nie potrafiłem na początku nawet jej imienia zapamiętać... No właśnie, trzeba było wziąć od niej numer telefonu, chociaż w sumie nie było większej szansy. A może była? W sumie jak już dałem dupy, to dałem. Dzisiaj też jest dzień, dopiero 3 dzień, więc na pewno sporo się jeszcze będzie działo.

Trzeba będzie teraz jeszcze napisać do @Dreszczyk'a... Ciekawe, że człowiek dowiedział się dzień przed rozpoczęciem mojej podróży, o całej akcji i zaoferował przysłanie mi kilku zapalniczek. Tak o, po prostu. Za co? Za mglistą wizję reklamy... Jaka szansa, że ktoś wejdzie na jego stronkę podaną w profilu? Na to jeszcze jest dość spora, ale czy ktoś kupi zapalniczkę? Tak sobie myślę, relacja będzie miała 10? 20 tys. wyświetleń? Tak jednorazowo, może tysiąc wejdzie na stronkę, może ktoś nawet kupi zapalniczkę? Czyli pewnie stówka w dupę, no ale trudno. Nie mój problem... Jakoś to ogarnę, wyśle mi i dam ludziom którym się przyda.

Ujawnił się też kolejny problem. Zostawiłem u liska płyn do soczewek, które przez noc musiałem trzymać na oczach, co spowoduje, że zużyją się szybciej. A nie mam zapasowych... Trochę będzie problem. Pamiętam jak je założyłem pierwszy raz. Po 2 latach chodzenia bez okularów ani żadnych wspomagaczy, przyzwyczaiłem się do rozmazanego obrazu. Gdy udało mi się przylepić je wreszcie do oczu, wyszedłem na dwór (nie na pole, na dwór) i otworzyłem oczy naprawdę, usta także. Taka jakość obrazu! Zobaczyłem w jakiej pięknej okolicy mieszkam, widać łąki, rzekę las. Wow! Tyle informacji w jednym obrazie!

Teraz natomiast wydaje mi się, że nic nie widzę gdy ściągnę soczewki.

Napisałem do liska i umówiliśmy się, że odbiorę płyn jak będzie leciał do pracy. Wychodząc od Łukasza i żegnając się z nim uświadomiłem sobie, że jedyne zdjęcia które mam, to te z wykopkami i Gosią. Wrócę do domu, pokażę matce: "tutaj jestem u jednego takiego i pijemy piwo, tutaj jakaś dziewczyna, o a tutaj ten, on był dobry! no i pijemy piwo"

Więc teraz akcja robienia zdjęć. Ruszyłem w miasto i od razu za poradą wykopka palmiarnia, jakieś ogrody. W sumie to mnie to kompletnie nie interesuje, no ale ja nie byłem? Ja nie widziałem?

Po nazbieraniu zdjęć z kilku miejsc postanowiłem ruszyć do mikrusa. Może pogadam sobie z panem ze sklepu? Walnę jakieś zdjęcie stylizowane na kradzież?

Ale nie nie nie, nie było tak łatwo. Czy to nie niesamowite, że jadę autostopem i trafiam do każdego punktu w mieście jeśli tylko mam dokładny adres, a nie wiem gdzie wczoraj byłem?

Za cholerę nie potrafiłem sobie przypomnieć miejsca, chociaż miałem opis jak dojść to i tak nie widziałem Mikrusa. W końcu przezwyciężając poranną niechęć do kontaktu z ludźmi, zapytałem się jednej kobiety gdzie tu jest sklep mikrus. Czego można było się spodziewać, na jej twarz z blond włosami na głowie zagościł klasyczny wyraz twarzy: WTF?

No racja, nie każdy przegląda wykop i wie co to Mikrus.

Ale jednak szwendając się tu i ówdzie w końcu trafiłem na niego, okazało się też, że przechodziłem tam już wcześniej i nie zauważyłem... No ale nic, nikomu nie powiem, bo wstyd będzie.

No i wreszcie wejdę do najbardziej rozsławionego na wykopie sklepu. Duży napis "mikrus" świadczy o moim zwycięstwie. Łapię za klamkę, ciągnę i... i nic.

Sklep zamknięty, mimo tego, że powinien być otwarty... Jest 3 sierpnia, to piątek... Może sobota? Sprawdzam w telefonie... nie jednak piątek. Poza tym czemu w sobotę miałby być... Nie ważne. Poranny humor sprawia, że nie mam ochoty zatrzymywać ludzi, aby robili mi zdjęcie obok sklepu. Dziwne. Rano jestem niekontaktowy. Robię zdjęcie i lecę dalej.

Jakiś kościółek? Dobra... Zrobię fotkę, matka się ucieszy. Pewnie się za mnie dużo modli... Dobra. Zdjęcie zrobione. Lece odberać płyn do soczewek od Liska.

Dojechałem do przystanku z którego mnie ostatnio zabrał. Okazuje się, że mam słabą, bardzo słabą, pamięć przestrzenną. Lub zwyczajnie, gdy ktoś mnie prowadzi to nie zwracam uwagi na okolicę.

Jak do iego trafić? Chodzę, rozglądam się. Poranny nastrój nie pozwala mi się nikogo zapytać o drogę. W sumie mógłbym, ale tak od rana, jakoś mi się nie chce rozmawiać z ludźmi.

Dobra, podejdę do tej kobiety... Albo nie, jeszcze się będę rozglądać.

Zdałem sobie jednak sprawę z tego, że nic sobie nie przypomnę, a to co robię jest głupie. Nie chcę podejść do kogoś i zapytać się o drogę, bo... Bo co? Bo czuję jakieś dziwne uczucie, jakieś głupie szturanie w środku, które odbieram jak "nie, nie teraz" ? To głupie... Lepiej teraz, do mikrusa poszedłem później "bo sklep przecież nie zniknie"...

Właściwie, to robię dużo głupich rzeczy, przez jakiś sygnał z wewnątrz... Właśnie. Czemu nie wziąłeś nr. tel od Gosi, a jedynie mail... Coś cię szturchnęło za mostkiem jak chciałeś przejść na bardziej osobistą relację? Nie zdarzyło się to pierwszy raz... Strach. Chociaż, jak tak teraz pomyślę... To to uczucie w okolicach mostka, które mnie potrafi przyblokować. Mówię, że to strach, ale w sumie dlaczego? To jest, jeśli by to zdefiniować bardziej przedmiotowo, tylko takie rozpierające uczucie wokół splotu słonecznego.

Skąd ja do cholery wiem, że to strach? W sumie, kiedy chcę zagadać do dziewczyny, która mi się podoba, to z pewnością czuję strach.

To jest blokujące uczucie strachu... Czy na pewno? A co jeśli to tylko uczucie podniecenia? Chcę zrobić coś nowego, coś co wiele mnie nauczy, a może wiele mi przyniesie więc czuję podniecenie. Podniecenie/strach... Czemu akurat wybrałem strach. Skąd mam wiedzieć co jest czym. Rozpierające, rozchodzące się dziwne uczucie wokół mostka, przyśpieszone bicie serca, ew. drżenie dłoni.

A co jeśli przez całe życie to było podniecenie, a nie strach?

Ja pierdole.

Wracam do rzeczywistości, stoję na przystanku. Przechodzę przez pasy i widzę jakiegoś faceta. Pytam się o ulicę, a tu facet nie rozumie po polsku zbytnio.

Aha, obcokrajowiec.

Chce mi mimo wszystko sprzedać zegarek.

Jednak cygan.

Ambitnie, jednak trochę nie trafia w docelowego klienta. Wchodzę do marketu pytam " macie może wiertarki?".. "nie, ale mogę panu sprzedać kilo szynki" WTF?

W każdym razie wyglądał całkiem schludnie. W mojej okolicy, mała wiocha, zwykle trafiają się biedniejsi cyganie, którzy za każdym razem próbują sprzedać ci piłę motorową z przyklejonym niby markowym logiem/napisem.

No ale przynajmniej nie trafiłem na kradnących Cygan. Może w stolicy trafię na młodych i wykształconych? Kto wie. Ten nie był zły, ale zegarka nie kupiłem.

Skąd mają te zegarki? Dobra, to nic... Ale o co chodzi z piłami motorowymi?

Dobra, póki mi nic nie robią to są naprawdę kolorowym akcentem, choć prawdziwych cyganów już nie ma.

Eh, znowu się zamyśliłem.

No więc idę i pytam się kolejnej osoby. Jest! Droga odnaleziona. poszedłem kawałek w stronę jego mieszkania i wszedłem do sklepu.

Dowiedziałem się, że mam na niego czekać gdzieś na tej ulicy bo akurat do pracy będzie wyskakiwał. W sklepie jakiś standardowy zestaw, coś słodkiego coś do picia i gumy. Gumy do żucia...

Wychodzę... Chmurzy się. Tak Roman, miałeś wziąć deszczówkę, ale nie masz, masz tylko kurtkę. Skórzaną czarną, która tak naprawdę nie jest ze skóry. Stoję i rozglądam się tak po niebie zaniepokojony.

Przechodzi jakiś facet, około 65 lat tylko, że widocznie zmęczony życiem. Przygarbiony lekko, dość szczupły. Ma na sobie jakąś jasną kurtkę... Może płaszcz. Niesie foliówkę z niewielkimi zakupami, no w końcu ile się rzeczy zmieści w foliówce. Spojrzał się na mnie, widzę, że prawdopodobnie jest ślepy na jedno oko. Chyba zaawansowana zaćma, może jakiś uraz.

Ale jest uśmiechnięty, ja też się uśmiecham. Teraz bez przerwy się uśmiecham do ludzi.

Facet zatrzymuje się i zaczyna mi gadać coś o pogodzie. Jestem ostro zdziwiony, że tak zwyczajnie zaczął mówić do mnie jak do dobrego znajomego. Bez żadnego wprowadzenia, więc...

gadam z nim też jak ze znajomym. Chociaż dziwnie się czuję, to pogadaliśmy chwilę i sobie poszedł.

W sumie byliśmy podobni, bo inni od innych. Dziwne, ale interesujące.

Tomek wyszedł z domu, więc ruszyłem wzdłuż ulicy w stronę przystanku. Po chwili okazało się, że gdy odwróciłem głowę on był kawałek z tyłu. Wziąłem płyn i poszliśmy razem w stronę

przystanku. Staliśmy tak moment, gadaliśmy sobie. Opowiedziałem mu, że wczoraj niestety nie udało mi się znaleźć dziewczyn dla nas, ale jedną poznałem. On przeprosił, że nie mógł na piwko, ale musiał w pracy zostać do późnych godzin i jak wrócił to było już koło 23.

Gadamy sobie gadamy, a tu nagle podbija jakaś kobitka i lisek się z nią serdecznie wita. Teraz dokładnie widzę jego twarz w reakcji na nią, wtedy myślałem, że to w pełni radość.

Zobaczyłem, że tak się dobrze ze sobą tam czują, to pożegnałem się z nim i poszedłem na drugą stronę przystanku tramwajowego.

Po chwili dostałem sms w którym przeprosił mnie, "ale ciotka się trafiła i musiałem..." Racja, w tym wyrazie twarzy było coś sztucznego i mówiącego "o nie".

Widziałem go jeszcze przez chwilę na przystanku stojącego z pustym wyrazem twarzy gdy już sobie poszła. Potem, o ile się nie mylę, wziął jeszcze gazetkę od ludzi rozdających ją na przystanku.

No a ja jadę dalej odhaczyć tę nieszczęsną katedrę, do której nie trafiłem wczoraj. Całe szczęście nie pamiętam już serii przemyśleń, która z pewnością na mnie spadła podczas jazdy tramwajem. Biorąc jeszcze pewnie jakąś przesiadkę, dopytując się.. Tak pamiętam, dość sympatyczna kobieta powiedziała mi jakim autobusem potem mam dojechać. Dopytałem o przystanek.

Przystanek katedra... Można było się domyśleć.

W między czasie zaczęło delikatnie kropić, taki trochę jakby kapuśniaczek. Ale nie do końca. To był raczej jeszcze deszcz, ale delikatny. Nie taki, który powoduje, że za każdym razem gdy trafi cię jedna duża kropla to czujesz okropne uczucie zimna rozchodzące się wraz z tą kroplą po twojej dłoni, czy nie daj boże za kołnierzem...

To raczej taki, który kropi, coraz gęściej, ale kropi i zwyczajnie cię stopniowo ochładza, oziębia.

Cyknąłem na szybko fotkę. Wchodzę do środka. Tam bardzo ciemno. W końcu świeci się jedynie światło delikatnie oświetlające złoty ołtarz. Zawsze w takim momencie przypomina mi się cytat "nie gromadźcie bogactw na tej ziemi" tylko już nie pamiętam kto to powiedział...

Zrobiłem zdjęcia bez flesza. W środku zaraz za wejściem siedział bodajże taki łysawy facet sprzedający pamiątki i rozmawiał z kobietą która była z 2 młodymi dziewczynami. Gadali coś o wchodzeniu do krypy, w końcu z ich rozmowy wyszło, że niech one same pójdą. Idą, do drzwi przez które jest zejście do krypty. Myślę sobie... Tak można?

No ale jak idą, to pójdę sobie też. Patrzę a tam kartka" Krypta xZŁ" nie pamiętam dokładnie ile, ale płacić nie będę, więc zawracam na pięcie.

Wyszedłem i mam teraz kolejny problem. Pada mniej, ale mi chce się lać.

Podchodzę do pary ludzi z rowerami, żeby się zapytać o łazienkę. Oni nie mówią po Polsku. Mówię, oh sorry i odchodzę.

Po chwili się jednak łapię, że przecież mogłem się ich zapytać po angielsku o kibel...

Jest tabliczka! Jest niedaleko, jest jest! Jesss... jest płatny.

Wychodzę z założenia, że gdy zapłaciłem raz, żeby się napić to nie będę płacił jeszcze, żeby to oddać.

uż nie wiem jak, ale znalazłem gdzieś, chyba plenerową miejscówkę, żeby zrobić co trzeba.

Było już po południu. Dzień jest naprawdę długi, jeśli się wstaje wcześnie i coś robi.

Tego dnia miałem się dostać do Wągrowca. To naprawdę niedaleko. A jak się okazało, @veroniki może mnie zabrać już z Czerwonaka zaraz za Poznaniem, ale dopiero o 17.

O dziwo nie zadowoliło mnie to zbytnio. Ogólnie, nie jestem zbyt szczęśliwy jeśli podróż idzie zbyt łatwo. Kiedy się naprawdę zmęczę, żeby gdzieś dotrzeć, to właśnie wtedy mam najwięcej energii kiedy już tam jestem. No i jestem naprawdę szczęśliwy.

Dotarłem na dworzec na Sobieskiego. Śmigam sobie na całodobowym bilecie, więc mogę sobie pojeździć spokojnie. Chociaż z drugiej strony... nie mam legitymacji.

Trudno, w razie czego coś wymyślę :)

Okazało się, że autobus leci jeszcze na Koziegłowy. A z tamtego miejsca, to będę mógł sobie spokojnie uderzyć na piechotę do Czerwonaka.

Czekam więc na autobus i znów pojawiają się głupie wątpliwości. Z którego miejsca odjedzie, na tablicy już jest, ale tu jeszcze go nie ma. Niemal paniczne szukanie numerów. Kompletna głupota, którą po chwili ogarnięcia uciąłem i zwyczajnie poczekałem i wsiadłem do autobusu.

Co to człowiek potrafi sobie uroić...

Wysiadłem w Kozichgłowach. I tu myśl. Koziegłowy, ale Kozichgłowach czy Koziegłowach? Ciekawe, bo to w sumie jedno słowo. Więc teoretycznie powinno być Koziegłowach, jednak logika mówi, że to od Kozich Głów więc odmiana jakby to były 2 słowa. Ale jest jedno.

Chociaż... na końcu mam jechać do Białegostoku, a nie do Białystoku. Chyba. W ogóle jakieś zasady j.polskiego to regulują?

Wysiadam. Idę do najbliższego marketu.

Przed marketem siedzi pani pod parasolem i sprzedaje owoce, właśnie, pod parasolem, bo nadal pada, czy tam kropi.

Całkiem ładna. A co tam, potrzeba mi trochę witamin, biorę dosłownie kilka truskawek. Nie zagaduję zbytnio, bo obok drugi klient. Truskawki 80gr.

O kurwa... ale dałem jej zarobić...

Wchodzę do marketu i idę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Lecz niczego najzwyklejszego.

Ludzik wczoraj pytał, jak dużo mam kasy na podróż i stwierdziłem, że limitu nie mam, ale powinienem zacząć oszczędzać.

Szukam więc czegoś taniego i pożywnego.

Co może być... idę do stoiska z pasztetami.

I zaczyna się prawdziwy rytuał... Pasztet marki biedronka, czy pasztet zwykły. Dobra, wezmę 2 takie. Już biorę, ale moment... Sprawdzam skład. Hmm... tamtego skład wydaje się bardziej wartościowy, no i jest tam jeszcze pomidor, może to polepszy smak. No a i pomidor, to zawsze... no wiadomo, to pomidor. Więc wezmę tamten. Moment, jeszcze się namyślę.

Kupiłem trochę zwykłego chleba. Wracam do pasztetów. Tylko czemu z chlebem tak szybko? Pasztet mnie zahipnotyzował.

Już mam wziąć 2 tego z biedronki. Jednak chwila, wartość kaloryczna się liczy. Zaczynam przeliczanie... złoty czter... trzysta pięćdziesiąt kalorii... Hmm... Zwykły kalorycznie będzie lepszy.

Baba na kasie dziwnie się na mnie patrzy.

Ja nie wiem co w tym dziwnego. Brodaty i rozczochrany facet z założonymi jednocześnie dwoma plecakami przez ponad pół godziny stoi i ogląda pasztet...

Kupiłem i myślę, że potrzebuję jakiegoś nożyka, żeby posmarować chleb pasztetem. Nie miałem jednak niczego w plecaku. Ani noża ani nic, wiadomo przecież, że jestem świetnie przygotowany. Pytam się więc jeszcze czy są jakieś plastikowe sztućce. Są, w paczuszkach po ponad... nie ważne ile, ponad 3 złote. Ale po co mi taki zestaw. Szczególnie, że za tyle to przed chwilą sobie praktycznie obiad kupiłem. Dobra, poradzę sobie bez.

Gdzie by tu zjeść, rozpadało się mocniej. Idę za market i staję pod daszkiem przy tylnym wyjściu. Ale co tak, na stojąco? Zobaczyłem, że stoi tam kilka palet, chyba z 8 jedna na drugiej, ale są pod okapem. Złapałem od spodu i z nie małym trudem, jednak przesunąłem. I siadam sobie. Trochę kapnie mi czasem na plecy. Zrobiłem tak, żeby nie było zbytnio widać, że coś tam kombinowałem.

Biorę chleb, pasztet i jem. W sumie, po co mi nóż skoro normalnie można wyciągać pasztet chlebem? Domowe przyzwyczajenia, że się smaruje.

Za chwilę słyszę dźwięki, ktoś coś robi na zapleczu... Zaraz wyjdzie i mnie stąd przegoni. Ustały dźwięki. Potem znowu, wkręca mi się, że jak ktoś wyjdzie to na bank mnie wygoni.

W końcu wyszła jakaś kobieta, zapytałem się czy mogę tak sobie tu siedzieć. Powiedziała, że pewnie. Zapaliła papierosa i poszła sobie. Ja jem pasztet.

Potem wyszedł facet, z nim nie zamieniałem słowa, był dość szczupły, łysy i miał dziarę na ramieniu. Poszedł sobie z powrotem. A ja dalej jem pasztet.

Po chwili wyszedł znów, akurat jak jadłem pasztet i powiedział, żebym nie mókł tak. Podwindował tą swoją maszynką na kółkach palety i przewiózł je pod sam środek daszku.

Tak mało a tak wiele.

Zastanawiam się, po co mój mózg tak wiele zapamiętał. Pamiętam kobietę która do sklepu oddalonego jakieś 200 metrów nie mogła wejść z wózkiem dziecięcym, bo się tam nie mieścił przez wąskie drzwi i jakiś facet jej próbował pomóc. Pamiętam 2 kolesi, wyglądających na nieciekawy element, który się na mnie patrzyli a jak sobie poszedłem to weszli na moją miejscówkę. Jak tam byłem, to co? Wstydzili się? Bali? Wygląd myli.

Trochę się przetarło. Dopytawszy się o drogę ruszyłem na piechotę. W końcu to kilka kilometrów tylko.

Droga dość ruchliwa. Szło się nie najlepiej, a przejście na drugą stronę było prawdziwą katorgą. Co mnie zainteresowało, przy drodze rosły osty.

To głupie wiem, ale to były inne osty niż rosnące w mojej okolicy, u mnie takiego gatunku nie ma...

Szedłem, aż doszedłem do zjazdu na stację. I zachciało mi się lać.

W sumie to może chciało mi się jeszcze od katedry? A nie, teraz chciało mi się jeszcze coś cięższego.

Na stacji nie mogłem znaleźć żadnego kibla. Zaraz obok była jednak lekka górka i drzewa. Wszedłem, a tam dosyć strome zejście w dół, nawet bardzo bo niemal 45stopni. Powiesiłem plecak na gałęzi, zszedłem na dół. A tam zarośnięte jeziorko, czy to może podchodziło już jakieś bagno. Wyglądało całkiem ładnie, choć było zasyfiałe jakimś ściekiem.

No cóż, nie mam papieru ani chusteczek, jak zawsze przygotowany... Nie będę przecież używać liści. Odlałem się, wszedłem i poszedłem dalej z przeświadczeniem, że jeszcze na jakiś WC trafię.

Doszedłem do Czerwonaka, w międzyczasie zmieniając buty na sandały. Przegrzanie stóp wygrało z awersją do pokazywania ludziom mojego wrastającego paznokcia...

Rzeczywiście to nie były najlepsze sandały. Jednak poluzowałem paski, tak aby z lekka klapały i nogi miały na całej powierzchni przewiew.

Miałem jeszcze kupę czasu i nic, a jednocześnie także kupę do zrobienia. Wyruszyłem więc w poszukiwaniu. Miejsce do chodzenia nie najlepsze, ponieważ sporo wzniesień, jednak z paru miejsc był dość ciekawy widok, szczególnie dla mnie, żyjącego na całkiem płaskiej ziemi.

Pamiętam jeszcze wiele sytuacji, których nie ma sensu zbytnio rozpisywać. Dziewczyna, którą mijałem z 5 razy i dziwnie się na mnie patrzyła, drogi baton w żabce na górze, zdanie sobie sprawy, że słodycze mają dużo więcej kalorii niż ten cały pasztet i wychodzą taniej jak się dobrze kupi. Zgubiłem się też z 3 razy. W jakiejś prywatnej klinice postawiłem klocka oraz obmyłem ręce i twarz.

Znudziło mi się zwiedzanie. Nie było co zwiedzać.

Doszedłem do głównej drogi i usiadłem przy stoliku, drewnianym, na krześle, też drewnianym i wyciągnąłem termos z zimną wodą. W sumie po chuj mi termos? Dobra.

Siedziałem tak, odpoczywałem. Ludzie dziwnie się spoglądali. Siedziałem przed lokalem nazywającym się coś w rodzaju "Bar u braci" czy pizzeria? W każdym razie coś tam u braci. Napisałem Weronice, że tam właśnie będę czekał. Przez głowę znów stado myśli. Żeby jednak wejść i tam coś kupić do jedzenia, jakaś pizza czy coś...

Tylko, że nie mam wypłaconych pieniędzy...

Przeszła mi przez głowę myśl, że może wpadnę, nagadam, będę duszą towarzystwa i dostanę za free? Albo, że zareklamuje ich potem, czy coś?

Głupi pomysł. Znaczy nie wiem czy głupi, nie sprawdziłem.

Siedziałem tak sobie, zacząłem czuć prawdziwe zmęczenie. Chce mi się strasznie spać. Zostały jeszcze 2 godziny, do czasu aż po mnie przyjedzie. trochę usiądę i potem jeszcze gdzieś się przejdę.

Ale siedzę dalej. Czuję ciężkość całego ciała, oj jak mi ciężko. W sumie to już prawie 10 godzin na nogach. Siedzę, pije wodę, jem najtańsze wafle, a oczy mi się powoli zamykają.

Opieram głowę o ręce, robię tak aby trzymać powieki. Mam cały czas otwarte oczy i zo otwartymi oczami przysypiam! To jest naprawdę dziwne, kiedy w jednym momencie widzisz stolik i kontaktujesz, a chwilę później już coś innego dzieje się w głowie i masz krótki przebłysk snu, za chwilę znów widząc stolik i wiedząc, że cały czas na niego patrzyłeś a jednak spałeś.

Wymęczyłem się tak do czasu przyjazdu @veroniki. Weronika... Podjechała samochodem. Wsiadłem obok. Ruszyliśmy.

Patrzę na nią i stwierdzam, że to całkiem... naprawdę ładna dziewczyna. Trochę się nakręcam i zaczynam coś gadać, jednak nie... Jednak nie mam siły się nakręcać, mózg nie pracuje.

A ona, bez przerwy uśmiechnięta i ciągle coś gada. Ma od cholery energii. Niewysoka brunetka, z długimi włosami i uśmiechem zainstalowanym na stałe.

Gada gada i gada i cały czas z energią, która mi się jednak nie udziela, nie potrafię, choć zbieram się na parę zrywów przebudzenia. Czasami ożywia mnie jej styl jazdy, który jest równie energiczny jak jej styl bycia.

Wyjaśnia mi powoli coś, czego kompletnie nie ogarniałem. Mam bowiem nocować z pielgrzymami idącymi do Częstochowy... Jak dostałem o tym wiadomość to co?

Pierwsze co przyszło do głowy, to jakieś jeszcze żwawe pięćdziesiątki które będą się litować nade mną niewierzącym, albo jeszcze gorzej. Młodzi mocno uduchowieni ludzi.

Trafię na takiego obok siebie i będzie mi gadał, jak Jezus mnie kocha, o tym że powinienem się nawrócić, że on też mnie miłuje i się za mnie pomodli. Jak się miało niedługo okazać, szczęśliwie całkowicie się myliłem.

Wyszliśmy z samochodu na miejscu, kurcze, mogłaby być nieco szczuplejsza i wtedy już byłoby całkiem pięknie. Przysypiam...

Zaprowadziła mnie do domu, pokazała gdzie mam położyć rzeczy i poszedłem wziąć prysznic. Przez większość czasu mycia się, męczyłem się z ustawieniem kurkami odpowiedniej temperatury. Wrzątek, a może lodowata? Hmmm... ciężki wybór. Prawie mi się udawało. W końcu spłukałem ciało zimną wodą, a co tam, ożywi mnie to trochę.

Wyszedłem w gaciach się ubrać. A tutaj słyszę, że drzwi wejściowe się otwierają i wchodzi pielgrzymka... Wchodzą jakieś dziewczyny...

Tak, dziewczyny. Większość w wieku koło 20 lat. Dwie jakieś młodsze. Jest ich bodajże 9, a ja właśnie w pokoju szukam spodenek i koszulki.

Weronika mówi, żeby nie wchodziły do "tamtego pokoju, bo tam jest nagi facet". śmieją się, a jedna zagląda, bo myśli, że po prostu jaja sobie robi.

Nagi na szczęście, a niestety dla jakości tej całej historii, nie byłem. Byłem już w spodenkach, ale jeszcze na gołą klatę. Tę klatę nad którą tyle ćwiczyłem i... nadal jest jaka jest.

Przywitałem się z nimi wszystkimi gdy byłem już ubrany.

Dwie bądź trzy z nich były całkiem atrakcyjne...

Ciekawa sytuacja. Ja jeden, a w domu bodajże dziesięć młodych kobiet. Robię coś, o czym można ludziom ciekawie opowiadać i widzę, że większość to interesuje.

A mój umysł... Nie trybi.

Siadam przy komputerze u Weroniki, one siedzą w kuchni. Dostały kanapki i zaczynają je pałaszować. Po chwili wchodzę, udało mi się odpalić trochę energii. Staję w drzwiach i strzelam pytaniem "znajdzie się coś dla mnie?". Oczywiście dlatego, że było tam tyle kobiet mój głos był najbardziej pełny i mruczący jaki tylko mógł być, tak jak uczył mnie @niebieskiasfalt.

Jednak po chwili cała kreacja prysła. Zaśmiały się, nie do końca jestem pewny dlaczego. Wtedy byłem pewny, że jakieś dziwne skojarzenie wpadło w te czyste na pozór umysły. Weronika stojąca przy zlewie w kuchni - wielki plus, nie załapała dlaczego się śmieją. Właściwie teraz też nie jestem pewny, czy one tak naprawdę wiedziały z czego się śmiały, a prawdopodobnie jakiś podtekst pojawił się jedynie w moim skażonym umyśle.

W każdym razie, tak mnie to ubawiło i zaskoczyło, że aż zrobiłem się czerwony :)

Wróciłem po chwili gadki do komputera. Był mały problem, następnego dnia musiałem jechać dalej, a w Bydgoszczy @plaski87 nie mógł mnie tego dnia przyjąć. Więc ostro zmulony siedziałem i kombinowałem co tu zrobić szukając na wykopie noclegu.

Wkrótce przyszła Weronika pytać czy nic mi nie trzeba. Nie nie dzięki. I nagle piękny niezręczny moment.

Chcesz loda?

.

.

.

Co może facet odpowiedzieć na takie pytanie? Dobrze wiedziałem, o co chodzi i ona wiedziała, że ja wiem, ale powstała cudnie niezręczna chwila. Teraz ona się zaczerwieniło i była zmieszana.

No ale loda dostałem. Z bitą śmietaną. W końcu lubię słodycze. Teraz siedząc tu przed komputerem, tak jak wtedy, łapie mnie powoli podobny stan dziwnego transu, w którym mózg działa, ale nie pozwala w swoje działanie integrować. Po prostu siedzisz i działasz z automatu.

Potem przyszła jeszcze czegoś szukać. Była w jakiś krótkich obcisłych spodenkach, więc jak przechylała się grzebiąc gdzieś automat kazał mi się odwrócić... W końcu kto się dowie. Przyjrzałem się chwilę jej tyłkowi... mhmm. Całkiem ok. Przysypiam...

Potem ja siedziałem przy kompie, cześć dziewczyn przyszła do tego pokoju, bo tu miały spać, część poszła do innego. A ja siedzę przy komputerze. Dużo mówiły, były całkiem ładne. Patrzę, że jedna naprawdę mi się podoba i jeszcze coś. Cholernie mi kogoś przypomina tylko nie wiem kogo. Trzeba by było do niej coś powiedzieć, wyjaśnić czy nie widziałem jej kiedyś, bo serio wydaje mi się, że to możliwe, tak myślę i... przysypiam.

Siedzę przy kompie, walczę z powiekami. Taka wizja siebie, przygarbiony, z głową podpartą o rękę. Siedzę na krześle, oczy się przymykają. W tle jakaś muzyka po cichu gra, one coś mówią, a ja siedzę. A w głowie takich kilka trybików, kabelków. W kabelkach zwarcie, a jeden trybik przyblokowany miota się bezładnie.

I co zrobiłem? Tego dnia siedziałem tak do momentu, aż zdałem sobie sprawę, że już koło 23, a ja jutro będę musiał wstać wcześnie, bo nie wiem czy przyjmą mnie w Bydgoszczy. Kolejny wykopek który zaoferował się tego dnia przestał dawać znaki życia. A @plaski87 nie mógł. Poszedłem spać. Trochę zniesmaczony tym, że tyle tych dziewczyn spało na matach i w śpiworach, na podłodze. A ja obok nich miałem łóżko i pościel. Chciałem się nawet zamienić, no ale nie to nie. W sumie to byłoby seksistowskie, należało szanować ich prawo do spania na podłodze. Chociaż... to też seksistowskie. Nie ważne.

Położyłem się spać z niepokojem. Choć cholernie zmęczony, męczyłem się trochę jeszcze zanim usnąłem.

To był kolejny długi i męczący dzień, z którego zostanie na pewno sporo wspomnień...

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst 6i9cbyzpgl:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.