Ostatnio: 27.10.2016

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Kontynuacja pamiętnika niedoszłego gwałciciela i gwiazdora, czyli wykopodróż dzień 4

Budzik dzwoni, jest już szósta a ja muszę wstać i nie wiem gdzie właściwie jadę. Nadal niewyspany leżę na łóżku i... stwierdzam że jeszcze pośpię.

W takiej sytuacji, kiedy to takie ważne nadal nie potrafię wstać równo z budzikiem.

Na podłodze leżą dziewczyny z pielgrzymki. Ja przysypiam co chwilę i co chwilę się budzę.

Dziwne. Dlaczego właściwie poszły na tę pielgrzymkę. Nie wyglądają na nadzwyczaj świętobliwe. Właściwie to taka praktycznie grupka losowych młodych dziewczyn.

Czy naprawdę tak wierzą czy koleżanki szły więc my też?

W sumie co to mnie obchodzi.

Śpię dalej.

Dziewczyny zaczynają się zbierać, no i ja też. One jedzą śniadanie, a ja szukam buta.

Jeden but jest, ale drugi gdzieś zaginął. Gdzie jest do cholery mój but?

Mózg mi trzeszczy, wiem że to będzie ciężki dzień, a czuje się jak przed wyjściem do szkoły kiedy mi się nie chce nic robić i... no właśnie. Szukam buta.

Zjadłem w kuchni kanapkę i wspomniałem o problemie Weronice.

Okazało się, że schowała go w łóżku bo myślała, że to kogoś z jej rodziny.

Już jest dobrze, taka nagła ulga, bo mam już but i wiem co dalej robić. Najgorsze kiedy nie zależy od ciebie wykonanie następnego planowanego kroku, bo choć go potrzebujesz, to jak go wykonać... tak bez buta?

Po porannym sprawdzeniu maila okazało się także, że nadal nie wiem czy w Bydgoszczy będę mieć nocleg. Ale muszę ruszać. Weronika zaoferowała mi podrzucenie na drogę wylotową z miasta, Że też jeszcze chciało się jej wieźć mnie samochodem. Mało tego, jeszcze choć się wypierałem to dostałem kanapki na drogę.

Oj nawet nie wiedziałem jak mi się przydadzą tego dnia.

Pożegnaliśmy się a ja przeszedłem jeszcze kawałek w poszukiwaniu najdogodniejszego miejsca do stania.

I choć stoję kolejny już raz, bazgrzę flamastrem, bez pośpiechu, na kartonie nazwę miasta, to znowu... hmmm. Dziwne, ale czuję taką niechęć do wyciągania ręki i łapania stopa, jakbym był nieśmiały, jakby to nie pasowało do mojej rzeczywistości.

Wyciągam rękę i stoję.

Samochody mijają mnie nieustannie, w międzyczasie próbuję pogrubiać napis na kartonie.

Kolejny kierowca pokazuje mi coś ręką. Jakieś znaki w bok, kolejny pokazuje coś w dół.

Nie wiem właściwie o co im chodzi, wkrada mi się do myśli wątpliwość, czy w dobrym miejscu stoję?

Kolejny dziwny znak.

Muszę sprawdzić. Według mapy wszystko jest ok. Widzę warsztat samochodowy po drugiej stronie drogi i pracujących tam dwóch facetów,

Pójdę się zapytać czy na pewno dobrze stanąłem. Ale co jak pójdę a minie mnie ktoś kto miał mnie akurat zabrać? Stoję więc dalej.

Przejeżdża jakaś kobieta, rzuca mi całą serię niezrozumiałych znaków.

Pierdole... Ide się zapytać.

Okauje się, że wszysto ok., miejsce idealne.

Wracam na posterunek i czuję, że chce mi się lać... Ale co jak pójdę się odlać a akurat będzie... Nie ważne, nad tym nie ma co rozmyślać.

Słabo z moim humorem, stoję niemal godzinę i jeszcze się dobrze nie obudziłem choć już po 9 i nadal nikt nie stanął, choć minęła już godzina.

Skoro nie ma powodów do dobrego humoru, to trzeba samemu go sobie wkręcić.

Przyjmuję dziwne pozy z kartką tektury, mam wielki uśmiech na twarzy i mimo, że nadal widzę jedynie czarny ciągnący się po horyzont asfalt szutrowe pobocze i łąki na przemian z krzakami, to teraz już się z tego cieszę.

Bo skoro i tak tu stoję, to nie lepiej stać będąc uśmiechniętym? Wydaje się, że to banał, ale tak jest dużo lepiej.

Jedzie rowerzysta. No więc na wesoło wyciągam rękę i łapię stopa. Facet na oko koło 50 krzyczy rozśmieszony żebym wskakiwał do koszyka i przejeżdża dalej.

Od razu czuję się lepiej. I mimo, że stoję dalej tak samo, to jednak nawet to może być przyjemne.

Dla zabawy, trochę z powolnej desperacji zaczynam kombinować jak bardziej zwrócić na siebie uwagę. Przyklęknę na jedno kolano i wysunę kartkę do przodu przy następnym samochodzi. Tak tak, będzie fajnie. Jednak nie, nie robię tego, bo to jest takie, no czuję blokadę i nie mogę.

Jedzie następny, nie myślę. Trzy, dwa, jeden i klękam jak kawaler proszący o rękę pięknej ukochanej i zdający się na jej łaskę.

Dostałem kosza. Samochód przejechał a kierowca pokazał serię niezrozumiałych znaków, lecz nie widziałem w nich wulgarności. Uśmiałem się trochę. Za chwilę przejechał kolejny rowerzysta. Tutaj nie wyciągałem już ręki, ale sam wyskoczył z tekstem, że mnie podrzuci.

Rowerzyści są świetni.

No ale ja dalej stoję.

Patrzę, jakiś luksusowy samochód zatrzymał się jakieś 30m za mną na awaryjnych. Najpierw przez myśl przeszło mi, że będzie zawracał, bo dlaczego miałby taki samochód się zatrzymywać i mnie podrzucać.

Lecz nie! Stoi i czeka na mnie. Biegnę więc jak oszalały, po niemal 2 godzinach stania nie do końca wierzę. Okazuje się, że facet jedzie do Bydgoszczy.

Wchodzę do samochodu, a tam skóra, klimatyzacja, podłokietniki. Jak się później okazuje BMW serii 7. Kierowca to facet koło pod 60 lat, choć wygląda maksymalnie na 50 lat.

Zaczynamy rozmawiać. Co właściwie teraz w życiu robi? Teraz jest na emeryturze, lecz nie wypłacanej przez ZUS a dzierżawców wybudowanych przez niego budynków.

Dowiaduję się, że miał firmę budowlaną, że jest przygłuchy bo chodził na polowania, gdzie ma domek pod lasem a gdzie willę. Oraz o tym, że do wszystkiego doszedł sam i nie dał się wkręcić do ciemnego elementu w młodości. Od praktycznie niczego w młodości doszedł do momentu kiedy jest bogaty, a dodatkowo wybudował domy dzieciom i zabezpieczył je finansowo i to pewnie na nie jedno pokolenie.

I tu przychodzi problematyczna kwestia. Widać, że człowiek z niego bardzo rzeczowy i solidny i pyta mnie o to co robię w życiu.

Cholera... Jak to przedstawić skoro poszedłem całkiem inną drogą niż on i zapewne ma on wyrobioną opinię na temat sposobu takiego życia.

Jednak jakimś cudem przedstawiam to w taki sposób, że mimo wszystko nie odczuwa pogardy do mojego sposobu bycia.

Temat samochodu jest bezpieczniejszy.

Przy wyprzedzaniu błyskawicznie poziom spalania dochodzi do 30l co dla mnie jest aż bolesne. Jednak mówi mi, że nie jest tak źle „teraz jedziemy 160 równo i cały czas spala 13-14l”

Właściwie nie tak źle przy 333KM

Słyszę wiele historii związanych z jazdą tym samochodem. O kupnie go 10 lat wcześniej w najbogatszej opcji za 450tys. zł...

Boże, dla mnie ta suma jest tak niebotyczna... Bo jeśli tyle wydaje się na samochód to ile ma się w ogóle?

Okrawając go z tej całej kasy i bogactwa a zostawiając jedynie rozmowę, to nadal był z niego kawał porządnego i interesującego gościa.

Dojeżdżamy już w okolice Bydgoszczy. I teraz decyzja czy ma mnie wieźć do samej Bydgoszczy czy wysadzić przed... Skuszony tym, że przed wjazdem na autostradę widnieje także napis „Gdańsk” decyduje się na to aby wysiąść wcześniej. Dziękuję mu i odjeżdża.

A ja czuje się świetnie, teraz tylko złapać kurs na Gdańsk i już wszystko będzie ok.

Najpierw wchodzę do sklepu. Widać, że miejscówka musiała być cenna ponieważ przestrzeń jest tak zagospodarowana, że 2 osoby ledwo mogą minąć się w przejściach między półkami tworzących niemal mini labirynt.

A ja chodzę ze swoim podwójnym plecakiem tak jakbym grał w gta i używał jedynie strzałek do chodzenia. Pamiętam jak na początku w Poznaniu ciągle trącałem plecakiem ludzi w tramwaju przy obracaniu się.

Kupuję wodę, doładowanie do telefonu i jakieś słodycze. Zagaduje do ekspedientki która wyglądała dość sympatycznie. Taka blondynka ładnie po trzydziestce.

Mam mnóstwo energii. Zawsze po wyjściu z samochodu czuję się... Właściwie to trudno do czegokolwiek innego porównać.

Tak jakbyś dostał zastrzyk z czystej energii prosto w serce, albo prędzej w mózg, bo ciało bywa obolałe ale nadal chce się skakać.

Staję na przystanku przed wjazdem. Stawiam karton z napisem Gdańsk i zjadam śniadania.

Pyszne kanapki od Weroniki. Było ich dużo, ale już się kończą.

Zaczynam łapać stopa. Jednak samochód wyjeżdżający z bocznej drogi przystaje i mówi, że tu w tamtym kierunku się nie jedzie.

Ja jednak jestem pewny siebie, bo jak nie jedzie skoro jest znak, że się jedzie.

Stoję tam nadal.

Po kolejnych sygnałach co do niewłaściwego miejsca mam już spore wątpliwości.

Facet który twierdza, że „tutaj to jeden na tysiąc może jedzie na Gdańsk” przekonuje mnie już całkowicie.

Szukam alternatywy, gdzie? Jak? Okazuje się, że będę musiał dotrzeć do Bydgoszczy i po drugiej stronie miasta stanąć na drodze wylotowej.

Postanawiam nie jechać autobusem tylko przejść się na piechotę. W końcu jazda autobusem nie byłaby zgodna z ideą wyprawy.

Więc idę.

Daje o sobie znać fakt, że moje obuwie jest do niczego.

Zakładam sandały. Które też są niewygodne na dłuższą metę.

Po drodze napisałem do wykopowicza Plaski87, bo chociaż mnie nie przenocuje, to jednak zawsze można strzelić jakieś piwko wspólnie.

Początkowo pisze, że nie będzie mógł.

Dochodzę do miasta. Przeszedłem jakieś 10km. Dzwoni wykopek.

Okazuje się, że może jednak przyjechać na piwo i umawiamy się. Przyjeżdża po mnie pod klinikę Vident. Przyjechał piękną mazdą. Wysoki tęgi facet.

Aż szkoda mi wsiadać... Cały przepocony, nogi mi zapewne śmierdzą, a taki piękny i czysty samochód.

No cóż, podrzuca mnie do centrum.

Ale ja jestem cholernie otwarty, gadamy, siedzimy w ogródku piwnym w oddali na telebimie leci transmisja igrzysk olimpijskich, a na trawie bawią się dzieci.

Plaski87 postawił mi jeszcze jedno piwko, sam nie mógł pić drugiego, bo niedługo za kółko.

Cholera, teraz gryzie mnie sumienie, bo jedno piwo to jeszcze, ale tak dwa na sępa?

Będę musiał kiedyś odstawić...

Oprócz tego, że to był „czas wystarczający aby zeszło jedno piwo” to nie wiem ile to trwało, ale chyba dość krótko. Bo piwo 0.4 a i kawał z niego chłopa. Ciekawe właśnie w takim przypadku... Doszłoby powyżej 0.2 promila choć na moment? Nie ważne.

Pokazuje mi pomnik w centrum miasta i parę innych rzeczy. Pod pomnikiem jakiś facet robi nam zdjęcie i zaczyna tłumaczyć co to za pomnik. Myśli, że obaj turyści...

No cóż. Dowiedziałem się, że jego żona strasznie nie lubi wykopu, bo jak on siada do kompa to przegląda praktycznie tylko dwie strony czyli wykop i facebook’a.

Pewnie wykopowa kostka będzie nieźle wkurwiać jego żonkę...

Odwozi mnie na wylot.

Szkoda tak szybko spadać. Czasem się trafia na człowieka z który możesz usiąść i gadać bez przerwy, albo przynajmniej wsłuchiwać się w treść.

A jeśli do tego dojdzie piwko.

Jedno i piwko drugie...

No ale cóż, trzeba ruszać, jeszcze kawał drogi. Wysiadam i szukam swojego kapelutka na którym wcześniej wykopowicze zostawiali swoje podpisy.

Nie mogę znaleźć...

Zgubiłem. A miała być z tego taka piękna pamiątka.

Szukam dalej, ale po rozsypaniu na przystanku wszystkich rzeczy nadal go nie było widać.

No cóż, trudno. To kolejna rzecz którą gubię...

Sweterek zgubiłem już przed wejściem do siedziby wykopu, potem płyn do soczewek odzyskany jednak, teraz kapelutek.

O kurwa... Zostawiłem też żel pod prysznic u Weroniki, o czym dopiero teraz zdaję sobie sprawę.

Stoję chwilę i tak jak mówił Plaski, w tym miejscu nie było problemu ze złapaniem stopa.

Po jakiś piętnastu minutach zatrzymał się facet w wieku na oko 46 lat.

Mówią, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie. Ale ile razy taka ocena jest bardzo trafna?

A jeśli nie bardzo trafna to często zbliżona do prawdy. Może jednostki należy bardziej analizować, ale ogół bardziej praktycznie jest segregować.

I tutaj też się nie myliłem.

Mężczyzna dość krótko obcięty delikatnie posiwiały z elegancko przyciętą brodą. Po prostu wyraz jego twarzy i gładkość oraz ton głosu od razu wskazywały na dojrzałą inteligencję.

To była ciekawa rozmowa. Człowiek spotyka kogoś całkowicie obcego a potem zaczyna z nim gadać, całkowicie szczerze i rzeczowo.

W końcu nie musisz nikogo udawać, niedługo się rozejdziecie i nigdy nie zobaczycie.

Nikt tutaj nie ma żadnych oczekiwań. O dziwo, kiedy człowiek mnie nie zna, to dopiero wtedy mogę naprawdę być sobą.

Coś jak rozmowa przez Internet, tylko że oko w oko.

I tak zaczęliśmy rozmawiać... o polityce, co szybko skończyliśmy, bo to temat niewart dyskusji i niebezpieczny.

I czy to nie jest dziwne, że zaczęliśmy gadać o sensie życia? Dla niego były ważne przede wszystkim dzieci i żona... rodzina...

Dawno nie widziałem takiego spokoju. Jechaliśmy dość spokojnie...

Samochody nas mijały, dokąd oni w ogóle się tak spieszą?

Piękny dzień. Ciekawa rozmowa. Takie rzeczy to największe uroki jazdy autostopem. Po prostu siedzisz tam i wiesz, że to co robisz jest ważne i naprawdę potrzebne, a kiedy się skończy to będzie ci tego brakować. Jazda autostopem to nie tylko oszczędność pieniędzy...

To przygoda i możliwość spojrzenia na rzeczywistość z całkiem innej perspektywy.

Nasze drogi się jednak rozeszły. Musiałem wysiąść i czekać na to co stanie się dalej.

Tutaj odstałem trochę dłużej, lecz droga była mało ruchliwa a samochody poruszały się na niej zwykle z zawrotną prędkością, więc i tak miałem szczęście bo nie stałem wiele ponad pół godziny.

Tym razem zatrzymał się facet który wiózł coś na przyczepce pod folią i jechał nad morze z dziećmi. Byłem niesamowicie zaskoczony jego ufnością. Był bowiem w samochodzie z kupą gratów i dwójką dzieci. Chłopak i dziewczynka, około 8 i 11 lat.

Familijny wypad nad morze... Kto na takim wypadzie zabiera z drogi zarośniętego i zapewnie nieświeżo pachnącego autostopowicza?

No cóż, pogadaliśmy trochę, trochę pomylił trasę i jechaliśmy płatną autostradą. Okazało się, że jedzie z Łodzi.

Wysadził mnie przed Gdańskiem bo sam jechał do Władysławowa.

Mi się znowu zachciało chodzić i wyruszyłem spory kawałek na piechotę. Ale jednak trzeba było jechać autobusem, bo tym razem trasa była trochę dłuższa niż 10km...

Po drodze mijał mnie gość na rowerze i pocieszył, że już niedaleko.

Szedłem tak, aż w końcu zobaczyłem srebrne BMW stojące przy drodze. I zdawało mi się, że facet siedzący w nim macha mi ręką.

Tak też było. Łysy koleś, z farbowaną na blond ładną laską na bocznym siedzeniu, zawołał mnie i powiedział, że mnie podrzuci bo widzi jaki jestem zmęczony. Głos miał całkiem miły nie jak drechol.

Dlatego nie można oceniać ludzi po wyglądzie... tak...

Podrzucił mnie, a potem i tak musiałem wziąć autobus. Ale przynajmniej doszło kolejne ciekawe zdarzenie.

Wysiadałem na przystanku pod LOTem i stamtąd @nicramnet miał mnie zabrać.

Tak też się stało, po kilkunastu minutach samochód podjechał i wskoczyłem.

Marcin, czyli właśnie nicramnet, to wysoki szczupły koleś, który dbał o mnie jak...

Właściwie to sam mniej o siebie dbam. Zaskoczyło mnie, że tak chciało mu się pędzić samochodem. Bo przecież skoro tyle przejechałem to trafiłbym też do niego.

Akurat miał u siebie znajomych i robili... Lanparty. Siedziało tam ich czterech wokół stołu, każdy z własnym lapkiem. Grali w starcrafta, a ja taki nolife... wstyd się przyznać ale nigdy nie grałem w starcrafta, co spotkało się z wielkim zaskoczeniem.

Wziąłem prysznic, dałem Marcinowi kostkę, a w zamian dostałem kubek z napisem „jestem z Gdańska”

Zajebiste! Jestem Roman, jestem z Gdańska! I zaskakujące, że chciało mu się kupować dla mnie kubek, przecież nadmiarem łaski jak dla mnie jest zaoferowanie noclegu i prysznica.

Byłem dość zmęczony.

Nagle zadzwonił @Broken z pytaniem kiedy u niego będę.

Jak to kiedy, jak? Miałem być jutro, nie? Dzisiaj?

Zamieszanie burdel i trwoga. Umówiłem się z nim, że wpadnę do niego dzisiaj? Chyba jednak nie, albo tak? Nie wiem. Powiedziałem Marcinowi o sytuacji, powiedział, że może mnie podrzucić. Złoty człowiek, aż za dobry.

Bo nie powinno się chyba aż tak pomagać? Albo to ja jestem chujem. Nie ważne.

Podjechaliśmy do niego, nicramnet wszedł ze mną na górę.

Otwarto nam drzwi i od wejścia zaatakował nas pies. Zaatakował w swojej oszalałej radości. Słyszałem, że należy ją przycisnąć, żeby nie skakała i tak dalej, ale jak tu obcego psa tak tarmosić?

Marcin na miejscu zreperował żyrandol (WTF?) i poszedł sobie, a ja zostałem z nimi.

Na początku rzucało się w oczy to, że Broken był strasznie blady. Pewnie to dlatego, że niemal nigdy nie wychodzi na dwór. Co spowodowane jest głównie tym, że jest sparaliżowany od pępka w dół.

Miał średniej długości włosy i kilkucentymetrowy „dziki” zarost.

Nie wyglądał zbyt przyjaźnie... Przywitałem się, z początku podszedłem obok niego i przysiadłem na łóżku trącając przy okazji jego sparaliżowaną nogę.

Potem wziąłem jednak krzesło i usiadłem obok. Po chwili powiedział mi, że nie musze tak przy nim siedzieć i żebym usiadł sobie przy stole.

W sumie rzeczywiście dziwnie się zachowałem, jakbym schylał się nad obłożnie chorym, ale...

Moim motywem bardziej chyba było to, że z większością wykopów siedziałem trochę przy kompie i skoro komp był obok niego to także chciałem być obok. A Może i podszedłem tak jak do obłożnie chorego?

Nie wiem, wiem tylko, że jeśli człowiek znajduje się w takiej nowej sytuacji, to choćby chciał, to nie będzie się zachowywać naturalnie.

Oczywiście nie mieszka on tam sam tylko z całkiem fajną babeczką Kaśką, która zrobiła mi kanapki, no i z psem Gretszyn, ale o niej jeszcze będzie mowa...

Historia tego faceta przedstawia się następująco

Był z niego kawał chłopa, pracował fizycznie przy rusztowaniach. Pewnego dnia zakładał skarpetki i poczuł coś dziwnego. Po kilku minutach nie mógł wstać. Sparaliżowało go od pępka w dół.

Okazało się, że skrzep krwi spowodował niedotlenienie sporego odcinka rdzenia kręgowego, co było zresztą mniej prawdopodobne niż wygrana w totka. Nie można tego jednak nazwać wygraniem losu na loterii.

Potem zaczęło się dodatkowo wiele powikłań, odleżyny itd.

Jego stan był tak ciężki, że kilkukrotnie trzeba było go reanimować, a z powodu odleżyn amputowano mu też jedną nogę przy samej panewce. Jednak w jednym przypadku można powiedzieć, że miał szczęście, a nawet można je konkretnie zdefiniować – Kaśka. Kobieta która została z nim, mimo że wcześniej byli ze sobą jedynie przez miesiąc. A teraz są już od trzech lat.

To tyle jeśli o historię na ten moment. Ten człowiek ma dość ciekawą osobowość, bo ciekawym pomysłem jest pokazywanie amputowanej nogi, a raczej jej braku, gościowi, który niedawno przyszedł.

Zrobiło się drętwo, a ja niemal spałem na siedząco z otwartymi oczami. Broken stwierdził, że musimy wypić piwo i zakomunikował, po pierwsze, że jest bezpośredni, a po tym wstępie, że jeść mi dadzą, ale piwa mi kupować nie będą. Chociaż właściwie nie mówił, że jest bezpośredni ale że jest chamem czy coś w tym stylu.

Odstawił jakiś antybiotyk na jeden dzień i mogliśmy się napić piwa.

Poszedłem do sklepu z jego kobietą i kupiliśmy kilka sztuk, część z nich miała być na potem. Lecz potem nadeszło szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

W końcu kto potrafi skończyć na jednym ciachanie kiedy kolejne czekają zimniutkie w lodówce...

Więc piliśmy i gadaliśmy, i tak a przemian po wielokroć. Mimo że ten facet może nie grzeszy urodą, to jednak ma zajebistą zdolność operowania mimiką. Do tego stopnia, że nadal widzę przed oczami jego minę ala WTF? I gest ręką. W sumie nawet na mem by się nadawał.

W międzyczasie wyskoczyłem do sklepu po kolejne ciechany.

Pod koniec naszego picia miałem już naszykowane miejsce do spania na podłodze, które, nie licząc twardości, było jak łóżko. A my zaczęliśmy gadać już nieco innym poziomie świadomości. Uczył mnie jak mam zachowywać się jak skurwiel i umówiliśmy się, że następnego dnia ruszamy na miasto. Chociaż nie mógł z powodu odleżyn. No ale po pijaku podobno nawet chodzi, więc to nie było jeszcze tak szalonym pomysłem.

Czy mimo niepełnosprawności jest normalnym człowiekiem?

Nie, on nigdy nie był do końca normalnym człowiekiem.

Można go podciągnąć spokojnie pod typ pewnego siebie faceta, coś jak samiec alfa. Ale nie takiego jak widzicie na ulicy idącego luzacki krokiem udającego Boga.

Bo jego pewność siebie nie wynika z tego jaki jest na zewnątrz, bo przecież los zabrał mu wiele, ale nadal ma siłę być facetem. Zapewne wiele razy załamywał się, ale teraz, nadal potrafi rzucić chamskim żartem, często na swój własny temat. A po alkoholu nie robi się z niego łajza, tylko wzmacniają się te jego cechy.

No i chujem poniekąd też trochę jest.

Spiliśmy się, poszedłem spać. Dobranoc.


PS. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Brokenie to tutaj jest jego AMA http://www.wykop.pl/link/1225589/ama-niepelnosprawny-w-polsce/ w którym poszedł na całość

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.