Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Nr 213 - FALBANKI TAM NIE BYŁO

Od czego zacząć? Wiecie już, że napisałam i wydałam książkę. Historię jej powstania opisałam w gazetce

nr 203. Zapowiedziałam wtedy, że do tematu wrócimy. Chodziło mi o pewną tajemnicę Janusza Włodarczyka,

którą oczywiście poprzednio musiałam zachować.

Poznaliśmy się parę lat temu. Obydwoje w szufladach mieliśmy teksty naszych książek, których nie mogliśmy wydać drukiem z powodu zakazu francuskiego Wydawnictwa Gallimard Jeunesse. Nie wszyscy autorzy kontynuacji przygód Małego Księcia przestraszyli się gróźb ze strony francuskich prawników. Jednego z takich ryzykantów również miałam szczęście poznać. Kanadyjczyk namawiał mnie do publikacji. Jednak Janusz wsparł mnie

w czekaniu na właściwy moment...

Może wytłumaczę Wam na co konkretnie? Otóż każde dzieło jest chronione prawem autorskim. Nie wolno Wam używać cudzych zdjęć, rysunków, nie wolno robić tłumaczeń fajnej książki, ani wydawać jej bez pytania o zgodę autora lub jego spadkobierców. Nie wolno przerabiać jej na sztukę teatralną nawet w przedstawieniu szkolnym ani nagrać filmowej adaptacji. Takich ograniczeń jest mnóstwo: to też znaki towarowe, utwory muzyczne, listy… Zakazy są niewyobrażalnie krępujące. Jednak czasem możecie robić wszystko co chcecie na gorąco. Kiedy? Wtedy gdy dzieło trafi na specjalną listę. To się nazywa domena publiczna. Albo autor wyraża sam zgodę

do korzystania z jego utworu, albo dzieło trafia do domeny publicznej po upływie określonego czasu.

My musieliśmy czekać 70 lat od tragicznej śmierci twórcy postaci Małego Księcia. Teraz już wszyscy mogą swobodnie przerabiać tekst Antoine de Saint-Exupery'ego. Choćby dlatego w sierpniu mogliście obejrzeć premierę filmu o Małym Księciu.

Wróćmy do Janusza Włodarczyka, który jest jakby głównym bohaterem tej gazetki. Ja wydałam książkę

w kwietniu, Janusz w sierpniu. Dlatego nie mogłam wcześniej Wam o jego książce napisać. W egzemplarzu, który od niego dostałam, znalazłam dedykację z echem tych kilku lat wspólnego czekania:

„…choć tak naprawdę nigdy nie jesteśmy sami i zawsze jest ktoś obok nas,

to nawet wtedy możemy być bardzo samotni”

Towarzyszce niedoli po piórze, Małgosi „Perełce” Janusz


1a




Dlaczego „Perełce”? Moje imię pochodzi z języka greckiego i oznacza perłę. Często używam tego tłumaczenia, bo perła rodzi się z bólu, z ziarenka piasku. Z czasem nabiera wartości i staje się piękna. Może z tą pięknością, to u mnie niekoniecznie tak jest, ale chcę wierzyć, że jakąś wartość moje życie ma i jakieś dobro po mnie pozostanie. Mąż twierdzi, że takim dobrem będzie również moja książka.

Na fotce powyżej widać również zakładkę do książki Janusza. Ja swoją projektowałam,

ale ostatecznie nie wydrukowałam. Może jeszcze kiedyś do tego pomysłu wrócę?

Na początek kilka słów o Januszu. Bardzo się różnimy.

Dlaczego tak piszę? Zobaczcie co on sam o sobie powiedział w wywiadzie z 2010 roku:

Kiedy się urodziłem, mój tato powiedział: To będzie cudowne dziecko.

Po chwili dodał: Cud będzie jak coś z niego wyrośnie.

Miał rację. Wyrosłem, mam 182 cm wzrostu, ważę... (pomińmy milczeniem).

Żyję sobie w malutkim Myśliborzu w otoczeniu cudownej rodziny, żony i dwóch córek. I jestem szczęśliwy.


Zwróćcie uwagę na to ostatnie zdanie. Znam dopiero dwóch ludzi, którzy z przekonaniem tak twierdzą o sobie. Ja, kiedy mam coś o sobie powiedzieć, wzdycham. A tu człowiek SZCZĘŚLIWY… Dlatego mówię, że bardzo

się z Januszem różnimy. Ja jestem smętliwa, on jest optymistą. On realizuje swoje pasje, ja już raczej się wycofuję z życia.

Dziś chcę Wam głównie opowiedzieć o Januszu i jego książce.

Janusz jest poetą, ale to nie znaczy, że patrzy w księżyc i wzdycha. O nie! Ma poczucie humoru, potrafi lekko napisać o sprawach poważnych. Nomen omen, jego pseudonim artystyczny właśnie do księżyca nawiązuje :-) Janusz publikuje wiersze w prasie, udziela się w Radiu Zachód, zbiera laury na konkursach literackich zarówno w kategorii poezji jak i prozy. Poza tym nurkuje z akwalungiem. Podkreśla zawsze jak ważne są dla niego kobiety jego życia. To im zadedykował swoją wersję Małego Księcia.








Różnimy się też przeżywaniem przygody z książką.

Obydwoje pisaliśmy w tajemnicy. Ale na tym kończą się podobieństwa.

Janusz jest również grafikiem, więc miał radość ilustrowania swojej. Ja po dwóch latach musiałam zmienić całkowicie koncepcję, bo nagle mój ilustrator musiał się wycofać ze współpracy. Dla mnie więc strona graficzna była gorzkim kompromisem, kosztowała wiele nerwów, czasu i po prostu pieniędzy.

Naradzaliśmy się z Januszem podczas wyboru wydawcy. Ostatecznie wybraliśmy dwóch różnych. Ja wyszłam na swoim wyborze jak Zabłocki na mydle. No cóż, stało się. A straciłam dodatkowo też korzystniejszą ofertę współfinansowania ze strony Novae Res, którą to właśnie wydawnictwo mi złożyło. Obydwoje z Januszem

nie chcieliśmy pozbywać się praw autorskich, a to wiąże się z opłaceniem wydania książki swoimi pieniędzmi. Ponieważ doszły mi nieplanowane wydatki (na przykład kilka razy na usługi prawne), to nieprędko wyjdę

na prostą. Odczuwam więc konsekwencje realizacji swojego marzenia na co dzień i długo jeszcze potrwa spłacanie pożyczek.

Już kilka przykładów wystarczy Wam, żeby zobaczyć jak przeżyliśmy kilka miesięcy. Janusz spokojnie,

z uśmiechem szykował swoją niespodziankę, a ja borykałam się ze wszystkim: z umowami, z ilustrowaniem,

z korektą, ze składem, z wydawcą… Udało się, książkę wydałam, ale taki sukces gorzko smakuje. Janusz zaś może się cieszyć swoją książką bez przykrych wspomnień.


1c




Macie więc dziś przed sobą dwie książki:

Mały książę ze strychu – autor Janusz Włodarczyk

Lisek, Pilot i Mały Książę – kolejnych 10 lat – autor Małgorzata Falba

Jakie one są? Różnią się zupełnie. Obydwoje poruszamy tematy ważne.

Jednak moja opowieść jest bardzo serio, pełna powagi, tęsknoty… Janusz potrafił tematy trudne zabarwić lekkością, ironią. Czyta się to wartko. On stworzył tekst dla wszystkich pokoleń, ja tylko dla ludzi dojrzałych.

Mój wymaga koncentracji. Prowadzę czytelników w kilku warstwach, nie każdy potrafi przeniknąć wszystkie.

Książkę Janusza może przeczytać i zrozumieć zarówno babcia, jak i wnuczka. Moją…?

Janusz napisał kilkanaście rozdziałów, które są osobnymi historyjkami. Otworzycie książkę w każdym miejscu

i nie zgubicie sensu. W mojej książce jest rozbudowana fabuła, trzeba czytać całość po kolei. Janusz zachował styl pierwowzoru, ja mam tylko kilka krótkich wstawek w stylu oryginalnego Małego Księcia, jednak cała książka bardziej przypomina Opowieści z Narnii, które uwielbiam.

Janusz pisze o Małym Księciu, ja zaś o tęsknocie za nim. Mały Książę u mnie pojawia się raczej

we wspomnieniach jego przyjaciół. Nie starałam się uzupełnić tamtej książeczki sprzed siedemdziesięciu lat. Chciałam pokazać dalsze losy tych, którzy spotkali złotowłosego chłopca i jak to wpłynęło na ich życie.

Na przykład u Janusza Lis tylko daje Małemu Księciu prezent na pożegnanie, a w mojej książce Lisek

jest jej głównym bohaterem i opisuję jego przygody w ciągu kolejnych dziesięciu lat.


1e




Po namyśle znalazłam jeszcze jedną wspólną nam cechę. Exupery pozostawił pewne rzeczy niewytłumaczone, które mamy sami przeskoczyć jako bajkowe. My inaczej. I ja, i Janusz staraliśmy się zachować ciąg logiczny

i maksymalnie urealnić opisywane wydarzenia. Nie chodzi nam o symbolikę, ale definiujemy rzeczywistość. Umieściliśmy akcję w miejscu i czasie, nasi bohaterowie są ludźmi. No, może nie tylko ludźmi, ale bywają nazwani, jedyni z tysięcy.

Napisałam, że książkę Janusza mogą czytać dzieci. Jednak tak jak Exupery, Janusz potrafił wpleść w nią wiele prawd i refleksji. Znajduje to odzwierciedlenie w recenzji, którą otrzymał lata temu:

Kontynuacja „Małego Księcia” Pańskiego autorstwa podoba mi się. A szczególnie specyficzny, filozoficzny klimat, kojarzący się z tą postacią. Pasuje to swoją stylistyką do pióra de Saint-Exupery’ego, a przecież mocarne to pióro. Dla mnie jest to proza poetycka, która ujmuje swym kształtem, kolorystyką i atmosferą. Lubię teksty krótkie, pełne jednak znaczeń i obrazów, a do tego kompletne w swej formie. I taki utwór otrzymałem, dziękuję!

Mateusz Koprowski - Recenzent literacki ANGORA

Tyle recenzent. Książkę przeczytacie sami, więc wyrobicie sobie własne zdanie, a teraz posłuchajcie na przykład sztandarowej rozmowy przy studni w książce Janusza:

– Czego szukasz na tej naszej Ziemi?

– Ludzi – odpowiedział bez zastanowienia.

– Ludzi? – jeszcze raz zapytałem zdziwiony. – Ta planeta ma cztery miliardy mieszkańców. To jest tak wielka liczba, że nie potrafię jej sobie wyobrazić. To o wiele więcej niż gwiazd, kiedy się patrzy na niebo bez teleskopu. Ludzi nie trzeba szukać, oni są wszędzie. Dokądkolwiek pójdziesz na tej planecie, zawsze w końcu ich spotkasz. W najbardziej niedostępnych miejscach, wśród lodów i na gorącej pustyni. Nie trzeba ich szukać.

– Nie zrozumiałeś mnie dobrze – rzekł Mały Książę. – Ja nie szukam mieszkańców. Ja… ja szukam ludzi.

Mówi się, że pierwsza książka to autobiografia. To prawda. Umieszczamy w niej swoje poglądy, przemyślenia

i ludzi z krwi i kości, których znamy. Uchylę więc rąbka tajemnicy z książki Janusza. Barwnie opisana kobieta

z festynu ludowego jest prawdziwa. Zgodziła się, żebym Wam ją przedstawiła. A jej papierowe kwiaty możecie zobaczyć na stronie na Facebooku: „Kwiaty inaczej / Paper Flowers”

Może chcecie przeczytać jej wierszyk?




Kto górą ?

Droczyła się róża w ogrodzie z goździkiem,

ja królewska, szlachetna, ty jesteś półdziki.

Goździk odparł z dumnie podniesioną głową,

to prawda, moja piękna,

ale jak deszcz nie spadnie, uschniemy jednakowo.

No chyba, że jesteśmy ukręcone z bibuły :-)





Wiecie już, że ja i Janusz różnimy się. Inne są nasze książki i sposób ich wydania. To nie koniec różnic.

Ja jestem urzędnikiem i mam ustawowy zakaz sprzedaży swojej książki. Nie zajmuję się promocją, dystrybucją.

Nie uczestniczę w spotkaniach autorskich ani nie pojawiam się na targach. Janusz zaczął promocję książki

z rozmachem. Na początek udzielił wywiadu w Radio Zachód.

Link do fragmentów:

http://www.zachod.pl/radio-zachod/audycje/radiowieczor/zaprasza-grazyna-walkowiak-62/


1h





1hb kopia





W Internecie ogłoszono konkurs na ilustrację wybranej planety odwiedzonej przez Małego Księcia,

w którym nagrodami były oczywiście egzemplarze „Małego Księcia ze strychu”.

Niedawno natomiast Janusz musiał przejechać przez całą Polskę (od morza do Tatr) na spotkanie

z czytelnikami podczas 19 Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.





2b




2ba








Zaś Falbanki tam nie było….

A książka? Czy moja książka pokazywała się na targach? Po perypetiach z wydawnictwem podejrzewałam,

że nie.

Janusz opisywał mi targi w Krakowie. Tam były tysiące ludzi, wielki tłok. Nie znalazł stoiska mojego wydawnictwa. Napisał jednak, że widział zdjęcie. To mnie natchnęło, że może ja trafię na jakieś fotki z mojego wydawnictwa?

....Od kwietnia Wydawnictwo Psychoskok pojawiało się nawet na kilku Targach Książki. To była Warszawa

w maju, Pomorze w czerwcu, Kraków w październiku… Są z tych targów zdjęcia stoisk: książki na półkach,

na stołach i w pudłach...





Czy wypatrzę gdzieś tęczę i Liska? A jednak tak. Falbanki w Krakowie nie było, ale książka mignęła mi kilka razy. Tylko… o zgrozo! Dlaczego w dziale dziecięcym? Czy kolorowa okładka aż tak myli sprzedawców?

Pierwszy raz swoje dzieło zobaczyłam na półce w tle autorki podpisującej w Krakowie książeczkę o zabawkach. To Pani Joanna Łaczna.


3b




A są inne fotki? Są, proszę bardzo, ale z powodu ograniczonej pojemności pokazywarki wrzucam tylko jedno:





Kończę tym ujęciem temat targów książki.

Zabawne, że Wydawnictwo wrzuciło ostatnio również moją okładkę do promocji Międzynarodowego Dnia Postaci z Bajek. Obchodzony jest dwa razy w ciągu roku: 5-go września i 5-go listopada. Sfotografowali zbiór książek

z bajkami dla dzieci. No, ale tym razem mogę im to wybaczyć, bo sam Mały Książę to faktycznie postać z bajki, mimo że nie jest to bajka dla dzieci.


3d




Wrócimy teraz do tematu festynów ludowych. Kolejna impreza, na której Falbanki tym razem nie było.

To już nie targi książki, a kontynuacja tradycji wielkich targów miejskich. Piaseczno leży pod Warszawą, jednak

w ramach XXIII Europejskich Dni Dziedzictwa co roku gości u siebie przedstawicieli jakiegoś regionu. W 2015 roku padł wybór na Ziemię Radomską. Bliska koszula ciału… Mówię o nas, o naszej rodzinie. Wyprowadziliśmy się z Warszawy do zakątka, który przechodził z rąk do rąk. Granica województw wciąż była przesuwana. Czy to radomskie, czy kieleckie, a i mazowieckie blisko, a może powinno być łódzkie? W efekcie wszystkie te regiony są NASZE. Teraz to województwo świętokrzyskie, ale diecezja radomska. Z kolei nadleśnictwa kielecczyzny podlegają pod Radom. Wszystko się wymieszało…

Tak czy siak twórców ludowych najmniej interesują przepychanki administracyjne. Człowiek bierze do rąk jakiś materiał i tworzy coś nowego, coś pięknego, coś co niesie jakiś niepowtarzalny rytm. 13-go września do Parku Miejskiego w Piasecznie z Ziemi Radomskiej przyjechali rzeźbiarze, plecionkarze, kobiety wyrabiające bibułkowe kwiaty i inni. Co prawda przemknęli się też wystawcy z innych stron, ale może pojawiają się tu tradycyjnie

co roku?

Powiecie, że festyn jak festyn. Wszędzie tak same. Niekoniecznie.

Na początek hejnał Piaseczna. Znalazłam link do niego:

http://tubapiaseczna.pl/video/kanaly/smietanka/5SrXXxUQcLc

Przyjrzyjmy się tym zdjęciom, które dostałam.

Hm… stoisko z wikliną jakby typowe… Kiedy się tu sprowadziliśmy w okolicy działała prężnie spółdzielnia plecionkarska. Ten region miał wielowiekowe tradycje. Ilu wytwórców jeszcze pamięta tajemnice tej sztuki?





Niestety, nie mogę rozczytać skąd przyjechały kompozycje z suchych roślin. Szkoda. Nie zawsze widujemy takie stoiska. W zeszłym roku byłam bardzo zawiedziona. Nie było ludowo i kolorowo. Pani, która wystawiała, stosowała jakieś dziwne barwy i wielu klientów odchodziło bez zakupów. Polski folklor to mocne kolory, ciepłe

i wesołe. I takie były w tym roku w Piasecznie.





Myślę, że malarstwo i ikony można spotkać na festynach i targach w całej Polsce. Zwrócę tylko Waszą uwagę

na panie w strojach ludowych w alejce. Niestety, nie potrafię Wam powiedzieć z którego zespołu są te właśnie gospodynie, bo na jarmarku śpiewali i goście, i gospodarze. Na przykład zespół „Gołcunecki” z Gałek Rusinowskich (gmina Przysucha), które sąsiadują z moją gminą.


5c




5d




Teraz kolejne dwa stoiska. Jedno pszczelarzy, a drugie mrówkarzy…? Zaraz, zaraz, o czym ja mówię?

O mrowiskach. Co to jest? Wszyscy znają słynne sękacze. Jest też mniej popularne ciasto o dziwnej nazwie MROWISKO. Nie znałam go. Jednak faktycznie bywa też tu w radomskim robione. W Internecie na ojczyznę tego ciasta wskazuje się Suwałki i Litwę. Nie odważę się go spróbować, bo powstaje przez sklejanie miodem smażonych faworków. Do tego dochodzi jeszcze mak i rodzynki. To już nie na moje zdrowie… :-)





Zostańmy jednak przy jedzeniu. Znowu frykasy z daleka. Czosnek latowicki. Hodowany w gospodarstwie

z drugiej strony Wisły, z okolic Garwolina. Czy Latowicz to jeszcze radomskie? Niby niedaleko, ale…

Trochę to przypomina wożenie drewna do lasu. Myślę, że nie każdy wie w jakich uprawach specjalizują się niektóre regiony. Wszyscy znają sadowników z Grójca na południe od Piaseczna. Wspomniana wyżej Przysucha (radomskie) to zagłębie paprykowe. A samo Piaseczno? Sąsiaduje z Lesznowolą, a tu rozkwita uprawa dyń.

W październiku organizują Bieg po Dynię i Święto Dyni. Wtedy zakładają Dyniowe Miasteczko, ale na stałe

od września do zimy przy szosie stoją przekolorowe stragany z dyniami. Dlaczego piszę o Lesznowoli z okazji jarmarku w Piasecznie? Dlatego, że stoiska w Lesznowoli są obwieszone wręcz warkoczami czosnku.

To akurat sama widziałam na własne oczy. Po co więc przywozić tu czosnek latowicki?





Jednak miejscowi nie pozostali w tyle. Stoisko Towarzystwa Przyjaciół Piaseczna serwowało wypiek regionalny – Barana Piaseczyńskiego. Czy to jagnięcina? Nie wiem, ale chyba było to po prostu kruche ciastko w kształcie baranka. Dlaczego? Taki jest bowiem herb Piaseczna. Mam zdjęcie takiego ciastka. Przy okazji pokażę ulotkę

z wystawy ze zbiorów Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu na temat „Motywy miłosne w sztuce ludowej”


7a




Co nam zostało ciekawego? Jeszcze sporo. Warto obejrzeć rzeźby drewniane, które są jednocześnie sprzętami użytkowymi. Tak właśnie rodziła się przed wiekami twórczość ludowa. Zwykłe sprzęty z czasem zaczęto

dla przyjemności dekorować. Ten wystawca zrobił to jakby odwrotnie, a efekt jest bardzo interesujący


7b




I jeszcze w podobnym duchu, choć wyroby już są mniej oryginalne. Drewniane wyposażenie do kuchni.





Bardziej klasyczne stoiska z drewnianymi świątkami i obok z kwiatami z bibuły. Akurat w tej sztuce ludzie

z mojego regionu są bardzo biegli. Tu, czyli w okolicach Opoczna w kierunku na Radom. Aż wstyd,

że do tej pory nie nauczyłam się niczego od sąsiadów, ale nie mam czasu i sił. Może na emeryturze?





Teraz zacznę o sprawach nietypowych. Było stoisko z rynsztunkiem rycerskim. Co to ma wspólnego z folklorem? No, trochę ma, bo kiedyś po Polsce hasali właściciele takich gadżetów, tylko że my już tego nie pamiętamy.

I właśnie przypominać nam o tym starają się grupy rekonstrukcyjne. Założyli dwie wioski: Wioskę Rycerską

i Wioskę Rzemiosł Dawnych





W tym samym klimacie wystąpił Teatr Rozrywki Trójkąt. Zwiedzający mieli niepowtarzalną okazję uczestniczenia w iście średniowiecznym widowisku jarmarcznym. Zobaczcie stroje, lalki, scenę – cud, miód, malina! Warto było pójść!





9b




9c




Kolejna atrakcja była lokalna, ale nie mam zdjęć.

Piaseczyńsko-Grójeckie Towarzystwo Kolei Wąskotorowej (ul. Sienkiewicza 14) – bezpłatnie zorganizowało przewozy drezyną ręczną i spalinową. Do tego można było zwiedzać stację kolejki wąskotorowej i modelarnię.

Proponuję Wam po tych moich płaskich opisach obejrzeć oficjalny, ale świetny filmik z Internetu.

Jest krótki, ale autor stanął na wysokości zadania.

https://www.youtube.com/watch?v=Ow-5qfS01n8

To już wszystkie miejsca, w których byli moi bliscy, a Falbanki z nimi nie było. A może powinnam?…

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst ar9u0pklb1:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.