Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Ostatnio: wczoraj

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Janusz Ławrynowicz to bez wątpienia najpopularniejszy policjant w Polsce. Co prawda nigdy nie rozbił zorganizowanej grupy przestępczej, nie przyskrzynił seryjnego mordercy ani nie ocalił autokaru pełnego kolonistów przed runięciem w głąb wulkanu, ale sława, jaką zdobył w ciągu minionego roku, przyprawia o zawrót głowy.

Pan Bóg w swojej roztropności uznał, że ścieżka kariery pana Janusza zakończy się na posadzie dzielnicowego w Pasłęku - liczącej 12 tysięcy dusz mieścinie w Warmińsko-Mazurskiem. Ten młodszy aspirant w sierpniu obchodzić będzie 25-lecie służby, a w kwietniu przyszłego roku przejdzie na emeryturę. Choć w robocie widział już praktycznie wszystko - od gwałcicieli recydywistów po rozjechane na miazgę staruszki - umawiał się ze mną nieśmiało. Wskazał głuchy świerkowy zagajnik pod miastem. Gdy gasił silnik swojego volkswagena, uważnie rozglądał się na boki. Wysiadł, westchnął, drżącą ręką sięgnął po papierosa i łamiącym, nieprzystającym do jego wielkiej postury głosem odezwał się na przywitanie:

- Żeby po tylu latach takie coś mnie spotkało?

Aby zrozumieć, dlaczego pan Janusz w ten sposób odnosi się do swojej popularności, poznać należy jej genezę. Kilkanaście miesięcy temu gliniarz z biurka obok szukał czegoś w internecie. W pewnym momencie zakrztusił się kawą.

- Ej, ty, patrz! - wykrzyknął, gdy już doszedł do siebie.

Oczom Ławrynowicza ukazała się jego własna okrągła twarz na tle polskiej flagi:

1

Pod spodem widniał napis: DOM BUDUJE, ZŁODZIEJ JEBANY!

- W imię Ojca i Syna... - przeżegnał się pan Janusz. - Co? Co to jest?!

- Nie wiem - odpowiedział z rechotem kolega. - Ale ktoś ci numer wyciął!

Strona, na której umieszczono fotografię - Demotywatory.pl - odwiedzana jest każdego miesiąca przez około 4 milionów Polaków. To najpopularniejsza witryna rozrywkowa w krajowym Internecie. Jej istota polega na wrzuceniu zdjęcia i okraszeniu go zabawnym, ironicznym komentarzem. Internauci uznali facjatę młodszego aspiranta Ławrynowicza - o którego istnieniu jeszcze wówczas nie wiedzieli - za twarz typowego polskiego samca: prostą, zaciętą, z nieśmiertelnym w tej szerokości geograficznej wąsem. Podpis pod zdjęciem wyrażał ich zdaniem charakterystyczne dla naszego pięknego narodu zawistne podejście do rzeczywistości: ktoś, kto ma pieniądze, musiał je naturalnie podpierdolić.

Pan Janusz przez tydzień nie spał i chodził jak struty, zastanawiając się, dlaczego on, szanowany w mieście policjant, nazwany został publicznie "złodziejem", i to w dodatku "jebanym"? Poza tym z jakiej paki ktoś pomawiał go o budowanie domu, skoro nigdzie żadnej chałupy nie stawia?

Przełożeni Ławrynowicza uznali, że sytuacja wymaga wszczęcia postępowania z art. 216 § 2 kk: "Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku". Jako że ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego, pan Janusz złożył stosowne zawiadomienie do prokuratury. Ta zaczęła szukać osobnika, który wytworzył obelżywe treści. Po kilku tygodniach okazało się, że za draką stoi jakiś małolat, który ściągnął zdjęcie z amerykańskiego serwera i nie miał zamiaru obrażać honoru polskiego policjanta, lecz jedynie wytknąć nasze przywary narodowe. Sądził, że fotka przedstawia jedną z wielu anonimowych gąb, jakich w sieci tysiące - za co najuniżeniej przeprasza.

W związku z brakiem istotnego interesu społecznego prokurator odmówił ścigania łobuza, który Ławrynowiczową twarz wstawił na jankeski serwer. Umów międzynarodowych w tym temacie nigdy nie podpisywano. Wyczerpała się więc lista środków prawnych.

- Gdyby to było nękanie i stała za tym jedna osoba... - rozmarza się mój rozmówca - może miałbym jakieś szanse.

Tymczasem przypadkowa kariera nabrała szaleńczego rozpędu. Z jednego zdjęcia na jednej witrynie popularność rozrosła się do tysięcy fotek na dziesiątkach stron - dziś te rysy zna każdy obyty internauta. Lud wymyślał coraz to nowe podpisy mające obnażać polskie chamstwo, prostactwo, obskurantyzm i niechęć do odmienności:

48 18ed2785b9e6b52f7da1ba44457c88ef



6088606



8850803



b



cziz



daj mi



ko



keb



ogn

I tak dalej i dalej, każdego dnia sieć huczała od kolejnych kopii Ławrynowiczowych widoczków, z których naśmiewały się miliony rodaków.

Gdy anonimowy mieszkaniec Pasłęka powiadomił komendę miejską w Elblągu, że na jednej ze stron znieważany jest policjant, administrator pod naciskiem organów zgodził się usunąć treści dotyczące pana Janusza. Wydawało się, że to droga do sukcesu. Ale po każdej takiej interwencji jak grzyby po deszczu pojawiały się kolejne serwisy, łącznie z fanklubami - nie było ani sił, ani środków, by z nimi walczyć.

Pod koniec 2010 r. sieć ochrzciła postać ze zdjęć imieniem Andrzej, twierdząc, że "Andrzej to nie imię, Andrzej to styl życia" odpowiadający charakterowi przeciętnego polskiego mężczyzny. Kilka miesięcy później niezidentyfikowany osobnik publicznie wyjawił, że człowiek z fotografii to nie żaden Andrzej, ale aspirant Janusz Ławrynowicz z Pasłęka - z wykształcenia technik mechanik, nieprzepadający za policyjną biurokracją, w wolnych chwilach lubiący chodzić na spacery i pływać. Na stronie komendy, z której ktoś kiedyś zarąbał zdjęcie i wysłał do Ameryki, pan Janusz prezentuje się tak:

2

Niechciana kariera Ławrynowicza po raz kolejny przyspieszyła. Do tej pory śmiali się z niego wyłącznie ludzie przed ekranami monitorów. Teraz plotka rozeszła się na tyle, że nabijał się z niego cały Pasłęk - od dzieciaków w wózkach po żuli na przystankach. Najstarszy policjant w mieście, trzymający przez prawie ćwierć wieku twardą ręką swój rewir, w mgnieniu oka stracił wszelkie poważanie u ludności. Zamiast Janusz, zaczęto za nim wołać Andrzej. Gimnazjaliści podchodzili i prosili o autografy, a dresiarze cytowali "czizburgera" albo "spłukaną kupę".

Załamany Ławrynowicz poprosił Komendę Wojewódzką w Olsztynie o usunięcie jego profilu ze strony policyjnej. Otrzymał jednak odpowiedź od radcy prawnego, że dopóki pełni funkcję publiczną, zdjęcie i informacja o nim będą ogólnodostępne.

- No to poprosiłem przełożonych - rzuca, gasząc niedopałek o betonowy kosz - żeby przenieśli mnie na dyżurkę w komisariacie, tak, bym nie musiał pokazywać się na mieście.

- A nie mógł pan zgolić wąsów albo zapuścić włosów i wstawić nową fotografię?

- Nie. Zresztą niedługo zostanie usunięta, bo formalnie nie jestem dzielnicowym, ale dyżurnym, a oni zdjęć nie posiadają.

Po dwugodzinnej rozmowie wśród wiewiórek, kleszczy i pająków zaczynam współczuć Ławrynowiczowi. Ten były karateka, twardziel po starej milicyjnej szkole, ze zwieszoną głową grzebie patykiem w piachu. Psycholog doradził mu, by nie przejmował się tym, na co nie może mieć wpływu.

- Aż mnie oczy bolą - wykrzykuje - jak widzę te wszystkie błędy ortograficzne, głupoty, jakie ludzie wypisują!

- Nie domyśla się pan, kto mógł to panu zrobić?

- Domyślam. To najpewniej niegdyś bliski mojej rodzinie człowiek w ramach zemsty zainicjował całą tę kampanię.

- A nie ma pan pretensji do przełożonych, że niewystarczająco pana wsparli?

- Zareagowali odpowiednio. Nie ma po prostu środków prawnych do ścigania tego typu przestępstw.

- Może by tak zdyskontować rosnącą sławę, zarobić na koszulkach albo objazdach po kraju?

- Nie mogę. Etyka zawodowa nie pozwala.

Mieszkańcy Pasłęka nie są zbyt rozmowni, ale chwalą pana Janusza jako dobrego glinę, który nigdy nie zostawiał człowieka w potrzebie. Starszy pan w wytartej marynarce wspomina znaną w okolicy anegdotę, jak do Ławrynowicza przyszedł młody chłopak i zapytał, co ma robić, bo żonie spóźnia się okres.

- Choć nie mieściło się to w ramach jego obowiązków, pomógł ojcowską radą - cedzi przez gruzy żółtych zębów.

Stojący nieopodal równie przystojny osobnik ciągnie mnie za rękaw na stronę: - Panie, może to i wstyd, ale internetów nigdy nie widziałem. Wnuczek mnie opowiadał, że nasz dzielnicowy robi tam za krytyka cech narodowych. A jedną z nich, może nawet najpierwszą, jest zamiłowanie do niszczenia człowieka. Niech więc te wszystkie mądre komputery wezmą i po chrześcijańsku się odpierdolą!

Autor: Michał Marszał, tygodnik "NIE"

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2012 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.