Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Nr 227 - SEZON MALARSKI w FALBOWIE - CZY TO JUŻ MURAL?

Pokazałam Wam budynek gospodarczy. Nazywam go Sowim Domem, bo jest zamieszkały przez wiele sów większych i mniejszych. To, niestety, tylko ceramiczne figurki. Zaś na czole budynku, na nieistniejącym drzewie siedzi sobie malowana sowa sporych rozmiarów. Ta ściana jest zamalowana w całości. Można powiedzieć,

że spełnia warunki definicji muralu.

Najkrócej bowiem MURAL to wielkoformatowa grafika na ścianach budynków.

Hasło pochodzi z Hiszpanii, ale nawet w naszym zacofanym PRL-u mieliśmy okazję obserwować ich wiele.

To były wizytówki PKO, SPOŁEM i innych większych zakładów, ale też jakieś hasła propagandowe jedynie słusznej partii... W XXI wieku częściej spotykamy graffiti. To akurat niezbyt cieszy, gdy wandale pokrywają wulgaryzmami ściany świeżo odnawianych budynków. Czasem jednak i graficiarze namalują jakiś kolorowy obraz.

Kiedy więc malowidło jest muralem, a kiedy wandalizmem? Opinie są różne. Jedni twierdzą, że to zależy

od farby. Jeżeli spray, to graffiti. Inni twierdzą, że istnieją murale robione sprayem. Oni mówią, że różnica leży

w legalności. Jeżeli właściciel budynku wyraża zgodę, to jest mural. A więc moja ściana z sową to musi być mural, bo udzieliłam sobie zgody na pokrycie tej ściany farbą :-)

Poniżej przypominam kilkuletni mural na Sowim Domu w Falbowie.





Teraz powinnam wyjawić, że część zdjęć w tej gazetce wykonały moje dzieci.

Przygotowałam dla Was jeszcze kilka murali wyszukanych w internecie.

Pierwszy jest polski najsławniejszy (do tej pory) na świecie mural w Białymstoku.

Niedawno toczyła się walka o ocalenie dziewczynki z konewką, bo zmienił się właściciel budynku

i planował jego przebudowę.


1b




Teraz ma szansę przebić go sławą najnowszy mural z listopada tego roku.

Otóż w Legionowie powstał na Święto Niepodległości mural o długości 750 metrów.

Jest zgłoszony do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłuższy na świecie. Przedstawia setkę najsłynniejszych bitew zanotowanych podczas 1050 lat istnienia naszego Państwa. Wybrałam dla Was trzy fragmenty.





Umieściłam tu też ciekawy mural z Poznania, jako najbardziej charakterystyczny z pewnej kategorii.

Tu akurat pokryto malowidłem całą, wielką, ślepą ścianę budynku.

Widziałam jednak fotki murali na fragmentach ścian. Od kiedy jest to więc mural?

Czy dwa pomalowane balkony to już mural? A jeden?

Omijam w tej prezentacji całkowicie murale reklamowe lub będące dziełem sztuki.





Wracam do mojej gazetki. Za pędzel złapaliśmy w dniu naszej 35 rocznicy ślubu. W PRL-u były dwa śluby.

My akurat cywilny i kościelny mieliśmy w różnych terminach. Lubię jednak świętować, więc obchodzę obie rocznice :-) Tak więc ruszyliśmy do malowania balkonu w pewnym mieście. To jednak nie będzie mural, bo choć budynek jest wielki, to balkon jest jeden i będzie jednobarwny.

Na zdjęciach nasze pierwsze w tym roku przedsięwzięcie malarskie i ja z bukietem rocznicowym.











Czas wrócić do Falbowa. Jest lipiec 2016 roku. Mamy dobrą pogodę i urlopy. Nie brakuje też planów.

Jednak to lato upływa mi pod kątem kłopotów z rękami. Z tego powodu muszę wciąż prosić Męża o wyręczanie mnie w wielu pracach dekoracyjnych. Na szczęście starczyło mu cierpliwości i dobrych chęci.

Uważni czytelnicy bloga lub goście z Falbowa, mogli zauważyć mur, który zupełnie nie pasował do naszego podwórza. Ja wręcz cierpiałam wyglądając przez okno w kuchni. Przez pierwsze lata nasz wzrok zatrzymywał się na kępie bzów. W zeszłym roku sąsiad zaczął porządki na posesji. Powycinał zbędne zielska i odkrył prawie całą siatkę, a wtedy naszym oczom ukazał się w pełnej krasie zrujnowany budynek gospodarczy. Owładnęła mnie jeszcze silniej niż do tej pory jedna myśl: Zalipie, Zalipie, Zalipie... Gdyby tak wejść z farbą i namalować kwiaty? Niektórzy pytają mnie, co będę robiła na emeryturze. Odpowiadam, że mam całą wieś do pomalowania. Usłyszałam, że na pewno nikt się nie zgodzi. Mimo to zaryzykowałam i nie czekając na emeryturę zapytałam Sąsiada czy mogę zamalować jego budynek. Jednak nie po zalipiańsku, a w podobny sposób jak mój Sowi Dom. Zgodę uzyskaliśmy bez problemu. Ruszyliśmy do pracy z kopyta. Nawet nie miałam pomysłu. Każde maźnięcie było wymyślane na gorąco, z marszu. Pewne były tylko malwy. Nic więcej.





Pierwsza z farbą poszłam ja. Wzięłam łososiową i zaczęłam oglądać mur. Chciałam tam namalować kilka cegieł. I tak z fantazją utworzyłam na niby kawał muru w narożniku oraz podkreśliłam żywym kolorem zwieńczenie środkowych drzwi. Przyszedł Włodek z białą farbą. Jedno z zamurowanych okienek zamaskowaliśmy farbą jednobarwną. Ściana okazała się bardzo zrujnowana, ale mimo dziur dała się szybko zamalować. Farba schła błyskawicznie. Mogliśmy więc od razu kłaść kolejne warstwy. Ja malowałam cegły, Mąż całe ściany. Zawsze pierwszym ruchem jest bielenie. Już samo to niesamowicie poprawiło wygląd budynku.














W trakcie malowania trafił się nawet deszczyk, ale farba i tak schła ekspresowo, więc ani się nic nie zniszczyło, ani nie mieliśmy długiej przerwy w pracy. W gratisie mogliśmy cieszyć się pięknym znakiem Przymierza

na niebie.





Nasze budynki jednak są kremowe i tak planowałam wykończyć sąsiadujący z nami mur. Naprawdę to był moment wielkiej rozterki. Białe czy żółte? Co będzie lepsze, co będzie bardziej ludowe? Jak Wam się wydaje?

To pytanie retoryczne, bo już zamalowaliśmy ten budynek na żółto, ale gdybyście mieli inne zdanie, to dopiszcie je w komentarzu. Uwzględnię Wasze opinie w kolejnych przedsięwzięciach. Przecież mam do zamalowania całą wieś!














Czas na detale. Zapowiedziałam sąsiadowi, że jego budynek chcę pomalować na wzór mojego.

A więc namalowałam malwy. One nie mają nic wspólnego z Zalipiem, ale kto mi zabroni? To już trzecia taka kępa w moim wykonaniu. Czy nabieram wprawy? No chyba nie mam się czego wstydzić.





Muszę się przyznać, że z powodu chorych rąk musiałam w tym sezonie posłużyć się także szablonami i farbą

w sprayu. Mąż odrysował mi ołówkiem na ścianie kilka jaskółek. Ja je tylko zaczerniłam. Po prawej stronie pnącze popsikałam farbą z puszki. Wyszło jak wyszło. Na ile to będzie trwałe? Myślę, że starczy do końca,

bo budynek z czasem pójdzie do rozbiórki.





No i gotowe. Moi drodzy, nie policzycie ile razy dziennie patrzę na ten budynek przez okno. Naprawdę teraz już nic nie psuje mi widoku. Mogę się napawać i bawić do woli. Teraz to jest niezwykle ciekawe miejsce widokowe. Każde wzięcie do ręki aparatu fotograficznego owocuje kilkoma ujęciami wschodniej granicy naszej siedziby.

Tu mamy kapliczkę, malowaną studnię, kwadraty zalipiańskie na ogrodzeniu, narnijską latarnię z figurami zwierząt... Czego jeszcze brakuje? Niczego :-) Ale oczywiście mam następne pomysły, które z czasem mam zamiar zrealizować. Na pewno zobaczycie je w blogu. Czy już za rok? Niekoniecznie, raczej raczej za dwa.

Poniżej już tylko zamieszczam garść zdjęć różnych autorów. Wspólnym mianownikiem jest nasz skromny mural. Jednak każdy człowiek jest inny, na co innego zwraca uwagę. To, co i jak postrzegamy, zmienia się każdego dnia. Mózg ludzki jest niesamowity i bardzo różni się od możliwości aparatury. Aparat fotografuje jak leci, to co światło namaluje. Człowiek zaś kładzie akcenty na różnych elementach. Jedne zdjęcia uwieczniły budynek, inne płot, czasem kwiaty albo po prostu chwilę.

Zobaczcie na jak wiele sposobów można było spojrzeć na kawałek ziemi o długości kilkunastu metrów.
































Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst dco3jiv8m4:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.