Fundacja KCK od lat obdarza nas przyjemnością oglądania co jakiś czas setek billboardów w ślicznych, różowych barwach, z wieloma znanymi osobami, które lubią fotografować się ze swoimi dziećmi.
I osoby te z uporem maniaka uczą mnie, jak wychowywać moje dziecko. W końcu występują w TV, więc muszą wiedzieć lepiej ode mnie.
Mam nie bić, nie krzyczeć, mieć czas, no i przede wszystkim, reagować.
To niniejszym reaguję mając trochę czasu.
Osobiście wkurza mnie, gdy ludzie patrzą na mnie, jak na przestępcę, gdy podniosę głos na moje dziecko (że podkreślę - "moje") lub, gdy stwierdzę, że czasem trzeba klepnąć go w tyłek.
Twórcy akcji namawiają mnie na swojej stronie, bym zamiast tego powiedział - "złości mnie, jak przeklinasz. Nie chcę, abyś tak mówił...". Well... it's not always working...
I dlatego postanowiłem zrobić kontrakcję - http://KochamNIEwychowuje.pl
Jako, że nie wspiera mnie ani Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, ani Zdrowia, ani Edukacji Narodowej, ani co ciekawe również nie Ministerstwo Sprawiedliwości, jestem zdany na własne zdolności i dystrybucję wśród internautów.
No to może najpierw dwa moje billboardy:
Na czym polega akcja?
Nie będzie żadnego podpisywania petycji, wysyłania maili, dzwonienia, czy zapisywania się na listy.
Jako, że celem kampanii Kocham nie krzyczę jest "zmiana postaw społecznych wobec przemocy w rodzinie", to moim celem będzie: przywrócenie normalnego wychowania w normalnych rodzinach.
Wbrew temu, co wmawiają nam organizatorzy różnych akcji, większość rodzin w Polsce NIE jest patologiczna i zwykle jednak rodzice swoje dzieci bardzo kochają. Moją akcją chciałbym pokazać, co się stanie, gdy ludzie zaczną słuchać celebryckich ćwierćinteligentów, którzy mają wrażenie, że każdy rodzic to sadysta i z tego powodu najlepiej przestać wychowywać dzieci w ogóle.
Jednak mam nadzieję, że są w Polsce i tacy, którym na wychowaniu wciąż zależy.
Ci bardziej wierzący trzymają się przy tym słowa niejakiego Salomona (który był ponoć mądrzejszy nawet od pani Przybylskiej):
Nie kocha syna, kto rózgi żałuje,
kto kocha go - w porę go karci.
Nie trzeba być Salomonem, żeby dojść do wniosku, że coś w tym jest.
I dopiero wielkie telewizyjno-radiowo-billboardowe akcje mają nas przekonać, że dotąd źle myśleli i, że teraz nie mamy prawa narażać swoich dzieci na jakikolwiek stres. Bo inaczej przyjdzie dobra pani kurator na zlecenie dobrej pani sędziny i zabierze dziecko do dobrego domu z setką innych, podobnych jemu, dzieci.
Pozwolę sobie z tym nie zgodzić i po to jest niniejsza akcja.
By przywrócić to co normalne w rodzinie.
Wychowanie!
By mały po to dostał rózgą, by potem nie dostał od kogoś innego na serio.
Jak się zgadzasz to wyślij linka:
znajomym.
A jak nie, to wpadnij na stronę oryginalnej akcji. No bo z którymś z nas musisz się zgadzać...
PS. Co ciekawe, gdy odwiedzałem stronę, kochamniekrzycze.pl na dole licznik głosił, że "stronę odwiedzono 5997 razy". Hmm.... jak na kampanię, którą widziała połowa ludzi w tym kraju...
Ciekawe, czy tu będzie więcej.
Zrobiłem też małe wersje (300 px), jakbyś chciał wkleić na stronę:

(tu czasem pojawia się autor akcji)
Komentarze
-
Przemoc to przemoc, ona nie ma szarości
-
Takie akcje pozwalają mi mieć jeszcze nadzieję, że w Polsce może być normalnie, że nie musimy przyjmować WSZYSTKICH wad Zachodu (przy braku naśladownictwa pozytywnych cech). Polacy to gęsi i żadne inne zwierzęta, swój rozum mamy, tylko musimy go używać zamiast bezmyślnie PAPUGOWAĆ:-)
A tych słów Salomona, które zacytowałeś nigdy nie słyszałem. Dla Chrześcijanina to już samo wystarczy. Muszę je zapamiętać, bo niektórzy Chrześcijanie też popierają te "bezstresowe" wychowanie. Nawet nie zdając sobie sprawy ile więcej stresu (baa.. nerwic i depresji) nabawią się ich pociechy w dorosłym życiu. Potem będzie tak jak na zachodzie, każdy będzie latał do psychologa z powodu tego, że znajomy powiedział, że się źle ubiera:-) Żal mi tych ludzi. -
Wypasione banery:) Szacun:)
A tak poważnie to podzielam zdanie autora w przedmiocie wychowania i jestem absolutnie przeciw tym debilom którzy wmawiają, społeczeństwu (psychologom głównie - ale poprawiam się nie debilom, przecież kwestia zaniechani bicia dzieci to dla nich świetny temat żeby zaistnieć, a w konsekwencji zarabiać), że dzieci należy wychowywać bezstresowo. To w mojej skromne opinii kompletna bzdura, nie życiowa na dodatek bo życie w ogóle jest bardzo "stresowe" i brutalne, nie widzę więc celu wychowywania dzieci w niesłusznym przekonaniu, że jest inaczej. Kiedy się już bowiem z tym brutalnym życiem spotkają to depresja gotowa. Nie zgadam się też z niczym nie uzasadnionym i na dodatek w ogóle przez życie nie uzasadnionym przekonaniem, którym psychologowie karmią nas, a dzieci w szczególności, że należy się akceptować takimi jakim się jest i co się z tym łączy, że każdy człowiek jest wartościowy, a wartość jego płynie z samego istnienia. Jest to nie tylko zupełnie bezzasadne (i tak weryfikuje to samo życie) ale ogromnie szkodliwe, o ile bowiem wierząc w te bzdury możemy mieć przez chwilę (lub też całe życie w przypadku wyjątkowo tępych jednostek) poczucie zadowolenia a nawet dumy, to w ostatecznym rozrachunku jednostki podzielające to wpajane im przekonanie stają się biernymi obserwatorami swojego życia (i to jeszcze z perspektywy niczym nie uzasadnionego samozadowolenia).
Propaganda siejąca to absurdalne twierdzenie pada na niezwykle łatwy grunt, odwołuje się bowiem do nieobcego nikomu lenistwa, stając się wytłumaczeniem dla wszystkich leniwych zachowań, wszystkich zaniechać bądź działań, które w perspektywie szkodliwe są na gruncie społecznym, zdrowotnym, ekonomicznym etc. dla jednostki i społeczeństwa. Zarażone tą bzdurną ideą dzieci żrą nieograniczone niczym ilości słodyczy i innych raczej tłuczących badziewi, rosną im w konsekwencji brzuchy i pupy osiągając chorobliwe rozmiary, ignorują wszystkie swoje przywary i słabości, nie podejmują też wysiłku nauki i co gorsza te (tu generalizuję) tłuste, głupie, bezczelne i roszczeniowe bachory sądzą jeszcze że są ludźmi wartościowymi - bo przecież są. Straszne są konsekwencje tego myślenia, a skutkują leniwym, biednym i chorym (oraz nieestetycznie wyglądającym społeczeństwem) - ale za to zadowolonym (no może z wyjątkiem odsetka posiadających tłustych współmałżonków i tych po zawale i z cukrzycą). To połączenie słabości i zadowolenia jest chyba na rękę tym nielicznym co mają władzę, ale wiedzą że wartość człowieka zależy od jego przymiotów (i majątku:) a nie od samego faktu istnienia. Zadowolone, biedne (niższa klasa średnia) i bez perspektyw społeczeństwo jest bowiem na rękę tym, którzy rządzą światem (i nie mam tu na myśli polityków - przynajmniej nie wszystkich polityków). Najbogatsi mogą bogacić się jedynie kiedy reszta na ich bogactwo pracuje (nie koniecznie muszą to być robotnicy fabryczni:), niezadowolone społeczeństwo nie jest więc korzystne, może przecież przestać pracować i jak pokazuje historia ludzkości zabrać tym co mają. Zadowolone społeczeństwo będzie natomiast pracować (może słabo ale jednak) i nie będzie chciało ryzykować rewolucji - nie będzie maiło w ogóle motywacji lub jeżeli nawet by ją miało będzie tak głupie, leniwe i słabe, że i tak mu nie wyjdzie.
Taka impresja z wychowania dzieci mi się zrodziła wieczorem przy piwie:) -
Podzielam zdanie autora akcji - sam mam troje dzieci i różnie z tym karceniem bywa. Niektóre wymagają twardej ręki bardziej niż inne. Do jednych da się dotrzeć słowem, do innych trzeba wspomóc pasem, nie ma innej rady. Do ludzi zapatrzonych w sztuczki magiczki superniani mam jedno zdanie - nie wierzcie babie, która odcina kupony od swej marketingowej popularności, występując w reklamie margaryny,gdzie twierdzi że to super zdrowe pożywienie dla Twojego dziecka. Ona mówiąc to - też kłamie. I mysle że tyle jest warta cała jej wiedza o dzieciach i wychowaniu. Wystarczy spróbować bułkę z masłem. A jak ktoś nie wierzy, to pokolenie piłsudczyków wychowało się bez superniani, margaryny, a nawet, co się niektórym może wydawać niemożliwe - bez telewizji TVN i w ogóle bez telewizji. A wszystkim tym, którzy uważają że dziecko powinno być traktowane jak dorosły, jak partner, polecam do wykonania kilka kroków:
1. zgłoście inicjatywę ustawodawczą aby za zabójstwo dziecka dostawało się tyle samo lat co za zabicie dorosłego(teraz za zabicie oprycha dostaje sie 25 lat a za zabicie i np dodatkowo zgwałcenie dzieciaka - najwyżej kilka lat)
2. skoro dzieci są równorzędnym partnerem w dyskusji z dorosłymi - proszę o zgłoszenie kolejnej inicjatywy ustawodawczej, znoszącej próg 18-tego roku życia jako dającego pełnie praw obywatelskich. Bo przeciez skoro dziecko to równorzędny partner, to dlaczego 12-sto latek nie może wziąc kredytu, głosować na Samoobronę albo zrobić sobie prawo jazdy? A 4-latek to gorszy partner?
3. zdejmijcie ustawowo ze mnie obowiązek odpowiadania za występki mojego dziecka
4. spowodujcie żeby 11-latek, który zamorduje ze szczególnym okrucienstwem swojego kolegę ze szkolnej ławki, dostał normalny wyrok, jak dorosły, i niech pojdzie siedzieć jak normalny dorosły obywatel tego kraju
Dla pozostałych lekturą obowiązkową powinien być Król Maciuś Pierwszy, tam też trochę jest o tych wygłupach i ich konsekwencjach - ale widać po dyskutantach że nie wszyscy czytali. W ogóle wydaje mi się że wypowiadający się tutaj to są z pokolenia już nie czytającego a czerpiącego wszelkie wzorce wprost, bez filtracji, z telewizora.Wspólczuję dzieciom takich rodziców.
To tyle w temacie. -
Fajnie, że zaczynasz rozmawiać z 7letnią córką... Ja zauważyłam ponad rok temu, a teraz ma 3 i pół roku, rozmawiając z moją córką, że ma dużo mądrych, ciekawych i co istotne logicznych przemyśleń.. Z trzylatkiem już naprawdę o wszystkim można porozmawiać, tylko zrozumiałym dla niego językiem.
-
@hagier - widzisz, problem w tym że Twoi rodzice nie umieli Cię wychować i dlatego teraz Ty nie wiesz jak się do tego zabrać ze swoim dzieckiem. To podobnie jak z dziedziczną biedą, Twoje dziecko ma małe szanse aby wyrwać się z tej spirali patologii.
-
@Night - SuperNiania to "szoł" na krótką metę. I nikt nie mówi, że nie da się zastosować skutecznie bezstresowego wychowania. Ale dziecko, to ciągle człowiek, a nie pies i każdy ma swój własny charakter i humor. Tak samo, jak każde obraca się w różnym towarzystwie (czasami mam wrażenie, że zwolennicy "bezstresowego wychowywania" nie mieli kolegów). Nie wiem też, czy zwróciłeś uwagę, ale ludzie piszą ironicznie "bezstresowe wychowanie" jako ogół zasad, o których piszecie (nie krzyczeć, nie bić... i najlepiej w ogóle się nie interesować).
Zastanawia mnie, jak sobie wyobrażacie życie własnego dziecka, bo ja nawet nie próbuję się oszukiwać. Dziecko wychodzi z domu, w którym jest pod moją kontrolą i zasuwa do przedszkola, gdzie razem ze swoimi najlepszymi kolegami wymyślają coraz to głupsze rzeczy. Jeden drugiemu opowiada, co słyszał ostatnio, zaczynają się się wymieniać przekleństwami, które przesłyszeli, czasem wyśmieją jakiegoś innego chłopaka za to że jest (bezstresowo wychowany) inny i nie ma zamiaru się z nimi pobawić. Grunt to nauczyć dziecko różnicę między towarzystwem kolegów, a innych osób. Jednak czasem dziecko (jak każdy człowiek) wyrzuci pierwsze, co ma na myśli, zrobi, co mu się nasunie i wychodzą z tego bicia rodziców, krzyki i przeklinanie. Jak byłem młody, dostałem po dupie i nigdy więcej przy rodzicach nie przeklinałem, a o podniesieniu ręki nawet nie pomyślałem. Natomiast wiem, że w miejscach, gdzie rodzice myślą, że mają przewagę nad dzieckiem, tłumacząc mu wszystko bezstresowo i na spokojnie, to tak naprawdę tłumaczą tylko dziecku, że pozwalają mu na coraz większą swobodę. Gdyby rodzice mnie z paskiem nie pilnowali, to za młodu miałbym gdzieś ich przykaz o wcześniejszym powrocie, tylko zostawałbym wszędzie na noc, bo wiedziałbym, że co najwyżej groziłaby mi nudna rozmowa. Gdy czekały mnie krzyki, ból tyłka i kilka kar, nie byłem już tak chętny do "olewania" ich poleceń.
Nie wiem, dlaczego niektórzy rodzice uważają, że ich dziecko kształtuje tylko wychowanie, które od nich dostaje. Dziecko najszybciej uczy się od rówieśników, bo oni nie próbują go uczyć, a najszybciej uczymy się tego, czego nas nie uczą. -
W komentarzach było o nieumiejętności czytania, a to większość tu wypowiadających się, nie posiada tej umiejętności. Ewentualnie w szerszym kontekście - myślenia.
Całość rozbija się o to, że nie chodzi o bezstresowe wychowanie, a o nie bicie dziecka. Bicie oznacza jedno - nie umiesz wychować dziecka i uciekasz się do przemocy.
Polecam SuperNianie, cokolwiek by nie mówić o Dorocie czy o programie, to metody pokazywane w programie działają i co ważne uczą więcej niż uderzenie czy klaps. Wszak psa też jak uderzysz kilka razy to już nie zrobi więcej danej rzeczy, ale nie będzie wiedział czemu. -
ludzie zgłupieli całkiem. nagle się jakaś moda zrobiła, którą wykreowała telewizja, z tymi durnymi reklamami o małym rodzicu i wielkim dziecku. i co rodzic teraz nie podskoczy, nie uderzy dziecka, bo jest od niego mniejsze. brawo. w domu powinna być przede wszystkim dyscyplina, jak widzę w markecie rozhisteryzowanego bachora bo mama nie chce mu kupić tego czy tamtego, to mnie krew zalewa. matka mu tłumaczy, ucisza, prosi o spokój, ale co bachora obchodzi że matka nie ma pieniędzy, że ciężko pracuje żeby do 1go dotrzeć? taki kilkulatek tego nie zrozumie. on chce i już. w końcu matka klaps w tyłek, bo co będzie gówniarzowi sprawozdanie ze swojej pensji robić, i się dzieciak uspokoił. i tak trzymać! osobiście jestem za rozmową z dzieckiem, ale czasem klaps jest nieunikniony. Ci co piszą że klapsa dają ludzie którzy sobie nie radzą, chyba mieli bardzo spokojne i ułożone potomstwo, czego gratuluję. opiszę sytuację gdy moja malutka kuzynka zaczęła ni z tego ni z owego bić babcie po nogach, która siedziała sobie na fotelu. babcia powiedziała że nie wolno podnosić ręki na nikogo, ani na młodszych ani na starszych, a mała miała to gdzieś i dalej babcie po nogach. dostała po dupie tak że jej się raz na zawsze odwidziało lać kogokolwiek. i wcale się temu nie dziwię. babcia miała dać się bić aż sie bachorowi znudzi zajęcie? bicie owszem- ale tylko w ostateczności na starszych nie polecam podnosić ręki, ani już są na tyle rozumni że rozmowa mam nadzieję wystarczy. chociaż z nastolatkami jest różne..raz widziałam jak chłopak ok. 17lat, demolował nad stawem podest (takie miniaturowe molo) . po prostu zrywał z nich deski. chłopak nie był zaniedbany, wręcz przeciwnie, modniś że hej, widać że nie cierpi na głód itd. i się pytam jak go wychowali rodzice? zwróciłam mu uwagę, że jak chce demolować to niech sobie idzie do domu i niech się na swoich meblach wyżyje, że ktoś to budował, i poszły na to pieniądze. chłopak cwaniaczek typowy, co chyba nigdy klapsa nie dostał, uznał że wszystko mu wolno, tylko się zaśmiał. miałam ochotę tak mu przyrznąć w dupę żeby popamiętał. ale cóż on chłopak wyrośnięty już, więc co mogłam, i tak wysiliłam się na odwagę, aby mu uwagę zwrócić.
-
Popieram w zupełności, koleżanki nie raz śmieją się ze mnie że " współczują mojemu potencjalnemu dziecku takiej matki, jak ja", a ja nigdy nie mówiłam o katowaniu czy laniu po twarzy. jak Jest ni grzeczne, nie słucha, i podnosi na mnie rękę, klaps w tyłek, i tyle. koleżaneczki na to oczy wielkie robią i mówią "przecież nie wolno bić dzieci". i jednocześnie jedna z nich opiekuje się non stop swoim chrześniakiem, do tego stopnia że mały nazywa ją mamą. z jej opowiadań wynika że chłopiec jest okropnie nie dobry, nikogo nie słucha, zdarza się mu jedynie od czasu do czasu posłuchać właśnie jej. a ja na to, "czemu go nie ukarzesz? nie postawisz do konta za nie posłuszeństwo?? " ona oburzona mówi mi że nie wolno!! no ale co ja się będę tym denerwować? nie mi wyrośnie chuligan w domu, tylko jej. moje dziecko będę kochać nad życie, ale będę przede wszystkim je wychowywać, i jak trzeba będzie - karać. mnie karano ( nie bito, czy maltretowano -niektórym trzeba dosadnie tłumaczyć) i wyszło mi to na dobre.
-
POPIERAM @@@ !
-
Z opowieści mojej mamy wiem, że gdy byłam mała uderzyłam ją w twarz. Dostałam w tyłek, z wyjaśnieniem "za co". Od tej pory moja mama nigdy ode mnie w twarz nie dostała. I na pewno swojego dziecka "bezstresowo" wychowywać nie będę.
-
Zgadzam sie z Hagier! Nikt nie mówi o katowaniu, ale jak dziecko nazywa matke kur*wą i niech spier**** przy okazji okładając ja pięściami to nie wyobrażam sobie sytuacji w której matka mówi: "synku, dlaczego mnie tak nazywasz i bijesz?" :/ sory, ale skoro nie wie co te słowa znaczą to niech i nie uzywa i niech zna granice swoich poczynań. Nie piszcie też, że dziecko bierze przykład tylko z rodziców. No chyba, że nie wypuszczacie swoich dzieci na dwór, ani do przedszkola. Wydaje mi sie, że dzieci szybciej łapią to od rówieśników. Nie raz mi sie dziecko chwaliło co nowego usłyszało w przedszkolu. PODKREŚLE iż nie pisze tu o wszystkich przypadkach, bo gdybym chciał je wszystkie opisać to troche by mi to zajeło. Jeżeli dziecko nabędzie zły charakter ze środowiska to wybaczcie, ale dyplomatyczne środki, mam na myśli bezstresowe wychowanie, nie pomogą!!!
-
A, właśnie. I chciałbym zauważyć, że większość osób, wypowiadających się na tej stronie, prawdopodobnie nie skorzystała z wielkiego przywileju, którym jest nauka czytania ze zrozumieniem. Kto tutaj pisze o katowaniu dzieci? Kto pisze, że to jedyne wyjście? Kto kiedykolwiek napisał, że dziecko jest jego własnością?
Pierw przeczytajcie, potem pomyślcie, potem znowu przeczytajcie, znowu przemyślcie i dopiero piszcie. Fakt jest taki, że mało mnie obchodzi, jak inni rodzice wychowują swoje dzieci. Moje dziecko powinno się nauczyć nie tylko tego, co można robić, a czego nie można robić, ale także przystosować się do życia w społeczeństwie takim, jak jest naprawdę, a nie takim, jakim go ludzie kreują (w telewizji, albo przez niektórych tutaj w postach). Moje dziecko musi wiedzieć, że jeśli będzie małym leszczykiem, to go starsi koledzy będą bili. Tak samo musi wiedzieć, jak kombinować, aby wyjść na swoje (a często nas tego uczą potyczki z rodzicami). Musi wiedzieć, że przyjaźnie są ważne. I musi wiedzieć, że to on ma się przystosować do innych, a nie inni do niego. Tego uczą rodzice, korzystając z dostępnych środków. Jeśli mały jest zbyt uparty, by zrozumieć słowa, to nawet kilka klapsów i krzyk jest wytłumaczonych. Wolałbym pójść do więzienia za swoje wychowanie, niż potem wypuścić takie nieprzystosowane dziecko w świat. "Moje dziecko jest ministrantem, nie przeklina, nie pije, nie pali..." - czyli albo nie ma kolegów, albo jesteś ślepym rodzicem. Wychowanie dzieci powinno się opierać na tym, jak wychowywali nas nasi rodzice, wzbogacone o wiele lat doświadczenia życiowego, łącznie z okresem dorastania.
Szkoda, że poziom zacofania czasami sięga zenitu. Gdy czytam komentarze ludzi pt. "szkoły budują rywalizację, a nie współpracę!", to aż się chce krzyknąć: "To gdzieś Ty się, k*rwa, uczył?!" Polecam tym wszystkim "bezstresowym rodzicom" spojrzeć czasem, co ich dziecko robi. Bo ja za młodu znałem paru takich, co byli bezstresowo wychowywani, a ich rodzice naprawdę wierzyli w to, że ich dziecko jest takie cudowne (nie trzeba dodawać, że wiele z takich dziewczyn zazwyczaj skutecznie się podrywało na kilka drinków). ;)
Szkoda, że moje dzieci będą musiały żyć na świecie w dziećmi takich ludzi. Chociaż... jeśli spojrzeć na to z szerszej perspektywy... to w sumie lepiej, bo przynajmniej będzie im łatwiej zarządzać tym nie_potrafiącym_sobie_poradzić_w_życiu ciemnogrodem. ;) -
@GołąbMafiozo - Dobrze to ujęłaś: masz tylko dwanaście lat. Otóż różnica między poruszaną tutaj tematyką, a tym, co Ty napisałaś, jest punkt widzenia. ;) Po pierwsze: poczekaj, aż zaczną się pierwsze imprezy, pierwsi poważni faceci, pierwsze potrzeby "dorosłej" nastolatki. Po drugie: kto napisał, że każde dziecko trzeba bić? To że Ty jesteś (jak większość dziewczynek w Twoim wieku) takim (według Ciebie) ideałem, nie znaczy, że inne dzieci takie są. Nie wiem, czy wiesz, ale charakterem też się ludzie różnią. Po trzecie: różnicę zrozumiesz dopiero wtedy, gdy spojrzysz nie tylko na siebie (jak to robiłaś, pisząc komentarz), ale także na otaczający Cię świat. Masz problemy dwunastolatki, spojrzenie dwunastolatki, więc i opinię dwunastolatki. A gdy już zobaczysz wiele w życiu i przyjdzie Ci wychowywać własne dziecko na porządnego człowieka, Twoje spojrzenie zmieni się diametralnie.
I tutaj jeszcze słówko ode mnie: efektem tego wychowywania bezstresowego często jest to, że dzieci nie rozróżniają, gdzie mogą sobie na coś pozwolić, a na co nie mogą sobie pozwolić. W skrajnych przypadkach uważają, że ich głos równoważy głos dorosłego (sam byłem dzieckiem, ale dobrze wiedziałem, że nim jestem i że decyzje należą do dorosłych, a nie do mnie). Tym samym dzieci uczą się postawy "ja decyduję", tracąc przy tym cudowną cechę "jak ich namówić". ;) -
@GołąbMafiozo - Bardzo dobrze powiedziane. To, że ktoś pisze, że nie da się bezstresowo wychować dziecka pokazuje tylko bezsilność tego rodzica.
-
Wiem,że z racji swojego wieku,nie powinnam nawet wchodzić na tę stronę. Ale jestem złe dziecko i weszłam. Więc czas na mój wywód: Jestem małą gówniarą,mieszkam z rodzicami i jak na razie prócz przejawów młodzieńczego buntu nie sprawiam problemów i nigdy nie sprawiałam. Moja Mama i mój Tata nigdy nie podnieśli na mnie ręki,nawet nie dostałam głupiego klapsa. Mój rocznik to 99,w lipcu kończę 12 lat. Jak na razie-dobrze się uczę,nie uciekam z domu,nie drę mordy,że chcę umrzeć. Ale zaczęłabym,gdyby któryś z moich rodzicieli mnie uderzył. Kompletnie straciłabym szacunek i zaufanie. Gdyby któryś mnie uderzył,oddałabym bez wyrzutów sumienia-ty mnie szanujesz,ja cię szanuję,ty mnie uderzysz,ja cię uderzę. Teraz twierdzę ,że klepnąć w tyłek można dzieciaka do lat 6 i nie więcej. Później jest to pewnego rodzaju obrazą,przynajmniej ja bym się poczuła urażona,za to ww uderzenie w twarz to ewidentny brak szacunku. Wracając,takim klapsem można tak jakby zwrócić uwagę rozhisteryzowanego bachora,który nie widzi świata poza batonikiem,o którego właśnie walczy. Ja sama bardzo często kłócę się z rodzicami-dorastam. Często płaczę,gdy nikt nie widzi. Ale mam szacunek. Nigdy nie nazwałabym moich Rodziców od 'starych',ale oto niespodzianka-nie wymusili ode mnie szacunku biciem! MAGIA!
Dziecko trzeba umieć wychować. Ja się na tym nie znam,jedynie mogę pokazać perspektywę widzenia takiego małego gnojka jak ja :)
Przepraszam za wszelkie błędy w stylistyce czy ortografii-w końcu mam tylko 12 lat ... -
@Dorota - "Ale jestem za MĄDRYM wychowywaniem i przy okazji jestem zdecydowanie na NIE przeciwko przemocy... zarówno fizycznej, psychicznej jak i emocjonalnej. Na każde dziecko znajdzie się odpowiednia metoda wychowawcza nie urągająca jego godności tylko trzeba chcieć ją znaleźć (jeśli nie umie się samemu - w czym nie ma nic złego, można poprosić o pomoc specjalistę) a nie iść na łatwiznę dając klapsa... "
A kto tu zachęca do jakiejkolwiek przemocy. Dałaś sobie już wmówić, że nawet krzyknięcie to przemoc? Jestem sobie w stanie wyobrazić zrobienie komuś większej krzywdy bez słowa i kontaktu fizycznego niż klapsem. Chociaż uważam, że klaps to ostateczność. Są jednak sytuacje, które trzeba przerwać natychmiast. Pójście do specjalisty i najbardziej wyfilozofowane rozwiązanie za jakiś czas nie ma już żadnego sensu. Znam ze swojego otoczenia sytuację, gdy przechodzący korytarzem nauczyciel zobaczył jak gimnazjalista wymyśla agresywnie sprzątaczkę. Klepnął go w ramie, wyjaśnili sobie wszystko, chłopak przeprosił kobietę i wszyscy w spokoju się rozstali. Świadkami wydarzenia byli uczniowie, którzy byli u tego nauczyciela zagrożeni i donieśli do kuratorium, że stosuje przemoc fizyczną. Nauczyciel miał straszne problemy, chociaż "ofiara tej przemocy" stwierdziła od razu, że takie załatwienie sprawy poza efektem natychmiastowym, dowartościowała go jako osobę. Tak! Chłopak załapał, że decyduje o sobie poprzez fakt ponoszenia konsekwencji czynów. Gdyby np. w sprawę zaangażowano rodziców to czułby się jak gówniarz. Nie usłyszałem od żadnego z pedologów krytykujących tego nauczyciela jak oni by to LEPIEJ rozwiązali. Więc nie dajmy się zwariować z ta przemocą. A tak na marginesie, jeżeli dostałaś w dzieciństwie klapsa to cierpiała twoja godność? -
Popieram akcję w 100%! Powiem to: Dziecko można uderzyc. BUUUUU. Bójcie się faszyści i lewacy! Klaps jest uderzeniem i rodzic ma do niego pełne prawo. Powołuję się na prawo naturalne. Postępowcy i faszyści nic z tego nie zrozumieją bo mają zrypane mózgi. Piszę dosadnie, ale ta uzurpacja rządzących doprowadza mnie do szału. Zbiorą tego żniwo. Jak nie ze strony rozhisteryzowanych hord bachorów z niepoukładaną psychiką - to ze strony "ciemnogrodu", który kiedyś się podniesie i zrobi z kastą rządzących co należy. Nie znacie faszyści dnia ani godziny.
-
@leokadia - bredzisz Pani... bez komentarza...
-
Mnie osobiście nabardziej rozwala, że rozwódka, z którą synowie nic nie chcą mieć wspólnego, a studia ukończyła na miernych ocenach jest czołowym ekspertem telewizyjnym od wychowywania dzieci. Ba, książki pisze (tzn. ktoś tam tłumaczy z amerykańskiego oryginału, a ona firmuje swym nazwiskiem). Lemingi wszystyko łykną, więc mnie nie dziwią zbulwersowane panienki nie odróżniające klapsa od katowania.
-
Nie mam dzieci, ale sama jeszcze parę lat temu byłam dzieckiem i wciąż to pamiętam. Nie jestem za wtrącaniem się państwa w wychowywanie dzieci, ale cieszę się, że propaguje się wychowywanie potomstwa bez przemocy - bez krzyku i rózgi, za to z cierpliwością i wytłumaczeniem, dlaczego tak jest dobrze, a inaczej źle. Uważam, że po bicie sięgają ci, którym po prostu się NIE CHCE zająć dzieckiem, więc klepną w tyłek, aby był spokój.
Ciekawa jestem ile jest osób, które twierdzą, że dobrze jest dziecku przyłożyć lub krzyknąć i same doświadczyły tego w dzieciństwie - i pamiętają dokładnie te sytuacje. Jeśli są takie osoby i uważają, że to dobrze, że były bite, bo dzięki temu wyszły na ludzi - niech się zastanowią, czy to bicie było przyczyną, czy może myślenie i samokontrola dziecka, jakim wtedy byli.
Ja byłam bita. A krzyki słyszałam codziennie i dziś aż podskakuję nawet jak mama tylko podniesie głos. Ze strachu, że znowu krzyknie. Pamiętam niejedną sytuację, w której dostawałam po dupie, a jak się wyrywałam to także po innych częściach ciała - tak, wyrywałam się, bo za każdym razem jednak uważałam, że nie zasługuję na takie traktowanie. NIGDY bicie mnie nie poprawiało mojego zachowania, myślenia ani wiedzy. Za każdym razem zastanawiałam się, dlaczego dostałam i nie wiedziałam. Nie raz bałam się wrócić do domu. I nie - nie pochodzę z tzw. rodziny patologicznej. Przeciwnie - z tzw. "dobrego domu".
Owszem, wyrosłam na porządnego człowieka. Nie jest to nawet w małym procencie zasługą moich rodziców. Oni mnie tylko karmili, gonili do szkoły (nie do nauki bynajmniej), pilnowali tego "co ludzie powiedzą" i bili mnie, gdy uznali, że trzeba. Niestety, nie wybili mi z głowy samodzielnego myślenia, ale na pewno wybili mi z serca miłość i szacunek do nich. Oraz wiarę w ludzi i możliwość zaufania komukolwiek. Nawet moja dalsza rodzina - np. dziadkowie - uważają, że mój dobry charakter jest wrodzony, a nie, że to zasługa dobrego wychowania.
A ze skutków negatywnych bicia mnie zostało to, że dziś często nie panuję nad sobą i wpadam w skrajną, nieopanowaną wściekłość - i sama potrafię uderzyć tak, jak kiedyś sama byłam bita, tyle, że nie dzieci, a inne bliskie osoby. Walczę z tym jak mogę, ale czeka mnie jeszcze wiele pracy nad sobą.
Czy po mojej - szczerej i jak najbardziej prawdziwej - wypowiedzi, nadal uważasz, autorze tej witryny, że bicie dzieci, to nic złego, a wręcz, że to dobra metoda wychowawcza? Moim zdaniem - które opieram na własnym doświadczeniu, na swoich własnych myślach - ten, kto bije własne dziecko, okazuje tylko swoją niedojrzałość. Nie zasługuje na szacunek, a tym bardziej na bycie rodzicem. -
jestem nieco skonfundowana bo nie widzę jakiejś spójności w tym co czytam. I nie wiem jak się do tego ustosunkować.... z jednej strony chciałabym być za a z drugiej jestem przeciw... ja rozumiem sprzeciw wobec bezstresowego wychowania, rozpieszczania dziecka na każdym kroku, wychowaniu małych księżniczek i księciuniów, którzy nie znają kierowanego do nich słowa "nie" przy jednoczesnym nadużywaniu go w swoim słowniku. Jestem jak najbardziej za wychowywaniem dziecka (sama o swoim synu mówię, że ja nie mam grzecznego dziecka - ja mam dziecko wychowywane), reagowaniem w porę na różne niepożądane zachowania itd. Ale jestem za MĄDRYM wychowywaniem i przy okazji jestem zdecydowanie na NIE przeciwko przemocy... zarówno fizycznej, psychicznej jak i emocjonalnej. Na każde dziecko znajdzie się odpowiednia metoda wychowawcza nie urągająca jego godności tylko trzeba chcieć ją znaleźć (jeśli nie umie się samemu - w czym nie ma nic złego, można poprosić o pomoc specjalistę) a nie iść na łatwiznę dając klapsa...
-
Nie lubię porad pań z ekranu lub papierowych poradników, które trącą monopolem na rację o wychowaniu podczas, gdy nie mają bladego pojęcia ani o mnie, ani o moim dziecku. Trzymam się reguły "Dzieci należy bezgranicznie kochać i zachować zdrowy rozsądek wobec każdej zaistniałej sytuacji". Ale po tym co przeczytałam, zagotowałam się. Autor akcji nie odróżnia WYCHOWANIA od PRZEMOCY. I to jest PATOLOGIA.
-
Samemu mnie korciło zrobienie czegoś takiego, ale widzę, że mnie ktoś ubiegł. P O P I E R A M i rozsyłam!
-
Również popieram. Dość wtrącania się państwa w to, co robi w miarę normalny rodzic.
-
"...ale tak jak by móc prowadzić samochód, trzeba mieć prawo jazdy czyli skończony kurs, tak przed byciem rodzicem powinno się skończyć studia pedagogiczne..."
(wpis "Studentki" z 21 marca 2010)
I tu zaczyna brakować słów... Nie mówiąc już o burzy mózgu i plątaninie myśli (choćby o rodzicach sprzed ery Henry'ego Forda) żeby nadążyć za tokiem rozumowania "Studentki".
Widać, jak po tym kiedy wszyscy rzucili się na uczelnie wyższe w celu przedłużenia sobie beztroskiego życia, wygląda poziom "nauczania" i poziom intelektualny studentów.
Oczywiście nie wszystkich...
Choć zdecydowanej większości. Czujących się urażonymi przepraszam i pozdrawiam marketing i zarządzenie i inne takie.
Skwituję utrzymaną w podobnym tonie staropolską prawdą:
"Polska dla Polaków, Ziemia dla ziemniaków".
Pozdrawiam i części z Nas, Polaków, życzę wyrwania się z mentalnej niewoli i mielenia podawanej w mediach papki.
Z poważaniem - Kamil -
BZDURA i jeszcze raz BZDURA. Mieszacie pojęcia. Tu nie chodzi o to by rzucić dzieci w samopas i nie reagować ale bicie? Ja nigdy nie podniosłam ręki na żadne dziecko. I miałam większy posłuch niż matki wrzeszczące na swoje dzieci. A propo głupich przykładów szanownego pedagoga to moja mama tylko RAZ w życiu dostała klapsa i osiągnęła więcej niż jej brat, który non stop był prany za przewinienia. Jak widać nie od tego zależy dobre wychowanie.
-
Najpierw niech zlikwiduja policje i jakikolwiek przymus wobec obywatela... i dadza przyklad ze bicie slabszego jest be... to i ja bil nie bede.
Ale poki jedyna motywacja do robienia glupot (placenia podatkow) jest policyjna pala... to i tym slusznym przykladem kieruje sie w wychowaniu mlodych obywateli. -
Pełne poparcie
-
Gratuluję pomysłu, zgadzam się z Autorem w 100%!
-
Gratulacje dla autora !
Popieram w na 100% xd
porównajcie ilość wejść :
http://kochamniekrzycze.pl/ -
Ta strona to kolejna dowód na to, że jeszcze wiele pokoleń klechistańczyków musi zaliczyć zgona, żeby w końcu była cywilizacja...
-
Popieram ja jak bylem mlodszy oberwalem (kilka) razy po dupie i mogę się teraz przyznać ,że pomagało :p.
-
jesteśmy z Wami
-
Zdecydowanie popieram, część społeczeństwa wychowuje małych terrorystów, których będzie trzeba w dorosłości wyprostować z większym zdecydowaniem (gaz, pałki, wiezienie), aniżeli tym, którym można było to zrobić w dzieciństwie (klaps).
-
Popieram akcje !
-
a ja bym się ucieszyła z tego ostatniego :) byle to był anarchokapitalizm z prawem opartym na zasadzie nieagresji :P
-
Osobiście jestem przeciwny biciu dzieci. Ale wiele osób sobie nie zdaje sprawy, że czasem nie da się tego uniknąć. W pewnym wieku dziecko robi wszystko na przekór, mówi się mu jedno, a robi drugie. Np. dziecko wspina się po półkach, powiesz mu, żeby nie chodziło bo spadnie to nic nie pomoże. Mówisz 10 razy i nadal nie pomaga. Wtedy są 2 opcje albo dać klapsa i zrozumie albo czekać, aż spadnie i zrozumie (oby tylko w szpitalu wtedy nie wylądowało).
Więc osobiście uważam, że powinno się rozróżnić tzw "klapsa" od katowania. prawda jest taka, że potem dzieci w patologicznych rodzinach będą nadal bite, a w normalnych rodzinach rodzice będą się bali klapsa dac zeby nie stracic dziecka. -
Popieram akcję. Dużo osób powyżej wypowiadało się, czy należy bić dzieci, czy nie. I to jest dobre - każdy rodzic ma swoje przekonania i poglądy. Jeśli ktoś ceni Salomona, będzie dziecko czasem łajał. Ktoś, dla kogo idolem są politycy debile optujący za ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, nich dzieci nie karcą. Nie jest problem, czy bić, czy nie. A może tylko czasem, a może codziennie. Problem jest w tym, że władza wtrąca się w moją rodzinę! A rodzina jest bardziej fundamentalnym tworem niż państwo i rząd.
Ustawa ta, nawet jeśli popierana przez niektórych naiwnych dobrych ludzi, przyniesie duża więcej złych owoców niż dobrych, bo pomoże MOŻE TROCHĘ w 1% rodzin, a zaszkodzi (przynajmniej teoretycznie, zakładając pełną wykrywalność karcenia dzieci) w około 80% rodzin. -
Coś na temat:
http://www.demland.info/dem/komiksy/paski/231.png -
Kary cielesne i podnoszenie glosu to narzedzia w wychowaniu dzieci. Ich zaleta, to wyjatkowa prostota uzywania i natychmiastowosc. Wada jest to, ze rania. Chyba nikt nie zaprzeczy, ze bardzo czesto te narzedzia sa uzywane z oplakanym skutkiem dla dzieci. Wielu argumentuje, ze uzywane umiejetnie i umiarkowanie nie przynosza zbyt wiele niszczacych skutkow, a sa wielce uzyteczne.
Zalozmy, ze mamy grupe umiejetnych, umiarkowanych rodzicow, ktorzy bijac i krzyczac lepiej wychowuja swoje dzieci niz robiliby to bez bicia i bez krzyku. Mamy tez grupe bijacych krzywdzicieli. Pytanie: Czy niezaleznie od rozmiarow tych dwoch grup i innych okolicznosci (rozmiar korzysci 1 grupy, rozmiar krzywdy 2 grupy, inne) jestescie zdecydowani pozwalac rodzicom na dowolne traktowanie swoich dzieci? -
jak rzadko popieram. trza dac odpor trockistom. ave!
-
POPIERRRAMMMMM!!! :)
-
POPIERRRAMMMMM!!! :)
-
Popieram dobrze!
-
Sami hodowcy dzieci widzę się wypowiadają. Dziecko to nie przedmiot aby nakładać na nie piętno własności i w taki sposób z nim postępować. Traktujcie dziecko jak człowieka i żadne "kompanije" nie będą potrzebne.
-
Jeśli od początku źle wychowywaliście dziecko, które teraz nie rozumie sensu właściwego postępowania, to teraz jak widać jesteście w stanie tylko likwidować objawy, poprzez bicie, bo podstawy już ciężko przebudować.
Jeśli dziecku niewychowanemu prawidłowo, czyli o zepsutej już psychice próbujecie coś tłumaczyć to rzeczywiście może być problem i wy tłumaczycie sie że trzeba dać mu lanie. Dziecko trzeba od początku prawidłowo wychowywać i uodparniać na głupotę środowiska, wtedy nie trzeba bić.
Wy jako dorośli by coś zrozumieć, rozumiem że wybieracie dla siebie zawsze porządne lanie i wytłumaczenie "bo nie". -
@coxa: Oczywiście, że dzieci należą do Boga, a powierzone są rodzicom, z pakietem praw rodzicielskich i obowiązków wobec potomka, ale dopiero dalej w tej kolejności jest państwo, którego te dzieci są obywatelami. Ta akcja, którą zdecydowanie popieram, nie ma odwrócić położenia Boga i rodziców, stawiając rodziców powyżej, tylko państwa i rodziców, gdyż ono stawia się ostatnimi czasy coraz częściej ponad rodzicami.
-
Głupota cechuje dziecko które pozostawia sie na pastwe losu, bez możliwosci wytłumaczenia mu co jest dobre a co złe co często trzeba zrobić siłą (nie mówię tutaj o żadnej patologi a o naturalnym klapsie czy podniesieniu głosu) doświadczy to co znamy pod nazwą "patologiczne wychowanie".
Powyższy komentarz świadczy jedynie o krótkowzroczności naszego kochanego, uposledzonego społeczeńswa...
podpisje sie pod ideą autora tej strony i bedę propagował tę antyfaszystowską inicjatywe ;)
Dodaj komentarz
Ta strona powstała 16.11.2009. Ostatnia edycja 18.11.2009. Wizyt: 67065.

powiększ obrazek



