Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Rowerowy wypad do Warszawy - 24.08.2012


* Intro

Chęć wybrania się do Warszawy towarzyszyła nam już od dłuższego czasu. Ja i Łukasz mamy za sobą inne wyprawy rowerowe, zazwyczaj zaczyma się niewinnie w formie żartu: "jedziemy do Zakopanego?" - pojechaliśmy, "jedziemy na Słowację?" - pojechaliśmy, "jedziemy do Warszawy?" - do niedawna ta myśl towarzyszyła nam w głowach jako wariacki pomysł. Jednak gdy zobaczyłem że wykopowicz @xpt tego dokonał, to było dla mnie sygnałem że ja też mogę to zrobić. Łukasz, wiesz co - powiedziałem, jedziemy do Warszawy.

Decyzja została podjęta, pozostało ustalić termin i w drogę.

* Przygotowania

- Trasa

Trasa została ustalona przy pomocy Google Maps, Kraków, Warszawa. Pozostało ją jedynie zmodyfikować, ponieważ woleliśmy uniknąć ruchliwych dróg. Pod adresem http://goo.gl/maps/J0Nco można obejrzeć krzywą którą w założeniu mieliśmy podążać. Dodatkowo przerysowałem trasę do Endomonto, aby wybrać później opcję "podążania za trasą" i w razie problemów mieć jasną sytuację na drodze. Na wszelki wypadek wydrukowałem też mapy miejscowości przez które mieliśmy przejeżdżać oraz newralgicznych miejsc. Łukasz na skrawku papieru narysował mikro mapę.

- Sprzęt

Jechałem na rowerze "Ghost EBS Special II" z jakimś starym, lekkim amortyzatorem "Skareb". Opony standardowe, ale prawie zupełnie zdarte, co w tym wypadku było niewątpliwie plusem. Zamontowałem bagażnik do którego przytwierdziłem plecak. Rower wyposażyłem również w uchwyt na telefon domowej roboty. Nie zabrakło wyposażenia w postaci lampek(przód+tył), licznika(Sigma, przed wyjazdem zmierzłem obwód opony i skontrolowałem jego ustawienia), koszyka na "bidon", rogów(przy dłuższej jeździe naprawdę pomagają). Zabrakło natomiast pompki, która od jakiegoś czasu działa na odwrót.

Łukasz jechał na Radonie z amortyzatorem RockShox Reba. Opony nowe z dość dużym bieżnikiem, co niewątpliwie utrudniało jazdę. Łukasz jest Hardcorem, jechał bez bagażnika. Wszystko upchał w sakwach pod siodełkiem i ramą. Rower wyposażony został w dwa liczniki, niestety, żaden z nich nie działał tak jak powinien(jedynie jeden pokazywał temperaturę). Pozostałe wyposażenie to zestaw lampek, koszyk na bidon, pompka, dwie dętki, łatki samoprzylepne oraz lusterko(świetna sprawa na takie wyprawy, moje niestety zostało uszkodzone)

- Ubiór

Jako że temperatura według meteo.pl miała być dość wysoka, również w nocy, ubrałem się raczej lekko. Krótkie spodenki, podkoszulek, halówki, czapka z daszkiem, kamizelka odblaskowa, a na noc bluza z kapturem. Łukasz podobnie z tym że bez bluzy i w sandałach(+skarpetki na noc).

- Jedzenie & Picie

Przed wyjazdem wyposażyłem się w kilka energy drinków, wodę 1.5l, snickersa, czekoladę, brzoskwinie (miały być banany ale były jakieś zielone to nie kupiłem), bułki. Z tego nie tknąłem czekolady i bułek. Łukasz ze względu na brak miejsca, musiał zadowolić się wodą, jakimś poweradem, snickersem i dwoma waflami ryżowymi(z tego jednego mu zjadłem).

Po drodze oczywiście uzupełnialiśmy zapasy, głównie o wodę w butelkach 1.5l.

- GPS, google maps, endomondo, smartfon

Prawie cała trasa została nagrana za pomocą aplikacji Endomondo. Aplikacja została zainstalowana na HTC Wildfire S, który został przytwierdzony do kierownicy za pomocą uchwytu własnej roboty. Zrobiłem też dodatkowe zasilanie. Zlutowałem razem złącze USB, kabelek i koszyczek na cztery Baterie AA. Zestaw akumulatorków Eneloop 2k starczył tylko na jedno ładowanie, na szczęście miałem dwa takie zestawy i telefon padł gdy już dojechaliśmy do Warszawy. Przy czym starałem się nie włączać internetu i nie używać Google Maps.

Właśnie dzięki temu na Endomonto została zapisana prawie cała trasa.

- przygotowanie fizyczne

Decyzja o wycieczce do Warszawy została podjęta spontanicznie, dlatego nie było czasu na konkretne przygotowanie. Dawno nie jeździłem w dalekie trasy(więcej niż 20km), dlatego przed wyjazdem postanowiłem się lekko sprawdzić i przejechałem 40km(http://www.endomondo.com/workouts/84056440). Łukasz dość często jeździ na rowerze, jego

poprzedni rekord to 330km, także nie było mowy o niedojechaniu do celu.


* Opis wyprawy

Po nasmarowaniu łańcuchów, dopompowaniu dętek i amortyzatorów w końcu wyruszyliśmy o godzinie 13:15 (24.08.2012).

Uoy5ah

Pierwszym checkpointem była Skała, pod górkę, ale miał to być jeden z nielicznych podjazdów. Po skonsumowaniu mini-snickerca i popiciu wodą, wyjechaliśmy z runku. Po chwili zapytałem Łukasza:

- dlaczego jedziemy pod prąd?

- nie wiem

Po czym zjechaliśmy z ronda i ruszyliśmy dalej.

Następnym celem był Wolbrom do którego trafiliśmy szybko. W Wolbromiu poczuliśmy lekki głód. Kilka pytań o drogę do pizzeri i kilka chwil później jedliśmy bardzo dobrą pizzę. Niestety zostaliśmy zaatakowani przez miejscowe pszczoły, także konsumpcję dokończyliśmy na stojąco przed pizzerią. Następnie przyszedł czas na przestudiowanie mapy, aby wiedzieć gdzie dalej jechać.

- Łukasz, masz mapę?

- Myślałem że Ty wziąłeś..

W ten sposób zostaliśmy bez mapy, jakby tego było mało, nie wgrałem na telefon trasy którą wcześniej wyznaczyłem w Endomondo. Także jeśli chodzi o podręczną nawigację pozostały nam wydruki oraz ręcznie robiona mapka Łukasza. Tutaj na pewno wiele pomogli ludzie którzy byli bardzo pomocni i wskazywali odpowiednią drogę. Oczywiście kierowaliśmy się również znakami. Smartfon był ostatnią deską ratunku ponieważ moim priorytetem było nagranie całej mapy w Endomondo, a bateria dość szybko padała.

Zaraz za Wolbromiem, koło Łobzowa zostaliśmy przywitani przez UFO oraz Batmana:

sWEfRh
n3hWMh



Od tych emocji tasiemce się odezwały i musieliśmy je nakarmić:

MCeqxh
4pf4Ch



Kilka kilometrów dalej, niedaleko miejscowości Otola, postanowiliśmy przejechać lekkim skrótem:

pH3Jsh
iW0UIh



Następnym naszym przystankiem były Szczekociny, gdzie odbywał się odpust i była masa ludzi. Łukasz skorzystał i wchłonął dwa lody. Pan Historyk studiujący niegdyś w Krakowie, zrobił nam zdjęcie, po czym pojechaliśmy dalej.

hHqu5h

Włoszczowa, do której dojechaliśmy o zmroku, została zdobyta po przejechaniu ponad stu kilometrów. Po lekkim pobłądzeniu odnaleźliśmy Biedronkę i wyposażyliśmy się w kolejne energy-drinki, wafle ryżowe(węglowodany), snickersy i wodę. Zaczęło się też robić lekko chłodno, dlatego po ubraniu podkoszulków, zapytaniu o drogę - ruszyliśmy dalej.

Na tym etapie jechało nam się bardzo dobrze, nie czuliśmy większego zmęczenia, nie odczuwaliśmy żadnego dyskomfortu fizycznego czy psychicznego.

Jazda w nocy jest oczywiście mniej komfortowa niż w dzień. Lampki rowerowe w które byliśmy wyposażeni nie oświetlały wystarczająco drogi, dlatego nie zawsze można było jechać z większą prędkością. Trzeba również wytężać wzrok aby nie wpaść w jakąś dziurę, czy w kogoś nie wjechać. Tutaj apeluję do rowerzystów i pieszych, ubierajcie się tak, aby było was widać. My byliśmy ubrani w kamizelki odblaskowe, mieliśmy komplet lampek oraz elementy odblaskowe na rowerach. Do plusów jazdy w nocy niewątpliwie należał fakt że ruch był minimalny, dzięki temu można było jechać bliżej środka jezdni, gdzie nawierzchnia ma mniej dziur i łat. Jeśli chodzi o minusy to oślepiające auta z naprzeciwka, najczęściej włączonymi światłami drogowymi. Tutaj przydała się czapka z daszkiem.

Następnym miastem które zdobyliśmy było Końskie. W końskich poczuliśmy już lekkie zmęczenie i głód. Na szczęście Łukasz wypatrzył otwartego Kebaba, także zjedliśmy na ciepło po dwa. Szczęście, bo 10 minut później i byśmy wcinali suche żarcie. Gdy jeden z klientów usłyszał skąd i dokąd jedziemy, zapytał nas co bierzemy, zgodnie z prawdą odparliśmy - kebaby. Po trochę dłuższej przerwie, odnaleźliśmy wyjazd na drogę 728 i zaczęliśmy dalszą podróż. Po przejechaniu 200 metrów, zajechał nam drogę radiowóz.

- Skąd jesteście? Gdzie jedziecie?

- z Krakowa, jedziemy do Warszawy

- Ale po co?!

- ...

- No, to włączcie lampki żeby było was widać. Dobrej drogi życzymy.

Tak, po wyjechaniu z centrum, nie włączyliśmy lampek, miasto było jeszcze oświetlone także nawet tego nie zauważyliśmy. Na szczęście na upomnieniu się skończyło, i pojechaliśmy dalej.

Od tego momentu droga stała się prosta i monotonna. Do tego noc i brak punktów zaczepienia. Jazda przekształciła się w lekki trans. Kilka kilometrów dalej uzupełniliśmy wodę na stacji, i pojechaliśmy dalej, w kierunku Nowego Miasta Nad Pilicą, które było oddalone około 200km od punktu startowego. Od około 180km Łukasz zaczął odczuwać ból nadgarstków, co było później efektem zmniejszenia prędkości jazdy. Tutaj trzeba się zastanowić czy rękawiczki w takiej sytuacji by pomogły, my jechaliśmy bez rękawiczek, ale może warto w nie zainwestować. Jeśli chodzi o mnie to również zacząłem odczuwać dyskomfort, ale w okolicach "siedzenia". Po następnych 50km dyskomfort przekształcił się w ból. To był moment w którym postanowiłem że muszę kupić spodenki rowerowe z pieluchą, i w każdą wycieczkę powyżej 150km muszę takowe ubierać. Ból zniechęca do dalszej jazdy, jednak musieliśmy dotrzeć do obranego celu, co powtarzałem i sobie, i Łukaszowi. Podsumowując, okolice 200km były granicą gdzie kończyła się przyjemna jazda, a zaczynała się walka z organizmem i chęć jak najszybszego dotarcia do celu, który był oddalony o kolejne 100km.

Następnym przystankiem było Nowe Miasto nad Pilicą, w którym zrobiliśmy sobie dłuższą przerwą. Po przerwie zaczął padać deszcz, także po znalezieniu odpowiedniego schronu (PKS), odpoczywaliśmy kolejne 10 minut. Jak tylko przestało padać ruszyliśmy dalej. Jazda w deszczu nie jest zbyt przyjemna, zwłaszcza w nocy, bez błotników i odpowiedniego ubrania.

Po przejechaniu kilku kolejnych kilometrów, zaczęło się robić jasno, jednak pogoda nie zapowiadała się zbyt dobrze. W Grojcu, na następnym postoju, zbierały się chmury. Po skonsumowaniu tego co zostało, ruszyliśmy dalej. Po kilku minutach dla pewności zapytaliśmy przechodnia czy dobrze jedziemy na Warszawę. Odparł że Warszawa jest w zupełnie odwrotnym kierunku. Tak więc, zawróciliśmy. Dojechaliśmy do drogi ekspresowej, gdzie rowery wjazdu nie mają. Poirytowani że człowiek wskazał nam złą drogę znaleźliśmy inną, która prowadziła do 722ki którą mieliśmy jechać.

Jak się okazało po powrocie, i przestudiowaniu mapy, miejscowy powiedział nam dobrze, jednak źle pojechaliśmy na jednym rondzie. Właśnie dlatego należy mieć ze sobą mapę.

Za Grojcem zaczęła się już konkretna męczarnia, Łukasz powoli wysiadał, a ja z kolei jak najszybciej chciałem znaleźć się w Warszawie, bo odpadał mi tyłek. Do tego droga między Grojcem a Piasecznem była tragiczna, dziura na dziurze, nierówności, przepaści i tak dalej.

Także gdy tylko znaleźliśmy się w Piasecznie była to wielka ulga, ponieważ z Piaseczna do Warszawy pozostał do przejechania niewielki odcinek.

Warszawa

B4Gkth

Udało się!

Dojechaliśmy do Warszawy, pozostało tylko dojechać do centrum i spotkać się z @xpt.

Po kilku chwilach Michał nas lokalizował i pojechaliśmy na frytki/kolę. Następnie Michał obwiózł nas po Warszawie, naprawdę bardzo się starał, opowiadał. Niestety ja z Łukaszek ledwo kontaktowaliśmy, także raczej był to monolog. Tak czy owak super że po nas wyjechał :)

Jako że jak najszybciej chcieliśmy odpocząć, od razu kupiliśmy bilety na pociąg do Krakowa(56zł+9,10zł rower). W tym momencie w Warszawie zaczęło ostro padać, także dobrze że zdążyliśmy przed deszczem.


Podsumowanie

Z wycieczki jesteśmy zadowoleni. Według licznika przejechaliśmy razem 341.91 km, wliczając jazdę po Warszawie. Zajęło nam to 20 godzin i 45 minut, w tym 16 i pół godziny na rowerze. Średnia prędkość to 20.72hm/h, maksymalna to 56.29km/h.

2xaKDh

od lewej: Łukasz, Michał, Ja

..i padnięci wracamy do Krakowa :)

dBbpQh




zdjęcia:

http://imgur.com/a/EV1Qx/layout/blog

http://imgur.com/a/7lLQq/layout/blog

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.