Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Jak przegramy to co zyskamy?

Rynek aż do Władywostoku

Po przegranym powstaniu styczniowym w ciagu 20 lat

==============================================================


Podbój Rosji w polskim stylu

25.08.2014 15:26 , ostatnia aktualizacja 25.09.2014 15:05

Andrzej Krajewski

Redakcja

Andrzej Krajewski Dziennikarz, historyk

Przez pierwsze kilkadziesiąt lat zaborów Polacy w państwie carów byli obywatelami drugiej kategorii. A potem przejęli kontrolę nad sporą częścią gospodarki

inShare

Polscy przedsiębiorcy w Rosji

Polscy przedsiębiorcy i inżynierowie stworzyli pod koniec XIX wieku "polską mafię" w Petersburgu

(trzeci z prawej Andrzej Wierzbicki, późniejszy minister przemysłu w pierwszym rządzie niepodległej Polski).

fot. Narodowe Archiwium Cyrowe

jak polscy przedsiebiorcy budowali rosyjska gospodarke artykuly 181911 1 1 1



Zestrzelenie malezyjskiego boeinga 777, najprawdopodobniej przez wyeksportowanych na Ukrainę przez Putina żołnierzy obsługujących wyrzutnię rakiet przeciwlotniczych „Buk”, może zmienić relacje gospodarcze w Europie. Na sankcje ekonomiczne Zachodu Kreml stara się odpowiedzieć uderzeniami w interesy państw uznawanych za najbardziej mu wrogie. Tym sposobem na pierwszej linii frontu znaleźli się polscy sadownicy, którzy sprzedawali rosyjskim odbiorcom rocznie owoce na kwotę ponad 1,2 mld złotych. Wprowadzone pod koniec lipca embargo zapewne okaże się początkowo bardzo bolesne. Ale sadownicy mają szansę na unijną pomoc i mogą szukać innych rynków zbytu. Natomiast Rosja, zrywając kolejne związki ekonomiczne z Zachodem, funduje swojej gospodarce transformację, której skutków nie sposób przewidzieć. Kiedy półtora stulecia temu imperium Romanowów uwikłało się w wojnę krymską, nikt nie sądził, że przyniesie ona szansę na awans cywilizacyjny… Polakom.

Zobacz: Jak Zachód wspierał komunizm

Zaraz po wybuchu wojny krymskiej w 1853 r. z Rosji zaczęli wycofywać się angielscy inwestorzy. Akcjonariusze istniejącej od ponad trzydziestu lat w Warszawie Fabryki Machin Braci Evans na gwałt szukali kogoś, kto odkupiłby ich udziały. Okazyjna cena skusiła utalentowanego konstruktora maszyn rolniczych Stanisława Lilpopa i jednego z dyrektorów w firmie, spolszczonego Niemca Wilhelma Raua.

Po przejęciu fabryki, gdy przekonali się, że posiadają zbyt mały kapitał, zaprosili do spółki jeszcze Seweryna Jakuba Loewensteina, siostrzeńca Leopolda Kronenberga, najpotężniejszego bankiera w Królestwie Polskim.

Gwarantowało to im dostęp do tanich kredytów.

Zawarty z rozsądku związek Polaka z Niemcem i polskim Żydem przyniósł znakomite efekty.

Po przegranej wojnie krymskiej Rosja zaczęła łożyć coraz większe środki na budowę linii kolejowych. Jedynie dzięki nim dawało się szybko przerzucać wojsko do odległych miejsc na terenie ogromnego imperium. Lilpop, Rau i Loewenstein (LRL) uruchomili więc wytwórnię wagonów i szyn. Nauczyli się też zdobywać zamówienia rządowe, dając łapówki odpowiednim urzędnikom. Stali się głównym dostawcą szyn i taboru dla powstającej wówczas Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.

Znakomitą okazję przyniósł kryzys gospodarczy, który ogarnął Rosję w 1882 roku. Lilpop, Rau i Loewenstein, korzystając ze zgromadzonego kapitału i wsparcia Kronenbergów, przejęli aż 14 największych rosyjskich stalowni i stworzyli koncern metalurgiczny, który mógł zawłaszczyć większość kontraktów kolejowych.

„Łapówki przesądziły o sile polskiego kartelu stalowego, zorganizowanego w roku 1882” – twierdzi Andrzej Chwalba w książce „Imperium korupcji”.

Wedle danych rządowych w 1883 r. aż 90 proc. nowych szyn zamawianych przez spółki kolejowe w Rosji pochodziło ze stalowni LRL.

W Petersburgu poważnie tym zaniepokojony minister komunikacji K.N. Pusset donosił carowi Aleksandrowi III w swym raporcie, że

kartel warszawski „osiągnął możliwość wyznaczania cen na szyny niezależnie od ich rzeczywistej wartości, ale stosownie do osobistych korzyści fabrykantów”.

A głównym inwestorem było państwo rosyjskie.

Taka sytuacja w krajach zachodnich zwykle przynosiła szybką reakcję rządu, który rozbijał monopol ciągnący dochody z państwowej kasy. Natomiast w Rosji wszystko rozmywało się za sprawą korupcji. Wprawdzie rząd w Petersburgu wprowadził na granicy Królestwa Polskiego wysokie cła na szyny, lecz LRL przeniósł ich produkcję do Zagłębia Donieckiego. Jednocześnie nawiązano bliską współpracę z kluczowymi spółkami kolejowymi, by wspierać się wzajemnie.

Kiedy więc dziesięć lat później powstawała Kolej Transsyberyjska, koszt położenia jednej wiorsty (czyli ok. 1066 metrów) torów wynosił 70 tys. rubli, choć powinien ok. 35 tys. rubli. Tymczasem skorumpowane państwo rosyjskie płaciło bez protestu. „Dzięki wysokim cenom i premiom rządowym wysokie koszty wstępne (łapówki) szybko i z zyskiem się zwróciły” – opisuje prof. Chwalba.

W państwie rosyjskim – jak podkreśla prof. Chwalba – to „urzędnicy rozstrzygali o przydziale zamówień dla danej firmy na budowę kolei żelaznych, dróg, mostów, produkcję dla wojska materiału i sprzętu wojennego, ustalali listy dostawców poszczególnych towarów dla armii, podejmowali decyzje o ulgach podatkowych i przywilejach finansowych banków i towarzystw kredytowych i ubezpieczeniowych, o przydziale koncesji na eksploatację kopalin, ziemi, lasów rządowych (…)”.

W takiej rzeczywistości Polacy i polscy Żydzi potrafili poruszać się nadzwyczaj zręcznie

. „Do najaktywniejszych na «rynku» rządowych zamówień i koncesji należeli przemysłowcy i finansiści z Królestwa Polskiego”

– twierdzi prof. Chwalba.

W tym samym czasie imperium finansowe budował Jan Gottlieb Bloch. Będąc siódmym dzieckiem Selima Blocha, właściciela zakładu tekstylnego w Radomiu, karierę zaczynał od posady pisarza w majątku Hołyńskich na Podolu.

Wybił się dopiero po wyjeździe do Petersburga.

Tam założył w 1860 r. firmę Enterprise Bloch, która dostarczała podkłady pod tory Kolei Warszawsko-Petersburskiej.

Gdy zdobył pierwszy milion, poślubił bratanicę Leopolda Kronenberga – Emilię, i wrócił do Królestwa.

Znajomości w stolicy imperium oraz zdobyte doświadczenie sprawiały, że znakomicie poruszał się w realiach systemu zamówień państwowych, zyskując wciąż nowe kontrakty na budowę dróg żelaznych i w końcu tytuł „króla kolei”.

W podobnym czasie co Bloch swoją pierwszą firmę założył Konstanty Rudzki.

Absolwent paryskiej École Centrale des Arts et Manufacture (Centralnej Szkoły Sztuki i Rzemiosła)

uruchomił fabryczkę produkującą odlewy żelazne, a z czasem także narzędzia i maszyny rolnicze. Po piętnastu latach istnienia, w 1873 r.,

Fabryka Machin i Odlewów Żelaznych K. Rudzki i Spółka przekształciła się w przedsiębiorstwo akcyjne o kapitale 2 mln rubli, zatrudniające ponad tysiąc robotników.

I był to dopiero początek jej ekspansji.

Za sprawą łapówek wręczanych odpowiednim osobom zdobyto kontrakty na budowę mostów kolejowych w głębi Rosji, m.in. na Wołdze, Newie, Dwinie, Amu-darii etc. Po przyjęciu do współpracy kilku mniejszych rosyjskich firm przedsiębiorstwo nazywane w skrócie K. Rudzki i S-ka wykonywało 17 proc. robót mostowych na terenie całego imperium. Ukoronowaniem jego działalności stało się m.in. zdobycie w 1904 r. kontraktu na budowę mostu Poniatowskiego (wówczas nazwanego Mikołajewskim) w Warszawie. Wedle dziennikarza „Kuriera Warszawskiego” Ignacego Balińskiego, firma K. Rudzki i S-ka, aby dostać rządowy kontrakt, musiała przesłać do Petersburga łapówki na zawrotną sumę 100 tys. rubli.

Rosyjski minister spraw wewnętrznych Iwan Goriemykin na początku 1897 r. musiał stawić się u Mikołaja II osobiście, aby złożyć wyjaśnienia w sprawie informacji podanych przez dziennik „Nowoje Wremia”. Gazeta donosiła, że 20 proc. budowniczych Kolei Transsyberyjskiej to Polacy.

Cara bardzo niepokoiło to, że naród podejrzewany o ciągłe knucie spisków przeciw imperatorowi odegrał taką ważną rolę przy realizacji strategicznej inwestycji.

Minister mógł jednak tylko bezradnie rozłożyć ręce.

Państwo rosyjskie miało zbyt mało inżynierów, przemysłowców i inwestorów, by móc sobie pozwolić na rezygnację z usług Polaków.


Niedługo potem ruszyła budowa ważnego odgałęzienia Kolei Transsyberyjskiej, nazwanego Koleją Wschodniochińską. Minister finansów Siergiej Witte zdecydował, że będzie nią kierować Stanisław Kierbedź, którego bardzo wysoko cenił. Bratanek sławnego konstruktora mostów był współudziałowcem spółki Władykaukaz Railroad i wcześniej nadzorował m.in. kładzenie torów na linii z Noworosyjska do leżącego nad Morzem Kaspijskim Baku. Na Dalekim Wschodzie Kierbedź również spisał się znakomicie, przy okazji dbając o to, żeby na budowie Kolei Wschodniochińskiej zatrudnienie znalazło ponad 7 tys. rodaków.

Potem zaś, wedle danych przytoczonych przez Mariana Kałuskiego w monografii „Polacy w Chinach”,

spośród 65 urzędników pełniących funkcje kierownicze na Kolei Wschodniochińskiej aż 21 pochodziło z Królestwa.

Polacy swój sukces zawdzięczali więc nie tylko umiejętności wręczania łapówek, ale przede wszystkim poczuciu narodowej solidarności.

Polska kolonia stworzona przez bankierów, przemysłowców, prawników, arystokratów etc. powstała w Petersburgu pod koniec XIX w. Dzięki zdobytemu bogactwu, wykształceniu oraz przebojowości potrafili znakomicie radzić sobie w sferach rządowych.

A jednocześnie pozostawali zamkniętym środowiskiem wspierającym się nawzajem. Trzon tej grupy tworzyli:

Stanisław Glezmer, Ignacy Jasiukowicz, Władysław Żukowski, Adolf Wolski i Andrzej Wierzbicki. Znano ich powszechnie w „miarodajnych sferach przemysłowych w Petersburgu,

Moskwie lub na południu Rosji czy w ministerstwach gospodarczych: Skarbu, Przemysłu i Handlu, Kolei lub Kontroli Państwowej” – wspominał Andrzej Wierzbicki na łamach swego dziennika „Żywy Lewiatan”.

Każdy z nich cieszył się sławą genialnego menedżera.

Glezmer zdobył sobie taki szacunek wśród przemysłowców, że ci wybrali go najpierw na prezesa Rosyjskiego Cesarskiego Towarzystwa Technicznego, a potem prezesa Związku Fabrykantów i Przemysłowców Petersburskich. Na swoją sławę Ignacy Jasiukowicz zapracował tym, że po objęciu prezesury zakładów dnieprowskich uczynił je po 1900 r. jednym z najpotężniejszych koncernów metalurgicznych w Rosji. To on wypromował inżyniera Adolfa Wolskiego. Wspólnie stworzyli Radę Zjazdów Przedstawicieli Przemysłu i Handlu, skupiającą prezesów największych spółek akcyjnych w imperium. Po czym Wolski został szefem całej organizacji. Natomiast Władysław Żukowski, po odniesieniu sukcesu na stanowisku dyrektora Briańskich Zakładów Metalurgicznych, wrócił do Królestwa i wziął na siebie rolę łącznika między środowiskami przemysłowymi w ojczyźnie a polską mafią w stolicy imperium. „Toteż powaga, jaką zdobył w Petersburgu, i jego więź z krajem dały mu mandaty poselskie z Królestwa do drugiej i trzeciej Dumy Państwowej” – zanotował Wierzbicki, sam sprawujący funkcję sekretarza Rady Towarzystwa Fabrykantów w Petersburgu.

Narodziny tego nieformalnego układu stanowiły na początku XX w. dla polskich przemysłowców prawdziwy dar niebios. Stanisław Glezmer „pomimo że jego wielostronna, rozległa działalność bardzo go absorbowała, był niezmiernie uczynny. Mnóstwo znajomych i nieznajomych z kraju zwracało się do niego listownie o pomoc w różnych sprawach, które opierały się o Petersburg. Nigdy nikomu nie odmówił, zawsze udzielił rzeczowych wskazówek, nieraz interweniował osobiście” – wspominał Andrzej Wierzbicki.

A tak skuteczne dojścia w Petersburgu stanowiły dla każdego najlepszą gwarancję biznesowego sukcesu. Jednym z jego widocznych efektów stało się to, że przed wybuchem I wojny światowej, wedle Andrzeja Wierzbickiego, „Polacy w Rosji wyrobili sobie dobre imię: szanowano ich”.

Na poparcie tej tezy sekretarz Rady Towarzystwa Fabrykantów w Petersburgu przytaczał historię, jak pewnego razu w gazecie „Torgowla i Promyszlennost”

wydawanej przez ministerstwo skarbu natrafił na ogłoszenie buchaltera chcącego zmienić pracę. Specjalnie podkreślił on w ofercie, że jest Polakiem, co natychmiast wywołało zainteresowanie pracodawców.

Ponieważ „było rękojmią, że nie pije i jest uczciwy” – twierdził Wierzbicki.


http://www.forbes.pl/jak-polscy-przedsie.....1,1,4.html

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.