MALINA BŁAŃSKA
Stado
Co słychać u szczęśliwego wdowca.
Od razu widać, że lepiej się wiedzie. Grzegorzowi Zakrzewskiemu przytyło się trochę. Znany reproduktor z Kraszewa koło Działdowa, którego żona 2 lata temu zmarła z wycieńczenia po dwunastym porodzie, dochodzi do siebie w nowym, przydzielonym przez gminę mieszkaniu w Iłowie. Gdyby nie śmierć żony i interwencja mediów, jego rodzina nie miałaby teraz trzech pokojów, łazienki i kuchni. Dalej gnietliby się w 12-metrowej izbie z wiadrem na siku i teściową na łóżku obok.
Pan Grzegorz trzyma mnie w drzwiach: – Właśnie żem miał gdzieś jechać.
Zmienił się. 2 lata temu chętnie opowiadał o ulubionych pozycjach łóżkowych i potrzebach libido. Dziś trzeba go prosić o wywiad. Przypominać, ile zawdzięcza dziennikarzom.
Kąty
To mieszkanie jest drugim, które Zakrzewski i jego 11 pociech dostało od gminy. Pierwsze też było w Iłowie. Koło stawu. Wszystkie te programy i artykuły o bezrobotnym wdowcu z chmarą dzieci zrobiły wrażenie na wójcie. Już po dwóch miesiącach od śmierci Barbary, żony Grzegorza, przydzielił mieszkanie. Dwa duże pokoje, ale bez łazienki. Pan Grzegorz liczył na więcej. Po roku dostał trzy pokoje w wyremontowanym mieszkaniu urządzonym w biurach starego dworca. Dzieciaki mają blisko do świetlicy i na obiady do szkoły. Pociągi zatrzymują się na podwórku i z chorymi na białaczkę synami łatwiej jechać do szpitala. Jednak to dla pana Grzegorza nadal nie jest to.
Głowa rodziny wścieka się, że rury są niedomalowane i ściany wilgotne: – E, w cholerę z taką pomocą! Te pociągi, co jeżdżą do Olsztyna, to i tak są za wcześnie – o 5.30. Przez te głupie połączenia marnuje się cały dzień.
Sąsiedzi też niemądrze dobrani. Piją i burdy robią. Ostatnio dzieciaka uderzyła sąsiadka. Miał siniaka, ale pan Grzegorz nie zrobił obdukcji, bo twierdzi, że musiałby za nią zapłacić, a on przecież wciąż nie pracuje.
Przez to mieszkanie to tylko same problemy. Teściowa pana Grzegorza, która oficjalnie nadal mieszka w Kraszewie, w rzeczywistości śpi z 3-letnią Patrycją w Iłowie. Chcą jej odebrać tamtą 12-metrową klitkę. Klitka jest babci, bo ją kupiła, ale nie przepisała notarialnie i teraz właściciele – ci, co są w papierach – chcą jeszcze raz pieniędzy. Bo w telewizji widzieli, że pieniądze na Zakrzewskich zbierano.
Grosze
Z telewizyjnej zbiórki pan Grzegorz dostał furę pieniędzy – 300 tys. zł. Trzeba było aż trzech prawników z opieki społecznej, aby go przekonać do założenia dzieciom lokat. Żeby od razu nie wydał wszystkiego, nie kupował domu ani samochodu. Żeby zabezpieczył dzieci. Sam przecież był z bidula i startu nie miał żadnego. W końcu założył. Każdemu z dzieci, razem z Kamilą, tą po porodzie, która po śmierci matki została oddana do rodziny zastępczej, przydzielił po 25 tysięcy. Po ukończeniu pełnoletności dostaną pieniądze.
Resztę – niecałe 30 tysięcy – Zakrzewski dostał dla siebie. Opieka zadbała, aby nie wydał wszystkiego naraz. Co miesiąc mógł brać 500 zł. Jak chciał więcej, to musiał napisać, po co. To pisał. Kupił płaski telewizor 36 cali, bo poprzedni się zużył, i kilka innych przedmiotów. Z pieniędzy niewiele zostało, a pan Grzegorz ma uraz, bo opieka społeczna, oprócz wszystkich zasiłków – w sumie prawie 3 tys. zł miesięcznie – nie chce mu już pomagać. Jak poszedł po pieniądze na przedszkole dla dwójki dzieci – 300 zł – to naczelnik powiedział, że pieniądze ma na koncie.
– Rozumie pani? Mi, ojcu tylu dzieci, tak powiedział.
Zakrzewski ma dobrą pamięć do pieniędzy. Pamięta, że od Polonii z Chicago przyszło 1000 dolarów, że z Niemiec niemal 200 euro. Reszta to słodycze i ubrania.
Doświadczenie w kontaktach z mediami dużo mu dało. Już nie pozostawia wątpliwości dla ludzi dobrej woli. Nie chce, by zastanawiali się, jakie czekolady lubią jego dzieci i jakie rozmiary ubrań noszą. Wszystko jest.
– Pani napisze, że tylko pieniądze potrzebne.
Dzieci
Jako specjalista, któremu przyszło błyszczeć w telewizji kilka dni po śmierci żony, umieocenić ekipy dziennikarskie, które przez rok od tego smutnego wydarzenia go odwiedzały.
– Z „Interwencji” dla mnie byli niepoważni, bo wyszło im, że żona z głodu umarła. Najbardziej profesjonalni byli z TVN 24, bo na żywo szło.
– A gazety? „Polityka”, „Super Express”?
– Nie czytam gazet w ogóle.
– Nie brakuje panu tego medialnego szumu?
– Czasem brakuje. Jak mi się tęskno robi, to biorę telefon i se dzwonię do takiego TVN.
Ciężar popularności odczuł, gdy po kilku miesiącach przyszedł pierwszy anonim. Ktoś napisał, że zamordował chujem własną żonę. Cztery razy listonosz przyniósł takie listy, ale Zakrzewski rozumie, że ludzie tacy są. Zazdroszczą, jak komuś się wiedzie.
Na początku, 2 lata temu, myślał, że szybko znajdzie następną kobietę. Że będzie rodzić mu następne dzieci. Ale nic z tego. Ludzie we wsi opowiadają o jednej, co jak się dowiedziała o tych 300 tysiącach, to przyczłapała do niego, ale wiadomo – z pieniędzy nici. To i z miłości nici.
Zostały więc tylko te dzieci, które już są. Z każdą pełnoletnością odchodzi panu Grzegorzowi zasiłek na kolejne dziecko. Odeszły już trzy – za Łukasza, Daniela i Ewelinę.
Zakrzewski dalej się upiera, że nie będzie pracował. Dostał propozycję od prezydenta miasta ze Śląska, nie pamięta dokładnie, jakiego, żeby przenieść się tam z rodziną. Prezydent oferował mieszkanie, szkoły, przedszkola, opiekę medyczną dla chorych dzieci, pracę dla pana Grzegorza. I co?
– Nie skorzystałem. Tym bardziej że tam mało konkretów było. O zarobkach też nic nie mówił, a ja, żeby wyjść na swoje, to jakieś 4 tysiące musiałbym zarabiać.
No to co? Opiekuje się dziećmi. Żyje z nich i dla nich. A kolejne pokolenie Zakrzewskich?
Ewelina, 20 lat, wyszła za mąż. Nie pracuje. Pan Grzegorz na razie nie ma zastrzeżeń do zięcia. Młoda żona ma 4-miesięczną córkę. Pieniądze wydała na wesele.
Daniel, 23 lata, kupił sobie komputer, bo gdy Ewelina wyprowadziła się do Grzebska, wzięła ze sobą komputer, który dostała z darów od człowieka dobrej woli. I nie było w domu komputera, a był internet, bo ten, co podłączał podarowany komputer, przyłączył biednym dzieciom sieć za darmo. Parę groszy dał mężowi Eweliny, bo wesele było drogie. Reszta się rozeszła. Teraz siedzi w domu i gra.
Łukasz, 18 lat, też kupił komputer. Lepszy niż ten Daniela, który cały czas grał i nie chciał się dzielić. Zainwestował też w spodnie i buty. Elegancko ubrany chodzi po wsi, bo uczyć mu się nie chce, a do wojska nie pójdzie, bo po samym gimnazjum już nie chcą brać. Na komisji zresztą dostał kategorię D. Pieniądze już się skończyły.
Wszyscy się tak starali. Żona postarała się umrzeć. Media – nagłośnić sprawę. Ludzie dobrej woli – wpłacić datki dla potrzebującej rodziny. Wójt – przydzielić mieszkanie. Opieka społeczna zrobiła, co mogła, aby pieniądze nie zostały roztrwonione. Trzech prawników napisało umowę. I nic. Co ma robić nowe pokolenie Zakrzewskich? Pewnie będzie musiało rodzić następne.
malina@redakcja.nie.com.pl
Ta strona powstała 27.07.2009. Wizyt: 4142.

