Niepokoi mnie sposób, w jaki warszawskie Good Looking Studio odnosi się do laureatów swoich konkursów na projekty murali. Po jednym takim konkursie mam nieprzyjemne odczucia, moja przyjaciółka po drugim, co pozwala sądzić, że nie mamy do czynienia ze zwykłym zbiegiem okoliczności.
W maju 2011 w konkursie na mural z okazji obchodów roku M. Skłodowskiej-Curie, który miał zostać zrealizowany na ścianie obok wejścia do warszawskiego metra, dostałam wyróżnienie, jedno z dwóch przyznanych, nie wyróżnionych w regulaminie. Za to wyróżnienie miałam otrzymać nagrodę, która nigdy do mnie nie dotarła, ale nie dopraszałam się za bardzo. Tydzień temu, czyli pół roku po tym całym wydarzeniu, zadzwonił do mnie niejaki Bartek z rzeczonego studia i prosił o przesłanie pliku otwartego (plik pdf, który przesłałam był
zabezpieczony hasłem przed edycją). Powiedział, że fragmentów mojej pracy organizatorzy, czyli Good Looking Studio na zlecenie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, chcą użyć do nadruków na "gadżetach dla dzieciaków" promujących rok M. Skłodowskiej-Curie. Powiedziałam, że bardzo się cieszę, wspomniałam z półuśmiechem o nagrodzie, której nie było, a po drugiej stronie słuchawki zapanowało nieokreślone zdziwienie. Spytałam, czy w takim wypadku za prawa autorskie przysługuje mi jakieś honorarium - usłyszałam, że Bartek musi w tej sprawie skonsultować się z UM Warszawy. Po konsultacji oddzwonił by mnie poinformować, że miasto wyczerpało już roczny budżet na przewidziane honoraria. Wspomniał też, że zgodnie z treścią regulaminu
nie mam prawa by dopominać o żadne należności, ponieważ przesyłając pracę na konkurs rzekomo oddaję do niej prawa autorskie (regulamin, w którym nie pada jednoznaczne sformułowanie o przekazaniu praw autorskich prac, które nie zajęły 1. miejsca, przesyłam w załączniku). Nie wchodząc w zawiłości prawne, odpuściłam i zgodziłam się na przesłanie pracy, a Bartek obiecał przesłać mi w zamian "wszystkie gadżety, na których moja praca zostanie wykorzystana" i "referencje od Pana Dyrektora Biura Promocji Miasta". Machnęłam więc łapą na to zakładając, że lepiej ilustrację wypuścić między ludzi niż trzymać sobie w kieszeni, i wysłałam plik. I pewnie nie napisałabym do was, ale wczoraj dostałam przesyłkę, o zawartości: słowa uznania za walory pracy zgłoszonej na konkurs z podziękowaniem z Biura Promocji Miasta z podpisem i pieczątką; kilka naklejek z Chopinem, M. Skłodowską; magnes na lodówkę z wizerunkami tejże, podkładka pod myszkę i 3 przypinki. Dobór nagród, wyłączając słowa uznania, wydał mi się dość przypadkowy. Na żadnym z przesłanych gadżetów nie było mojej grafiki.
Podsumowując: obiecali, że otrzymam nagrodę za wyróżnienie - nie dostałam jej. Po serii dziwnych telefonów obiecali, że otrzymam gadżety ze swoją grafiką - nie dostałam ich. I tak naprawdę nie chodzi tu o żadną nagrodę ani o te wszystkie gadżety, których istnienia nie jestem pewna, bo ich nie widziałam; chodzi o ogólną praktykę przyjętą przez panów z rzeczonego studia. Wydaje mi się - i to zapewne potwierdzi też druga historia, w dalszej części - że te akcje te są organizowane według następującej logiki: rozpisywany jest konkurs, artyści wysyłają swoje prace, wygrywają wyróżnienia lub miejsca w konkursie, a następnie są odprawiani z kwitkiem lub naklejkami, w tym czasie panowie ze studia dokooptują do bazy (a może i wykorzystują?) ich projekty, pobierając za to wszystko wynagrodzenie z Urzędu Miasta. Do tego zachowują się co najmniej lekceważąco wobec ludzi, których podobno wyróżniają i cenią za jakość wykonanej pracy. Moim zdaniem jest to absolutnie nieuczciwa i gdy się lepiej przyjrzeć, niezbyt "good-looking" praktyka.
Sprawa jest dodatkowo frapująca w świetle innej sytuacji, która poddaje pod wątpliwość zasadność organizowania takich konkursów w ogóle, jeśli są one później blokowane. Emilia Bartkowska wygrała konkurs na mural, który miał zostać zrealizowany na ścianie jednej z kamienic na Powiślu. Z pozoru wszystko wyglądało ok, akcja facebookowa i głosowanie zostały rozkręcone, zwycięzca, po wstępnej selekcji prac, miał zostać wyłoniony na drodze demokratycznego wyboru, a wyniki ogłoszone na stronie www i facebooku.
Po telefonie, w którym powiadomiono ją że wygrała, z przykrością ją też poinformowano, że nie będzie możliwe wykonanie zwycięskiego muralu. Okazało się, że projekt nie może zostać przeniesiony na ścianę, bo nie spodobał się Zarządcom Miasta pomimo (!) tego, że pierwszy etap konkursu polegał na selekcji prac przez 5-osobową komisję złożoną m. in. z przedstawiciela Urzędu Miasta Warszawa, konserwatora sztuki (o czym w sekrecie Emilię poinformował Bartek). A jeśli studio podejmie się realizacji owego muralu, to straci kontrakt,
umowę z miastem. W zamian za to Bartek zaproponował jej nagrodę pieniężną i poprosił, aby wydała orzeczenie, że z braku odwagi i umiejętności nie może wykonywać muralu. Przeniesienie muralu na ścianę było w zasadzie jedną z zagwarantowanych rzekomo nagród za zwycięstwo poza: bonem zniżkowym rabatowym na buty najki i słuchawkami i naklejkami i torbą eco i bonem na ciuchy cropp, którego i tak nie mogła zrealizować, ponieważ została podważona jego wiarygodność. Emilia odmówiła, nie chciała przyjąć pieniędzy ani podpisać takiego oświadczenia.
Na stronie http://www.fryderykwwarszawie.pl/photos/maly-mural 06.10.2010 r. został wydany komunikat: "Autorka zwycięskiego projektu Emilia Bartkowska odebrała nagrody od sponsorów - marki Skull Candy, marki Cropp , oraz Dr.Sneaker Nike SportsWear. Jednak ze względu na kończący się sezon prac malarskich w
zaplanowanym terminie, nie może dojść do przeniesienia jej projektu na ścianę na kamiennicy na Powiślu. W związku z tym realizacja muralu "Serce Chopina" przy pomocy artystów z Goodlooking Studio została
przeniesiona na późniejszy termin. Więcej informacji w sekcji aktualności na www.fryderykwwarszawie.pl"
Niestety nie zamieszczono tam informacji, że projekt pana Krzysztofa Bagińskiego, który przegrał prawie 50-cioma głosami, został zrealizowany w zamian za jej, i to bez problemów.
Emilię poproszono o wykonanie projektu innego muralu, tym razem nie z Chopinem, ale z Marią Skłodowską-Curie, zrobiła projekt, przesłała. Ale i ten się nie spodobał. ***
Natalia Stachura
Odpowiadając na list p. Natalii Stachury na temat konkursu na mural przeprowadzonego przez Good Looking Studio w ramach Roku Marii Skłodowskiej – Curie, chcielibyśmy wyrazić nasze ubolewanie, że artystka poczuła się dotknięta, a sprawa znalazła swój finał w mediach, a nie została wyjaśniona między nami a Natalią Stachurą.
Praca p. Natalii Stachury, czyli NTLA Stachury, spodobała się jury konkursu do tego stopnia, że jury postanowiło przyznać jej wyróżnienie, którego nie przewidywał regulamin konkursu na mural. Nie mając przewidzianych
dodatkowych nagród na poczet wyróżnień, ani dodatkowego budżetu na ten cel, uznaliśmy, że najbardziej adekwatną nagrodą będzie dyplom z referencjami za udział w w/w konkursie od urzędu m.st. Warszawy, a także pakiet gadżetów promocyjnych. Taki pakiet został wysłany do artystki na wskazany przez nią adres.
Jednocześnie m.st. Warszawa zwróciło się do Good Looking Studio o pomoc w kontakcie z wyróżnioną artystką w celu uzyskania jej zgody na udostępnienie fragmentu wyróżnionego projektu na potrzeby gadżetów promujących Rok Marii Skłodowskiej – Curie w Warszawie. Kontaktowaliśmy się z p. Stachurą telefonicznie. Obie strony - tj. Good Looking Studio oraz artystka - ustaliły i zgodziły się na to, że za udostępnienie projektu p. Stachura otrzyma (jeszcze raz ) w/w dyplom z referencjami oraz pakiet gadżetów. Dodatkowo ustaliliśmy, że formą wynagrodzenia za udostępnienie grafik będzie sygnowanie owych gadżetów nazwiskiem artystki. Tej praktyki dotychczas nie stosowano w pracach promujących Rok Marii Skłodowskiej – Curie.
Wydaje nam się, że to właśnie na tym etapie wkradło się pewne nieporozumienie. Umówiliśmy się z artystką, że przesyłkę prześlemy niezwłocznie. Nie mogliśmy wysłać gadżetów miejskich z jej grafikami, ponieważ nie zostały one jeszcze wyprodukowane. Przygotowanie do druku i wyprodukowanie wysokiej jakości materiałów promocyjnych wymaga czasu. A w momencie wysyłania paczki do p. Stachury dopiero zakończone zostały rozmowy z nią w sprawie przekazania plików graficznych niezbędnych do uruchomienia produkcji gadżetów. Jak tylko wspomniane gadżety zostaną wyprodukowane, trafią do autorki grafik. W zamian za to przygotowaliśmy dla pani Stachury wszystkie gadżety związane z rokiem Marii Skłodowskiej – Curie, jakimi dysponowaliśmy, a także kolekcjonerskie pakiety naklejek i przypinek z limitowanej serii związanej z Rokiem Fryderyka Chopina - nie dostępne już dziś w obiegu.
Przykro nam, że artystka nie czuje się usatysfakcjonowana. Tym bardziej jest nam przykro, że nie skontaktowała się z nami w tej sprawie, od razu zgłosiła do pani Redaktor. Zawsze jesteśmy otwarci do rozmów i zawsze bronimy interesów artystów, z którymi współpracujemy, ponieważ sami jesteśmy artystami. Regulaminy konkursów, które ogłaszamy, są konsultowane przez prawników, a wszyscy uczestnicy mają do nich pełny wgląd. Dowodem na transparentność naszych praktyk jest strona konkursu na mural o Marii Skłodowskiej – Curie 2011: http://www.konkurs-msc2011.pl/
Przykro nam jest również, że pisząc do Państwa, p. Stachura powołała się na sprawę pani Emilii Bartkowskiej. Strawa dotycząca jej pracy konkursowej została wyjaśniona z samą artystką, a wszelkie stanowiska upublicznione na stronie konkursu: http://www.fryderykwwarszawie.pl/photos/maly-mural
Kwestia problemów z odbiorem nagród nie była nam nigdy sygnalizowana przez p. Bartkowską. Zapewniliśmy artystom pełną pomoc w przypadku ewentualnych problemów z realizacją nagród u sponsorów. Jednak od nikogo nie dostaliśmy sygnałów o nieprawidłowościach czy problemach. Wręcz przeciwnie, inni nagrodzeni w konkursie bez problemu informowali nas, że odebrali swe nagrody i dziękowali za nie.
Z poważaniem, Bartłomiej Leśniewski i Marek Szufladowicz, Good Looking Studio s.c.
Ta strona powstała 06.12.2011. Wizyt: 709.

