Ostatnio: 4 min. temu

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Dodając ten wykop , jestem zmuszony stwierdzić, że cała trójka najbogatszych obecnie polaków (źr. Lista 100 najbogatszych WPROST) ma mniejsze lub większe powiązania z byłą SB i UOP (co nie wroży dobrze dla polskiej gospodarki).


1. Jan Kulczyk - jego ojciec miał regularne kontakty biznesowe z wywiadem PRL w Niemczech. Sam JK dostał pod koniec lat 70. paszport konsularny PRL. W okresie transformacji ustrojowej , znany z robienia interesów z ludźmi z PZPR i UOP.


3. Leszek Czarnecki - "TW Ernest" - donosił SB na kolegów z liceum. Chwalony za "dużą aktywność i inicjatywę operacyjną". W sumie wysłał ponad 90 donosów przez 3 lata. Dostawał za to pieniądze i z pewnością nie było to "kieszonkowe".


Dzisiaj zajmę się numerem 2. - Zygmuntem Solorzem właścicielem Polsatu , znanym jako "TW Zegarek", którego dobrzy przyjaciele nazywają "Piotrem".

Dlaczego?


Oto artykuł z "Życia Warszawy" , z dn. 17 listopada 2007. Autor to Tadeusz Witkowski , znany historyk i członek dawnej Komisji Weryfikacyjnej WSI:


Zygmunt Solorz w sieci służb PRL




(...)


Osiemdziesiąt osiem


Mikrofilm (J-9469) pochodzący z archiwum Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL zawiera osiemdziesiąt osiem klatek (z których kilka zawiera trzy lub cztery dokumenty).


Zgromadzone materiały dotyczą sprawy rozpracowania operacyjnego o kryptonimie "Zeg". W opisie wstępnym akt, w rubryce "Nazwisko i imię głównego figuranta" widnieją trzy nazwiska: Zygmunta Józefa Kroka-Solorza, Ilony Solorz i Kazimierza Gossa, ale przytłaczająca większość dokumentów dotyczy pierwszego. Teczkę założono w roku 1983, zamknięto w 1985. Materiały sfilmowane 7 maja 1986 roku obejmują zarówno fazę wstępną opracowywania Zygmunta Solorza (tzw. SMW, to jest Segregator Materiałów Wstępnych) jak i okres formalnie potwierdzonej współpracy.


Służby zainteresowały się Zygmuntem Solorzem wiosną 1983 roku, kiedy przybył do kraju po uzyskaniu paszportu konsularnego wystawionego przez konsulat PRL w Wiedniu na jego rodowe nazwisko Krok. Była to jego pierwsza wizyta w Polsce po blisko sześciu latach nieobecności. Wykorzystano fakt, że młody biznesmen pojawił się w Biurze Paszportowym w swoim rodzinnym mieście Radomiu po to by dopełnić jakichś formalności (zresztą, zupełnie niepotrzebnie, gdyż, jak wynika z notatek funkcjonariuszy SB, nie było to obowiązkowe). Między 2 maja a 15 lipca 1983 porucznik Eugeniusz Gurba przeprowadził z nim kilka rozmów sondażowych, z których dowiedział się o jego losach po wyjeździe z Polski. Teczka mówi więc również o wydarzeniach sprzed lat, bez których znajomości trudno jest zrozumieć to, co stało się w roku 1983.


Prehistoria


Wszystko zaczęło się we wrześniu w roku 1977, kiedy dwudziestojednoletni mieszkaniec Radomia, Zygmunt Krok, zatrudniony w jednym z miejscowych zakładów postanowił udać się z kolegą na urlop do Bułgarii. W czasie podróży skradziono mu dowód osobisty z pieczątką uprawniającą jego posiadacza do przekraczania granicy z tzw. krajami demokracji ludowej. Informacje dotyczące tej sprawy są sprzeczne: raz mówi się w jej kontekście o Sofii, kilka razy o Bukareszcie. Najprawdopodobniej więc to konsulat PRL w stolicy Rumunii wystawił mu w miejsce skradzionego dokumentu paszport blankietowy, umożliwiający powrót do Polski. Zygmunt Krok i jego towarzysz podróży, Janusz Dudek wybrali jednak drogę przez Wiedeń, gdzie zamierzali zarobić na czarno trochę pieniędzy.


W międzyczasie wydarzyło się jednak coś, co całkowicie zmieniło życie Zygmunta. Najpierw policja austriacka zatrzymała ze względu na stan techniczny "Syrenę", którą podróżowali (był taki samochód polskiej produkcji). Później stało się coś znacznie gorszego. Zygmunt Krok wszedł do domu towarowego z grupą Polaków, z których jeden dokonał kradzieży. W czasie kolejnych zakupów ochrona poznała go jako członka grupy i wezwała policję. Kosztowało go to trzy miesiące aresztu śledczego, po czym zwolniono go z braku dowodów winy. Ponieważ paszport blankietowy szybko stracił ważność i zabrakło środków do życia, jedynym wyjściem pozostał obóz uchodźców w Traiskirchen koło Wiednia. Po krótkim pobycie w obozie "uciekinier" otrzymał dokument uprawniający do pozostania w Austrii i podjęcia tam pracy.


Dla polskiego uchodźcy nie była to jednak dość atrakcyjna oferta; postanowił udać się do Republiki Federalnej Niemiec. W obawie, że podejrzenie o kradzież uniemożliwi mu legalny pobyt w tym kraju, zgłosił się więc w komisariacie policji w Salzburgu i zameldował, że zginęły mu dokumenty. Wystawiono mu zaświadczenie na nazwisko Piotr Podgórski, które podał urzędnikowi (skądinąd wiadomo, że było to nazwisko kolegi z Polski, ale o tym dokumenty wywiadu milczą). Z tym właśnie zaświadczeniem przekroczył w niestrzeżonym miejscu niemiecką granicę i udał się do Monachium. Po upływie kilkunastu miesięcy władze niemieckie przyznały mu prawo azylu i wydały na przybrane nazwisko dokument uprawniający do podejmowania pracy.


Przez dwa lata Piotr Podgórski pracował w prywatnej firmie transportowej, po czym wspólnie z innym uchodźcą, Tomaszem Kudlejem, założył w 1981 roku firmę przewozową o nazwie Solmex, kooperującą z Polską Misją Katolicką w Monachium. W rok później usamodzielnił się. Spółkę rozwiązano. W jej miejsce powstała nowa firma (Solorz Export-Import) zarejestrowana na nazwisko narzeczonej Zygmunta, Ilony Solorz. Pozostało tylko uregulować sprawy rodzinno-majątkowe.


Z akt wynika, że Zygmunt Krok poznał Ilonę Solorz w 1979 roku, w Niemczech mógł ją jednak poślubić tylko pod przybranym nazwiskiem, czego chciał uniknąć. W 1980 roku przyszedł na świat ich syn Tobias Marcus Solorz, toteż uregulowanie statusu rodzinnego stało się, jak rozumiem, jednym z priorytetów. Załatwiono to na terenie Austrii, gdzie Piotr Podgórski mógł występować od swoim właściwym nazwiskiem. Najpierw za pośrednictwem adwokata załatwił reaktywowanie prawa stałego pobytu i zameldowanie w tym kraju, następnie używając właściwego nazwiska zawarł z Iloną Solorz związek małżeński (24 stycznia 1983 roku) i wystąpił o polski paszport konsularny. Otrzymał go stosunkowo szybko, jako że wyjechał z Polski na dowód osobisty i w Biurze Paszportowym w Radomiu nie figurował jako uciekinier. Właśnie w takich okolicznościach pojawił się w Polsce. Dla służb był to sprzyjający czas, by rozpocząć połów.


Naprowadzanie


Służby szybko zorientowały się, że Zygmunt Krok, przyjechał dopilnować spraw związanych z biznesem przewozowym i w dodatku nosi się z zamiarem otwarcia firmy polonijnej produkującej wyroby z parafiny i środki ochrony roślin. Wiedziały też, że zamierza przyjąć nazwisko żony i chciałby uregulować związane z tym formalności. Dla funkcjonariuszy Departamentu I MSW była to sytuacja umożliwiająca wywieranie nacisku na "figuranta" i zarazem otwierająca kuszące perspektywy, gdyż w przypadku pozyskania właściciela firmy przewozowej z bazą w Monachium, mieliby dojście do osób i środowisk korzystających z jej usług, w tym do Polskiej Misji Katolickiej, do niektórych kadrowych pracowników sekcji polskiej Radia Wolna Europa i Bawarskiego Komitetu Solidarności.


W sporządzonym przez SB wykazie osób znających sprawę o kryptonimie "Zeg" w rubryce "Skąd wynika znajomość" obok nazwiska Eugeniusz Gurba widnieje słowo "naprowadzenie". Znaczy ono w tym wypadku tyle co "opracowanie w celu pozyskania". Z notatek porucznika Gurby wynika, że to on właśnie 15 lipca w sposób nie do końca formalny bo bez uprzedniej, pisemnej zgody przełożonych, wydobył od Zygmunta Solorza zobowiązanie o zachowaniu w tajemnicy faktu współpracy z oficerami SB, podpisane nazwiskiem Krok (tyle że, w tym czasie "naprowadzany" był już chyba po zmianie nazwiska, co może oznaczać, że nie zamierzał traktować tego zobowiązania poważnie). Sformułowano go tak oto: "Ja Zygmunt Solorz (Krok) zobowiązuję się zachować w tajemnicy fakt współpracy z oficerami SB. Zobowiązuję się wykonywać ustalone ze mną polecenia. Informacje będę podpisywać [lub: 'będą podpisywane'] Zegarek."


W napisanej odręcznie "Notatce służbowej dot. spotkania z Zygmuntem Krokiem" (15 lipca) porucznik Gurba przyznaje się do podstępu: dał do zrozumienia rozmówcy, że tylko po jego interwencji interesant będzie mógł otrzymać potrzebną przy rejestracji firmy polonijnej pozytywną opinię z Wydziału Paszportów, on zaś nie może interweniować jako osoba prywatna, a tylko jako oficer SB po uzyskaniu pisemnego zobowiązania do współpracy. W notatce znalazły się między innymi następujące zdania:


"1. Fakt, że teraz zdecydowałem się przedstawić propozycję współpracy, wynika z tego, że Zegarek złożył podanie o zezwolenie na założenie firmy polonijnej. Po otrzymaniu zgody nie mógłbym wykorzystać elementu nacisku.


2. Moja wypowiedź, że tylko ja mogę spowodować, że otrzyma pozytywną opinię z Wydz. Paszportów, była spowodowana taktyką pozyskania. W rzeczywistości moja interwencja w Wydz. Paszportów nie jest potrzebna."


Formalnego werbunku dokonał dopiero 18 października 1983 roku inny oficer, inspektor Wydz. XI Dep. I, podporucznik Zbigniew Poławski, przy czym, jak określono to w "Raporcie z dokonanego werbunku agenta" z dnia 5 listopada, sam Zygmunt Solorz nazwał ów fakt "porozumieniem stron" i zaznaczył, iż "nie zaakceptowałby propozycji współpracy jako alternatywy [? warunku] kontaktów z Polską".


Podpisano wówczas sześciopunktową umowę z nowo pozyskanym. Jej pierwszy punkt mówił, że pan Zygmunt Solorz podjął współpracę ze Służbą Wywiadu z pobudek patriotycznych, drugi, że zobowiązuje się wykonywać w miarę możliwości zlecone mu zadania, trzeci, że zobowiązuje się do zachowania w tajemnicy faktu współpracy, czwarty, że Służba Wywiadu zajmie się jego przeszkoleniem, zrefunduje poniesione przez niego koszta i ze swojej strony zapewni mu pełną dyskrecję, piąty, że będzie się posługiwał pseudonimem "Zeg" i szósty, że umowa sporządzona w jednym egzemplarzu będzie przechowywana przez Służbę Wywiadu.


Jak zawsze, tak i w tym przypadku służby liczyły się z możliwością odmowy. Siódmy punkt planu działania opisanego w raporcie z 14 października 1983 roku mówił o "przedsięwzięciach" na wypadek nieudanego werbunku: "'Zeg' zostanie pozbawiony prawa przyjazdów do Polski - cofnięcie paszportu konsularnego, wpisanie do indeksu osób niepożądanych w PRL. Podpisze ponadto oświadczenie o zachowaniu w tajemnicy okoliczności[,] jakie towarzyszyły jego kontaktom z naszą Służbą (w przypadku ujawnienia policja zachodnioniemiecka zostanie poinformowana o jego oszustwach)."


Zawiedzione nadzieje


Jak służby charakteryzowały agenta o pseudonimie "Zeg" i czego od niego oczekiwały? W notatce służbowej z dnia 2 maja 1983 roku por. Eugeniusz Gurba napisał: "Na podstawie przeprowadzonej rozmowy oceniam Kroka jako człowieka bardzo zaradnego, operatywnego i odważnego. Nie jest klerykałem, z księżmi utrzymuje kontakty, bo mu się to opłaca. Wydaje się, że w sposób szczery przedstawił przebieg swojego pobytu za granicą i jest autentycznie skłonny do zrewanżowania się za pozytywną dla niego decyzję paszportową." W innej notatce, z 14 maja, znalazły się natomiast takie zdania: "W trakcie rozmowy pytałem Kroka o jego ewentualne kontakty z przedstawicielami 'Solidarności' za granicą. Odpowiedział, że oficjalnych [kontaktów] z[] zorganizowanymi grupami czy komitetami nie posiada. Spotyka się natomiast z ludźmi, którzy twierdzą, że działają na rzecz "Solidarności". Kilkakrotnie przekazywali mu paczki i dozy pieniężne z przeznaczeniem dla b. działaczy 'Solidarności' w kraju. Przyjmował te dary, ale do Polski dostarczał je w całości do klasztorów nie podając, że mają specjalnego adresata. Twierdził, że postępował tak dlatego[,] gdyż chciał uniknąć komplikacji z władzami celnymi. Uważa, że każdy klient jest dobry i należy go maksymalnie wykorzystać."


Porucznik Zbigniew Poławski zwrócił uwagę na inne cechy charakteru "opracowywanego" kandydata na agenta. W "Raporcie z rozmowy sondażowej z Zygmuntem Solorzem (ps. 'Zeg')" przeprowadzonej 16 września zauważył, iż Zeg "przyjął fikcyjne nazwisko wyłącznie dlatego, że nie chciał narażać swych licznych krewnych w Polsce, zaś dowodem jego uczciwości jest niepobieranie żadnych zasiłków na to fikcyjne nazwisko (robi tak większość Polaków, nawet po podjęciu pracy)".


Miejscem spotkań z agentem miała być Polska (głównie Warszawa). Od nowo pozyskanego oczekiwano informacji o obiektach interesujących wywiad. Chodziło przede wszystkim o pracowników polskiej sekcji Radia Wolna Europa korzystających z usług firmy Solorz Export-Import, o działalność Polskiej Misji Katolickiej w Monachium i Bawarskiego Komitetu Solidarności. W kontekście pierwszego obszaru zainteresowań służb pojawiają się nazwiska kapelana sekcji polskiej RWE, ks. Stanisława Ludwiczaka, Wojciecha [? Zygmunta] Słomkowskiego i Aleksandra Świejkowskiego (rzadziej Tadeusza Podgórskiego i A.[?] Prucińskiego). W przypadku Misji szło o jej szefa, ks. Jerzego Galińskiego, z którym Zygmunt Solorz musiał kooperować jako szef firmy przewozowej, w trzecim przypadku - o bliżej nieokreślony rekonesans (chyba dwa razy wspomniany jest działacz komitetu o nazwisku Olczak). Planowano także, wykorzystać dobre stosunki Zygmunta Solorza z Barbarą Kwiatkowską Lass po to by wejść w środowiska "emigracji antysocjalistycznej" i użyć agenta do rozpracowania organizacji emigracyjnych w Berlinie Zachodnim, żaden z tych planów nie został jednak skonkretyzowany.


Nie ma dowodów, że któreś z zadań zostało faktycznie wykonane. W raporcie z 2 stycznia 1984 roku pojawia się na przykład sformułowanie "w załączeniu informacje sporządzone ze słów agenta", załącznika jednak brak. Większą pewność można mieć natomiast w przypadku tego, co pozostało wyłącznie w sferze planów. Mówiąc językiem akt: agent "Zeg" nigdy, na przykład, nie nawiązał w tym okresie osobistego kontaktu z ks. Ludwiczakiem, pomimo iż miał takie zadanie.


W okresie między 18 października 1983 a 26 czerwca 1985 (kiedy to postanowiono przekazać materiały do archiwum) miały miejsce cztery spotkania oficerów prowadzących z agentem "Zegiem" (ostatnie - 20 listopada 1984 - było zarazem pierwszym z udziałem "przejmującego agenta na kontakt" oficera centrali, Andrzeja Przedpełskiego). W każdym z następujących po sobie raportów, które dotyczą tych spotkań, wracają informacje o ograniczonych możliwościach "Zega". W marcu 1984 właściciel przedsiębiorstwa przewozowego nawiązuje bowiem kontakt z firmą "Polimar S.A." (z siedzibą w Warszawie) zajmującą się sprowadzaniem używanych samochodów i stopniowo wycofuje się z dostarczania do Polski paczek. W praktyce oznaczało to, że traci kontakt z monachijskim środowiskiem, które było przedmiotem zainteresowania służb. W jednym z raportów mówi się też, że "Zeg" unika kontaktu z oficerami centrali. W raporcie datowanym 20 listopada 1984 roku porucznik Andrzej Przedpełski zauważył: "W pracy z agentem krypt. 'Zeg' dał się zauważyć w ostatnim okresie pewien regres. Zapowiadająca się dobrze współpraca polegająca na docieraniu źródła do obiektów położonych na terenie Monachium (Polska Misja Katolicka i RWE) została przerwana na skutek zmiany profilu pracy 'Zega'. Pomimo to nadal istnieją możliwości wejścia agenta w to środowisko i zrealizowania zadań na tym kierunku." Wszystko wskazuje jednak, że oficer prowadzący przecenił możliwości swojego podopiecznego lub nie docenił jego sprytu i umiejętności wychodzenia z opresji.


Obawy


O zamknięciu sprawy i przekazaniu jej do archiwum zadecydował nie tylko brak widocznych korzyści z utrzymywania kontaktu z agentem. Wiele wskazywało, że "Zegiem" może się wkrótce zająć policja zachodnioniemiecka. Jednym z powodów do obaw był fakt, iż w Niemczech ów mało przydatny (jak się okazało) współpracownik wywiadu był znany pod dwoma różnymi nazwiskami: Podgórski i Solorz. Innym, że służby niemieckie zainteresowały się mieszkaniem w Berlinie Zachodnim, które państwo Solorzowie wynajmowali przebywającym tam Polakom. Najbardziej niepokojące były jednak perypetie związane z niemieckim prawem jazdy Zygmunta Solorza.


Na początku 1985 roku do Wydziału Komunikacji przy Urzędzie Miejskim w Radomiu wpłynęły dwa pisma. Najpierw (17 stycznia) Wydział Prawno-Konsularny Ambasady RFN w Warszawie zwrócił się z prośbą o sprawdzenie, czy Zygmunt Józef Krok otrzymał prawo jazdy kategorii B i C (nr B/1757 seria D-019394). Następnie, 17 lutego, Zygmunt Krok (Solorz) złożył podanie o wydanie zaświadczenia, że tenże urząd wydał mu w roku 1977 dokument uprawniający do prowadzenia pojazdów, zaznaczając, iż załącznik taki musi przedłożyć w związku egzaminem eksternistycznym dającym podstawy do podwyższenia kategorii niemieckiego prawa jazdy. Wydział Komunikacji w Radomiu pismem z dnia 7.03.1985 roku poinformował Ambasadę RFN w Warszawie, iż "obywatel Krok w dniu 8.07.1977 roku otrzymał prawo jazdy kategorii AB-17157/77 na druku I-663325, informując jednocześnie, że prawo jazdy, którego fotokopię przesłano celem potwierdzenia danych nie zostało wydane przez tutejszy Wydział" (Notatka służbowa z 16 kwietnia 1985r.). Władze niemieckie zostały więc poinformowane, że prawdopodobnie doszło do fałszerstwa. W przypadku wszczęcia dochodzenia na terenie Niemiec, kontakty Zygmunta Solorza z peerelowską służbą wywiadu mogły wyjść na jaw.


"Analiza rozpracowania operacyjnego nr. rej. 15562 krypt. 'Zeg'" nosząca datę 22 czerwca 1985 roku zawiera następujące "uwagi i wnioski":


"1. Kontynuowanie współpracy ze źródłem w obliczu prawdopodobnego zainteresowania jego osobą ze strony policji RFN oraz potwierdzonych przypadków kontrolowania jego mieszkania w Berlinie Zach. przez miejscową policję grozi dekonspiracją jego powiązań z naszą Służbą.


2. Obserwowany od dłuższego czasu brak korzyści informacyjnych ze współpracy z 'Zegiem' wynikający z osłabienia możliwości wywiadowczych źródła stawia pod znakiem zapytania celowość kontynuowania współpracy.


3. Biorąc pod uwagę powyższe jak również unikanie przez 'Zega' kontaktów z utrzymującymi z nim w przeszłości i obecnie pracownikami Centrali, proponuje się zakończyć współpracę ze źródłem i sprawę złożyć w archiwum."


Tyle mówią dokumenty. O to, jak było w istocie, należałoby jeszcze zapytać głównego bohatera i świadków wydarzeń opisanych w aktach sprawy "Zeg". Myślę, że w roli śledczych lepiej niż ja odnajdą się jednak inni publicyści. A co do wniosków - znacznie więcej do powiedzenia będą mieli historycy i socjologowie badający formowanie się warstwy najbogatszych Polaków i wielkiego biznesu w III Rzeczypospolitej.


Tadeusz Witkowski

"Życie Warszawy", 17 listopada 2007

Komentarze

  • Zaborski Zaborski (*.dynamic.gprs.plus.pl)

    3/4 polskich 'biznesmenów" to albo kapusie, albo SB-ecy albo złodzieje.

  • yahu pawul yahu pawul (*.adsl.inetia.pl)

    Adam Halber (1948 - 2015)

    zmarł kolejny gwiazdor z PRL / pieszczoszek komuchów - osobnik, który kolaborując ochoczo z komunistycznym reżimem narobił dużo krzywdy polskiemu deejaystwu w latach '70 / '80 (i mnie osobiście!)

    W imieniu komuchów weryfikował - brał udział w brudnych i prześladowczych, komunistycznych weryfikacjach deejayów, a także działał na szkodę deejayów w KRPD (krajowa rada prezenterów dyskotek) organizacji kryminalnej, prześladowczej - czytaj poniżej ... http://dyskoteki-deejaye-prl.blogspot.com/p/casus-adam-halber-czyli-ohydne-prl.html

  • Husaria Husaria (*.dynamic.gprs.plus.pl)

    Wyrżnąć, powiesić na drzewach czerwoną hołotę! cioty z medialnej hołoty. Naród Was w końcu rozliczy!!!

  • zebaty zebaty (*.free.aero2.net.pl)

    ten Zulorz-Ssak to poprostu UBek. Zdjac tego cwela, zajac majatek (dorobiony na krzywdzie narodu polskiego), potem albo rozstrzelac (lagodniejszy wymiar), albo zeslac do obozow pracy tuska, np, Biedronka.

    ten portal i tak nie opublikuje takich wpisow

  • Katon Katon (*.pl)

    W maju 1983 r.w czasie gdy nasz geniusz biznesu robił interesy z esbekami ,dziekan Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Łodzi poinformował mnie, że zostałem skreślony z listy studentów z powodu długotrwałej nieusprawiedliwionej nieobecności na zajęciach.Niestety nie chciał przyjąć jako usprawiedliwienie faktu ,że w listopadzie 1982r ,zostałem aresztowany za próbę zorganizowania manifestacji w dniu 11 listopada i po nieudanej próbie zwerbowania mnie przez kapitana SB o nazwisku Sypniewski ,skazano mnie na 6-m-cy więzienia.Póżniej sb-ecja załatwiła mi 2 lata pobytu w armii.W 1989 r.wróciłem na uczelnię dokończyłem studia jestem neurochirurgiem ,pracuję w polskich i niemieckich klinikach powodzi mi się bardzo dobrze,ale krew mnie zalewa kiedy słyszę że szumowiny nazywane są elitami,a mendy społeczne współpracujące z nieludzkim systemem ,który zabrał mi 7lat życia ,dostają od demokratycznego panstwa, profity w postaci koncesji telewizyjnych,za grosze sprzedawanych wielkich firm państwowych,wielomiliardowych kredytów w państwowych bankach na zakup państwowych zakładów(14mld zł z PKO BP -kupno Polkomtela) itd.itp.hańba po wsze czasy hańba dla takiego państwa.

  • Katon Katon (*.pl)

    Złodziej,przękręt moralne zero.Kiedy ludzie siedzieli w więzieniach, on po sześciu latach pobytu w RFN przyjechał do Polski robić interesy z esbecją ,rzygac się chce.A dziś nasz
    wspaniały rząd w nagrodę rozdaje temu panu na lewo i prawo budowany przez pokolenia Majątek Narodowy.W taki oto sposób wkrótce ,cmentarny handlarz,drobny zlodziejaszek sklepowy z Wiednia,kłamca,złodziej cudzych tożsamości stanie się właścicielem Polski. Niedoczekanie twoje chamie.....

  • real22 real22 (*.pl)

    Gostek zabezpiecza się na zaś bo jak kaczor dojdzie do władzy to go może ,a tak to się narazi rydzykowi i go nie ruszy ot polska rzeczywistość.

  • REWOLUCJA MUSI REWOLUCJA MUSI (*.dynamic.chello.pl)

    "Elita" polskiej polityki, szefowie wielkich spółek, karierowicze to jeden wielki ŚCIEK KOMUNISTÓW I KRETACZY. Myślicie ze polsat jest kroka ? cała polska jest sprzedana, stocznię zamknięto by w niemczech mogły sie rozwijać, cała polska śmierdzi korupcją i brudnymi pieniędzmi, te stare ubeckie kurwy piorą teraz miliony z poprzednich dekad, a ich dzieci robią kariery jakie tylko chcą, a jedyną słuszną kariera dla całego tego syfu jest ciagniecie lachy i pokutowanie za grzechy i zbrodnię! ŚMIERĆ MORDERCĄ, KRETACZA, KOMUNISTOM I WSZYSTKIM KTÓRZY SPRZEDALI POLSKĘ.
    Zufajcie Nowej Prawicy!

  • bernard bernard (*.toya.net.pl)

    A jednak

  • xxx xxx (80.50.145.*)

    Może i nie donosił ale dorobił się na przekrętach min. związanych z handlem tzw. rublami transferowymi. Tylko nieliczni mogli się czymś takim zająć. Krok kombinował, robił przekręty i tak naprawdę Polsat pozwolił mu wyprać to co na lewo osiągnął wcześniej... A moi rodzice tacy k**wa uczciwi całe życie próbowali być... I na co im to - na gówno...

  • Krzysiek Krzysiek (*.range86-171.btcentralplus.com)

    No i co z tego?W tamtych czasach stały paszport i biznes to była żyła złota - facet był, jest i będzie jednym z geniuszów naszego biznesu - dokonał wyboru i dał sobie radę nawet z SB. A że wielu naszych rodaków zapewne pod sufit skoczyłoby z radość, gdyby wszystko stracił - cóż, to taka nasza cecha narodowa niestety (jakże 'katolicka') ...

  • Tadeusz Witkows Tadeusz Witkows (*.hsi6.kabel-badenwuerttemberg.de)

    mam problemy w niemczech i w polsce z tymi solorz - po polsku powtarzanie moich mysli i odczuc i podawanie roznych nazwiak na mnie przez 22 lat,ktore pozniej znajduja sie w polityce polskiej zyli sa ministrami a w niemczech to ponoc odwrotnie , nie pomogl mi nawet adwokat i to nie tylko wspolpracownik ambasady polskie w monachium ale i tzw.niemieccy, ktorzy okazali sie arabami po polsku - to jest zorganizowana polityka z zeppelin, mtu ,dornier ,okropne czytanie kazdego ruchu i kazdego obrazu -rze czy ktorej sie widzi , ja zadnej umowy nie podpisywalam i nie podpisze - tegazowe diably chca zniszczyc polske , przeciez solorz-krok to tez nie polak tylko azjatycki zyd,mieszkam w miejskim mieszkaniu ale i w sklepach czytaja diably i w autobusach - czyli w srodkach masowego przekazu , w niemczech nie slysze nimieckiego tekstu tylko po polsku diaby i ich teksty nic innega przez tyle lat , nie mam tez pracy z tego powodu bo ida za mna i robia zla opinie krzyczac i grozac tym ,ktorzy chcieli mnie zatrudnic mowiac -badz w unterzuchung tak jak w ksiauce g.orwell 1984

  • Yoko Yoko (*.mofnet.gov.pl)

    Piękna hagiografia :)
    To kapuś i szumowina. A obecnie "figurant" (określenie użyte w artykule) firmujący interesy SB-ków. Chyba nie myślicie, że Polsat jest Solorza? To zwykły pionek ;)

  • hk hk (*.internetia.net.pl)

    kmiotki !!

  • nie ja, ktoś in nie ja, ktoś in (*.warszawa.vectranet.pl)

    @kossak: no i to, że współpraca mogła być wykorzystywana przeciwko niemu jako szantaż, gdy już stał się wpływowy. Do współpracy przyznał się dopiero w 2006, Polsat, pierwsza telewizja komercyjna o zasięgu ogólnokrajowym działa 02 1992.

  • kossak kossak (*.neoplus.adsl.tpnet.pl)

    No i co. Podpisał zobowiązanie, bo inaczej nie mógł rozpocząć interesów. Z artykułu jasno wynika, że na nikogo nie donosił, i że okazał się nieprzydatny służbom. Pytam się więc Panie "ja" na czym opierasz swoją jakże rozbudowaną opinię?

  • ja ja (*.152.158.94.dsl.dynamic.t-mobile.pl)

    ładny gnój :)

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst 21ith051fd:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.