TAK BYŁO

Na terenie magazynu sklepowego znajdowała się kotka wraz z 3 około 2 tygodniowymi kociakami. Pracownicy pod nieobecność matki wystawili karton na zewnątrz. Niestety kotka przez około 6-8 godzin nie pojawiła się na karmienie. Wolontariuszka Karolina postanowiła zabrać maluszki i udała się na konsultacje do weterynarza. Kociaki w ostatniej chwili otrzymały pomoc, dostały glukozę w postaci zastrzyku. Dzięki jej reakcji kociaki przeżyły. Następnego dnia kotka pojawiła się w okolicach magazynu jednak nie udało się podstawić z powrotem małych, kotka je odrzuciła. Najprawdopodobniej z tego powodu, iż maluchy były dotykane przez pracowników magazynu. Po dwóch dniach kociaki trafiły pod moją opiekę. Rokowania, co do ich przyszłości były ostrożne....

Na całe szczęście te mądre stworzenia bardzo szybko nauczyły się jeść z butelki o stałych porach. Opieka nad nimi była dość wymagająca na szczęście wolontariuszka Magdalena pomogła w ciężkich chwilach. Po tygodniu mogłam odetchnąć z ulgą, kociaki mają duże szanse na normalne życie.

Jadły i rosły, rosły i jadły. Kociaki zaczęły samodzielnie biegać i uczyć się wszystkiego od jedzenia pokarmów stałych, po kocią toaletę oraz zabawę.

Można było obserwować je bez końca. Po trzech tygodniach opieki, nadszedł czas rozstania. Maluchy zaczęły poszukiwać swoich domów na całe życie.

Rysia trafiła na cudowną rodzinę, która nie widzi świata poza nią. To był strzał w dziesiątkę, obie strony są szczęśliwe.
TAK JEST:
27 września 2009r.

"Noc minęła nam spokojnie, Mimi vel Kryśka spała oczywiście z nami. Dostała swoją poduchę na podłodze, ale nie było mowy by z niej skorzystała:) Właziła do nas i już tak została całą noc:) .. ładnie je, czasem pomiałkuje .. a najczęściej mruczy... Mam nadzieję, że to z zadowolenia. Dużo się bawi, a potem zasypia gdzie popadnie, najchętniej na którymś z nas :) Przesyłam kilka zdjęć :) Pozdrawiam."
31 października 2009r.





16 listopada 2009r.





„Witam serdecznie. U nas wszystko dobrze. Tygrys rośnie jak na drożdżach i coraz bardziej niegrzeczny jest.. Jak śpi to daje nam odpocząć: .. Wtedy sama słodycz z niej wychodzi. Rano zawsze mnie budzi, zegarka nie muszę nastawiać - punkt szósta domaga się śniadania, łazi wtedy po mnie, liże po buzi, a jak to nie pomaga to gryzie w palce u stop. Bestia cwana. Przesyłam kilka zdjęć, na jednym z nich jest zdobycz Krysi w postaci motyla- złapała go na balkonie, nie Szlo z pysia jej wyszarpać ..ale na szczęście motylek ocalał. Pozdrawiam."
13 stycznia 2010r.




"Witam serdecznie, Krysinka zdrowa jak rybka...rośnie jak na drożdżach.. Rozbójnik z niej nieziemski, nie daje żyć moim kwiatkom. Podróżuje sobie z nami, pupilkiem rodziny jest.. Niemiluch z niej straszny, wciąż uwielbia spać na mnie.. W ogóle śpi cały czas z nami, tam gdzie my to i ona. Nie lubi sama być..Nawet tv z nami ogłada- piłkę nożna uwielbia- łapkami po monitorze szoruje w poszukiwaniu piłki. Żarłok jak była tak jest. Surowy łosoś, parówki, pasztet, chleb z masłem - ogon by dała sobie za to uciąć. A wydziera się jak nie dostanie... Ogólnie rozpuszczona jak dziadowski bicz jest.. Ale to było do przewidzenia, uwielbiamy zwierzaki i z pełną odpowiedzialnością decydujemy się na nie. Myslę, że jest szczęśliwym kociakiem.. Przesyłam kilka zdjęć. Pozdrawiam."
Jak widać Rysia vel Krysia trafiła do idealnego domu. Lepszego nie mogłam sobie dla niej wymarzyć. Oby więcej takich odpowiedzialnych i z takim sercem do zwierząt ludzi.
Metamorfozę przedstawiła insp. Magdalena Drews
Ta strona powstała 16.05.2010. Ostatnia edycja 07.08.2010. Wizyt: 865.

