Ostatnio: 20.04.2017

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Debata z internautami w której internautów nie było.

Ponad trzy godziny wypowiedzi, opinii, pytań...

Mimo wszystko czuje pewien niedosyt. Bo czy przypadkiem koordynujący to spotkanie Maciek Budzich nie obiecywał wcześniej, że "nie każdy będzie mógł wziąć udział w tym spotkaniu osobiście, ale wykorzystując potencjał mediów społecznościowych każdy chętny internauta będzie mógł zabrać głos korzystając czy to z Facebooka, GoldenLine, Blipa, Twittera, Flakera, YouTube, Skype, maila, czatu..."?

Czy nie zapewniał, że "wszystkie (pytania) zostaną przeczytane i to one będą decydowały o przebiegu debaty."?

W związku z tym pytam.

Gdzie były nasze pytania? Czy padło choć jedno pytanie zadane przez nieobecnych na spotkaniu internautów?

Czy trud kilku tysięcy ludzi zadających na w/w portalach w trakcie trwania oraz przed debatą pytania nie poszedł na marne?

Odpowiedzieć krótko należałoby w ten sposób:

Nigdzie,

Nie,

Tak.

Mianowicie nie zadał Pan sobie trudu panie Macieju by przeczytać choć jedno nasze pytanie mimo, iż to nam Pan obiecał usprawiedliwiając jednocześnie swoją osobę jako koordynatora.

Więc po co Pan tam był? Po autograf od Premiera czy po to by nas reprezentować?

Mało tego, w trakcie dyskusji niejednokrotnie Pan przerywał ludziom którzy mówili bardzo mądrze i na temat. Ludziom którym jest Pan winien szacunek choćby z racji wieku! Był Pan bardzo pewny siebie nieudolnie reprezentując internautów, których ostatecznie Pan nie reprezentował tylko kręcił własny marketing.

Jedyne pytania internautów (dwa), banalne zresztą które zostały zadane, nie padły nawet z Pańskich ust.

Panie Macieju, uprzejmie proszę by w kolejnych debatach nie brał Pan udziału bo, nas internautów na pewno Pan nie reprezentuje!


Internauta.

Edit:

Ponieważ zarzucono mi, że kryję się "za" internetem więc wyjaśniam, iż nazywam się Kamil Górka.

(Mając jednocześnie nadzieję, iż nic to nikomu nie mówi:).

---------

Panie Kamilu,

po treści listu wnoszę, że to Pan dzwonił do mnie rozgoryczony po debacie, że nie przeczytałem wszystkich pytań...

czy naprawdę był Pan przekonany i z moich zapowiedzi wywnioskował Pan, że będę czytał wszystkie pytania Premierowi przesłane przez internautów? Zastanowił się Pan przez chwilę nad tym jakby to wyglądało i ile trwało? Proszę na chwilę uruchomić logikę.

Czy za pomocą Blipa, Twittera, Flakera i pozostałych narzędzi każdy internauta mógł zabrać głos? (no może oprócz tych niezalogowanych na wymienionych serwisach), oczywiście, i każdy może również w tej chwili zabrać głos, wyrazić swoją opinię i odpowiednio tagując uczestniczyć w debacie – która przecież wciąż trwa. Czy to jest glos i pytanie w pustą przestrzeń? Zapewniam że nie.

Zapewniam, że wszystkie przesłane pytania do premiera były przeczytane, wybrałem ich na debatę sporo, czy lepiej było czytać pytania czy dać głos uczestnikom debaty - zdecydowałem na miejscu podczas debaty – czy za dużo dałem „wolności” dyskutantom, czy przez godzinę powinienem odczytywać pytania – oceńcie sami, ja wybrałem tak jak wybrałem.

"Gdzie były nasze pytania", "internautów nie było" - tymi stwierdzeniami obraża Pan chyba uczestników debaty... bo kto to niby był, rolnicy (z szacunkiem dla rolników), proszę obejrzeć jeszcze raz debatę, a ich pytania to były z powietrza? oderwane od rzeczywistości? to były przecież najczęściej przewijające się kwestie podczas całej dyskusji. A że nie było pytań „Kiedy Tusku odejdziesz?”... no przykro mi, naprawdę...

"Mało tego, w trakcie dyskusji niejednokrotnie Pan przerywał ludziom którzy mówili bardzo mądrze i na temat."

To też źle?... widzi Pan, przerywałem jak wypowiedzi zaczęły przypominać ponad 10 minutowe przemówienia, a i tak tylko udało mi się zadać trzy poprosić o opinie z czatów, i tak spotkanie zostało przedłużone o godzinę...

Poza tym proszę pamiętać... to była pierwsza taka debata, która zrodziła się z luźnej propozycji spotkania w grudniu, na pewno były błędy organizacyjne, na pewno niedociągnięcia z mojej strony... napisał Pan do mnie jakiegoś maila z propozycją co by można zrobić lepiej, jak to usprawnić? (powiem szczerze, że taki maili w całej tej debacie dostałem kilka) – a teraz Pan płacze, że Jego pytania nie przeczytałem przed premierem...

I dosyć istotna sprawa. Nigdy nie mówiłem, nie pisałem i nie podawałem, że reprezentuje internautów - proszę znaleźć gdzieś takie moje słowa. Wiele razy w mediach to podkreślałem i prostowałem - byłem ORGANIZATOREM tej debaty, a nie reprezentantem, to jest różnica.

A na koniec... o co chodziło? Żeby zadać „moje, moje, najmojsze pytanie!” czy żeby uzyskać jakiś efekt? Czytał Pan nagłówki serwisów? Nie dało się zagiąć pytaniami i zmiażdżyć jakąś ripostą – proszę zaproponować i zorganizować debatę, powiedzieć w Centrum Informacyjnym Rządu że zrobi Pan to lepiej i zada wszystkie pytania i będzie git majonez – kontakt do nich łatwo znaleźć, nawet telefony odbierają i na maile odpisują – ja tak właśnie zrobiłem...

aha, i wspomniane wcześniej reakcje serwisów (ważne: PO debacie, nie PRZED):

http://www.tvn24.pl/-1,1641815,0,1,premier-zmiekl-rejestru-stron-na-razie-nie-bedzie,wiadomosc.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7533246,Zwyciestwo_internautow__Tusk_zapowiada_usuniecie_Rejestru.html

http://www.dziennik.pl/polityka/article543243/Tusk_wycofuje_sie_z_cenzury_internetu.html

Maciej Budzich

autografu nie dostałem...

---------

Panie Macieju,

Pozwolę sobie na podzielenie Pańskiej wypowiedzi na kilka części, w celu ułatwienia redagowania oraz późniejszego czytania.

Po treści listu wnoszę, że to Pan dzwonił do mnie rozgoryczony po debacie, że nie przeczytałem wszystkich pytań...

Czy naprawdę był Pan przekonany i z moich zapowiedzi wywnioskował Pan, że będę czytał wszystkie pytania Premierowi przesłane przez internautów? Zastanowił się Pan przez chwilę nad tym jakby to wyglądało i ile trwało? Proszę na chwilę uruchomić logikę.

Szanowny Panie, nikt przecież od Pana nie oczekiwał by skrupulatnie czytał Pan wszystkie pytania. Oczekiwaliśmy tylko, że zgodnie z Pańskimi własnymi słowami jakiekolwiek pytania Pan przeczyta, a tego Pan niestety nie uczynił. (Owszem, to ja telefonowałem).

Czy za pomocą Blipa, Twittera, Flakera i pozostałych narzędzi każdy internauta mógł zabrać głos? (no może oprócz tych niezalogowanych na wymienionych serwisach), oczywiście, i każdy może również w tej chwili zabrać głos, wyrazić swoją opinię i odpowiednio tagując uczestniczyć w debacie – która przecież wciąż trwa. Czy to jest glos i pytanie w pustą przestrzeń? Zapewniam że nie.

Oczywiście, że można nadal zadawać pytania. Można mieć również nadzieję, iż ktoś władny w tym kraju je przeczyta.

Jednak debata nie miała się opierać na nadziei ale na realnej szansie by premier owe pytania usłyszał. Pan niestety wbrew wcześniejszym zapewnieniom do tego nie dopuścił.

Zapewniam, że wszystkie przesłane pytania do premiera były przeczytane, wybrałem ich na debatę sporo, czy lepiej było czytać pytania czy dać głos uczestnikom debaty - zdecydowałem na miejscu podczas debaty – czy za dużo dałem „wolności” dyskutantom, czy przez godzinę powinienem odczytywać pytania – oceńcie sami, ja wybrałem tak jak wybrałem.

Jak napisałem powyżej nikt nie oczekiwał, że będzie Pan czytał wszystkie pytania, lecz choćby tych kilkanaście zadanych z sensem i w zgodzie z kulturą obycia. Bowiem nie jestem w stanie uwierzyć, że nie dotarły do Pana żadne merytoryczne pytania zadane w kulturalny sposób.

"Gdzie były nasze pytania", "internautów nie było" - tymi stwierdzeniami obraża Pan chyba uczestników debaty... bo kto to niby był, rolnicy (z szacunkiem dla rolników), proszę obejrzeć jeszcze raz debatę, a ich pytania to były z powietrza? oderwane od rzeczywistości? to były przecież najczęściej przewijające się kwestie podczas całej dyskusji. A że nie było pytań „Kiedy Tusku odejdziesz?”... no przykro mi, naprawdę...

I znów przejaskrawia Pan znaczenie mojej wypowiedzi, bowiem nie zarzucam Panu uchybień w kompletowaniu listy gości, lecz niewywiązanie się z danego nam słowa.

Jeśli zaś chodzi o zaproszonych gości to nie uważam się za osobę w jakikolwiek sposób upoważnioną by wypowiadać się na temat kompetencji osób które Pan zaprosił. Każda bowiem z tych osób wypowiadała się na swój sposób opierając się na własnym światopoglądzie. (Nigdy również nie miałem nikomu za złe, że Pan ma Debatę organizować).

Sęk jednak w tym, iż w owych wypowiedziach zdecydowanie zabrakło odrobiny napastliwości, jakże niezbędnej w dyskusji z premierem który jest mistrzem w udzielaniu wymijających oraz niepełnych odpowiedzi.

Nikt po prostu nie wymagał od Premiera by konkretnie odpowiadał na zadane pytania i po raz kolejny mieliśmy okazje usłyszeć, że premier chce dobrze i w sumie to jest miłym człowiekiem. A nam przecież chodziło o to, by wreszcie ktoś spojrzał Premierowi w oczy i dyplomatycznymi słowami powiedział : „stary, nas nie interesuje jak sobie to usprawiedliwiasz, ale my tej ustawy po prostu nie chcemy.”.

Proszę zwrócić uwagę, iż nawet na tak banalne pytanie jak; „czy używa Pan Internetu” Premier nie udzielił rzeczowej odpowiedzi, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że do tej pory można przeczytać (choćby w tym wykopie), iż nikt odpowiedzi na to pytanie nie zna.

"Mało tego, w trakcie dyskusji niejednokrotnie Pan przerywał ludziom którzy mówili bardzo mądrze i na temat."

To też źle?... widzi Pan, przerywałem jak wypowiedzi zaczęły przypominać ponad 10 minutowe przemówienia, a i tak tylko udało mi się zadać trzy poprosić o opinie z czatów, i tak spotkanie zostało przedłużone o godzinę...

Opinie te jednak nie zostały przedstawione. Pański (jak mniemam) kolega całkowicie przeredagował zadane pytania i przedstawił ich złagodzoną wersje w stylu ‘internautom nie podoba się ten pomysł”. Świetnie, tyle tylko, że to akurat Premier już wcześniej wiedział.

Specjalnie pominę fakt wspomnienia przez Pana sąsiada z ironicznym uśmieszkiem o wulgaryzmach które również się tam pojawiały, co chluby nam nie przyniosło a i w oczach Premiera uznania nie przysporzyło.

Poza tym proszę pamiętać... to była pierwsza taka debata, która zrodziła się z luźnej propozycji spotkania w grudniu, na pewno były błędy organizacyjne, na pewno niedociągnięcia z mojej strony... napisał Pan do mnie jakiegoś maila z propozycją co by można zrobić lepiej, jak to usprawnić? (powiem szczerze, że taki maili w całej tej debacie dostałem kilka) – a teraz Pan płacze, że Jego pytania nie przeczytałem przed premierem...

Panie Macieju. Jest Pan dorosłą osobą więc jako zwykły szary człowiek mam prawo domniemywać, że skoro się Pan podejmuje jakiegoś zadania to ma Pan pojęcie jak je zrealizować. I nie „płaczę”, że nie zadał Pan mojego pytania ale utyskuje, iż nie zadał ich Pan w ogóle.

I dosyć istotna sprawa. Nigdy nie mówiłem, nie pisałem i nie podawałem, że reprezentuje internautów - proszę znaleźć gdzieś takie moje słowa. Wiele razy w mediach to podkreślałem i prostowałem - byłem ORGANIZATOREM tej debaty, a nie reprezentantem, to jest różnica.

W pełni Pana rozumiem, jednakże nie zmienia to faktu, że jest Pan internautą i tylko dzięki temu, że nim Pan jest to się Pan tam znalazł.

A na koniec... o co chodziło? Żeby zadać „moje, moje, najmojsze pytanie!” czy żeby uzyskać jakiś efekt? Czytał Pan nagłówki serwisów? Nie dało się zagiąć pytaniami i zmiażdżyć jakąś ripostą – proszę zaproponować i zorganizować debatę, powiedzieć w Centrum Informacyjnym Rządu że zrobi Pan to lepiej i zada wszystkie pytania i będzie git majonez – kontakt do nich łatwo znaleźć, nawet telefony odbierają i na maile odpisują – ja tak właśnie zrobiłem...

aha, i wspomniane wcześniej reakcje serwisów (ważne: PO debacie, nie PRZED):

http://www.tvn24.pl/-1,1641815,0,1,premier-zmiekl-rejestru-stron-na-razie-nie-bedzie,wiadomosc.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,7533246,Zwyciestwo_internautow__Tusk_zapowiada_usuniecie_Rejestru.html

http://www.dziennik.pl/polityka/article543243/Tusk_wycofuje_sie_z_cenzury_internetu.html



Panie Macieju…

Dręczy mnie pytanie, skąd w Panu taka bezgraniczna wiara? Skąd w Panu takie bezgraniczne zaufanie? Ponadto, czy nie zauważył Pan różnicy w przytoczonych linkach?

Weźmy choćby dwa pierwsze. Oba z redakcji z duża oglądalnością lub nakładem:

„Premier zmiękł. Rejestru stron na razie nie będzie.”

„Zwycięstwo internautów. Tusk zapowiada usunięcie Rejestru.”

Więc jak to w końcu jest? Wycofał się z tego pomysłu, czy też może go tylko odsunął w czasie? Czy potrafi Pan ze stu procentową pewnością mi na to pytanie odpowiedzieć?

Bo jak sam Pan widzi, dziennikarze nie byli w stanie wysnuć jednakowego wniosku. I to jest kolejnym przykładem na brak Pańskiej skuteczności, bowiem jako prowadzący miał Pan przecież zadanie by dyskusja była merytoryczna, oraz by wypłynęły z niej konkretne wnioski.

A tych przecież jak na lekarstwo…

Z poważaniem

Kamil Górka

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.