WC o zboczeńcach
Jakie poglądy na temat różnego pokroju zboczeńców (w tym homoseksualistów) posiada Naczelny Kowboj RP? Myślę, że najlepiej jest w tym przypadku przytoczyć jego własne słowa. Poniżej znajduje się kilka cytatów z książki Wojciecha Cejrowskiego pt. "Kołtun się jeży".
Dobrze, kiedy nazywa Pan rzeczy po imieniu, ale nazywanie homoseksualistów pedałami, to chyba niepotrzebna przesada.
Oni sami siebie tak nazywają. No, a skoro sami zainteresowani tak o sobie mówią, to czemu ja miałbym mówić inaczej?
Znam oczywiście słowo „homoseksualista” ale ono jest zbyt lekarskie i mniej wydajne, bo przydługie, a także mniej wyraziste, a satyra powinna być wyrazista.
Znam też anglosaski import językowy - „gay”. To jest jednak śmieć na terenie polszczyzny - słowo niepotrzebne, bo mające przecież rodzime odpowiedniki. Nie dość na tym, „gay” to etymologiczne oszustwo - w języku angielskim podstawowe znaczenie tego słowa, to wcale nie „pedał” ale „radosny”, „słoneczny”, „pogodny”, „miły”. Nieprawdy nie chcę wspierać, więc pozostanę przy „pedale”. Brzmi swojsko, a co najważniejsze podkreśla mój pogardliwy stosunek do zboczeńców.
Mamy i prawo, i obowiązek nazywać rzeczy po imieniu oraz otwarcie sprzeciwiać się złu. Z tego powodu Wydarzenia Grudniowe będę nazywał zbrodnią, PRL - okupacją sowiecką, stan wojenny - przestępstwem, a okrągły stół zdradą.
Ukrywanie własnego stosunku do takich spraw poprzez stosowanie niewyrazistych słów, jest obłudą i kołtuństwem. Jeśli już ktoś ma pogląd na jakiś temat, to powinien też mieć odwagę ten pogląd lansować. Mamy prawo do sprzeciwu, pogardy, dezaprobaty. Korzystajmy więc z tego prawa. Nie wolno się dać zastraszyć i zamknąć sobie ust.
Tak jak kiedyś komuniści, tak dziś kneblować próbują europiści. Na przykład nazywając kołtunami zwolenników przykazania „Nie cudzołóż”. W takiej sytuacji nie wolno się wycofywać!!! Trzeba brać inwektywy na sztandary i nosić je dumnie.
Jeśli eurole wierność nazywają kołtuństwem, to my bądźmy dumni z naszego kołtuństwa. Najcięższa obelga to tylko słowo. Kiedy biją w nas słowami powinniśmy te słowa tłumaczyć na konkrety: co to znaczy w ich ustach, że jestem kołtunem?; co znaczy w ich ustach Ciemnogród?
Okaże się wtedy, że brzydkie słowa oznaczają piękne cechy. Obelgi nabierają blasku, kiedy się je rozwinie w pełne definicje. Kołtun okazuje się być po prostu wiernym małżonkiem, który nie lubi zboczeńców, bezbożników, zaprzańców, zdrajców, donosicieli, rozpusty...
Ciemnogród właśnie tak zostanie ocalony. Odwracano się od niego ze wstrętem, wytykano palcami i wyśmiewano, mówiono, że odchodzi w przeszłość. Wpisałem go na swoje sztandary i dumnie wystawiłem na pokaz w WC Kwadransie. Odebrałem im to słowo i już nie oddam!
Teraz namawiam innych, żeby dumnie obnosili się ze swoim ciemnogrodztwem, bo Ciemnogród to nic innego jak:
- wigilia w rodzinie, opłatek, Św. Mikołaj;
- to, że mężczyźni wstają, kiedy wchodzi kobieta i, że ją całują w rękę, podają płaszcz;
- szacunek dla starszych i dla tradycji;
- krzyż nad drzwiami...
To wszystko towarzysze Europejczycy nazywają Ciemnogrodem.
Ciemnogród jest piękny, a ja jestem z niego dumny i nie zmieni tego skrzywiona twarz Adama Michnika oraz połajanki innych, którym śpieszno do Europy. Lećcie chłopaki same, wasza wola, mnie nie po drodze. Jeno nie trzaskajcie drzwiami - sam je dokładnie zamknę, bo z tej waszej Europy piekielnie ciągnie siarką.
Kiedy Pan Bóg spogląda na Europę z góry widzi, że wszędzie czarno - jasne są tylko światła Ciemnogrodu.
Co się Pan tak przyczepił do tych homo. Co oni właściwie Panu przeszkadzają?
Zboczeńcy mi nie przeszkadzają dopóki niszczą jedynie siebie, siedzą cicho i uprawiają swoje zboczenie wstydliwie, kiedy nie żądają, bym je uznał za normalność. Nie przeszkadzają mi, gdy nie wymuszają akceptacji i preferencji.
A preferencją jest, na przykład, planowany wpis do nowej konstytucji mówiący, że nikogo nie wolno dyskryminować ze względu na jego orientację seksualną. W tym miejscu następuje niekompletna wyliczanka - wymienia się homoseksualistów, a nie wymienia się np. zoofili i nekrofili. Dlaczego? Przecież to też orientacje. Gdzie się podziała konstytucyjna równość?
Nigdy jej nie było w planie - te zapisy to nie równość ale przywileje, preferencje, system kastowy. Kasta pedałów uzyskuje większe prawa od kasty zoofili. A ja między tymi kastami zboczeńców zasadniczej różnicy nie dostrzegam.
Od konstytucyjnych wyliczanek kogo to nie wolno dyskryminować w szczególności, stanowczo wolę równe prawo dla wszystkich - bez wyróżniania kogokolwiek. Prawa dla wybranych mniejszości, to przecież zaprzeczenie równości. Wystarczy jedno prawo dla wszystkich! Jednostka jest najmniejszą mniejszością, kiedy więc chronimy jednostkę, chronimy wszystkich w równym stopniu. Kiedy natomiast dajemy preferencje jednym, to odbywa się to zawsze kosztem innych - tych niepreferowanych, niewymienionych, a wszystkich nigdy się nie wymieni. Bardziej sprawiedliwy jest konstytucyjny zapis mówiący o tym, że nikogo nie wolno dyskryminować, od wpisu z klauzulą, że nikogo, a w szczególności tych i tamtych. Te wszystkie dodatki „a w szczególności” powodują rozdymanie konstytucji do rozmiarów książki telefonicznej oraz nieczytelność prawa.
Niekompletna wyliczanka - wyraz preferencji - powoduje sytuację, w której wyróżnia się jednych zboczeńców odmawiając prawa do równości innym. Odmawiając dzisiaj!!!. Ale przecież jak teraz uznamy homo za normalnych, to prędzej czy później zgłoszą się do nas pozostali zboczeńcy z żądaniem, by uznać także ich prawo do równej egzystencji.
Ostre podkreślanie różnicy między dobrem a złem jest niezbędne. Jej rozmydlanie i nasze drobne ustępstwa powodują lawinę roszczeń — coraz bardziej absurdalnych. Jeśli raz zgodzimy się ustąpić zboczeńcowi, już nigdy nie będziemy mogli odmówić jego kolejnym żądaniom, bo one są logicznie powiązane. Jeśli raz przekroczymy granicę między dobrem a złem i zgodzimy się na przykład na legalizację homoseksualizmu, to w konsekwencji będziemy zmuszani, by ustępować w sprawie homomałżeństw, adopcji przez nie dzieci, treści podręczników szkolnych itd.
Jeśli dziś zgodzimy się uznać homo za normalnych, jutro będziemy musieli uznać za normalnych wszystkich innych zboczeńców. Oni zastosują żelazne zasady logiki i zdobędą kolejne przyczółki. Nie sposób logicznie odmówić prawa do małżeństwa z pudlem zoofilowi, który powołuje się na naszą wcześniejszą zgodę, na prawo małżeństwa mężczyzny z mężczyzną. Między jednym a drugim nie ma bowiem logicznej różnicy.
Jeśli małżeństwo przestało być związkiem kobiety z mężczyzną i nie prowadzi do posiadania dzieci, to czym jest? Związkiem dwóch kochających się istot? Pudel kocha pana, pan pudla, chcą wziąć ślub - musimy go im udzielić. Oto logiczna konsekwencja pierwszego ustępstwa. Potem będziemy już udzielać ślubów z fotografią Marylin Monroe albo z majtkami nieboszczyka Salwadora Dali.
Dwadzieścia lat temu oficjalny ślub psa z psem był czymś nie do pomyślenia - dziś już jedynie śmieszy, ale nie oburza. Założę się, że większość widzów WC Kwadransa po prostu się roześmiała, kiedy pokazywałem fotografie z takich zaślubin.
Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego jakie to wszystko groźne; jak groźnym znakiem jest to, że nas te rzeczy przestały oburzać, a jedynie wywołują uśmieszek politowania. Kiedyś byłby skandal i protesty, dziś jest śmiech, jutro... zgoda, po jutrze bierna akceptacja i oficjalny wpis do konstytucji: Obywatel, w tym pies, ma prawo poślubić innego obywatela, w tym człowieka.
Już dzisiaj w Stanach Zjednoczonych istnieją stowarzyszenia zoofili, nekrofili, pedofili i sadomasochistów. Rosną w siłę zachęcone światowym sukcesem homoseksualistów. Dzisiaj ich żądania brzmią tak samo absurdalnie, jak trzydzieści lat temu pedalskie wołanie o równouprawnienie. Co z tego wyniknie w przyszłości? - Sodoma i Gomora ze wszystkimi konsekwencjami. Nie trzeba cudów biblijnych, by taka cywilizacja zginęła.
Holenderski nekrofil złożył u notariusza dokument z poleceniem, by po śmierci jego ciało przekazać innemu nekrofilowi „celem zaspokojenia potrzeb seksualnych obu stron”.
W Australii wnuczka adoptowała zamrożone plemniki swego dziadka, następnie kupiła kilka sztuk zamrożonych komórek jajowych, a teraz szuka kobiety do wynajęcia, która jej urodzi dzieci. To dwa współczesne przykłady Sodomy i Gomory.
Ja się na taki świat nie godzę, o czym trąbię gdzie się da. Nie godzę się tolerować Sodomy i Gomory. I mogą mi z tego powodu przyklejać łatki dewoty, świętoszka, zacofanego fanatyka - to nic nie zmieni. Jeśli tak ma wyglądać postęp, zostanę wstecznikiem; jeśli to jest nowoczesność obyczajowa, pozostanę zacofanym kołtunem i będę z tego dumny. Nie podoba mi się splugawiona miłość, wyśmiana wierność, Biblia zawieszona na gwoździu w ubikacji, więc wracam za mury Ciemnogrodu.
Zwołuję wszystkich, którzy wolą znosić ciężar dekalogu od lekkich obyczajów. Budujcie Arkę przed potopem.
Pytanie z widowni - Może coś w kolorze różowym?
WC - ???
Pytanie z widowni - Powiada Pan często, że związki homoseksualistów są nienormalne, ale świat idzie do przodu, czy to się Panu podoba czy nie, więc już niedługo to Pan będzie nienormalny.
WC - Myśli Pani, że wszyscy zwariują. Nie wyobrażam sobie jak można instalować tłok w rurze wydechowej... Coś takiego nigdy normalne nie będzie, chyba, że gdzieś na świecie pedalska para będzie miała ze sobą dziecko bez pomocy lekarzy. Wtedy i ja uznam, że homo są normalni, i że Pan Bóg tak chciał... No, albo zacznę wierzyć w czary mary i wtedy rzeczywiście to ja będę nienormalny.
Obrońcy pedałów atakują mnie często mówiąc, że „homoseksualiści są osobami odznaczającymi się dużą wrażliwością i inteligencją, więc jak można ich spychać na margines. Społeczeństwo potrzebuje więcej inteligentnych i wrażliwych”.
No i co z tego? Co z tego, że wrażliwy i inteligentny jeśli zboczeniec.
Panie i Panowie wspierający mniejszość homo, zwracam nieskromnie uwagę, że i mnie nie brak inteligencji i wrażliwości, a mimo to nie zachwycała się moją osobą. A Goebbels był genialny, niestety, i tak wrażliwy, że beczał w kinie - mimo to zgadzamy się pewnie, że społeczeństwo wcale nie potrzebuje więcej Goebbelsów.
Co Pan myśli o powszechnym obecnie relatywizmie moralnym, czyli o tak zwanym „ ukąszeniu heglowskim”?
Jestem cieślą, a nie filozofem, więc bardziej znam się na heblu niż na Heglu. Wszystkim pokąsanym przez relatywizm moralny proponuję, jako kurację wysiłek fizyczny: pracę przy żniwach, wykopki, pielenie buraków, zwożenie siana, rozrzucanie gnoju, młóckę, poranne oprzątanie, albo pracę w lesie przy korowaniu drewna - relatywizm zaraz przejdzie. Wypoci się przy robocie i już.
Wysiłek fizyczny w wyniku którego coś się tworzy pomaga sprowadzić człowieka na ziemię. Kropelki potu na czole i widok tego cośmy stworzyli, pomagają zdać sobie sprawę, że: relatywizm to wymysł i usprawiedliwienie dla bumelantów, słabeuszy, zboczeńców i szuj. Jego miejsce jest jedynie w fizyce - w życiu go nie ma.
Szuja wymyśla relatywizm po to, by dostać taryfę ulgową na czynione przez siebie świństwa. Relatywizuje, czyli stawia grubą kreskę, za którą chowają się zbrodniarze. Ogłasza teorie mniejszego zła: „gdyby Jaruzelski nie złamał konstytucji, nie zniewolił Narodu, nie przewodził zbrodni i kłamstwu, to przyszliby Ruscy i polałaby się polska krew” - to typowe relatywizowanie moralne, a krew przecież i tak się polała.
Co z tego, że gdyby on tego nie zrobił to być może zrobiliby to inni, i być może dużo okrutniej? Co z tego? Zbrodnia jest zbrodnią, przestępstwo pozostaje przestępstwem, a murzynek Bambo się nie wybieli.
Nie wolno się dać oszukać relatywistom! Relatywizm nie usprawiedliwia ani wielkich zbrodniarzy, ani drobnych rzezimieszków, ani śmierdzącego lenia. Relatywizm nikogo nie usprawiedliwia, bo jest zmyślony. Zło pozostaje złem, czy tego chcemy, czy nie. Żadna elita ani gazeta tego nie zmieni. Tak jak nikt nie zmieni praw fizyki pisząc artykuły wstępne o tym, że grawitacja to teoria stworzona przez rasistów i antysemitów.
Towarzysz Mazowiecki może w nieskończoność pogrubiać swoją kreskę, a Jaruzelski i tak nie zostanie od tego bohaterem narodowym tak jak na jego zawołanie moje żelazko nie zacznie fruwać, a Bambo się nie wybieli.
Pedał wymyśla relatywizm po to, by dostać taryfę ulgową na swoje zboczenie. Zrelatywizowany zboczeniec zostaje „kochającym inaczej”. Pederastia, nekrofilia, małżeństwo z kozą albo stosunek przerywany z rzodkiewką, to wtedy już nie zboczenia, ale równoprawne „opcje seksualne”. Wszystkie te „opcje” trzeba wpisać do konstytucji i bronić ich prawa do koegzystencji z tym, co kiedyś było normalne.
W konsekwencji o wszystkich równoprawnych „opcjach” nauczać się będzie dziatwę szkolną. Pedały znalazły w ten sposób drogę do rozmnażania. Nie mogą mieć dzieci drogą naturalną, chcą więc produkować sobie podobnych w szkołach, na lekcjach wychowania seksualnego. Tam będą deprawować młode umysły podsuwając im różne „opcje”.
Namawiam do zdecydowanego obywatelskiego sprzeciwu. Rodzice mają prawo nie życzyć sobie, by ich dzieci uczono zboczeń. Mają też prawo protestować przeciwko temu, by ich dzieci uczył facet o po - lakierowanych paznokciach. Wcale nie chodzi o to, że będzie on zaczepiał i deprawował nieletnich - na to na szczęście wciąż są paragrafy. Chodzi raczej o to jakie wzorce przekazuje się następnym pokoleniom.
Nauczyciel, to nie tylko katarynka do odbębniania programów podręcznikowych, to także ktoś dający osobisty przykład. Co o polskiej rodzinie, ostoi tradycji narodowej opowiadać będzie historyk z torebką? Jakim wychowawcą będzie ktoś, dla kogo normalną rodzinę stanowią dwa samce?
Homo nie nadaje się do nauczania większości przedmiotów:
- swoim życiem przeczy biologii i zoologii,
- ucząc śpiewu preferuje falsety,
- na wychowaniu fizycznym pożera uczniów wzrokiem,
- na wychowaniu plastycznym sam jest najbardziej nieestetyczny,
- na języku polskim scena z mrówkami w „Panu Tadeuszu” go zniesmacza, a nie śmieszy,
- na fizyce gotów jest pakować tłok do rury wydechowej
- itd.
Rodzice mają pełne prawo sprzeciwiać się nauczaniu swoich dzieci przez zboczeńców. Wychowawca o zrelatywizowanej moralności może nam nie odpowiadać. Niech sobie urodzi dzieci i wychowuje. Ja mu swoich chować nie pozwolę.
W tym miejscu słyszę zazwyczaj wielki wrzask o tolerancję. Otóż właśnie byłem tolerancyjny. Przecież tolerancja nie ma nic wspólnego z akceptacją.
To dwie jak najbardziej odmienne rzeczy. Proszę przejrzeć słowniki.
T - o - l - e - r - o - w - a - ćznaczy znosić coś z udręką, z wysiłkiem, bez zgody, aprobaty i akceptacji. Wyrażanie niesmaku jest więc tolerowaniem tego, co nas zniesmacza. Manifestowanie niechęci do zboczeńców też. Odmowa podania ręki też. Tolerancyjny jest też ten, kto pluje szui pod nogi. Nie ma w tym nic złego, ani niestosownego. Nietolerancja to dopiero napluć na buty.
Europejczycy zasłaniają się tolerancją, kiedy słyszą głos niezgody. Chcą nam w ten sposób odebrać prawo do sprzeciwu. Żądają przyzwolenia na wszystko co robią. Chcą zgody na każde świństwo. Mamy siedzieć cicho i tolerować. Tolerancja to ich Złoty Cielec.
Nie wolno nam jej stawiać na piedestał i mówić, że jest wartością ponad innymi. Na takie warunki godzić się nie godzi. To grzech i odpowiedzialność za współudział.
Tolerancja ponad wszystko??? Tolerancja jest wartością??? Tak? A czy wolno być tolerancyjnym dla chuligana, wandala, lenia, zdrajcy, pijaka? Czy wolno tolerować złodziejstwo, morderstwo, gwałt?
W szkole podstawowej, a potem ponownie w gimnazjum, musiałem wykuć na pamięć „Odę do młodości” Adama Mickiewicza. Tam są jasne odpowiedzi dla wszystkich, którzy mają wątpliwości, czy lepiej zwalczać swoje słabości, czy może lepiej je tolerować dając sobie moralne ulgi i usprawiedliwienia. Tam są też odpowiedzi dla tych, którzy wątpią, czy godzi się stawać do walki.
Razem, młodzi przyjaciele!... Choć droga stroma i śliska, Gwałt i słabość bronią wchodu: Gwałt niech się gwałtem odciska, A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
Głęboki namysł nad powyższymi słowami Wieszcza polecam fanatycznym wyznawcom Św. Tolerancji, Św. Relatywy Moralnej i Św. Taryfy Ulgowej.
Źródło: Wojciech Cejrowski - "Kołtun się Jeży"
Inspiracja: http://www.wckwadrans.co.cc
Ta strona powstała 02.06.2009.
Ostatnia edycja 02.06.2009.
Wizyt: 390



