Wywiad z Wojciechem Cejrowskim.

- Czy to prawda, że planuje pan wznowienie swojej trzeciej książki, tak jak zrobił to pan w przypadku „Podróżnika WC”?

- „WC na końcu Orinoko”?

-Tak.

-Tam były złe dialogi i w związku z tym ta książka wymagała przepisania od zera. Zostanie wznowiona, będzie to zupełnie inaczej opowiedziana ta sama historia. Była to fajna wyprawa, fajna opowieść i szkoda mi jej nie wznawiać. Zdarzyły się tam fajne rzeczy, które chciałbym opisać tym językiem który mam dzisiaj. Kiedy pisałem tę książkę jeszcze nie umiałem budować takiej konstrukcji jaką jest powieść przygodowa. Moje książki mimo, że są reportażem, mają konstrukcję powieści przygodowej, tam są postaci które muszą być soczyste, dialogi które muszą być fajne, także jak już teraz umiem pisać porządnie to przepiszę i wydam ponownie.

- Jakie są korzyści płynące z członkowstwa w Królewskim Stowarzyszeniu Geograficznym?

- Żadnych… To nie chodzi o korzyści. To tak jakby pan trochę sztucznie pytał jakie są korzyści z tego, że człowiek należy do Kościoła Katolickiego, albo do swojej rodziny. Nie rozważamy tego w kategoriach korzyści, tak po prostu jest. Chodzimy do kościoła z wyboru. Nie myślimy o korzyściach, to nie jest układ handlowy. W towarzystwie się bywa dla przyjemności, a nie dla korzyści. To jest towarzystwo dżentelmenów którzy mają wspólny dorobek, każdy w swojej branży, ale jest to wspólnie branża geograficzna, spotykają się wśród swoich, dla frajdy, trudno mówić, że to jest korzyścią.

- W „Podróżniku WC” jest wzmianka o rabunkowej gospodarce Puszczy Amazońskiej, a pan yerba mate pije z naczynka Palo Santo, które jest pod ochroną. Gdzie pańskim zdaniem leży granica między zaspokajaniem ludzkich potrzeb, a nadmierną eksploatacją?

- Proszę pana, to, że jakieś drzewo jest pod ochroną, nie oznacza, że jest ono nadmiernie eksploatowane, np. dzisiaj przyszedłem w butach z krokodyla które są zakazane w Unii Europejskiej. Krokodyle nie występują na terenie Unii Europejskiej, ale są na terenie Unii Europejskiej pod ochroną, natomiast w tych miejscach gdzie krokodyle występują są szkodnikiem i nie są pod ochroną. To samo jest w przypadku anakondy, gdybym przywiózł sobie portfel ze skóry tego węża to jestem w Unii Europejskiej przestępcą, bo to jest zwierze chronione w Unii Europejskiej, a tam gdzie anakonda występuje – na Sawannie Wenezuelskiej – jest szkodnikiem pospolitym który trzeba wytępić do ostatniego egzemplarza, bo zjada ludzi. Po co nam są anakondy w przyrodzie? Są zupełnie niepotrzebnie, tak jak komary chcielibyśmy wszystkie wytępić, żeby nie było malarii, tak anakondy możemy spokojnie wytrzebić do zera. Naczynie z Palo Santo… Ziemia została nam dana w używanie i możemy zużywać zasoby Ziemi nawet do zera, np. spalamy węgiel. Nie zostawiamy sobie pokładów węgla na jakieś przyszłe pokolenia, tylko spalamy węgiel cały do zera który jest na planecie Ziemia, a jak nam zabraknie węgla to się wtedy zastanowimy co z tym fantem, czyli, czym zastąpić węgiel, który zużyliśmy do końca. No to jak zużyjemy do końca Palo Santo, to po prostu zaczniemy sobie robić naczynia do picia yerba mate z jakiegoś innego drewna, po to mamy Ziemię, żeby ją zużywać.

- Meksyk jest pana ulubionych miastem. Co warto w nim zobaczyć, spróbować?

- Wszystko. No jak jest ulubionym miastem moim, to jest to jedyna logiczna odpowiedź po takiej tezie.

- Co jest pana ulubioną meksykańską potrawą?

- Cała kuchnia meksykańska – kocham ją i nie potrafię niczego skreślić. W restauracji meksykańskiej mogę zamknąć oczy, stuknąć palcem w menu, w dowolnie wybraną potrawę i na pewno mi będzie smakowała, dlatego zakochałem się w Meksyku i z Meksykiem wziąłem ślub, Polska jest moją matką, matki się nie wybiera, matkę się kocha bezwarunkowo, taki mam stosunek do Polski, natomiast w Meksyku jestem fizycznie zakochany, naprawdę mi tam wszystko odpowiada, czyli w kuchni meksykańskiej każda potrawa którą mi mogą podstawić pod nos będzie mi smakowała.

- To tak na koniec. Gdzie pan woli pracować - w telewizji, czy w radiu?

- To są dwa różne zajęcia, bardzo trudno porównywać. To tak jakby, pan pytał biathlonistę czy woli strzelanie czy bieganie, to są dwie różne rzeczy które trudno porównywać. W radiu się działa na inne ośrodki wyobraźni. Muszę wydobywać słowami i ewentualnie piosenką cały obraz, a w telewizji muszę to zrobić gestem, a nie tylko słowami, nieporównywalne sztuki, trudno mi powiedzieć. Stosuję płodozmian, jestem trochę tu, trochę tu, jak mi się znudzi filmowanie boso to wtedy będę skupiał uwagę na pisaniu książek. Płodozmian, raz jemy marchew, raz cebulę, to nie znaczy, że coś lubimy bardziej, skoro już się nażarłem marchwi po uszy, to teraz zjem sobie cebulę, albo jabłko dla odmiany. Ja stosuję radio z telewizją wymiennie dla odmiany.

- Gdzie pan się wybiera w tym roku? Na jaką wyprawę?

- Ja się nie wybieram, ja jadę impulsywnie. Pan planuje swoje życie, bo pan ma np. wakacje, ja nie mam wakacji, ja jestem wolny. Nigdzie nie pracuję, w związku z tym, nie mam urlopu. Mogę sobie pojechać kiedy mi przyjdzie do głowy, czasami mi rano przychodzi do głowy i popołudniu jestem w samolocie, czyli ja nie planuję, ja po prostu.. No trochę tak jak z szykowaniem sobie śniadania, otwiera pan lodówkę i tak panu przychodzi do głowy – Ah, jajecznice se zrobię [cmok] Wyjadę sobie.

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst itzci5bzjw:

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2012 INTERIA.PL Sp. z o.o., wszystkie prawa zastrzeżone.