Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Nie będzie obrazków. Nie będzie szlaczków. Przerywników. Nie będzie niczego

Dear international readers. Thank you very much for subscribing this newspaper. I'm really sorry, but this wall of text is too large to be translated. I thought about paying someone 5 gold for example for translation, anyway, romanian guys would probably delete whole article knowing wha is this about. So just with few word: it was an honour to fight as Brother in Arms with some of you, or being enemy of some of you. I hope one day We'll meet each other and will drink some beers. Cheers!

A teraz już niestety tylko po polsku

Był sobie kiedyś taki dowcip popularny w moich okolicach, który swego czasu opowiadał mi dziadek. Rzecz dotyczyła nazbyt inteligentnego chłoptasia klas niższych szkoły powszechnej, który ewidentnie wybiegał poza program swojej klasy. Niestety sprytny nauczyciel zadał mu zagadkę, której biedaczek rozwiązać nie umiał - widać ułamki były dla niego zbyt trudnym zadaniem. Ów geniusz radził sobie z matematyką jak tylko chciał, niestety wyłożył się na prostym "ile to jest pięć przez dwa". Niestety - "dwa je mało - trzy je moc".

23 je malo - 24 je moc!

Taaaa... z końcem kwietnia mijają idealnie dwadzieścia trzy miesiące odkąd nieodżałowanej pamięci eersen ubzdurał sobie, że zarobi na mnie 5 golda (to takie były czasy, że za dojście do lvl 6 - circa 5-6 dni grania - Plato, czy jak go tam wtedy zwali, płacił 5 golda żywej gotówki na Twoje konto). Miałem tylko przeżyć do "szóstego levela" ale jakoś tak się niefartownie złożyło, iż zostałem. Zwalcie winę na eersena. Kto chce, może trupowi ze złości dać unsuba.

Tak czy owak, czas biegnie a ja, niczym w owym lokalnym dowcipie uznałem, że 23 je mało - ale 24 je moc. Obecny stan tej, pożal się Boże "gry" nie zachęca aby świętować tutaj pełne dwa lata obecności. Jako, że nie lubię palić za sobą definitywnie mostów (ech, ta tępa, głupia i dziecinna nadzieja, że "oni" coś zrobią z problemem i gra stanie się naprawdę grywalna) zamiast kasować i niszczyć konto (a nuż mi się odwidzi) idę sobie w cholerę na permanentny dwuklik. Dwuklik w moim przypadku oznacza:

- oderwanie się od największego zła (IRC)

- "bardziej chyba pracę w swoich firmach niż walki" (choć lepiej wbić codziennie jakieś BH gdziekolwiek)

- poświęcanie tej, ekhm, "grze" absolutne minimum czasu (myślę, że kwadrans to będzie aż nadto)

Dlaczego?

Nie da się ukryć, że ostatnimi czasy, eRepublik po prostu posysa. Posysa, tak bardzo do bólu, że zwyczajnie robi się przykro. Władzuchna nasza kochana, naprawdę doszła chyba do wniosku, iż należy wydoić masterkardów do cna, a potem serwis się zwyczajnie zamknie. Chwilowo wszystko wygląda tak, iż w pogoni za pieniądzem, bije się fatastyczny pomysł na grę online pejczem o gębie, byle tylko wydusić więcej soku - z zamiarem ukatrupienia zwłok, kiedy tylko zaczną rzęzić. Wybaczcie, ojcowie, ale nie sposób inaczej ocenić sytuacji, kiedy całą strategię, ekhm, "rozwoju" opiera się na "deprecjacji" i "denominacji".

W czasach graczy ode mnie starszych (DeJoT, Mixliarder, inni), w czasach pamiętających Betę, gold był unikatem. Zdobywało się go medalami - uczciwie zapracowanym Media Mogulem, ciężko wywalczonym Battle Hero (najsczęściej i tak deficytowym), medalami kongresowymi, prezydenckimi... Owszem, dało się i kupić. Najkorzystniejsza paczka było to 20 gold. Większe ilości były droższe, jak sami to ujęli tfu-rcy gry, "aby zapobiec deprecjacji golda". Najwyraźniej mamona na tyle zamieszała im w zwojach, iż sami owej deprecjacji zapragnęli. Byle tylko zgarnąć trochę humusu i grzybni pod siebie. Wprowadzono opłacalniejsze pakiety, zaburzono wcześniejszy stosunek ilości do kosztów. I puszczono wsjo na żywioł. Czy to dobrze? Czy to źle? Jasiu Pietrzak natychmiast zripostowałby "Pan Komendant jeden wie!" No taaaak. Nie da się polemizować ze słynnym kabaretowym numerem, trzeba jednak na uwadze mieć fakt, iż owa piosnka kończy się, jakże adekwatnym "i nas wszystkich w dupie ma!". Tak samo jest i tutaj. Administracja, poszła po bandzie. Zdeprecjonowano golda (obecnie można go kupować niemal hurtowo, najwyższa paczka przy zastosowaniu diamentowego programu lojalnościowego i 30% bonusu, który non stop jest odpalany, to koszt 99,99 EURO za 487,5 golda - wnioski wyciągnijcie sami). W chwili obecnej, odpowiednio sytuowany gracz może sobie przetankować już nie tylko mniejsze czy średnie państwo - ale nawet mocarstwo. Jak ostatnio wyliczyłem - Maksymalnie bijąca grupa bojowa (Sekta, wewnatrz Peruna) licząca 300 osób (30 dziesięcioosobowych drużyn) jest w stanie zadać na chlebach i z bronią Q5 tyle influence, aby taki Alfagrem musiał w tym dniu wydać na bitwę 750 EURO.

Jaki to ma sens? I ilu będziemy mieli Alfagremów, Romperów tudzież innych nawiedzeńców, którzy za pomocą gry przeglądarkowej kompensują sobie odległość od moszny do końca swojego przyrodzenia?

Nie grywałem w zbyt wiele gier internetowych. MMORPG przez większość czasu kojarzył mi się z dziwną zbitką literek. Jedno jest jednak pewne. Ni cholery nie uświadczysz gry, w której gracze pakujący realną kasę, uzyskują taką przewagę nad resztą użytkowników. Mogą w zgodzie ze swoim widzi-mi-się przetankowywać i przebijać małe, średnie i nawet największe kraje. Czyż to nie zakrawa na absurd? Gdzie w tym wszystkim sens? Gdzie logika?

Owszem, większość z nas powie, że tkwi w tym bagnie "w nadziei na polepszenie sytuacji". Ileż to jednak może trwać? Kiedy zniosiono limit na Health Kitsy? Kiedy wprowadzono nieograniczony zakup golda? Dość!

Osobiście, całkiem serio, nie widzę sensu aby być armatnim mięsem dla nielicznego "pseudo-elitarnego" grona onanistów, którzy swoje ego i wyimaginowaną długość prącia kompensują za pomocą kawałka plastiku, dzięki któremu mogą "jeszcze jeden raz dać komuś w mordę". Nawet wirtualnie. Nie widzę przyjemności w naparzaniu się z "koksem", który jest pakerem tylko dlatego, że w online'owej gierce za swoje "sterydy" zapłacił realną gotówką. I naprawdę - nie zwalajmy tego na żaden z sojuszów, czy też poszczególne państwa. Jakkolwiek prawdą jest, że w ostatnim buncie użytkowników wyłom zrobiły głównie Rumunia i Chorwacja, jakkolwiek prawdą jest, że w gronie "nie naszych" państwa dominują kupcy - tak trzeba przyznać, że "majsterkardy" są po obu stronach. Tu i tu kupuje się golda, wali się z armaty na pokaz etc. etc.

Jeśli według moich ostatnich wyliczeń wyszło, że naprawdę spoty oddział realnych graczy (300 osób = 30 firm Q5, sam z siebie wydatek niebagatelny, nawet jak na starego gracza) jest w stanie zrównoważyć dzienne wydatki "masterkarda" na poziomie 750€, to pozostaje nam otwarte pytanie - jaki jest w tym wszystkim sens? Jeśli Panowie Administratorzy tego bagienka naprawdę nastawili się na krótkotrwałe zyski kilku sfochowanych osób, to nie zatrzyma ich nic. Czymże jest marne 750 EURO dla (tu wstaw sobie co chcesz). Bynajmniej nie ma to nic wspólnego ani z "massive" ani ze "strategy" a już tym bardziej "social" czy na pewno "game".

23 miesiące to cholernie długo. Za ten czas udało mi się, wystartować we własnym kraju, wyjechać, zagospodarować niszę - postawić od zera sąsiedni kraj, samodzielnie, siłą własnego zaparcia zrobić 2-3 Baby Boomy (był moment, ze praktycznie cały kraj opierał się na moich refach), rozwinąć państwo do maksimum (niedościgniony, stabilny kurs waluty, zwłaszcza na przestrzeni wielu miesięcy), dogonić "tanki ze starego portfela" a nawet (podobno) ustanowić jakieś medalowe rekordy (podobno istnieje klasyfikacja "rundowa" gdzieliczy się zaliczenie każdego medalu X-razy, nie wnikam). Cóż to jednak wszystko znaczy jeśli ktokolwiek może sobie 2x więcej medali kupić karta kredytową? Począwszy od Media Mogula, kupowanego jeszcze niedawno z tysięcy orgów, skończywszy na BH/CH które można wbić teoretycznie nawet pierwszego dnia gry - to tylko kwestia tego ile kasy wydasz na tankowanie.

Dona Eis Requiem

DOŚĆ! Niniejszym dziękuję, za całą tego typu rozrywkę. Nie widzę w niej jakiegokolwiek sensu. Ponieważ nigdy nie lubiłem definitywnego palenia mostów (a nuż, jakiś bukareszteński matoł ogarnie się choć trochę i przywróci temu piekiełku przynajmniej cień grywalności) idę sobie ja na ortodoksyjny dwuklik. Czymże się to ów ortodoksyjny dwuklik objawia, chyba nietrudno jest dociec. Wizytami na eR kiedy starczy czasu i ochoty - a nie "kiedy trzeba", okazjonalnym wbijaniem BH, "kiedy jeszcze jest zdrowie" bo najczęściej po prostu pracuje się po swoich firmach, ignorowaniem IRC'owego złodzieja czasu, etc.

Generalnie nigdy nie kryłem się z zamiłowaniem do pisania, tak więc pomimo deklarowanego przejścia na intensywny dwuklik, pozostajecie wciąż zagrożeni moją pisaniną. Nie tak jeszcze dawno vingaer odgrażała się waleniem użytkowników polskiego erepa po czaszkach niejakimi memuarami. Niestety Kasia odeszła w naprawdę hardkorowe dwuklikanie - a z pamiętnika nici. Postaram się być mniej zapalczywy w swoich planach porzucenia rumuńskiego serwea zlokalizowanego w Stanach Zjednoczonych, i pobawić się jeszcze tu i ówdzie słowem pisanym. A wspominać jest co...

Tymczasem jednak czas się chyba udać na spoczynek. Godzina już niemłoda, czasu coraz mniej. Chyba wypadałoby zapracować i udać się w objęcia Morfeusza. Tudzież, jak napisał dziś jeden z Królików: wypić piwo - walić erepa. \o/

Tego sobie i państwu życzę

Były członek społeczności eR, obecnie już tylko zgorzkniały krytykant tego bajzlu

smrtan

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.