Jedną z metod działania nowych intelektualistów etatystycznych było nadanie nowych
znaczeń starym pojęciom i manipulowanie w ten sposób emocjami, jakie były z tymi
pojęciami związane. Na przykład libertarianie leseferyści byli od dawna nazywani
„liberałami”, a najbardziej ortodoksyjni i bojowo nastawieni spośród nich – „radykałami”.
Nazywano ich też „progresistami”, bo głosili pochwałę rozwoju przemysłu, poszerzenia
obszaru wolności i podniesienia standardu życia. Etatystyczni akademicy nowego chowu
przywłaszczyli sobie te terminy i zaczęli nazywać samych siebie „liberałami” i
„progresistami”. Swoim leseferystycznym przeciwnikom zaś przykleili łatkę
„neandertalczyków” i „reakcjonistów”, oskarżając ich o staroświeckość i zacofanie.
Klasycznych liberałów zaczęto nawet nazywać „konserwatystami”, a nowym etatystom, jak
widzieliśmy, udało się zawłaszczyć pojęcie „rozumu”.
Kiedy zdezorientowani liberałowie leseferyści nie odnaleźli się jeszcze w nowym etatyzmie i
merkantylizmie przedstawianym jako „progresywny” etatyzm korporacyjny, pod koniec XIX
wieku pojawiła się kolejna przyczyna rozkładu klasycznego liberalizmu. Był nią rozwój
nowego specyficznego ruchu – socjalizmu. Socjalizm narodził się w latach trzydziestych XIX
wieku i znacznie się rozszerzył po roku 1880. Charakterystyczną jego cechą było to, że
stanowił mieszankę ideologiczną. Pozostawał pod wpływem obu poprzedzających go
głównych ideologii, które były sobie przeciwstawne – z jednej strony liberalizmu, z drugiej –
konserwatyzmu. Z klasycznego liberalizmu socjaliści wzięli otwarcie głoszoną akceptację
uprzemysłowienia i rewolucji przemysłowej, początkową gloryfikację „nauki” i „rozumu”
oraz, przynajmniej deklaratywne, przywiązanie do takich ideałów jak pokój, wolność osobista
i poprawa standardu życia. Socjaliści rzeczywiście jako pierwsi, jeszcze na długo przed
korporacjonistami, włączyli do swojej doktryny naukę, rozum i uprzemysłowienie. Ponadto
nie tylko przejęli od klasycznych liberałów ich przywiązanie do demokracji, ale prześcignęli
ich na tym polu, domagając się „rozszerzonej demokracji”, w której „wszyscy ludzie”
zarządzaliby gospodarką i... sobą nawzajem.
Z drugiej strony, socjaliści przejęli przekonanie konserwatystów o potrzebie przymusu i
konieczności wykorzystania państwa do osiągnięcia tych liberalnych założeń. Harmonijny
rozwój przemysłu miał być osiągnięty przez wzrost siły państwa. Państwo miało się stać
potężną instytucją, zarządzającą ekonomią i społeczeństwem w imię „nauki”. Nad każdym
człowiekiem i jego własnością awangarda technokratów miała sprawować władzę w imieniu
„ludu” i „demokracji”. Socjalistom nie wystarczała wywalczona przez liberałów wolność
badań naukowych. Socjalistyczne państwo miało wprowadzić zasadę rządów sprawowanych
przez naukowców. Nie wystarczało im, że liberałowie pozwolili robotnikom osiągnąć
bezprecedensowy wzrost dobrobytu. Socjalistyczne państwo byłoby rządzone przez
robotników, a raczej przez działających w ich imieniu polityków, biurokratów i technokratów.
Nie byli usatysfakcjonowani głoszoną przez liberałów równością praw i równością wobec
prawa. Socjalistyczne państwo miało taką równość za nic. Równość miała oznaczać
pokraczną i nieosiągalną jednakowość osiągnięć, a raczej ustanowienie nowej
uprzywilejowanej elity, nowej klasy, w imię wprowadzenia takiej niemożliwej równości.
Socjalizm był hybrydą, bo usiłował osiągnąć liberalne cele, takie jak wolność, pokój i
harmonijny rozwój przemysłu, za pomocą narzucenia starych metod konserwatystów:
etatyzmu, kolektywizmu i hierarchii przywilejów. Tymczasem cele te można osiągnąć tylko
na drodze wolności i oddzielenia państwa od praktycznie wszystkiego. Ruch socjalistyczny
był skazany na upadek i rzeczywiście poniósł żałosną klęskę w wielu krajach, w których
przejął władzę w XX wieku. Sprowadził tylko bezprecedensowy despotyzm, głód i
przeraźliwą nędzę.
Ale najgorsze było to, że ruch socjalistyczny, jako partia nadziei, radykalizmu i rewolucji w
krajach Zachodu, zdołał zdystansować klasycznych liberałów w ich „lewicowości”.
Liberałowie bowiem, w przeciwieństwie do obrońców ancien régime’u, którzy zajmowali
miejsce po prawej stronie sali w czasie Rewolucji Francuskiej, zasiadali wraz z radykałami po
lewej. Aż do narodzin socjalizmu klasyczni wolnościowi liberałowie stanowili „lewicę”, a
nawet „skrajną lewicę”. Jeszcze w 1848 roku tak wojowniczy leseferysta jak Frederic Bastiat
siedział w Zgromadzeniu Narodowym po lewej stronie. Klasyczni liberałowie pojawili się na
Zachodzie jako partia radykalna, rewolucyjna, partia nadziei i zmian w imię wolności, pokoju
i postępu. Liberałowie popełnili poważny błąd strategiczny, pozwalając się podejść
socjalistom pozującym na „lewicowców”. W rezultacie liberałowie wylądowali w środku
między przeciwstawnymi obozami konserwatystów i socjalistów. Ponieważ libertarianizm nie
jest niczym innym niż partią zmiany i poszerzania obszaru wolności, to zaniechanie pełnienia
tej roli oznaczało w dużej mierze utratę racji bytu – jeśli nie w rzeczywistości, to
przynajmniej w odbiorze społecznym.
Żadna jednak z tych rzeczy nie miałaby miejsca, gdyby liberałowie przeciwstawili się złu
toczącemu ich od środka. Mieli oni możliwość pokazania – i niektórzy z niej skorzystali – że
socjalizm jest ruchem chaotycznym, wewnętrznie sprzecznym, niby-konserwatywnym; że jest
monarchią absolutną i feudalizmem z nową twarzą. Mogli głosić, że to oni są nadal
prawdziwymi radykałami, niezłomnymi bojownikami wierzącymi w zwycięstwo
wolnościowych ideałów.
Ta strona powstała 25.11.2011. Wizyt: 86.

