Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Kryptonim "PAJĘCZYNA" - z pamiętnika byłego oficera... Cz. 1

ZACHOWAJ ARTYKUŁ

Nie wiem czy ta książka zostanie wydana. Warto jednak wiedzieć o czym mogłaby być.

Czy ktoś z Was kojarzy taką instytucję jak Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna.

Otóż jednym z jej zadań jest „Pomoc uczniom w dokonywaniu wyboru kierunku kształcenia, zawodu i planowaniu kariery zawodowej”.

I na tym się skupimy. Instytucja ta istnieje w Polsce od dziesiątek lat i była jednym z ważnych źródeł informacji o potencjalnych kandydatach na współpracowników i pracowników służb specjalnych, cywilnych i wojskowych. Zarówno w takiej poradni jak i w większości szkół podstawowych i średnich, nie wspominając o szkołach wyższych rezydował przedstawiciel służb. Ich rolą było wychwytywanie dzieci szczególnie zdolnych lecz stwarzających problemy wychowawcze. Bowiem człowiek, który sam wybiera pracę w służbach, czy to z powodów ideowych czy też finansowych ma często mniejszą wartość niż zwerbowany lub pozyskany za pomocą... Ja jestem jednym z takich ludzi. Ale o tym później.

Pamiętam przełom lat 70-ych i 80-ych, było gorąco i to bynajmniej nie z powodu ocieplenia, tym jeszcze nikt nie grał. Byłem wtedy młodym oficerem niskiej szarży. Cieszyłem się jednak zaufaniem niektórych funkcjonariuszy z wierchuszki. Ponadto podobały im się moje niesztampowe metody pracy, analityczny i zarazem niecodzienny sposób myślenia. Pewnego wieczoru usłyszałem dzwonek do drzwi i ku mojemu zaskoczeniu pojawił się w nich sam, bez obstawy, wysoki rangą, ważny funkcjonariusz służb wojskowych. Widział moje zaskoczenie, i jakoś tak powiedział: wiesz Jurek, właśnie przechodziłem obok i pomyślałem, że wpadnę, wiesz, że lubię z Tobą pogadać.

No i pogadaliśmy. Tym razem alkoholu było mniej niż zwykle bo sprawy jak się okazało były dość, a nawet bardzo poważne.

Nie będę przytaczał całej rozmowy bo była dość długa.

Chodziło głownie o to, że pewne grupy władzy, nazwijmy je myślące przyszłościowo, postanowiły się odnaleźć w trudnej sytuacji jaka panowała w Bloku Wschodnim. Byli już po rozmowach z grupą towarzyszy z Moskwy. Czas gonił, czuliśmy oddech Solidarności na plecach, a scenariusze przygotowane przez starych analityków nie dawały gwarancji przetrwania. I nie chodzi tu o kasę, w tych sprawach służby były zawsze zapobiegliwe. Ja oprócz wysokiej emerytury z dodatkami mam sporo oszczędności na bezpiecznych kontach i kilka dobrze prosperujących interesów w Polsce i nie tylko. A nie wspiąłem się na sam szczy, choć byłem dość wysoko. Chodziło o ciągłość, o to by oddać władzę na papierze, a nie realnie, by przejąć możliwie jak najwięcej przedsiębiorstw, instytucji i zaadpotować się do Nowego Ładu jaki nadchodził. Zaraz ktoś mi wytknie, iż pieprzę, bo wszystko było nasze. I tak i nie. Jak to u TW Bolka. Chodziło bowiem o to by zastąpić lub uzupełnić posiadane już wpływy. To nie miała być gospodarka socjalistyczna, mieliśmy przejść transformację ustrojową i gospodarczą. Tak się przynajmniej miało wydawać Polakom. Jak to mówią dał nam przykład Gorbaczow jak się zmieniać mamy. A pieriestrojka to tylko przykrywka.

A zatem jaki był główny komunikat od nocnego gościa. Słuchaj Jurek musimy założyć grupę ludzi, całkowicie poza strukturami oficjalnymi, poza wiedzą władzy, podobnie jak robią to w ZSRR. Ma mieć strukturę nie do zinfiltrowania i prześwietlenia, a jednocześnie ma wpływać na wszystkie przemiany społeczne, polityczne i gospodarcze. Zapytałem: a czarni wiedzą ( władze kościoła ). Usłyszałem w odpowiedzi: kto ma wiedzieć ten wie.

No to jak tak, to do roboty. Czasy było mało, ale daliśmy radę.

Po wielu spotkaniach i dyskusjach powstała następująco formuła „krzak”, główny pień krzaka stanowiła wybrana wierchuszka, kilkanaście osób, nie wszyscy znali się nawzajem, każdy z nich werbował 3 – 5 osób i z każdym spotykał się osobno i tak dalej, a od 5 stopnia tworzono grupy od 3 do 10 osób z możliwością spotykania się całej grupy, aż do 10 ostatniego stopnia. Co dawało kilkadziesiąt tysięcy osób. Lecz wbrew pozorom tak duża organizacja nie była jednolitym tworem. Na każdym szczeblu tylko funkcjonariusze mogli tworzyć kolejne grupy, a od 5 stopnia w grupach byli też TW i różnego rodzaju agenci, np. wpływu. Z jednej strony zawodowcy, a z drugiej amatorzy, choć nie bez doświadczenia, którzy to mieli wykonać założenia operacji o kryptonimie „Pajęczyna”. Nasi przeciwnicy nazywali nas czerwonymi pająkami nie bez racji oplataliśmy za komuny i po transformacji Polska miała być opleciona we wszelakich sferach życia. Z jednej strony „Pajęczyna” miała łowić w sieć ofiary, które służyły zarówno do konsumpcji jak i do służenia „Pająkom”, a z drugiej strony była czułym instrumentem do wszelakiej kontroli. I wtedy okazało się, iż nie jest to takie proste, było ciut za późno. I zrodził się w naszych głowach, nie bez pomocy towarzyszy z Moskwy następujący plan. Miałem w tym udział. Gdy spytano mnie co zrobić skoro „Wróg u bram”, a projekt nie skończony, zadałem pytanie: czy wiecie co się robi by wygrać mecz ? Padały różne odpowiedzi, jak zwykle głównie sugerowano ustawienie meczu. I słusznie. Natomiast by wygrać rozgrywki trzeba czasem nie tylko strzelać bramki, a również wykluczyć przeciwnika z gry. Na odpowiedni czas. I tak zrodziła się idea „Stanu wojennego”. A gen. Jaruzelski był tego nieświadomym wykonawcą. Założenie było takie odsunąć od przyszłego zarządzania siecią starych towarzyszy, posłać na bezpieczne emeryturki, bronić ich przed Temidą, ale do czasu wykorzystywać ich pozycję i możliwości w naszym projekcie. I tak się stało. Moskwa skutecznie zamydliła generałom oczy, rozegrała ich jak Karpow partię szachów, a my posłaliśmy przeciwnika na ławkę kar do czasu gdy „Pajęczyna” okrzepła, wyparła w większości stary układ częściowo go adaptując i zaczęła działać. I do dzisiaj mamy ubaw gdy słuchamy generałów i ich przeciwników spierających się o przyczyny i konieczność stanu wojennego. Od kilkunastu lat spotykamy się w ścisłym gronie i przy wódeczce licytujemy się kto kogo bardziej wypuścił, kto zrobił lepszą wrzutkę. Długo na liście przebojów był Jerzy Urban, który zawsze był zadufanym w sobie średnio zdolnym idiotą i bufonem, myślał, że rządzi i dzieli. A my dymaliśmy go i jego towarzystwo wrzutkami, by odwrócić uwagę o prawdziwej gry.

Pamiętajcie, iż prawdziwa gra toczy się zawsze obok, poza tymi których wy uważacie za graczy.

A afera Rywinia to majstersztyk. Główne cele to osłabienie Lewicy, napomnienie Agory, Solorza by nie fikali za bardzo. A sam Rywin zagrał swoją ostatnią rolę, lepszą niż w Ekstradycji, oczywiście za godziwe honorarium. O reszcie nie mogę powiedzieć, gdyż tak naprawdę ta afera się jeszcze nie skończyła.

Następna wrzutka maskującą i odciągająca od naprawdę poważnej afery jaką jest prywatyzacja w wykonaniu Ministra Grada i jego wesołej, między innymi naszej ekipy, to wrzutka pod tytułem afera hazardowa. Śmiech na sali, przy okazji można było dokończyć kompromitację idei komisji sejmowych. Hazard to w Makao i Las Vegas Panie i Panowie, a nie maszyny na wsi. Owszem to spora kasa, ale to zaledwie liga okręgowa. A my gramy w Ekstraklasie. Politycy to może 1-sza, 2-ga liga.

A zamach na Papieża, nie tak miało być, owszem zlecenie Radzieckie, ale chodziło o walkę z Islamem, który jak mało kto sobie zdaje sprawę zagraża Rosji bardziej niż Ameryce w długofalowej perspektywie. Ale nie wyszło, bo paru przypalonych idiotów się pogubiło. Absolutnie nikt nie miał zamiaru zabić Papieża. Tylko gierki wewnętrzne spowodowały, iż stracono kontrolę nad wykonawcami zlecenia.

Prawda wyjdzie gdy zacznie się kolejna rozgrywka u „Braci Moskali”. Zaczyna im brakować kart, a te co mają są dość zgrane, choć dalej są w grze i w czołówce czego dowodem jest „Robota Smoleńska”. Dwie istotne rzeczy, a jedna nawet związana z w/w zamachem. Pierwsza to proste pytania do konkurencji: I co nam zrobicie ?. A druga to przypomnienie wszystkim formacjom politycznym i po części nam ( kolegom z „Pajęczyny” ), kto rozdaje karty i kto ma wygrywać. Może nie zawsze, ale zawsze gdy w puli jest duża wygrana. Gdyby chciano wyeliminować PiS lub któregoś z braci Kaczyńskich to uwierzcie mi jest tysiąc innych sposobów. Tu chodziło o spektakularny powrót do gry. Duży „Show”, sorry za nazwę ale tak jest prawda. Musiało być spektakularnie. A dojście do prawdy jest trudne z prostej przyczyny, jest tyle ścieżek i tropów, iż nawet wytrawny pies myśliwski by się pogubił, a nawet jeśli dopadnie, to co najwyżej „ryżego zająca” i trochę „drobiu”.

Ale się rozpisałem, a jest tego w pamiętniku o wiele więcej, to w końcu zapis kilkudziesięciu lat mojego i innych życia.

Na dzisiaj chyba dość, jak... to może będzie druga część.O tym jak i dlaczego mnie zwerbowano do służb. O naszych panienkach i chłopakach do specjalnych zadań - czytaj o prostytutkach i homoseksualnych prostytutkach. O agentkach z NRD i Bułgarii. O wesołym życiu w akademikach i mojej sztuce bilokacji.

O Kościele słów będzie kilka, do tej roboty była kolejka, to był prestiż, świetne żarcie i alkohole i niezłe obrywy, no czasem kilka lat w zakonie, ale było to warte wyrzeczeń.

O przypomniało mi się. Jeden z kolegów ze wschodu tak się zachwycił sowimi sukcesami, iż niedawno po polowaniu na głuszce, nomen omen, powiedział, iż słyszał jakoby skrajna prawica w Polsce myślała, że ten „Wulkan” to robota służb. Jedno ich gubi trochę nas Polaków niedoceniają, albo przeceniają jako idiotów.

To na koniec wrzutka.

Jest taki jeden poseł. Moje dzieło. Otóż tenże poseł miał najpierw namieszać w ZchN, potem miał pomoc rozłożyć PiS, ale życie samo pisze scenariusze i tak się złożyło, że Kaczyński odrzucił jego awanse i zaloty i bez jakiejkolwiek pomocy z naszej strony, tenże sławny poseł w pełni uwiarygodniony jako opozycjonista i obecnie wróg PiS, a członek PO robi nam, że tak powiem dobrze. Dzieło przerosło twórcę, jak mówią mi koledzy. Chyba wiecie o kogo chodzi.

Pozostaje proste pytanie: po co to wszystko, jak jesteśmy już nieźle „zarobieni”.

Dla niektórych to smak władzy, a dla innych adrenalina.

A tak naprawdę robiliśmy to dla nas i dla naszych dzieci i wnuków, w końcu o rodzinę trzeba dbać.

Jak widzicie prawie Darwinowsko proste i nie trzeba się doszukiwać innych motywacji.

Pod choinkę daje się prezenty, a ja ze swoimi nawykami wrzucam Wam pod choinkę „BOMBKĘ”.

Zdrowych i Myślących Świąt.

Uważajcie na listonoszy, bo mleczarzy już nie ma, bardzo nam ich brak.



/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

GazMedia czyli Braterstwo Rury - Z pamiętnika byłego oficera... część 2-ga.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ

W trakcie jednej z popijaw, z okazji lub ku czci, niejaki płk. "Pietrucha" rzekł - A jak wy z nas, starej kurwy, dziewicę orleańską chcecie zrobić. I za takie właśnie myśli był ceniony, a nawet nieoceniony ( A nazywany był tak dlatego, iż lubił czasem przywalić ni z gruchy, ni z pietruchy ).

Ale o tym później. ( fot. główna PAP Leszek Szymański )

Braterstwo...

Jak by się komuś wydawało, iż służby się bardzo zwalczają, nie lubią lub wręcz nienawidzą, to ja mu mówię, że ma rację, swoją rację. Bo inna jest racja nasza. Kłania się tu powieść Braterstwo Róży, jest to jednak tylko fikcja literacka.

Nadrzędnym celem jest przetrwanie, kontynuacja za wszelką cenę, cenę ich i naszej krwi. Nie ma takiej ofiary, której byśmy nie poświęcili dla trwania niczym sfinks, jednak bez utraty nosa. I jest to tożsamy dla wszystkich znaczących na świecie służb interes. Dlatego też różnimy się tak pięknie.

Chłopcy ze Stasi, ze względu na bliskość RFN i oddech KGB musieli nieźle kombinować, choć nie bez wiedzy obu stron, by pływać w tej dość mętnej wodzie. Brano pod uwagę każdy scenariusz rozwoju sytuacji w Europie i oczywiście poza nią, gdzie wpływy się krzyżowały i ostro ścierały. Niejeden uznany scenarzysta hollywoodzki mógł się wiele nauczyć od naszych. Przede wszystkim dlatego, iż u nas nie ma żadnych ograniczeń. Najbardziej nieprawdopodobne pomysły są brane pod uwagę. Warto przypomnieć ogólnie przyjęty pogląd, iż rozwój astronautyki jest motorem napędowym nauki i techniki, tubka do pasty do zębów i temu podobne kosmiczne wynalazki. Nie zdajecie sobie sprawy jakie zasługi dla rozwoju wielu dziedzin nauki mają służby. I nie chodzi to o pluskwy, niewykrywalne trucizny i temu podobne atrybuty specyficznej działalności. Olbrzymi obszar działania determinuje pole badań i wdrażania co raz to nowych wynalazków i udoskonalania istniejących narzędzi i technik działania. Nie zapominając o metodach znanych naszym pradziadom. To tak na marginesie głównego wątku.

Niech więc nikogo nie dziwi, iż tak wiele zostało przewidziane, są u nas naprawdę tęgie umysły, ale i też nieprzewidywalne osobniki, jak choćby Pietrucha.

Malkontent powie, teorie spiskowe, wszechwładne służby, lecz się człowieku. I sam daje dowód na racjonalne zarządzanie ludzką, indywidualną i zbiorową psychiką. Nie twierdzę, iż legendę Robin Hooda, Janosika czy też Zorro stworzyli rabusie by dodać swojej profesji szlachetnego anturażu. Natomiast kontestowanie istnienia wielu, pozornie niewidzialnych rzeczy za pomocą bata teorii spiskowych to dzieło kapłanów naszego umysłu. A są nimi dzisiaj służby, działające tak we własnym interesie.

Nowe otwarcie.

Rosja i Niemcy nie miały zamiaru popełnić błędów przeszłości przy podziale wpływów na świecie, a szczególnie w Europie. Pozostawał jednak jak zwykle problem Polski. Polski, które już wtedy była brana pod uwagę jako ważny podmiot przyszłych wspólnych interesów. Chichotem historii jest fakt, iż Niemcy, którzy chcieli podbić Rosję dla zdobycia kontroli nad jej surowcami, teraz grzecznie je od niej kupują, będąc jednak ważnym graczem na tym rynku.

I tak po ustaleniu kto co bierze należało jeszcze zająć się narodem polskim, bo jak powszechnie wiadomo naród to niepokorny i krnąbrny i nijak nie lubi jak mu kto co narzuca. Należało zatem zająć się umysłami, oczywiście nie zapominając o polityce i gospodarce.

Polska Rogata Dusza.

Za PRL-u sprawa była prosta, władza wzięła wszystko. Owszem, był zawsze jakaś opozycja, ktoś coś między wierszami pisał. Natomiast jak chciano skierować słuszny gniew ludu w odpowiednią stronę, wystarczyły wiece, prasa, radio i telewizja z odpowiednim przekazem. W przyszłości, dalekiej choć przewidywalnej te metody mogły nie wystarczyć. Choćby z powodu konieczności wdrożenia tzw. demokracji i pluralizmu. Wolność bardziej kojarzy się z wolnością słowa, mediów, ze swobodami obywatelskimi niż z wyborem między Mortadelą a, Krakowską Suchą. Chociaż nie łudźmy się, iż komunę obalił Lech Wałęsa i Solidarność. Obalił ją brak kiełbasy i nadmiar octu. Pomimo, iż Polacy znani są ze swoich wolnościowych dążeń, to jeść trzeba, a nawet należy. Nie usiłuję oczywiście zdeprecjonować wkładu Solidarności, Polaków, ani tym bardziej TW Bolka i Lecha Wałęsy w ten wielki narodowy zryw. Ma od jednak nie jedno podłoże.

Nowe - Stare Media.

Należało zatem liczyć się z eksplozją demokracji i wolności. A jak z nią sobie poradzić, zapobiec czy też kontrolować. Kontrolowany wybuch jest korzyścią dla obu stron gry. Tych co grają i tych co są rozgrywania. Nie można jednak było czekać do ostatniej chwili i oprócz przerw w zagłuszaniu Wolnej Europy, Radia Luksemburg i wielu innych imperialistycznych stacji, należało zacząć stwarzać pozory demokracji i reglamentować dopływ informacji, treści i wartości z Zgniłego Zachodu. I wbrew pozorom nie jest to znak lat 80-ych. Czyniono to falami już dużo wcześniej. Mnożyły się czasopisma, tygodniki, w radio i telewizji przybywało filmów zza kurtyny, a na pólkach księgarń książki już nie leżały, układano je w pionie, nie mieściły się po prostu. II Program TV, III Program PR, nowe - stare twarze i głosy. Świadomi swojej roboty, ale i też owe dziewice medialne.

Krótka dygresja, podział zasadniczy, który ma największy wpływ na dzisiejszy obraz Polski w sferach polityki, mediów i gospodarki, jest po części dość naturalny. Rosja to specjaliści od głowy i duszy, a Niemcy od gospodarki. Zatem Rosja od lat przygotowywała kadry polityczne na nowe czasy, ot takie z "Dziadzia Pradziadzia", a Niemcy oprócz gospodarki zajęli się głównie stroną techniczną i organizacyjną, narzędziami do sprawowania rządu dusz, czyli mediami. W końcu na Zachodzie Media były "wolne i pozbawione wpływów", jednak co najważniejsze były nowoczesne, wyprzedzały media krajów bloku wschodniego , niesłychanie skuteczne propagandowe ( nie zawsze oczywiście ), choć pozbawione tak nowoczesnych narzędzi jak ich odpowiednicy po drugiej stronie lustra. Rosja dostarcza gaz dla przemysłu gospodarstw domowych oraz gaz dla umysłu, a Niemcy ( nie tylko oczywiście oni ) nowoczesne technologie i struktury organizacyjno-własnościowe, zarówno na rynku mediów jak i w sektorze gospodarczym, przy udziale pozostałych graczy ( Francja, Wielka Brytania, Szwajcaria, czy też kapitały nieokreślone ulokowane w "Rajach Podatkowych" ).

Od czego by tu zacząć, może od dziewic, nie je zostawimy sobie na deser.

Dziwki często wchodzą sobie w paradę, rwą kudły z łbów, tłuką się po mordach. Alfons nigdy dziwki w twarz, ani żadną część ciała, która dla klienta jest nie uderzy. Dziwki mają swoje rewiry wyznaczone przez alfonsów, którzy jak nie muszą to sonie w paradę nie wchodzą, w końcu to jedna wielka rodzina. Stare kurwy to wytrawni gracze, czasem i młodego skuszą swoim doświadczeniem. I tak jak rzekł Pułkownik "Pietrucha", my stare kurwy tego świata, służby, mieliśmy skusić zachłyśniętych wolnością Polaczków ( bo Polaków ciężko ), skusić naszym dziewictwem, świeżością. I choć w starym piecu diabeł pali, to świeża szczapa dodaje wonności.

Obsada.

Pierwszy ważny podział mediów to podział ze względu na doświadczenie i kompetencje. Podziemni dziennikarze i drukarze to świetny zalążek przyszłej niezależnej prasy, a telewizję trzeba jednak przynajmniej częściowo oprzeć się na jej ludziach, w końcu podziemne radia i telewizje to jednak amatorka od strony technicznej. Budowę fundamentów za często stosunkowo wcześnie, tak jak pisałem TVP II i PR III dostarczyło kadry, a od strony biznesowej podwaliny tworzyła Firma Polonijna Contal ( obecnie koncern medialny ITI ), a w późniejszym okresie TV Polsat - twórcy Pakietu Familijnego, pierwsza ?, polska telewizja prywatna z jakże wymownym logo – Słoneczko. Taka niezaangażowana politycznie, taka familijna. Panowie Walter i Solorz, ich firmy, powiązania biznesowe i "służbowe", że tak powiem, to jak wiemy temat na osobną historię.

Doświadczenia z Telewizyjnej Dwójki, kanału jednak rozrywkowego wyniesione z PRL-u i pogłębione współcześnie pozwoliły ITI i Polsatowi stworzyć imperia medialne na niespotykaną w Polsce skalę. Imperia, które realizują pospołu z Agorą i jej medialną pajęczyną oraz wieloma tzw. niezależnymi mediami + Superstacja, czy też pokomusze media Urbana i jego koleżków, różnej maści partyjniaków i SB-eków ( w tym często czasopisma branżowe ), realizują ten stary, ale jakże jary plan. Plan polegający na zastąpieniu realnej i wybieralnej władzy centralnej i samorządowej, władzą absolutną mediów.

Władzy nie oddamy ?

Wierchuszka służb, jak i młode wilki zdawały sobie sprawę, iż władzę należy oddać, choć nie traci się jej na zawsze, tak i jak nie ma jej się trwale. Jakie by nie były środowiska polityczne i gospodarcze u władzy, zawsze należy się liczyć z tym, iż się urwą ze smyczy lub większy wpływ będzie na nie miała konkurencja krajowa lub zagraniczna. To na wszelki wypadek należy mieszać w kilku garnkach.

A uwiarygodnienie przez swoją opozycyjną działalność dziennikarze, artyści, publicyści, naukowcy czy też politycy sprawnie realizują, mniej lub bardziej świadomie plany i scenariusze sprzed wielu lat.

Czyż nie większość odurzonych świeżym powietrzem jakie nas otaczało w "wolnej" Polsce nie zaczytywaliśmy się w Gazecie Wyborczej i jej podobnych gazetach. Skądinąd majstersztykiem jest udział służb w jej stworzeniu, doborze kadr i późniejszym uwłaszczeniu się Agory na wspólnej własności Polaków i Solidarności.

Sekrety kuchni.

Mamy zatem zaprawionego w bojach propagandowych i baletach oraz rozrywce dla gawiedzi Waltera i Adasia Niezgódkę. Istny Tandem Zenu ( wyjaśnienie tego pojęcia tkwi w tym duecie ). Jest chleb, igrzyska, jest serial, Taniec z kimś tam, jest szkło i różne takie MO, Sekielskie i Kuźniary, a i u Adasia menażeria rodem jakby z całego świata. Robota pali się w rękach. Szkoda tylko, iż idąc śladem programów typu "Majka od zaplecza" ( przepraszam, iż prawie lecę Węgrzynem, ale Majka od zaplecza brzmi obiecująco ), "Jak kręcono na Plebanii" itp, idąc tym śladem TVN nie pokaże nam programu "Walter i jego komanda w kuchni i od kuchni". Wtedy być może i bo publikacji GW pt. "Co kryje się za szpaltą", niedowiarki i przeciwnicy teorii spiskowych musieli by starą metodą dotlenić swe zniewolone, być może jeszcze umysły, powietrzem z papierowego worka. Na co im to jednak, konformizm, konsumpcjonizm, nawet neo-niewolnictwo, jak się mózgu odpowiednią część wyłączy, to wszystko nie boli, a wręcz dostarcza miłych wrażeń. W przeciwieństwie dodążenia do prawdy, do bolesnego czasem jej poznania.

CDN.

Znacie starą metodą odwrócenia uwagi - O Jezu, za rogiem spadł samolot, dobre dla dzieci, niekoniecznie. Często gdy zaczyna być gorąco dokoła jednego z naszych ludzi, szybko wystawiamy kogoś mniej ważnego lub robimy wrzutkę by odwrócić uwagę od rzeczy ważnych. Niby dobre dla dzieci, a sprawdza się od lat.

Ostatni jakoś tak się dzieje, iż część "dziewic orleańskich" wychodzi przed szereg i zalatuje starą kurwą. Ale i to przewidzieliśmy, nowe dziewice już się szykują, a amatorów na nie nigdy nie zabraknie.

I to tyle tytułem wstępu - o GazMediach i Braterstwie Rury w następnej części.

Zapraszam do kolejnej części, wspomnień, które się jak sądzę nigdy lub nie tak prędko ukażą.

A gdyby ktoś pytał dlaczego nie wspominam o tzw. „Żydokomunie”, V Kolumnie i Cyklistach, to ja mu powiem, że wspominam, a i o UFO-kach też.

Kryptonim "PAJĘCZYNA" - z pamiętnika byłego oficera... Cz. 1

A teraz z innej beczki.

Wykop

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright – 1999-2017 INTERIA.PL , wszystkie prawa zastrzeżone.