Ostatnio: 08.08.2018

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Był listopad, deszczowy ranek spowijał ulice krakowskiego osiedla. W zgiełku i hałasie ulicznego pośpiechu ginęły ludzkie pragnienia i kłopoty. Dzień ten był szczególny, choć nic nie zapowiadało nadciągającej katastrofy...

Czarek siedział właśnie w tramwaju. Za pół godziny miał odbyć swoją najważniejszą rozmowę – rozmowę kwalifikacyjną w jednej z miejscowych firm. Zdenerwowanie nie malowało się na jego twarzy, był spokojny i pełen nadziei. Spokój ducha był niezagrożony, motywacja odcinała go od szarej i ponurej rzeczywistości, jaka spowijała mieszkańców miasta.

Przejechawszy dwie przecznice wysiadł na najbliższym przystanku. Już tylko sto metrów dzieliło go życiowej szansy, której za wszelką cenę pragnął. Jeszcze tylko kilka kroków, jeszcze tylko kilka twarzy do minięcia na ulicy. Jeszcze tylko...

Stanął przed wejściem do budynku, na domofonie szybko odnalazł właściwy numer, pod który miał się udać. Niespiesznym krokiem wszedł na drugie piętro, minął kilka pokojów biurowych długim, lekko ponurym korytarzem. „Myśl pozytywnie” powiedział w myślach. Już tylko kilka kroków.

Odważnym ruchem dłoni zapukał do drzwi działu rekrutacyjnego firmy.

- Proszę – usłyszał ciepły kobiecy głos dochodzący zza drzwi. Pewnie, acz delikatnie otworzył drzwi i skierował pierwszy krok ku lepszemu życiu.

- Dzień dobry, nazywam się Czarek K******, byłem umówiony na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy – powiedział ciepłym i odważnym tonem.

- Proszę usiąść, już informuję szefa – powiedziała pani zza biurka. Może czegoś się Pan napije? Kawa? Herbata? - zapytała.

- Dziękuję, chętnie napiję się herbaty – odpowiedział Czarek.

- Już podaję, przekażę tylko szefowi, że już Pan jest.

Czarek usiadłszy rozejrzał się po pokoju. Ciepły nastrój jaki w nim panował był nie tylko efektem pomalowanych na pomarańczowy kolor ścian, ale również zapach magnolii budował odpowiednią atmosferę. „No proszę, przyjemnie tu” pomyślał. Fotel również był wygodny, trochę ekstrawagancki, ale bez przesytu. Na szklanym stoliku znajdującym się tuż przed nim leżała sterta dokumentów – faktur, notek ze spotkań, planów projektowych.

- Przepraszam za lekki bałagan, mamy dzisiaj straszne zamieszanie w firmie – powiedziała pani z pokoju. A i przepraszam, że się nie przedstawiłam, mam na imię Ewa – dodała szybko z lekkim uśmiechem na twarzy.

- Bardzo mi miło – zripostował szybko, próbując ciągnąć dalej towarzyską dyskusję.

Lecz nastąpiła krótka cisza. Ewa szybko przerzuciła jeszcze kilka dokumentów na biurku, po czym przystąpiła do przygotowania herbaty.

- Szef za chwilkę Pana przyjmie, rozmawia jeszcze przez telefon. To nie potrwa długo.

- Rozumiem, nigdzie mi się nie spieszy, a zapach aromatu tej herbaty sprawia, że chętnie tutaj jeszcze z Panią posiedzę – dodał lekko nonszalanckim tonem.

Ewa na tą sugestię uśmiechnęła się lekko, lecz szybko zabrała wzrok i przeniosła go na biurko, na którym czekały na nią pozostałe dokumenty.

Czarek wziął pierwszy łyk herbaty. Z podziwem obserwował Ewę i jej stanowisko pracy. Pomyślał „Muszą tutaj mieć fajną atmosferę. Weź się w garść. Już niedługo”. Spojrzał na zegarek, było pięć po jedenastej. Od pięciu minut powinien już rozmawiać na temat swojej przyszłości. Nim oderwał wzrok otworzyły się drzwi w gabinecie szefa. Ujrzał w nich młodego, elegancko ubranego mężczyznę, który wyraźnie szukał kogoś wzrokiem w pokoju.

- Proszę, Pan wejdzie – powiedział.

Czarek pewnym ruchem wstał z fotela, odstawił na stolik filiżankę herbaty, za którą ciepło i serdecznie podziękował Ewie.

- Marek W*****, miło mi Pana poznać.

- Czarek K*****, wzajemnie – odpowiedział ściskając dłoń swojego przyszłego pracodawcy.

- Proszę usiąść – Marek wskazał odważnym ruchem ręki fotel naprzeciwko swojego biurka.

- Panią Ewę zdążył już Pan poznać, jest dla nas szczerym złotem – dodał szukając czegoś w dokumentach rozłożonych na biurku.

- Tak, Pani Ewa zrobiła na mnie niemałe wrażenie.

- Bardzo nam miło – odpowiedział Marek. Mam przed sobą Pańskie CV, możemy rozpocząć rozmowę kwalifikacyjną?

- Jak najbardziej – potwierdził pewnie Czarek.

- Od razu przejdźmy do kwestii najważniejszych, czyli Pańskiego doświadczenia, bo to mnie jako szefa interesuje najbardziej, a i widzę, że pod tym względem rokuje Pan bardzo dobrze.

Czarek lekko się uśmiechnął, próbując zakamuflować rumieniec, jaki pojawił się na jego twarzy.

- W CV wspomina Pan m.in. o bogatym doświadczeniu jako programista i copywriter. Widzę współpracę z wieloma portalami internetowymi: Onet.pl, Wykop – wymienił.

- Zgadza się, od lat z nimi współpracuję.

- Na czym ta współpraca polega, czy może Pan wyjaśnić?

- Ostatnimi czasy współpraca polega głównie na copywritingu, ale również na programowaniu – powiedział z dumą Czarek.

- Bardzo ciekawie to brzmi. Najdłuższy tekst jaki Pan napisał np. dla Onetu?

- Hmm, niech się zastanowię – na czole Czarka pojawiły się oznaki wzmożonego procesu myślowego. Najdłuższy tekst miał 500 znaków – odpowiedział szybko, lecz pewnie.

- 500 znaków? Tylko tyle.

- Tak, tylko tyle znaków przyjmują komentarze na Onecie.

Marek nie krył zdziwienia na twarzy. Zmieszany tym obrazem Czarek szybko pociągnął temat, aby poprawić wrażenie.

- Muszę jednak dodać, że każdy mój wpis idealnie się pozycjonuje, co pozwoliło mi zdobyć bogate doświadczenie w optymalizacji SEO.

- Ooo, bardzo dobra wiadomość. Jakie frazy najczęściej udało się Panu pozycjonować?

- Trol, idiota – odpowiedział Czarek.

Nastąpiła krótka cisza.

- Rozumiem, przejdźmy może do następnej pozycji w Pańskim CV. Pisząc o Wykopie wspomina Pan o znajomości ich interfejsów sieciowych oraz rodzinie, jeśli dobrze rozczytałem? (Czarek swoje CV napisał odręcznie, ufając że tym sposobem zdobędzie uznanie pracodawcy – autor)

- Zgadza się – odpowiedział krótko Czarek.

- Czy może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?

- Więcej, hmm, niech pomyślę. Interfejs sieciowy Wykopu jest mi znany bardzo dobrze, nie wiem co mogę więcej powiedzieć.

- A na czym ta znajomość polega, czym się objawia? - ciągnął Marek.

- Zbanowaniem mojego adresu IP przez administratora serwisu.

Znów nastąpiła krótka cisza.

- A rodzina? - dopytał lekko poirytowany Marek.

- Rodzina? Aaa, rodzina adresów IP. Od sąsiada już też nie mogę korzystać.

Nastąpiła długa cisza. Marek długo z niedowierzaniem wpatrywał się w twarz Czarka, z której nawet na sekundę nie zszedł lekko tępy uśmiech.

- Czy to już koniec – zapytał Czarek przerywając ciszę i spokój, jaki zapanował na długą chwilę.

- Chyba tak – odpowiedział Marek. Oddzwonimy do Pana – dodał wstając z fotela i wyciągając dłoń do Czarka.

- Dziękuję, jestem zaszczycony – powiedział Czarek i pewnym krokiem opuścił gabinet szefa, ciepło żegnając się również z Ewą.

Szczęśliwy, z tym samym tępym uśmiechem na twarzy opuścił budynek. „Oddzwonią do mnie, pewnie jeszcze dzisiaj i jutro zaczynam!” pomyślał w głębi duszy. Ginąc w zgiełku krakowskiej ulicy zapomniał jednak, że nie ma telefonu. Nieważne. Szczęście jest bezcenne, a wiara i nadzieja nie umiera nigdy. Nigdy.

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.