Ostatnio: 27.05.2018

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Niektórzy ludzie na Wykopie, są wyjątkowo czerwonolubni - gdy pod którymś z Wykopów argumentowałem w komentarzach, o postulacie delegalizacji SLD, zostałem zaminusowany.

Osobom nie rozumiejącym, dlaczego tę bandę trzeba raz na zawsze rozpędzić, dedykuję poniższy artykuł.

Oto jak w Polsce robi się milionowe przekręty na poziomie samorządów, czyli jaka rzeczywistość kryje się za PR-owym bełkotem wyborczym, którym gadające mordy tych "zbawców świata", raczą nas co 4 lata:

Wstęp

Powstałe na początku lat 90. Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska miały realizować regionalne programy ekologiczne, rozdzielać środki na zadania związane z ochroną środowiska oraz wspierać badania naukowe prowadzone w tej dziedzinie. Pieniądze na realizację tych celów pochodzą z kar za zanieczyszczanie środowiska. Są to ogromne kwoty. Dla przykładu: roczny budżet WFOŚiGW w Łodzi wynosił w ostatnich latach 150–170 mln zł. To tyle, ile wynosi cały budżet średniej wielkości miasta.

Poza działalnością proekologiczną Fundusze mogą udzielać oprocentowanych pożyczek i dotacji, zakładać spółki oraz obracać akcjami i udziałami spółek już istniejących. Przeprowadzona w 2000 r. w funduszach kontrola NIK wykazała, że w praktyce nastąpiło „wyraźne przesunięcie aktywności części funduszy w stronę działalności charakterystycznej dla instytucji finansowych z osłabieniem ich podstawowej działalności”. W ciągu czterech ostatnich lat niewiele się w tej sferze zmieniło.

Kontrolę nad finansami Funduszy sprawują sejmiki wojewódzkie. Rządzące w sejmikach ugrupowania z reguły obsadzają najważniejsze posady w WFOŚ według partyjnego klucza. I to partyjni działacze decydują o tym, komu udzielić finansowego wsparcia z kas Funduszy. Nic więc dziwnego, że wysunięta niedawno przez premiera Jerzego Hausnera propozycja, by w ramach ograniczania wydatków na administrację zlikwidować Fundusze, spotkała się z gwałtownym sprzeciwem jego partyjnych kolegów

Fundusz ochrony rodziny

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi stworzył sieć spółek kierowanych przez działaczy SLD i PSL, do których pompował miliony złotych z publicznej kasy. Gdy sprawa wyszła na jaw, podjęto decyzję o ich sprzedaży. Spółki przejęli ci sami ludzie, którzy dotąd w nich rządzili. Tym razem na własność.

OWFOŚiGW w Łodzi głośno było kilkakrotnie: gdy wysłał swoich notabli i łódzkich samorządowców na Cypr na szkolenia z odsalania wody morskiej i wypalania węgla drzewnego, kiedy od prywatnych osób kupił akcje Banku Częstochowa, przepłacając za nie prawie 2 mln zł (POLITYKA 51/2000), oraz gdy udzielił firmom Kazimierza Grabka 10-milionowej pożyczki na budowę zakładu utylizacji odpadów poubojowych, zamiast którego powstała fabryka żelatyny (POLITYKA 7/01).

Zamiast zajmować się wspieraniem przedsięwzięć proekologicznych, Fundusz inwestował w akcje, kupował weksle, udzielał pożyczek firmom, których działalność nie miała nic wspólnego z ochroną środowiska – na przykład producentowi odzieży.

W końcu w 2002 r. prokuratura oskarżyła pięciu członków zarządu i jedenastu członków rady nadzorczej Funduszu o to, że przekraczając uprawnienia i nie dopełniając obowiązków przyczynili się do powstania w nim wielomilionowych strat. Najpoważniejsze zarzuty – uczestnictwa w decyzjach, w wyniku których Fundusz stracił ponad 40 mln zł, prokuratura postawiła jego byłemu prezesowi Markowi K. (zgodnie z prawem prasowym możemy podać tylko inicjał). Politycy SLD i PSL – partii rządzących w sejmiku wojewódzkim, któremu WFOŚ podlega, zapowiedzieli wówczas, że zrobią w nim w końcu porządki.

Na nowych porządkach zyskali ludzie związani z Markiem K. i Leszkiem Koniecznym (SLD) – członkiem zarządu województwa wybranym właśnie przez sejmik.

Reformy zaczęły się od zmiany władz. A właściwie od ich roszady, bo notable WFOŚ i innych podległych sejmikowi instytucji powymieniali się tylko fotelami. Na przykład nowym wiceprezesem WFOŚ został Celestyn Podgórski z SLD, wcześniej wicedyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi, a jego miejsce w WORD zajął były wiceprezes WFOŚ Jan Dębski (oskarżony o niegospodarność, w wyniku której fundusz poniósł straty w wysokości 39 mln zł). Tylko prezes Marek K. rozstał się z posadą na dobre. Zastąpił go związany z PSL Jerzy Szmit, były członek zarządu Łódzkiej Regionalnej Kasy Chorych.

Kolejnym etapem reformy WFOŚ miała być sprzedaż należących do niego spółek. Spółki te specjalizowały się w realizacji inwestycji, na które pieniądze dawał Fundusz. Na przykład, gdy ktoś starał się o dofinansowanie z WFOŚ ocieplenia budynku, musiał dać zarobić spółkom: jedna przygotowywała za niego stosowny wniosek, inna wykonywała potrzebne analizy, kolejna szukała wykonawców. Funkcje w spółkach rozdzielano głównie między działaczy SLD i PSL (POLITYKA 9/01). W ich akcje WFOŚ zainwestował ponad 53 mln zł z publicznej kasy, udzielał im wielomilionowych pożyczek i dotacji. Pieniądze wymykały się spod publicznej kontroli. Władze spółek robiły z nimi, co chciały. Na przykład prezes Funduszu Marek K., który szefował równocześnie radzie nadzorczej Agencji Poszanowania Energii, wyremontował sobie na jej koszt dom. Według prokuratury w ten sposób naraził spółkę na stratę co najmniej 237 tys. zł. Teraz ci sami ludzie, którzy rządzili w spółkach, kupują je za grosze od Funduszu.

Śmierdzący biznes

Jedną ze spółek sprzedanych przez WFOŚ jest Gaz Region. Fundusz założył ją w 1999 r. Miała zaopatrywać w gaz ziemny miejscowości na terenie województwa łódzkiego. Jej kapitał założycielski wynosił 1 mln zł. Prezesem został Andrzej Kubis, dobry znajomy ówczesnego prezesa Funduszu Marka K.

Trzy lata później WFOŚ sprzedał Gaz Region za 1 mln 15 tys. zł. – Spółka nie mogła zostać sprzedana korzystniej. Dostaliśmy za nią przecież o 15 tys. więcej, niż wynosił kapitał założycielski – przekonuje Jerzy Szmit, nowy prezes WFOŚ. Tylko że o wartości spółki decyduje przede wszystkim posiadany przez nią majątek i pozycja na rynku, a nie kapitał założycielski. A głównym majątkiem Gaz Regionu była spółka Eko-Boruta, zakupiona w grudniu 2001 r. za 1,6 mln zł. Pieniądze na jej zakup Gaz Region pożyczył od WFOŚ.

Eko-Boruta z kolei jest właścicielem trzech składowisk odpadów: czynnego i dwóch nieczynnych, pozostałych po likwidowanych Zakładach Przemysłu Barwników Boruta w Zgierzu.

Czynne składowisko Eko-Boruty ma od lat stałych klientów. W 2001 r. było ich 122. I jak wynika ze sprawozdania spółki za tamten rok, wciąż zgłaszali się nowi. Składowisko to bowiem, jako jedyne w województwie, może zbierać odpady przemysłowe każdego rodzaju. I tylko ono może przyjmować odpady zakwalifikowane jako niebezpieczne.

Monopolistycznej pozycji Eko-Boruty nic nie zagraża. Budowa nowego składowiska jest natychmiast blokowana przez ekologów i mieszkańców. Dlatego ten, kto ma działające składowisko, ma żyłę złota.

Gdy należący jeszcze do WFOŚ Gaz Region kupił Eko-Borutę, przewodniczącym jej rady nadzorczej został Andrzej Kubis (przypomijmy: dobry znajomy Marka K. i prezes Gaz Regionu). Na prezesa powołano Zdzisława Walczaka, niegdyś szefa państwowych Zakładów Sprzętu Przeciwpożarowego Progaz w Łodzi. – To dobry znajomy posła Andrzeja Pęczaka, do niedawna barona łódzkiego SLD, i jego prawej ręki – Leszka Koniecznego. Znają się jeszcze z Komitetu Wojewódzkiego PZPR. To Konieczny wprowadził Walczaka do Eko-Boruty – mówi Jan Mertl z łódzkiego Inkubatora Przedsiębiorczości, gdzie Gaz Region ma siedzibę.

Pakt z Borutą

O zakup Gaz Regionu wraz z należącą do niego Eko-Borutą starało się kilka przedsiębiorstw. WFOŚ sprzedał go jednak spółce Med-Serwis.

Trudno do niej dotrzeć. W biurze numerów nie ma jej telefonu. Z dokumentów sądowych wynika, że ma siedzibę w centrum Łodzi – w kamienicy przy ul. Jaracza 17, lokal 2B. Ale pod podanym adresem nie ma żadnego szyldu, drzwi są zamknięte na cztery spusty. Dozorczyni i pracownicy firm mieszczących się w tej samej kamienicy zapewniają, że lokal od dawna stoi pusty. Jak ustaliliśmy, kamienica należy do Marka K., byłego prezesa WFOŚ. Sam zaś Med-Serwis – do Andrzeja Kubisa, prezesa Gaz Regionu, i Sławomira Iwanowicza. Pierwszym prezesem spółki był Witold Patriarcha, wcześniej dyrektor Wydziału Rozwoju w Urzędzie Miasta Łodzi.

Chociaż cena za Gaz Region nie była wygórowana (przypomnijmy – 1 mln 15 tys. zł), Fundusz zgodził się, by Med-Serwis zapłacił za nią w trzech ratach: 26 lipca, 30 września i 23 grudnia 2002 r. Okazuje się, że Med-Serwis kupił Gaz Region za pieniądze... należącej do niego Eko-Boruty. Najpierw pożyczył od niej 416 tys. zł. Później, dokładnie trzy dni przed przekazaniem Funduszowi drugiej raty – dostał od Eko-Boruty 449 tys. zł. W zamian Eko-Boruta objęła udziały w Med-Serwisie. Z własnych pieniędzy Med-Serwis musiał dołożyć do interesu tylko 150 tys. zł.

Dlaczego przeciwko tej dziwnej transakcji nie protestowały władze Eko-Boruty? Odpowiedź jest prosta: prezes Eko-Boruty Zdzisław Walczak nie mógł protestować, bo to on podpisał się pod aktem przystąpienia do Med-Serwisu. Ze zrozumiałych względów nie protestował też Andrzej Kubis – przewodniczący rady nadzorczej Eko-Boruty i współwłaściciel Med-Serwisu. Na przystąpienie Eko-Boruty do Med-Serwisu zgodę musiał wyrazić właściciel tej pierwszej spółki, czyli Gaz Region. Ale jego prezesem też był Kubis.

Powstała biznesowa matrioszka: Eko-Boruta wraz z wysypiskiem została przejęta przez Gaz Region, a ten przez spółkę Med-Serwis. Kubis z prezesa spółki-córki WFOŚiGW, czyli Gaz Regionu, i przewodniczącego rady nadzorczej jego spółki-wnuczki, czyli Eko-Boruty, stał się współwłaścicielem obu firm. Do rady nadzorczej Eko-Boruty wprowadził swoją żonę Dorotę.

Wkrótce potem nowi właściciele Gaz Regionu powołali dla niej nową radę nadzorczą. Przewodniczącą rady została Beata Kubiak-Niemiec, żona Marka K., byłego prezesa Funduszu. W radzie zasiadły także Irena Konieczna, żona Leszka Koniecznego, oraz Justyna Lasota. – Nie znam żadnej z pań, które weszły w skład rady. Właściciele spółki kazali mi je powołać, to powołałem – mówi Witold Patriarcha, ówczesny prezes Med-Serwisu.

Leszek Konieczny uchodzi w Łodzi za najbliższego współpracownika posła Andrzeja Pęczaka, byłego barona łódzkiego SLD. W 1994 r., gdy Pęczak został wojewodą, powołał Koniecznego na dyrektora generalnego urzędu wojewódzkiego i zrobił członkiem rady nadzorczej WFOŚ. Dwa lata później Fundusz na preferencyjnych warunkach kupił akcje Banku Ochrony Środowiska. Zarząd WFOŚ, z Markiem K. na czele, zadecydował, że akcje zostaną odsprzedane po 21 zł pracownikom i członkom rady nadzorczej Funduszu. Z 19 tys. akcji po 5 tys. kupili Konieczny i Marek K. Zakup akcji skredytował im Fundusz. Po wejściu banku na giełdę cena akcji wzrosła do 39 zł. Konieczny i Marek K., nie inwestując ani grosza, zarobili po 90 tys. zł.

W ubiegłej kadencji samorządowej Konieczny był wicemarszałkiem województwa, obecnie jest członkiem zarządu województwa.

Ekologiczny szantaż

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska umorzył Gaz Regionowi połowę udzielonej na zakup Eko-Boruty pożyczki (800 tys. zł). Pod jednym wszakże warunkiem: że pieniądze te zostaną przeznaczone na rekultywację nieczynnych składowisk na terenie Boruty. Gdy Med-Serwis kupił Gaz Region, obowiązek ten przeszedł na niego.

Właściciele Med-Serwisu nie zamierzają jednak na razie prowadzić rekultywacji. Chcą najpierw wymóc na władzach miasta zgodę na uruchomienie drugiej kwatery składowiska. W eksploatowanej obecnie kwaterze miejsca wystarczy jeszcze na dwa, może trzy lata składowania odpadów. Dopiero z zarobionych na składowaniu pieniędzy obiecują przeznaczyć część na rekultywację nieczynnych składowisk.

Podczas sesji rady miejskiej w kwietniu 2003 r. Zdzisław Walczak, wówczas prezes Eko-Boruty, przekonywał samorządowców, że jeśli nie wydadzą zgody na rozszerzenie składowiska, jego firma upadnie. – A wtedy to urząd miasta, który jest administratorem tego terenu, będzie musiał wygospodarować 10 mln zł na przeprowadzenie rekultywacji – straszył.

Prawicowe władze miasta uparły się jednak: dopóki nie zacznie się rekultywacja – nici z rozbudowy. Los jednak Med-Serwisowi sprzyja. Sejmik wojewódzki, w którym zasiada Leszek Konieczny, wpisał w 2003 r. rekultywację składowisk na terenie Boruty na listę priorytetowych przedsięwzięć proekologicznych w województwie. Do 2010 r. na ten cel zostanie wydanych 20 mln zł – głównie z budżetu WFOŚ i Unii Europejskiej. Pozwolenie na drugą kwaterę jest więc niemal gwarantowane. Eko-Boruta może zarobić na niej od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych.

Toksyczne związki

Jednym z głównych klientów i dostawców odpadów na wysypisko Eko-Boruty jest Zakład Utylizacji Odpadów Malex w Zgierzu. Zakład mieści się na terenie dawnych zakładów Boruta. Właścicielką Maleksu jest żona Szczepana M., z wykształcenia chemik. W firmie pracuje również jej córka Maria.

Szczepan M., niegdyś członek zarządu miejskiego SLD, do niedawna zasiadał we władzach kilku spółek WFOŚ. Był prezesem jednej z największych spółek Funduszu – Agencji Poszanowania Energii, wiceprezesem Eko-Okno, członkiem rady nadzorczej Eko-Pomocy.

W ubiegłym roku Szczepan M. został aresztowany. Prokuratura postawiła mu zarzut wręczenia 25 tys. zł łapówki naczelnikowi śródmiejskiego urzędu skarbowego – w zamian za odstąpienie od kontroli w APE. Chciał ukryć m.in. fakt, że z pieniędzy spółki remontowano dom Marka K., byłego prezesa Funduszu. Gdy sprawa wyszła na jaw, Marek K. próbował nakłonić naczelnika do złożenia fałszywych zeznań. W zeszłym miesiącu został aresztowany. Szczepanowi M. i Markowi K. grozi do 5 lat więzienia.

Należący do żony Szczepana M. Malex zajmuje się utylizacją odpadów przede wszystkim niebezpiecznych, unieszkodliwianiem leków oraz opakowań po środkach toksycznych i regeneracją rozpuszczalników. Ma jedyną w województwie instalację do prowadzenia utylizacji wszystkich grup odpadów niebezpiecznych. Wybudował ją za pieniądze z WFOŚ.

Pytany o dofinansowanie inwestycji Maleksu Jerzy Szmit podaje, że 1999 r. Fundusz pożyczył firmie Malex 25,6 tys. zł na utworzenie Zakładu Utylizacji Odpadów, a w grudniu 2000 r. na jego rozbudowę kolejnych 85,4 tys. zł. Połowa obu pożyczek została umorzona. Nam udało się ustalić, że Malex dostał jeszcze z WFOŚ co najmniej trzy pożyczki: 260 tys. zł w 2000 r. oraz dwie pożyczki w 2001 r. – w wysokości 521 tys. zł i 100 tys. zł. Razem 992 tys. zł.

Właścicielka Malexu nie chciała się z nami spotkać. Gdy odwiedziliśmy ją w Maleksie z zaskoczenia, odmówiła rozmowy o finansach swojej firmy. Wygłosiła nam za to wykład o procesach utylizacji toksycznych związków.

Lewicowa pralnia

Wróćmy jednak do Med-Serwisu – właściciela Eko-Boruty i Gaz Regionu. Spółka nie powstała przecież tylko po to, by przejąć Gaz Region. – Świadczy także usługi remontowo-budowlane, porządkowe i obsługę ekonomiczną dla szpitali i innych placówek medycznych. Stąd się wzięła jej nazwa – tłumaczy Witold Patriarcha, jej były prezes. – Zajmuje się obsługą pralni szpitalnych i konsultingiem w zakresie ochrony środowiska – uzupełnia Zdzisław Walczak, były prezes Eko-Boruty.

Łódzcy przedsiębiorcy, którzy świadczą usługi dla służby zdrowia, twierdzą, że Med-Serwis nie przypadkiem zajął się tą działalnością. Właśnie za służbę zdrowia odpowiada w zarządzie województwa Leszek Konieczny, którego żona Irena zasiada w radzie nadzorczej należącej do Med-Serwisu spółki Gaz Region.

Według Patriarchy spółka zatrudniała w różnych okresach dwóch, góra trzech pracowników. Jak zatem może prowadzić tak rozległą działalność? I to z biurem zamkniętym na cztery spusty? – Firma prowadzi działalność na zasadzie zlecania podwykonawstwa – enigmatycznie tłumaczy Patriarcha. W praktyce oznacza to, że Med-Serwis tylko startuje w przetargach na usługi dla szpitali, a potem ich wykonanie zleca innym firmom, które mają przygotowanych do tego pracowników. Na przykład usługi pralnicze zleca spółce Ekologia (wcześniej nosiła ona nazwę Agencja Turystyki, Szkolenia i Promocji Ochrony Środowiska Trans-Eko).

Na początku lat 90. jedynym właścicielem i prezesem Ekologii był Andrzej Kubis (przypomnijmy: dzisiaj współwłaściciel Med-Serwisu). W 1997 r. większość udziałów w niej objęła spółka-córka WFOŚ Eko-Wynik. Odtąd Ekologia miała zajmować się organizacją szkoleń w zakresie ochrony środowiska, działalnością turystyczną i krajoznawczą. Za pieniądze Funduszu organizowała szkolenia zagraniczne dla jego pracowników, m.in. w Paryżu i Strasburgu.

W 1999 r. Eko-Wynik i Andrzej Kubis (który został wówczas z ramienia WFOŚ prezesem Gaz Regionu) odsprzedali swoje udziały. Głównym udziałowcem został Wojciech Kubiak, krewny ówczesnego prezesa Funduszu. Udziały objęli także: Agnieszka Kwiatos, córka Leszka Koniecznego (zasiadała także w radzie nadzorczej jednej ze spółek Funduszu – Eko-Regionu) i Ryszard Lasota (jego żona zasiada dziś w radzie nadzorczej Med-Serwisu).

Nowi właściciele powołali na prezesa Eugeniusza Hajdana, byłego prezesa Spółdzielni Czystość, która prowadziła sieć pralni w Łodzi. Pod rządami Hajdana spółdzielnia splajtowała.

Spółka nadal organizowała zagraniczne szkolenia dla prominentów Funduszu – w Niemczech, Danii, Austrii. Latem 1999 r. zorganizowała także słynne szkolenie na Cyprze z odsalania wody morskiej i wypalania węgla drzewnego dla członków władz WFOŚ i radnych sejmiku. Oczywiście wszystko z pieniędzy Funduszu. Ale jej nowi udziałowcy postanowili rozszerzyć działalność. Przejęli majątek upadłej Spółdzielni Czystość i zaczęli świadczyć usługi pralnicze i prasowalnicze – głównie dla placówek służby zdrowia. – Ekologia staje się powoli monopolistą na tym rynku. Nie sposób z nią konkurować. No bo jak, jeśli podległe sejmikowi szpitale innym firmom zalegają z płatnościami po kilka miesięcy, a jej na polecenie Leszka Koniecznego płacą? – mówi były właściciel firmy pralniczej, która wycofała się z rynku. Nie chce, by podawać jego nazwisko, bo właśnie idzie do Koniecznego z prośbą, by ten nakazał szpitalom wypłacić mu zaległe kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Udało się nam ustalić, że Ekologia świadczy usługi pralnicze dla większości podległych sejmikowi szpitali w województwie łódzkim. Kilkakrotnie wygrywała przetargi, mimo że inny oferent dawał niższą cenę – tak było m.in. w Wojewódzkim Szpitalu im. Pirogowa w Łodzi.

W 2000 r. Kubiak i Kwiatos sprzedali swoje udziały w Ekologii Sławomirowi Iwanowiczowi, czyli drugiemu współwłaścicielowi Med-Serwisu. – Zaczęło się robić głośno o tym, że spółka związana jest z Koniecznym – mówi biznesmen, którego firma świadczy usługi dla łódzkich szpitali. Dziś właścicielami Ekologii są Eugeniusz Hajdan i jego syn Bartosz. Ale przedsiębiorcy z branży mówią, że nieważne, kto jest właścicielem, ale dzięki komu spółka dostaje zlecenia.

Fundusz sprzedaje kolejne spółki. Dzięki dotychczasowym transakcjom zyskały rodziny Kubiaków, Koniecznych, Malickich, Kubisów, Lasotów, Hajdanów. I niech ktoś powie, że SLD nie prowadzi prorodzinnej polityki.

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.