Ostatnio: 1 godz. temu

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

AMA - inżynier w UK

Cześć,

Ponieważ wiele osób na wykopie prosiło mnie o udzielenie informacji na temat emigracji do UK a sam jestem jeszcze dość świeży w wyspiarskich klimatach - postanowiłem zebrać wszystkie swoje doświadczenia dla zainteresowanych tematem osób.

Mam nadzieję, że jeżeli zdecydujecie się przenieść, pomoże to Wam uniknąć sytuacji jaka jest pokazana poniżej:






Nie będzie to typowe AMA (notoryczny brak czasu z mojej strony - po prostu nie jestem w stanie poświęcić całego dnia na siedzenie przed komputerem), dlatego też wrzucam AMA względnie rano - a wieczorem postaram się odpowiedzieć na pytania.

Mam nadzieje, ze temat uda mi się wyczerpać na tyle, na ile to możliwe i pomóc zainteresowanym.



0.Weryfikacja: czy to zdjęcie wystarczy ?


Stare foto zrobione w marcu, niedaleko mojego pierwszego lokum.


Drugie foto z miejscowości, w jakiej mieszkam.

Jeżeli dalej jestem niewiarygodny - proszę o inne propozycje weryfikacji.

Wiem, że Wykop:CSI działa, ale mimo wszystko ;)



1.Dlaczego robie to AMA ?

-ponieważ sam miałem pełne portki, kiedy zbliżał się czas wyjazdu

-ponieważ wiele osób czytających ten tekst ze strachu lub niewiedzy marnuje swój potencjał na życie i pracę w kraju ze spieprzonym systemem społeczno-politycznym, który zamiast pomagać obywatelom (a przez to i sobie) utrudnia im życie

-ponieważ zrozumiałem, że dopóki w Polsce nie wymrze pokolenie 'leśnych dziadków' wraz z ich dziećmi - nic się w Polsce nie zmieni

-ponieważ po przeprowadzce do UK poczułem w końcu, co to jest uczucie luzu, kiedy człowiek nie musi się martwić o każdy grosz czy dostanie w mordę na ulicy a ludzie przynajmnioej starają się być mili

-ponieważ nie znalazłem w sieci tego typu relacji z pozycji osoby High-Skilled która niekoniecznie chce ładować się na "cokolwiek" czy też przysłowiowy zmywak

-ponieważ mam jedyną i niepowtarzalną okazję wywołania sążnistego bólu dupy u cebulaków

2.O mnie - informacje i doświadczenie.

Jak widać w tytule AMA pisane z pozycji inżyniera - nie przyjechałem do UK zmywać garów (chociaż oczywiście było takie ryzyko). Wyjazd miałem dokładnie zaplanowany i szykowałem się do niego "teoretycznie" od 10 lat a "praktycznie" - trzy lata. Trochę szczegółów:

-absolwent Wydziału Elektrycznego jednej z Politechnik

-prawie rok doświadczenia w małej firmie elektrycznej (inżynier budowy, zaopatrzenie, pomiary, odbiory)

-niecałe trzy lata jako inżynier produkcji w korporacji (produkcja elektroniki) - budownictwo zdecydowanie mi nie służyło ;)

-7 lat doświadczenia (od czasu studiów) w ogólnie pojętym IT - utrzymanie sieci i temperowanie wesołych pomysłów użyszkodników

-typowa "złota rączka" do napraw wszelkiego sprzętu (nie mylić z masturbacją)

Tyle doświadczenia. Oprócz tego sporo przebytych kursów i szkoleń - PLC, Lean Manufacturing, Six Sigma, Pro/E itp.

Kiedy mogłem, inwestowałem jak najwięcej we własną głowę, certyfikaty i związaną z tym papierologię :)

3.Co robię w UK ?

Pracuję ;) Ze względu na obowiązujące mnie umowy nie mogę zbyt wiele napisać. Zajmuję się testowaniem pewnych podzespołów dla automotive, przemysłu morskiego i wojska , programuję w LabView oraz w pewnym zakresie odpowiadam za standaryzację produkcji i rozwój systemu jakości.

Oprócz tego przerabiam obszar produkcyjny z "jak działa to nie ruszaj" w kierunku Lean i ścigam ludzi za nieprzestrzeganie 5S.

Firma jest niewielka (obecnie 30 osób), ale w dość niszowej branży i prężnie się rozwija.


4.Dlaczego wyjechałem ?

-kiedy uczęszczałem do technikum bywały czasy, że bieda zbyt mocno ścisnęła mi dupę i obiecałem sobie, że więcej to się nie powtórzy

-Od 2-go roku studiów pracowałem jako 'informatyk od wszystkiego' - studia dzienne+praca 6-8 godzin w jednej firmie plus okazyjne fuchy. Przymierzałem się w związku z tym do otworzenia jednoosobowej działalności gospodarczej (obsługa IT małych i średnich firm), z racji tego że miałem kilku stałych klientów a wystawianie faktur na firmę znajomego za 10% zarobków+VAT do ręki raczej nie buduje własnej marki.

Po starciach z urzędowymi kurwiszonami (U.S oraz Z.U.S.) doszedłem do wniosku, że jestem z innej planety i gadam w innym języku, skoro ja chcę im płacić podatki a oni nie chcą mi w tym pomóc, chociażby udzielając rzeczowych i kompletnych informacji. Trzy rozmowy wystarczyły, aby dojść do wniosku "pierdolę, z Marsjanami nie rozmawiam".

-po studiach pracowałem w dwóch firmach jednocześnie (pełen etat w jednej firmie+po godzinach fucha w drugiej). Zarabiałem przyzwoicie, ale często wymagało to ode mnie pracy po 12-14h dziennie i czasami w weekendy. O takich przyjemnościach jak wyjście na siłownię czy do kina mogłem rzadko pomarzyć.

Wypruwanie sobie flaków, aby zarabiać na rękę 3500zł po paru latach powoduje problemy ze zdrowiem i siada na psychikę

Na szczęście dotarło to do mnie na czas.

-narzeczona po ukończeniu studiów (i nie była to socjologia, politologia ani podobny wynalazek) szukała sensownej pracy przez 1,5 roku. Ponieważ jej branża jest okupowana przez wspomnianych "leśnych dziadków", dostanie się staż w branży przy braku znajomości graniczy z cudem. Po spędzeniu kilku miesięcy na praktykach w jednej z większych firm (drugi kierunek studiów) dostała kopniaka w cztery litery a firma wzięła sobie kolejnego frajera do najgorszych prac.

Później, po kilku miesiącach okupowania stanowisk w stylu "produkcja na 3 zmiany za 800zł" wyjechała do UK (pomogły więzi rodzinne). Ja po kilku miesiącach latania tam i nazad kupiłem bilet, dokończyłem rozpoczęte projekty i w dniu zapowiadanego końca świata wylądowałem na Stansted :)


5. Akapit dla nawiedzonych patriotów.

Pomimo tego, że chciałem wyjechać zaraz po studiach, postanowiłem "odrobić pańszczyznę" i zrobiłem to zarówno na studiach jak i po studiach.

Z samych obliczeń 'z pamięci' wychodzi mi, że od kiedy pracowałem (drugi rok studiów !), zostawiłem w polskim budżecie minimum 60k złotych z samych składek (wszystkie składki - ZUS, podatek, NFZ), nie korzystając z niczego (wszystkie wizyty u lekarzy prywatne, chorobowego może 2-3 tygodnie przez całe życie). Jeżeli by do tego doliczyć VAT i

Nie będę obliczał, ile z tego poszło na VAT, akcyzy itp. Przynajmniej 3x tyle.

Podsumowanie: jeżeli ktoś chce mi zarzucić, że "się wykształciłem i spierdoliłem" to zapraszam do cygańskiej restauracji "Gruz i synowie".



6.Poszukiwania pracy będąc w PL.

Wielka Brytania niespecjalnie mnie ciągnęła. Ludzie jeżdżą po dziwnej stronie ulicy, i byłem bardziej zainteresowany Holandią. Byłem na kilku rozmowach kwalifikacyjnych odnośnie pracy inżynierskiej w Holandii. Moim marzeniem była praca w Brainport:Eindhoven (poza tym, że zbierają tam największych mózgów to na dodatek marihuana jest legalna co mnie jak najbardziej cieszy)- niestety jak się okazało znaleźli lepszych agentów ;)

Prawdopodobnie sam to trochę "przekombinowałem" - wysłałem CV do dwóch agencji a jak się okazało rekrutowały one na to samo stanowisko - to jednak długa historia i prawdopodobnie sam sobie podłożyłem nogę.

Jak kogoś interesuje Holandia to mogę polecić agencje -

http://www.xelvin.nl/en/

http://www.yacht.nl/

http://pran.eu/

Miałem z nimi kontakt i pokazali naprawdę profesjonalne podejście do sprawy.

Poza tym na GoldenLine znajdują się osoby rekrutujące inżynierów do Holandii - wystarczy poszukać :)

Pamiątkowa fota z Eindhovem :)





Równolegle rozsyłałem swoje CV do firm i agencji w UK - odzew był niewielki. Spowodowane było to innym uznawanym przez nich formatem

CV (format Eures raczej ich nie interesuje a ja o tym nie wiedziałem - o tym dalej), poza tym kto przy zdrowych zmysłach będzie rekrutował faceta z dalekiego kraju, jeżeli nie ma 20 lat doświadczenia w hermetycznej branży ?

Do tego dochodzą komplikacje jak przeloty na rozmowy itp. Anglicy są na to za leniwi ;)

Na około 100 wysłanych aplikacji dostałem może 3-4 odpowiedzi i miałem 2 rozmowy telefoniczne. Jedna całkiem przyzwoita (chociaż mi podziękowali), druga z jakąś babką z Liverpool, której za cholerę nie szło zrozumieć przez pokręcony akcent.

Wniosek: jeżeli pracujesz w IT, mogą Twoje kwalifikacje szybko zweryfikować zdalnie, w innym wypadku niewiele to daje.

7.Poszukiwania pracy z UK.

Ostatecznie - przyleciałem do UK (standard...Londyn na start...) i rozpocząłem poszukiwania pracy w chyba najgorszym możliwym okresie (święta-nowy rok). W połowie stycznia miałem pierwszą rozmowę (utrzymanie ruchu). Fajne pieniądze (wynegocjowałem 33k rocznie rocznie) ale kiepskie warunki (tzw. 4x4 - dwie dniówki 12h, dwie nocki 12h, 4 dni wolnego). Tydzień później byłem na drugiej rozmowie i 4 lutego rozpocząłem pracę w niewielkiej miejscowości na wschód od Londynu. Ostatecznie po redukcjach w firmie (o tym dalej) jestem jednoczenie odpowiedzialny za produkcje i testy.

Samych rozmów telefonicznych a agencjami miałem około 20 w ciągu 30 dni (a był to styczeń więc dość kiepski okres na szukanie pracy).


8.Sytuacja obecna

Mieszkam w niewielkiej miejscowości, blisko morza (a raczej dopływu Tamizy), pracuje od 9 do 17 za przyzwoite pieniądze, spokojnie sobie żyję i poza rodziną, paroma znajomymi i Górami Sowimi na niczym z Polski nie tęsknię.

Tyle mojej historii :)


9.Dobre rady wuja Chestera:

9.0 Praca

9.0.1 Czy jest praca ?

Pytanie powinno raczej brzmieć "czy jest praca dla mnie ?". Wiadomo - ile specjalizacji, tyle możliwości.

Aby się o tym przekonać wejdź na:


http://www.reed.co.uk/

http://www.totaljobs.com/

http://www.monster.co.uk/

i sam sprawdź.

Programistów wszelkich języków szukają zawsze i wszędzie. Innych inżynierów - różnie. Jak to mawiają "masz łeb i ch.j - to kombinuj". Przekwalifikowanie się, jeżeli masz głowę na karku naprawdę nie jest trudne. Dużym plusem jest praca (przynajmniej przez jakiś czas) w korpo o rozpoznawalnej marce.

Pracownicy z Polski, szczególnie inżynierowie są tutaj naprawdę cenieni za tzw. hands-on, czyli za to że "nie byli na wojnie i nie upierdoliło im rączek" (TM by moje potencjalna teściowa).

Wielu brytyjskich inżynierów ma problem z praktycznym wykonaniem tego, co im wyszło na papierze, że też o przysłowiowym pobrudzeniu rączek nie wspomnę.

Dużym plusem okazuje się również dość solidne teoretyczne przygotowanie z polskich uczelni - mina managera, kiedy nas podstawie pomiarów 'na szybo' dostał równanie cieplne dla radiatora i okazało się, że są dokładniejsze niż chłopakom wyszło z symulacji - bezcenna.

Problemem może być nieufność pracodawców do pracowników bez doświadczenia w angielskich firmach - na początku zawsze jest pod górkę. Podczas rozmów z jedną agencją rekruter mi doradził, żebym w razie dłużej trwających problemów zatrudnił się na utrzymaniu ruchu w jakieś podrzędnej fabryce na 3 miesiące, aby móc dorzucić do historii zatrudnienia pracę w angielskiej firmie.


Oczywiście międzynarodowe marki są dość rozpoznawalne - zatrudnienie w znanej korporacji na pewno więcej znaczy niż zatrudnienie w firmie "Iksiński i Synowie", chociaż można to obejść. Patrz punkt 8.3.

Paradoksalnie - dobrze zrobiona strona firmowe poprzedniego pracodawcy (jeżeli szukasz pracy w UK) również bardzo pomaga - naprawdę to weryfikują.

Mi pomogła praca zarówno w międzynarodowej firmie jak również pokazanie konkretów podczas rozmowy - zrealizowanych projektów i konkretnych wyników z poprzedniej pracy - o tym dalej.


9.0.2 Zarobki

Ponownie odsyłam na stronę http://www.reed.co.uk/. Pod tym względem Wielka Brytania jest normalna i przy większości stanowisk widełki zarobków są podane. Pozwala to przeprowadzić selekcję również kandydatowi i nie pchać się na stanowiska, na których nie ma odpowiedzialności (i przez to płace są niskie) albo na stanowiska wymagające wielkich kwalifikacji i olbrzymiego doświadczenia. Polskie agencje chyba w dalszym ciągu mierzą swój sukces ilością CV w bazie albo ilością przemielonych kandydatów...

Ja wynegocjowałem 25k rocznie przy umowie na stałe (permament contract). Jak mawiają starzy górale "na początku wyżej dupy nie ma co skakać". Daje to w przybliżeniu Ł1.6k miesięcznie do ręki. Nie jest to astronomicznie duża kwota (znajomy-malarz zarabia podobnie na wykończeniówce), ale pozwala spokojnie się utrzymać, zabawić, odłożyć na czarną godzinę i na wakacje. Z tej kwoty jestem w stanie odłożyć spokojnie 1/3. Do tego płatny urlop, bonusy na święta itp. Po rzuceniu wszystkiego w Polsce postawiłem na stabilizację zamiast na kontrakt.

W przypadku niektórych stanowisk bardziej się firmie opłaca zatrudnienie kogoś na kontrakt do pracy przy jakimś projekcie - zarobki są w takiej sytuacji na ogół sporo większe (stawka godzinowa od 15 funtów w górę), ale trzeba się martwić o złapanie następnego kontraktu jak najszybciej po następnym. Oczywiście również jest szansa po kontrakcie zatrudnienia na stałe - wszystko zależy od ustaleń z pracodawcą. Z pozycji osoby pracującej w IT kontrakt jest zdecydowanie lepszą opcją. W przypadku bardziej 'przyziemnych' prac - na utrzymaniu ruchu w Londynie w w fabryce FMCG lub Food Industry zarobki na utrzymaniu ruchu (system 4x4 - 2 dniówki 12h, dwie nocki 12h, cztery dni wolnego) sięgają L35-45k miesięcznie.

Więcej szczegółów na temat rodzajów zatrudnienia można znaleźć tutaj:

http://www.emito.net/poradniki/praca/umowa_i_rodzaje_zatrudnienia/rodzaje_zatrudnienia_wprowadzenie

O ile mi wiadomo, przy każdym rodzaju zatrudnienia odprowadza się wszystkie składki (czyli dochodową i NHS). Nie jestem ekonomistą, ale na payslipie (czyli jakie RMUA w wersji UK) wychodzi mi, że płacę ~21% podatku.

Zainteresowanych zgłębieniem tematu odsyłam tutaj:

http://www.listentotaxman.com/


9.0.3 System Pracy

Tutaj na pewno angielscy pracodawcy biją polskich na głowę podejściem do pracownika, sposobem zarządzania i utrzymywaniem w pracy praktycznie bezstresowej atmosfery.

Zaznaczam - praca bezstresowa nie oznacza praca zawsze lekka, łatwa i przyjemna.

Parę przykładów zbliżonych do tych, jakie przerobiłem na własnej skórze.

Przykład 1:

UK:

Pierwszy dzień pracy, do podpisania trochę papierologii i parę lojalek. Nawiązuję luźną rozmowę z szefem

-Wiesz, Max (imię zmienione) - tematy wydają się na tyle złożone, że na początku mogę być raczej bezużyteczny (jakoś chciałem rozpocząć rozmowę)

-Spokojnie Fester - zapoznaj się ile możesz, zadawaj pytania i poznaj dokładnie temat bo na popełnianie błędów nie możemy sobie pozwolić.

PL:

Podobna sytuacja....

-Podpisz to i to i to a później idź na produkcję bo musisz się wdrożyć przez dwa dni, pojutrze kończymy projekt z XXX a w międzyczasie trzeba zrobić YYY i ZZZ. Zapytaj się Iksińskiego o AAA a Kowalskiego z BBB i nie zapomnij o......

Przykład 2:

UK:

-Fester, trzeba zostać dłużej i dokończyć testy bo obiecaliśmy klientowi dostawę...dasz radę ?

-OK.

PL:

-Fester, trzeba zostać dłużej bo nie wyrobimy limitów i utną premię.....

-OK......


Przykład 3:

UK:

Przerwa jest święta. Jak będziesz pracował to wezmą cie za wariata. Do mnie zdążyli się przyzwyczaić, że pracuję z lunchem przed monitorem (stare nawyki...)

Godzina się należy i koniec. Nieważne, czy w delegacji czy w siedzibie. Delegacja ? Jesteśmy w trasie ?

Punkt o 13 zjazd do McDonaldsa/KFC i koniec.

Czas przerwy: 60 minut.

PL:

Przerwa na ogół jest ruchoma a najlepiej żebyś nie jadł a jak jeść musisz to fajnie było by, abyś zjadł w biegu.

Ustawowy czas przerwy: 15 minut. Temat przerobiony zarówno w polskim korpo jak i małej i średniej firmie.


Przykład 4:

UK:

Jeden telefon o godzinie 20:00 (szef nie mógł znaleźć pliku). Chyba trzy razy mnie przepraszał.

PL:

Zostawiłem nieopatrznie swój numer na produkcji. Zdarzały się telefony o 22 i 24 'bo coś nie działa'.

Pośród paru osób miałem opinię alkoholika bo "powiedz zmianowej, że właśnie piję i jestem zbyt najebany aby przyjechać i to naprawić".

Przykład 5:

UK:

Podczas wykonywania pewnych testów diabli wzięli dość mocny i dość drogi zasilacz. Nie było w tym mojej winy (wszystko podłączone było zgodnie z manualem i dodatkowo potwierdzone przez producenta w osobnym mailu) - prawdopodobnie szlag trafił zabezpieczenie nadnapięciowe. Skończyło sie na małym pożarze. Pojawił się szef firmy a ja wystraszony pokazuję mu manual i oznaczenia - nie jest specjalnie zainteresowany. Pokazuje lekko nadtopioną obrączkę ślubną na palcu i jedynym komentarzem było: "spokojnie, myślisz że ja nie popełniam błędów ?"

(od tego zdarzenia mam w pracy pseudonim Uncle Fester)

PL:

Firma elektryczna, trzeba było szybko położyć instalację i wszyscy (łącznie z biurem) byli na obiekcie. Kiedy wierciłem otwory pod korytka kablowe szlag trafił szczotki w wietrarce. Komentarz szefa: "bo ją kurwa debilu przegrzałeś ucinam ci 100zł z pensji na serwis". Oczywiście wiertratka nie była przegrzana tylko szczotki starte, ale Fester był zbyt młody i zbyt bał się utraty pracy aby odpyskować.


Podsumowując: nie jest lżej (czasami mógł bym rzec, że nawet ciężej) ale jest bardziej...ludzko.

Jak coś się schrzaniło to szefowie zostali z resztą ekipy do 22 tylko po to, aby pomóc przy pakowaniu i wysyłce.

Albo ja mam takie szczęście, albo klimat pracy w Polsce ssie pałkę na kolanach w porównaniu do klimatu w UK .


9.1 Język

Nie musi być na poziomie Szekspira. Anglicy przyzwyczajeni są do obcokrajowców i sami często nie używają poprawnej angielszczyzny (obserwacja: "we was" to standard wśród techników z jakimi pracuję). Ważne, żeby umieć się dogadać. Czasami odnoszę wrażenie, że staram się mówić bardziej poprawnie gramatycznie niż oni. Trzeba sobie wyrobić umiejętność wyjaśniania "na okrętkę", jeżeli nie zna się właściwego słowa.

Nie spotkałem się nigdy, podkreślam NIGDY z jakimś niemiłym zachowaniem kiedy nie znałem jakiegoś słowa lub prosiłem o wyjaśnienie. NIGDY.

Mała sugestia: Anglicy starają się być grzeczni i raczej nie będą Ciebie poprawiać. Warto im na początku wyjaśnić, żeby to robili a najlepiej podwójnie zapewnić, że to nie będzie "offensive" tylko pomoże Ci się rozwijać.

Problemem może być akcent, który różni się w zależności od regionu. Co prawda nie zwiedziłem jeszcze zbyt wiele, ale ilość kluchów w gębie różni się pomiędzy regionami bardzo. W Szkocji jeszcze nie byłem, ale spodziewam się czegoś takiego:




W tym miejscu mogę zasugerować powieszenie za latarniach nauczycieli języków, którzy uczą w szkołach angielskiej gramatyki zamiast języka angielskiego.

Mi lekcje języka metodą Callana (dokładniej metodę Direct) przed wyjazdem przez pół roku dały więcej niż cała edukacja od podstawówki aż do studiów.

Oprócz tego - bardzo przydatne w moim przypadku były:

http://www.bbc.co.uk/worldservice/learningenglish/

https://www.facebook.com/EnglishIF?ref=stream

http://www.engvid.com/

http://www.youtube.com/channel/UC8pPDhxSn1nee70LRKJ0p3g

http://www.youtube.com/channel/UC6UdDGN__Ct3mYSu9H5M6Hw

http://www.youtube.com/channel/UCgzuT-fpJiyThTUlMiFRCKQ

http://www.youtube.com/channel/UCEKXieT70wByfvZwP1CxdPQ

http://www.youtube.com/user/MinooAngloLink?feature=watch

Poza tym: praktyka, praktyka, praktyka. Ja ludzi w pracy zacząłem w 100% rozumieć po 2 miesiącach....

9.2 Dokumenty aplikacyjne

9.2.1 CV

Zacznijmy od tego, że CV w Anglii rożni się trochę od CV w Polsce, jak również od formatu EuroPass, który jest w Europie dość rozpowszechniony.

Po pierwsze - żadnych CV ze zdjęciem, chyba że aplikujesz na kelnerkę lub na stanowisko, na którym wymagany jest ciągły kontakt z klientem.

Po drugie - każde CV zaczyna się tzw. Personal Statement - w którym w kilku zdaniach trzeba opisać siebie, co się robiło i jakie ma sie cele zawodowe, głowne osiągnięcia itp.

Wbrew pozorom nie jest to aż takie trudne a oszczędza pisania bzdurnych listów motywacyjnych.

Parę wskazówek tutaj ( http://www.kent.ac.uk/careers/cv/CVProfiles.htm ), poza tym polecam poogoogle'ować.

9.2.2 Uprawnienia, dyplomy, certyfikaty

Sam dokument w wersji polskiej niewiele daje (gdyż znajduje się na nim zapis "magister inżynier" lub "inżynier" a nie "master in engineering" a tym samym jest w UK niewiele warty, o ile pracodawca nie miał wcześniej do czynienia z polskimi inżynierami.

Warto w tym celu przeprowadzić jego nostryfikację za pomocą agencji NARIC. Procedura jest prosta: rejestrujesz się, płacisz, wysyłasz tradycyjną pocztą kserokopie dokumentów i po 3-4 tygodniach dostajesz papierek zaświadczający, że Twój magister inżynier odpowiada ichniemu "Master of Engineering". Cała zabawa kosztuje około 45 funtów.

http://ecctis.co.uk/naric/

Jeżeli nie posiadasz odpisu dyplomu w wersji angielskiej (ja przegapiłem czas ubiegania się o taki odpis...), to niestety musisz zabulić za tłumacza przysięgłego.

Druga sprawa: jeżeli odbyłeś jakiekolwiek szkolenie i dysponujesz certyfikatem w języku angielskim - jest ono na wagę złota, szczególnie jeżeli jesteś w stanie pokazać ich kilka lub kilkanascie - na taka osobę patrza zupełnie inaczej niz na kolesia świeżo po studiach bez praktyk i chęci rozwijania się.

Nie wiem, czy powyższe dotyczy obecnych absolwentów (dostajecie dyplomy po angielsku z wpisem 'Master of Engineering' ) ?


9.2.3 Metodyka wysyłania CV.

Tutaj mam trochę mieszane uczucia. W teorii mądre głowy każą wysyłać CV jak najbardziej dopasowane pod konkretną ofertę. W moim przypadku bardziej się opłaciło zrobienie CV-ki bardziej uniwersalnej i strzelanie salwą wszędzie, gdzie pasowałem więcej niż w 60% pod profil poszukiwanej osoby. O tyle się opłaciło, że po 7 miesiącach mam wciąż tygodniowo 1-2 telefony z ofertami pracy od różnych agencji a jedna dzwoni do mnie co dwa tygodnie z zapytaniem, czy nie chcę się przenieść za wyższą stawkę.

9.2.4 "Co wiem i co potrafię..."

Niezależnie od tego, co i gdzie robiłeś - warto, abyś gromadził dokumentację z projektów. Niech to będą zdjęcia i chociażby screenshoty. W moim przypadku BARDZO pomocna okazała się prezentacja (dosłownie 10 stron) ze zrealizowanych projektów (2-3 zdjęcia, informacja typu input-output). Po w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej wyciągnąłem laptopa, pokazałem zdjęcia wraz z krótkim wyjaśnieniem i po minach było widać, że udało mi się sprzedać :)

9.2.5 Agencje, z jakimi miałem do czynienia.

Agencjami, które w moim przypadku profesjonalnie podeszły do tematu zatrudnienia były.

http://www.pioneer-selection.co.uk/vacancies/

http://www.proactive-tech.co.uk/

http://www.encorepersonnel.co.uk/

http://www.cgl.eu.com/

http://www.g2recruitment.com/

http://www.beeyou.co.uk/

Oczywiście jest to tylko kropla w morzu agencji, ale po rozmowach z nimi wiem, że miały do czynienia z pracownikami z Polski na różnych stanowiskach i mają pozytywny feedback od firm, które ich zatrudniły.


10. Koszta życia, start i podobne.

Na wstępie muszę zaznaczyć - nie jest zbyt różowo. To już nie są te wesołe czasy, kiedy po roku szło pół mieszkania w Polsce kupić ;)

Ceny niektórych produktów są dość zbliżone do Polskich (niektóre produkty są nawet tańsze...).

10.1.Koszta życia

Mieszkam w miejscowości, w której pracuję, nie posiadam samochodu (gdyż komunikacja jest dość dobrze zorganizowana). Z przyczyn niezależnych obecnie narzeczona mieszka gdzieś indziej (praca...) tak więc muszę wynajmować pokój sam.

Wiadomo, że w pojedynkę jest drożej, poza tym zainwestowałem w dobrą lokalizację i nie marnuję czasu ba bezsensowne chodzenie paru mil dziennie. Trochę zawyżone koszta utrzymania wyglądają następująco:

-pokój (double room w dobrej lokalizacji) 475

-bilet miesięczny: 50

-jedzenie 300-400 (zależy czy z alkoholem czy bez, czy jadam w knajpie czy nie itp).

-ubranie, chemia itp. 100

-karnet na siłownię: 15

Max koszt: 1040

Spokojnie mógł bym zejść o Ł200 w dół lub więcej (pojedynczy pokój i odpuszczenie sobie przyjemności w postaci alkoholi, ale w końcu przyjechałem tutaj zyć a nie oszczędzać).

Przy mieszkaniu we dwoje koszta na osobę spokojnie schodzą o Ł300 w stosunku do podanych wyżej).

Podane ceny są sporo zawyżone - z chemią można się zamknąć miesięcznie nawet w 10 funtach, jeżeli chodzi się do 'funciaka' (utkwił mi w pamięci żel do kąpieli, który w funciku kosztował funta, w normalnym sklepie 2 funty a tydzień później widziałem go w Polsce za 18zł).


10.2.Mieszkanie

Na starcie pewnie będzie mieszkanie z rodakami. Ma to swoje dobre strony (nie tęskni się tak bardzo...), natomiast minusem jest to, że mózg przyzwyczaja się wolniej do obcego języka.

Ja mieszkam od lutego tylko z Anglikami i nie ma co ukrywać - wyszło mi to na zdrowie. W miejscowości, w której mieszkam nie znam NIKOGO z Polski (nie ukrywając - z chęcią bym poznał jakąś ekipę do weekendowych alkoholowych eskapad), niestety zauważeni przeze mnie przedstawiciele narodu nie grzeszyli ani kulturą ani językiem i do tego stopnia komentowali otoczenie, że bał bym się oberwania jakąś zrykoszetowaną kurwą.

Portale do szukania pokoju.

londynek.net

gumtree.co.uk

www.spareroom.co.uk


10.3 Bardziej szczegółowe koszta:

Przyznam, że cen żywności nie śledzę, szczególnie, że jestem na diecie Low Carbo i robiąc zakupy w Iceland/Lidl koszt dwóch obiadów dla jednej osoby to 3-4 funty.

Oceni

ając pi*oko ceny żywności to około 120% ceny cen we Wrocławiu.

Alkohol - droższy. Dwa czteropaki piwa/cydru to 7 funtów (Iceland). Średniej klasy whiskey/burbon to 10 funtów.

Papierosy - nie palę (przerzuciłem się dawno temu na e-fajki), zdaje się że 5-6 funtów. Do e-fajkowych zakupów polecam pół-polski sklep http://www.e-fog.co.uk/pl /.


10.4 Rzeczy do załatwienia na początku

Jeżeli masz zamiar wyjechać to na wstępie konieczne są trzy rzeczy:

a)angielska karta do telefonu

b)NIN

c)konto w banku

ad a) - no comment, operator w zależności od ilości znajomych w danej sieci.

ad b) - http://www.hmrc.gov.uk/ni/intro/number.htm

ad c) - trzeba iść do banku i się umówić. Ode mnie nie chcieli żadnych zaświadczeń odnośnie adresu, za to miałem pytania odnośnie hobby ;)


11.Potencjalne pytania i odpowiedzi

11.1.Angole to debile, nic im się nie chce itp....

-Może angole to debile i nic im się nie chce, ale skoro są takimi debilami - to dlaczego Polacy pracują u nich za najniższą krajową a nie oni w Polsce ? Skończ pierdolić mości panie za 1500 brutto.

11.2. Największe różnice pomiędzy życiem w Polsce a w UK ?

-Po prostu odżyłem.

Nie żyję pracą (kiedy poobcinane są nadgodziny a projektów nałożone tyle, że nie sposób samodzielnie wszystkiego porządnie zrobić). Jeżeli biorę coś do domu to tylko dlatego, że coś mnie mocno zainteresuje (a nie ukrywając - pracę mam naprawdę interesującą). Nie martwię się o każdy grosz - po prostu kupuję to, co potrzebuję i wiem, że na koniec miesiąca nie będę musiał kombinować, żeby przeżyć ani brać zapasów z konta oszczędnościowego.

-Mam czas dla siebie.

Wychodzę z pracy i mogę o niej zapomnieć. Telefon w godzinach wieczornych zdarzył się raz (szef nie mógł jakiegoś pliku znaleźć)

-Nie mam 100 tysięcy projektów i wymysłów managementu do zrobienia

Po prostu - mam swoje zadania i robię je zgodnie z ustaleniami. Czasami kiedy chcę coś nadgonić patrzą się na mnie jak na idiotę. Z pracy wychodzę czasami godzinę później ale tylko po to, żeby być fair gdyż zdarza mi się korzystac z FB czy Wykopu w czasie pracy.

-Poziom managerów, szczególnie średniego szczebla bije na głowę poziom z jakim miałem do czynienia w Polsce.

Pracując w Polsce miałem świetnego team leadera, ale wówczas firmie przewodził...facet z Wielkiej Brytanii. (nie podam dokładnie pochodzenia, gdyż będzie można firmę łatwo zidentyfikować). Kiedy dowództwo przęjął tzw. 'polaczek' (dostał wdzięczny pseudonim D.R.O.P.S) z 'polskimi' metodami zarządzania klimat w firmie ze współpracy (którą naprawdę było czuć !) zmienił się w polowanie na czarownice i od początku roku już ponad 20 osób z samego engineeringu złożyło wypowiedzenie.

-Załatwienie czegokolwiek w urzędzie/banku to kwestia telefonu. Tutaj urzędnik robi to, co powinien robić i chce pomóc.

Wyrobienie NIN zajęło mi 25 minut (5 minut rozmowy telefonicznej i 20 minut w JobCentre Plus)

Polski ZUS ostatnio chciał mnie wezwać ostatnio do siebie, bo zaległe 5zł podatku przelałem im na konto zamiast wpłacić do kasy. Przyszło wezwanie na polski adres (nikt nie mógł go odebrać), po jakiś 20 telefonach trafiłem w końcu na osobę, która łaskawie sprawdziła o co chodzi.

Oczywiście przez platformę elektroniczną nikt się ze mną nie skontaktował (bo i po co, w końcu pani Jadzia woli z człowiekiem się spotkać i z nim porozmawiać, przy okazji zabierając mu pół dnia).

-Redukcje w firmie

W związku z jednym projektem, który nie wszedł w firmie miały miejsce redukcje. Wyglądało to trochę inaczej niż w widziałem w Polsce: każdy został zaproszony na rozmowę i przedstawił, jakie funkcje może jeszcze w firmie pełnić, skoro jego stanowisko nie będzie wykorzystywane w 100%. Kilka osób wyleciało, kilka osób zdecydowało się przenieść a niektórym zmieniły się stanowiska, żeby nie szkolić ludzi od nowa. Jakoś inaczej niż zwykłe wręczenie wypowiedzenia.


11.3 Czy planujesz powrót ?

Nawet za miesiąc.

Mam 3 warunki:

-Politycy robiący koś konkretnego w celu poprawy sytuacji a nie latający Tupolewem po wibratory dla Grodzkiej i Biedronia z paczką szczawiu i mirabelek w ładowni.

-Urzędnik, który nie potrafiu korzystać z komputera albo nie traktuje w sposób profesjonalny klienta wylatuje na zbity pysk

-10k brutto i interesujące projekty

-pewność, że przyszła żona po odchowaniu potomka będzie mogła znaleźć normalną pracę za godziwe pieniądze

Po prostu normalne warunki życia.

Nie ma co ukrywać - mając do wyboru lokalizację, z chęcią wybrał bym Polskę. Brakuje starych znajomych, piątkowych wypadów na piwo i szlajania się co jakiś czas po górach.Po drugiej stronie szali znajduje się normalny standard życia, normalne zarobki i fajne podejście ludzi.


12.Dobre rady - a raczej jak się do tego zabrałem, moje wnioski i potencjalne alternatywy.

12.1 Pieniądze na wyjazd.

Postanowiłem działac bardzo zachowawczo. Liczyłem około Ł1000/miesiąc na utrzymanie, poszukiwanie pracy do 3 miesięcy (i w najgorszym razie powrót z podkulonym ogonem). Rzeczywistość okazała się lepsza niż zakładane plany, a zaoszczędzone pieniądze pozwoliły na zakup niezbędnych rzeczy z Polski.

12.2 Wynajem pokoju

Miałem to szczęście, że na początku miałem gdzie spać (co prawda były to poduszki na podłodze ze względu na małe łóżko). Teraz - gdybym z obecnym doświadczaniem miał poszukiwać pracy jadąc bez kontaktów na żywioł, zabookował bym pokój na 3-4 dni w najtańszym hostelu i stamtąd poszukiwał pokoju:

http://www.spareroom.co.uk - wszystkie nacje, glownie oglaszaja sie Anglicy

http://uk.easyroommate.com/ - j/w

http://www.londynek.net - mieszkanie z Polakami

W przypadku dwóch pierwszych obowiązuje zasada, że odczyt ogłoszeń, które wiszą poniżej tygodnia jest płatny (10 funtów/tydzień swobodnego dostępu). Wiadomo - jeżeli szukasz lepszego standardu to warto zainwestować bo ogłoszenia dośc szybko znikają.

Na początku warto unikać wynajmowania pokoju przez agencje - można się nieźle wdupiś podpisując umowę na na przykład pól roku (a okaże się, że znajdziesz pracę gdzieś indziej). Poza tym agencje wymagają zaświadczenia o zarobkach, często również referencji od poprzednich landlordów lub wyciągu z konta- oczywiście na starcie tego mieć nie będziesz.

W tym momencie warto wspomnieć o kwestii języka. Jeżeli chcesz dość szybko przyzwyczaić się do prawdziwego angielskiego - pod żadnym pozorem nie wynajmuj pokoju w towarzystwie Polaków - to tylko spowolni 'przełączenie się' na angielski !

12.3 Jedzenie:

Odżywiając się normalnie i nie pijąc za wiele piw, spokojnie można przeżyć za Ł300, zakładając gotowanie w domu - w końcu poza poszukiwaniem pracy nie będzie wiele do roboty, prawda ?

12.4 Sugestie i pozostałe ciekawostki:

-Jak idziesz załatwić cokolwiek urzędniczego (bank, NIN), warto ubrać się ładniej. Dresy są co prawda wygodne, ale sportowa marynarka i czyste buty sprawiają o wiele lepsze wrażenie. Kiedy załatwiałem NIN, urzędniczka męczyła obranego w dresy Polaka przez dobre 40 minut, ja załatwiłem wszystko od ręki. Podobnie było w banku.

-90% procent Brytyjczyków jest przyjazna obcokrajowcom, nie spotkałem się z żadnymi objawami wrogości. O kant dupy można rozbić historie tym, jak Polacy są tutaj nienawidzeni - dopóki uczciwie pracujesz, starasz się żyć jak oni i nie zachowujesz się jak polaczek-cebulaczek - jesteś po prostu częścią wielokulturowego społeczeństwa. Raz zdarzyła się sytuacja, w której wyczułem niechęć współpracownika (nie powiedział tego oczywiści wprost). Po pytaniu - "kogo wolisz - doświadczonych pracowników, którzy przyjeżdżają tutaj, pracują i płacą podatki i możesz się z nimi napić piwa w piątek w pubie czy ludzi, którzy obcinają brytyjskim żołnierzom głowy na ulicy ?" najwyraźniej spadły klapki z oczu i zacząłem być spoko ziomem, nawet czasami jointem po pracy poczęstuje :)

-Przekrój społeczny jest dość ciekawy - od "angielskiego gentlemana i angielskiej damy", którzy zaczepią rozmową o pogodzie na przystanku do "wesołej angielskiej babci i dziadka". Kilka razy widziałem angielskich emerytów palących jointa na ławce w parku i nikomu to nie przeszkadzało.

-Wbrew powszechnej opinii, sama pogoda nie jest tutaj interesująca (chociaż jest zmienna jak jasna cholera). To po prostu bardzo wygodny sposób rozpoczęcia rozmowy z nieznajomą osobą. Schemat jest bardzo prosty - wystarczy poszukać :) Ja doznałem olśnienia dopiero po lekturze fragmentów książki K.Fox - "Przejrzec Anglikow".

-Jazda samochodem oczywiście po drugiej stronie. Różnice są powierzchowne (obowiązuje również zasada prawej reki), odwrotny ruch na rondzie i parę dodatkowych przepisów. Nie wgłębiałem się w szczegóły, gdyż na razie nie planuję zakupu samochodu (a ubezpieczenie niestety trochę tutaj kosztuje !!!)

Niestety często "zapominają" używać kierunkowskazów, za to bardzo trzymają się ograniczeń prędkości. Ulice i znaki poziome są w większości tak prowadzone, że naprawdę trzeba się postarać aby pojechać kolizyjnie.

-Uroda Brytyjek

Przypomina mi się stary kawał:

-Po czym poznać, że wjechało się do Niemiec ?

-Po tym, że krowa na łące jest ładniejsza od kobiety na chodniku.

w przypadku rodowitych angielek potwierdza się prawo o tzw. "chowie wsobnym" - większość rodowitych jest gruba i ma twarz piękna jak zderzak od Kamaza - podobnie jak w zamkniętych kiedyś Niemczech. Zdarzają się co prawda perełki, ale najczęściej widać wpływ urody z innego kraju. Spotkałem sporo ładnych dziewczyn, jednakże wszędzie się okazywało, że babcia/dziadek/ojciec/matka nie pochodzi z UK tylko...(wstaw sobie dowolny inny kraj). Poza tym nie grzeszą manierami ani wychowaniem. Często również jest to ładna buźka, ale masa dorodnego tucznika. Inne narodowości - różnie, najczęściej jest na czym oko zawiesić :)

Nie ma to jak Słowiańskie kraje, gdzie na przestrzeni wieków rożne nacje poruchały - wymiana genów wyszła Polsce na zdrowie :)

-uwielbiają Żubrówkę z sokiem jabłkowym - jak chcesz się porządnie zintegrować to już wiesz jak :)

-Soplica Orzechowa (co jakiś czas latam do Polski 15kg bagażu jak wracam to sama wódka) stała się hitem :)

Warto odwiedzić:

Nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania - jeżeli jesteś zainteresowany/zainteresowana emigracją to pewnie sam/sama znajdziesz jeszcze wiele stron w tym temacie.

Sporo informacji nie poruszonych powyżej znajduje się tutaj:

http://www.mojawyspa.co.uk/pytania

Podsumowanie: starałem się poruszyć kwestie, z jakimi sam miałem do czynienia. Jeżeli zastanawiasz się poważnie nad wyjazdem, masz coś pod sufitem i fach w rękach - postaram się odpowiedzieć na pytanie (chociaż może nie od razu ze względu na brak czasu - ale obiecuję, że odpowiem). Haterów proszę o darowanie sobie komentarzy - zamiast tego spędźcie trochę czasu z książką, zróbcie coś kreatywnego.

Wujek Fester.

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.