Ostatnio: 22.07.2017

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Na wstępie chciałbym podziękować @donmuchito1992 , którego wskazówki i informacje były niezwykle pomocne podczas pobytu na Ukrainie :)

Jakość zdjęć różni się od siebie, ponieważ zebrałem je w jedną całość – słabszej jakości robiłem swoim telefonem, iPhonem zdjęcia robiła koleżanka, a lustrzanką – robiliśmy foto razem z kolegą.

Wszystko zaczęło się od wznowienia ogólnopolskiej zbiórki leków, którą wraz z Fundacją Projekt: Polska wznowiliśmy 18 lutego nocą, po intensywnych atakach Berkutu na protestujących ( link - w tym momencie akcja zbiórki jest przerwana). Przez kilka dni (od 19.02 do 22.02) uzbierało się naprawdę dużo środków opatrunkowych i medycznych. Wiedzieliśmy, że jest problem z ich transportem przez granicę, stąd szef rzucił hasło - sami jedziemy do Kijowa zawieźć leki.

Nie ukrywam, byłem sceptyczny wobec tego pomysłu i początkowo odradzałem wyjazd. Po przespaniu się, w sobotę rano stwierdziłem, że też jadę. I tak, o godzinie 16:15 zapakowaliśmy cały samochód kartonami i walizkami ze środkami medycznymi i wyjechaliśmy z Warszawy na Ukrainę.

Przejazd przez granicę obył się bez większych problemów zarówno po polskiej, jak i po ukraińskiej granicy. Kontrolerzy graniczni z Ukrainy zapytali nas, gdzie jedziemy z tymi lekami. Nie powiedzieliśmy, że na Majdan, ale do miejscowości Kovel, gdzie jedziemy odwiedzić kolegów studentów. Oczywiście domyślili się, że to nieprawda, ale puścili nas. Przejechaliśmy i ruszyliśmy prosto do Kijowa.

Droga upłynęła nam dość szybko. Tuż przy wjeździe do Kijowa „powitała” nas pierwsza barykada i od razu najedliśmy się strachu, ponieważ protestujący byli bardzo ostrożni i dość agresywni (nie ma co się dziwić – noc i nagle znikąd wyłania się samochód z Polski). Po wymianie zdań i około 20-minutowego postoju ruszyliśmy w dalszą drogę. Niedługo potem kolejna barykada – młody chłopak z kijem baseballowym, za nim grupka młodych. Zapytał nas, gdzie jedziemy, powiedzieliśmy, że zawieźć leki na Majdan. Puścił nas.

Do Kijowa trafiliśmy około godziny 4:30. Zostawiliśmy samochód przed jedną z barykad i od razu, co rzuciło nam się w oczy to to, że ta barykada miała…polską flagę (ważna informacja z perspektywy późniejszych wydarzeń).

Trafiliśmy na Majdan. Ludzi nie było zbyt wiele (może z 300-400), ale scena żyła. Ludzie sprzątali, modlili się, stali. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy po wejściu na główny plac to to, że było dość dużo polskich flag. Oczywiście najwięcej było flag ukraińskich, ale pod względem ilości flaga Polski była na drugim miejscu. Odebrali nas polscy ratownicy medyczni, którzy zaprowadzili nas do mieszkania (czego się nie spodziewaliśmy – byliśmy przygotowani na spanie w namiocie), a nocleg udało się załatwić dzięki pułkownikowi ze Lwowa, który ugościł medyków i później nas. O spotkaniu z nim – jeszcze wspomnę.

W niedzielę wstaliśmy koło 8 polskiego czasu. Poszliśmy na krótki spacer do cerkwii (fot), na plac Michaiłowski. Przeszliśmy się kawałek po Kijowie i wróciliśmy do bloku, w którym mieszkaliśmy, by spotkać się z Igorem – emerytowanym pułkownikiem ze Lwowa, który ugościł nas i polskich medyków. Tam zostaliśmy przywitani „po ukraińsku” (lub po słowiańsku, wszyscy wiedzą o co chodzi), by po krótkiej wizycie pójść i przebrać się w kuloodporne kamizelki (mimo że było spokojnie, kazali nam je założyć na wszelki wypadek – to był wręcz obowiązek, by je ubrać nim pójdziemy na Majdan). Ja miałem pod bluzą, więc na zdjęciach tego nie widać.

Widok na Majdanie z rana był przerażający. Spalony budynek związków zawodowych (od jednego z medyków dowiedzieliśmy się, że wciąż są w nim spalone ciała, bo Berkut, nim go podpalił, zablokował drzwi…), tłumy ludzi, którzy powoli sprzątali Majdan, a i wciąż było czuć dym od spalonych opon.

dsc 0366



Ludzie byli smutni. Nie świętowali tego, że już po wszystkim. Można było odczuć niepokój, żal, zadumę. Zupełnie inna rzeczywistość niż ta z 2004 roku, gdy ludzie świętowali podczas pomarańczowej rewolucji (porównanie przedstawił nam kolega, który był z nami teraz i w 2004 roku podczas pomarańczowej rewolucji na Majdanie). Widok był tym bardziej dobijający, gdy człowiek zdawał sobie sprawę, że te sceny dzieją się mniej więcej 9 godzin od stolicy naszego kraju, nie na drugim końcu świata.

Poszliśmy do samochodu (z eskortą samoobrony majdanu) po leki i środki medyczne. Zanieśliśmy je do polskiego punktu medycznego przy ul . Kościelnej. Oto krótka fotorelacja:

dsc 0351



dsc 0356



dsc 0355

(w chwili przerwy mogliśmy zdjąć kamizelki)

dsc 0353



Zostaliśmy oprowadzeni przez polskiego medyka. Pokazał nam główne barykady Majdanu, miejsce natarć Berkutu, miejsce, w którym został zastrzelony przez strzał w głowę przez snajpera medyk, który był w trakcie pomagania rannemu protestującemu. (zdjęcie). Przeszliśmy pod budynek Parlamentu, z którego akurat wychodzili Jacek Saryusz – Wolski oraz Jacek Kurski (wideo - https://www.facebook.com/photo.php?v=648745811851257&set=vb.412275612164946&type=2&theater)

Nie chcę tutaj za bardzo opisywać tego, co ja widziałem swoimi oczami. Wolę pokazać Wam zdjęcia, a bardziej skupić się na tym, jak to wszystko czują Ukraińcy i jaki stosunek mają do Polaków, bo zdążyłem poczytać już na wykopie w komentarzach, że większość z protestujących to nacjonaliści i są wrogami Polski. Większej bzdury nie widziałem, a na pewno jej nie doświadczyłem na Majdanie. Niestety, tu mam średnią możliwość dodawania zdjęć, więc dodaję galerię w powiązanych

Pamiętacie polską flagę na jednej z barykad, o której pisałem na początku? Dowiedzieliśmy się, że budowali ją Polacy. Oto zdjęcie:

dsc 0347



Osoby, które spotkałem na Majdanie, życzliwie wypowiadały się o nas. Podkreślali to, że nie zostawiliśmy ich w potrzebie, w przeciwieństwie do „eurosojuzu”. Widać tu było dary z Polski (żywność, leki), flagi, które nie były zdejmowane przez Ukraińców, ale wisiały obok tych ukraińskich.

Odpowiadając na pytania, bo z pewnością i takie się pojawi - tak, były flagi czerwono – czarne. Ale to był margines. Widziałem ich maksymalnie 10. Cała nagonka to niestety wytwór mediów, które chcą przedstawić to po swojemu. O wiele więcej było flag polskich i z tego powodu możemy czuć się dumni, że nie traktują nas jak wrogów, ale bohaterów. Od razu wytłumaczenie okrzyków „Sława Ukrainie, bohaterom sława” – sami mówią, że obecnie to się odnosi do tych, co zginęli podczas walk i do wszystkich osób, które włączyły się w pomoc podczas tych kilku dni walk – w tym i Polaków. Doskonale znam historię tego okrzyku, ale warto zwrócić uwagę na to, że czasy trochę się zmieniły.

Ukraińcy nie wierzą w obecnych liderów Majdanu. Mają wiele wątpliwości wobec Tymoszenko, mówią wprost, że na Majdanie zostaną minimum do wyborów prezydenckich. Widać w nich gotowość do walki i sami podkreślają, że nie odpuszczą wschodniej Ukrainy, ponieważ nie chcą się dzielić. Są gotowi w każdej chwili wyjechać do Charkowa/na Krym i tam walczyć dalej. I choć sytuacja z dnia na dzień i tam staje się coraz ostrzejsza, to mówią, że nie odpuszczą. Ich determinacja i zorganizowanie jest naprawdę godne podziwu. I choć osób, które walczyły jest znacznie mniej niż tych, którzy wyszli na ulice gdy już jest spokojnie, to czuć (przynajmniej w Kijowie) tego ducha solidarności. I szacunku wobec protestujących.

Nie spodziewałem się, że cena wolności jest taka wielka. Osoby, które mówią, że w Polsce nie ma wolności, nie mają racji. Na Ukrainie w tym momencie wolność uzyskiwana jest poprzez śmierć protestujących. A i wciąż nie ma przecież gwarancji, czy ta wolność nie zostanie im przez Rosję odebrana.

Co do Rosji – wypowiadają się tu o niej bardzo negatywnie – „czerwona zaraza”. I nie ma się co dziwić – to głównie ten kraj obwiniają za obecny stan rzeczy oraz za możliwe odłączenie się ściany wschodniej.

Widziałem miejsca, z których niedawno filmy trafiły na „główną”. Widok również jest przybijający – na tak otwartym terenie protestujący nie mieli szans, by się uchować przed strzałami snajperów czy AK. A mimo to walczyli. Ich odwaga naprawdę wzbudza podziw – oni doskonale wiedzieli, że tę wolność muszą sobie wywalczyć sami, inaczej zostaną rozpędzeni siłą.

Co więcej, Berkut był na tyle tchórzliwy, że chowali się za rezerwistami i dopiero potem strzelali do protestujących. Każdy z rezerwistów musiał stać w miejscu, gdyby odszedł, zostałby uznany za dezertera. Więc wyobraźcie sobie tych młodych chłopaków, którzy nie są niczemu winni, a używa się ich za mięso armatnie.

Z historii zasłyszanych (od razu mowię, niekoniecznie prawdziwych, ale to, co mówią ludzie na Majdanie):

1. Wierzą tu w 2 cuda. Pierwszy, gdy berkut na nich nacierał, to dym z opon leciał prosto na nich. Gdy się przegrupowali i uderzyli z innej strony, wiatr zmienił kierunek i ponownie dym poleciał na berkut. Dzięki temu możliwy był odpór ataku. Drugi to taki, że snajperzy jednej nocy zostali spici czystym spirytusem, dzięki czemu nie byli w stanie skutecznie strzelać do protestujących podczas ich głównego odporu (gdy wypchnęli berkut daleko poza Majdan).

2. Janukowycz trzymał świnie u siebie ponieważ uprawiał z nimi seks ;) niekoniecznie mówię, że to prawda, ale tak mówią ludzie na Majdanie. Myślę że robią to po to, by po prostu zrobić z niego psychicznie chorego człowieka, a z drugiej strony, kto tam wie…o jego rezydencji za chwilę.

Powiem Wam szczerze, że nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak wielką determinacją mogą wykazać się ludzie walczący o wolność. Nie wiem, czy w Polsce tyle osób byłoby w stanie wyjść „na śmierć” za ojczyznę. Być może, czegoś takiego dowiadujemy się dopiero w momencie próby. I zgadzam się z opinią, że to nie był protest. To było regularne powstanie, które przynajmniej na zachodzie na razie zakończyło się sukcesem.

Następnego dnia pojechaliśmy zobaczyć słynną rezydencję Wiktora Janukowycza. Nie byliśmy w stanie zwiedzić całej – ponad 159 ha ziemi przygniotło nas przepychem oraz widokami. Wielki dom, jezioro, własny las, zoo, pole golfowe…warto, byście sami to zobaczyli. Od razu uprzedzę – nie ma zdjęcia galeonu czy samochodów, bo po prostu nie wiedzieliśmy, gdzie tego szukać, a czas nas naglił. By obejrzeć wszystko na spokojnie, trzeba by było mieć minimum cały dzień (a rezydencja była otwarta od 10 do 16 każdego dnia).

Z Kijowa wyjechaliśmy około 14. Chcieliśmy dojechać jeszcze do Prypeci, ale niestety, kontrola przed miastem nas nie wpuściła (tylko wycieczki zorganizowane raz na tydzień), więc wsiedliśmy w drogę powrotną, do Polski.

Pojawi się pewnie dużo pytań, na wszystkie będę się starał odpowiedzieć.

Podsumowując: Było bardzo spokojnie i bardzo bezpiecznie, ale...Euromajdan z pewnością się jeszcze nie skończył. Nikomu nie życzę tego, by walczyć o wolność za pomocą broni z ciężką amunicją. Ludzie tam bardzo życzliwie patrzą na nas, Polaków, nazywając braćmi i sąsiadami. Nie wyrażają się źle, dziękują za pomoc, szanują polską flagę. Nastroje polityczne? O tym będziemy się przekonywać każdego dnia, dopóki Majdan się nie zakończy. Na chwilę obecna wiemy, że będzie trwać do maja. A kto potem? Tymoszenko? Nie ma takiego poparcia społecznego. Kliczko i Jaceniuk są spaleni z powodu podpisania porozumienia z Janukowyczem. W tym momencie majdan czeka na kogoś nowego, ze świeżą perspektywą, niezwiązanego ze starym układem. Uważam, że ta wolność im się należy, tym bardziej, że wielu Ukrainców skłania się ku mocnej współpracy z Polską.

Jeśli ktoś doczytał do końca – dzięki, jakby co, czekam na pytania. Jak będę przypominał sobie jeszcze jakieś historie, to już będę dopisywać w komentarzach.

Zdjęcia z Euromajdanu - https://imageshack.com/a/9Qhq/1

Zdjęcia z rezydencji Janukowycza - https://imageshack.com/a/1Qhq/1

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.