Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

OKRADZIONY FOTOGRAF PROSI O POMOC

Krótka wersja - fakty:

Skradziono mi cały sprzęt fotograficzny w czasie manifestacji 11 listopada obok Ambasady Rosyjskiej.

Podczas fotografowania pożaru śmietnika na tyłach Spacerowej 20 zostałem zaatakowany około 17:15.

Złodziej oddalił się z miejsca, prawdopodobnie od wschodniej strony kamienicy.

Najbardziej agresywny napastnik następnie gonił mnie wzdłuż trasy marszu.

Nagroda za wskazanie złodzieja i pomoc w skutecznym odzyskaniu sprzętu: 1000 zł.

Oto lista utraconych przedmiotów:

Lustrzanka cyfrowa - Canon 50D – nr seryjny: 330110185

Obiektyw szerokokątny – Tokina AT-X 116 PRO DX AF 11-16 mm f/2.8 – nr seryjny: 82K06652

Uchwyt do zdjęć pionowych – Grip – model chiński oznaczony „grip 40d”, wersja z wyświetlaczem na którym widać godzinę, ma funkcję wyzwalacza czasowego. Cecha charakterystyczną – wyłącznik nie wyłącza gripa, bo go lutowałem w środku.

W środku gripu – 2 akumulatory BP-511A – jeden oryginalny, drugi podróbka Canon

Karta pamięci Compact Flash – SanDisk 32GB Extreme

Lampa błyskowa – Yongnuo 486

Filtr UV na obiektyw – Hoya HMC UV(C) 77mm

Kabel TTL – przewód firmy Photix do łączenia lampy z aparatem


Jestem fotografem, pasjonatem i w częściowo zawodowcem. Tzn. fotografuję bo kocham, a gdy uda się czasem coś zarobić, to tym lepiej. Od lat każdy zarobiony grosz wkładam w moje hobby a fotografia to dla mnie prawdziwy sposób na życie. Nie cyniczne dziennikarstwo mnie interesowało 11.11.2013 na Marszu Niepodległości, lecz piękne fotografie, pokazujące wydarzenia z bliska.

Czułem się niezniszczalny, aparat był moją tarczą, pozwalał mi się odciąć mentalnie od wydarzeń, podchodziłem blisko, zbyt blisko. Teraz jestem świadom, jak głupie było moje zachowanie, ale po fakcie każdy jest mądry.

Szaleńczy atak na Ambasadę Rosyjską był kulminacyjnym momentem wczorajszego wieczoru dla mnie. Najpierw przy pomocy racy podpalono budkę strażniczą.

Dziesiątki osób fotografowały to wydarzenie. Także ja. Blisko.

Ogień szalał, musiałem momentami osłaniać twarz od gorąca.

Nie bałem się. Czułem adrenalinę. Gdy udało mi się sfotografować bardzo zdenerwowanego Krzysztofa Bosaka na tle płomieni, z telefonem przy uchu a wokół niego jego świtę, czułem że osiągnąłem cel – zdjęcie kompletne, opowiadające dramatyczną historię.

Pod wpływem impulsu, gdy adrenalina buzowała, poszedłem dalej i od razu zauważyłem drugi, rozpoczynający się pożar. Tym razem śmietnik okazał się zbyt lewacki i należało go zrównać z ziemią.

Fotografowałem. Blisko. Szare pustaki z których zbudowano śmietnik zaczęły lecieć w kierunku ambasady.

Fotografowałem. Nie bałem się. Fotografowanie to mój sens przebywania tutaj, aparat to moja tarcza. Nic nie może mi się stać. Nie myślałem o ryzyku.

Zagłębiłem się w podwórko na ulicy Spacerowej 20, w kierunku pożaru. Ktoś krzyknął „sprzedawczyk”(cokolwiek to ma znaczyć odniesieniu do pasjonata fotografii, marzącego o grand press photo za reportaż z miejsca konfliktów zbrojnych).

Odwróciłem się i ktoś kopnął. Ciężki but skierowany w splot słoneczny skutecznie pozbawił mnie tchu. Kilkanaście sekund później, gdy ja krzyczałem „ludzie, nic wam nie zrobiłem”, „nie jestem nawet dziennikarzem, tylko fotografem-artystą” jeden z nich rzucił się na mnie i zerwał mi aparat z szyi. Chwycił go, szarpnął z całej siły a pasek nie wytrzymał.

Nie wierzyłem że to się stało. To nie mogła być prawda… „ZŁODZIEJ! LUDZIE. OPAMIĘTAJCIE SIĘ!”

Kopniak. Drugi próbował z dynki powalić mnie na ziemię. Moje próby wypatrzenia złodzieja, zostały uniemożliwione – banda stworzyła w zasadzie żywy mur. Nie dało się wyśledzić gostka. Sprzęt, który jest moim źródłem wszelkiej radości i sensu życia – przepadł.

Czysta rozpacz. Tyle przygotowań, tyle pracy, pieniędzy na nic. Wiedziałem, że szanse na odnalezienie mojego sprzętu w tym chaosie są nikłe.

To był jednak dopiero początek mojego dramatu.

Upadłem a moje okulary zniknęły. Nie wiem, czy po prostu spadły, czy ktoś je celowo zabrał, bym nie mógł patrzeć na ich twarze. Krzyczałem by mnie zostawili. Jeden z bandziorów był wyjątkowo agresywny. Zaczął na mnie krzyczeć „wypierdalaj”. Wiedziałem, że jeśli się oddalę z miejsca zdarzenia, szanse na odnalezienie choćby moich okularów spadną do zera. Nic nie mogłem zrobić. Mogłem tylko uciekać, bo wiedziałem że jak tam zostanę, to mogę zginąć.

Zacząłem biec, a agresor za mną, czasem kopiąc mnie w plecy. Wybiegłem na ulicę, gdzie maszerowała manifestacja.

Ludzie maszerowali, był to środek manifestacji gdzie szli normalni ludzie, luźnym szykiem, więc biegłem dość swobodnie.

Facet wyglądał jakby nadciągał się speeda, nigdy nie widziałem gorszego zwierzęcia.

Krzyczałem w miarę możliwości o pomoc. Ta nie nadeszła.

Nadchodził za to oprawca, który raz po raz mnie doganiał kopiąc w plecy i krzycząc to enigmatyczne „sprzedawczyk”.

Nie mam zbyt dobrej kondycji, ale biegłem ile sił. Biegłem chyba kilka minut. Przebiegłem nawet pod tą ogromną flagą Polski, trzymają przez kilkanaście osób.

Widzieli. Wszyscy patrzyli jak bezbronny koleś jest goniony przez kibola.

Nikt nie zareagował. Nikt nie pomógł.

Zgubiłem go na skrzyżowaniu z Belwederską. Dał mi spokój.

Zobaczyłem niebieskie, mrugające światła kogutów. Widziałem tylko je, bo w ciemnych warunkach bez okularów kiepsko widzę. Podchodzę do policjantów drogówki. Zostaję zlany, wyśmiany i nakazano mi iść na komendę.

Tam, bardzo niemiła kobieta nie mająca mi ochoty w żaden sposób pomóc oznajmia, że to coś w rodzaju „bazy dla radiowozów”. Widziałem że nie mam czego tam szukać. Dla dopełnienia obrazu rozpaczy, bateria w telefonie była na wyczerpaniu. Zadzwoniłem tylko do mojej dziewczyny...

Wiedziałem już, że policja mi nie pomoże. Jedyne co mogłem, to wrócić na miejsce gdzie upadłem, poszukać moich okularów i uciekać skąd przyjechałem na tą manifestację.

Gdy szedłem w przeciwnym kierunku do marszu, zobaczyłem elegancką linię białych kasków policyjnych. Biegłem, by szybciej dotrzeć na miejsce… starszy facet spojrzał w krzaki i krzyknął „pały!”. Zobaczyłem że policjanci uformowali drugą linię z lewej strony, w krzakach. Poczułem się otoczony. Bałem się, że zostanę jeszcze spacyfikowany, bo biegłem na gliniarzy. Nie znali moich zamiarów. Podniosłem więc ręce w górze, w geście poddania się i udało mi się bezpiecznie ominąć „falangę”.

Dotarłem na miejsce rabunku, szukałem długo, moja marna latareczka świeciła słabo, wzrok fatalny. Prosiłem służby o pomoc, jakąś latarkę, cokolwiek – policjantów i strażaków było całe mnóstwo. Setki. Nic. Wróciłem szukać samemu i nagle przemiła kobieta spytała czego szukam. Wyjaśniłem jej całą sytuację a ona obiecywała, że wszystko będzie dobrze.

Ula, była kobietą, dzięki której udało mi się bezpiecznie wrócić do autokaru na Torwarze mimo przeciwności losu. Dziękuję.

Tej nocy byłem zmuszony zweryfikować moje poglądy na temat ludzkiego gatunku.

Wierzyłem zawsze w zwykłe współczucie, empatię i zrozumienie bliźniego.

Wierzyłem, że gdy ktoś widzi „reportera” to go uszanuje.

Wierzyłem naiwnie, że nic mi nie grozi gdy robię swoje zadanie.

Pozbawiono mnie złudzeń, zobaczyłem zło, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.

Zobaczyłem na tej manifestacji najwięcej nieuzasadnionej nienawiści w życiu.(nie mówię tylko o swoim przypadku ale o ogólnym klimacie zgromadzenia)

Zostałem zbrukany, skopany, pozbawiony narzędzi artystycznych, które definiują to, kim jestem.

Jakbym stracił brata. Najbliższego kompana. Coś na co pracowałem tyle lat.

Oto lista utraconych przedmiotów:

Lustrzanka cyfrowa - Canon 50D – nr seryjny: 330110185

Obiektyw szerokokątny – Tokina AT-X 116 PRO DX AF 11-16 mm f/2.8 – nr seryjny: 82K06652

Uchwyt do zdjęć pionowych – Grip – model chiński oznaczony „grip 40d”, wersja z wyświetlaczem na którym widać godzinę, ma funkcję wyzwalacza czasowego. Cecha charakterystyczną – wyłącznik nie wyłącza gripa, bo go lutowałem w środku.

W środku gripu – 2 akumulatory BP-511A – jeden oryginalny, drugi podróbka Canon

Karta pamięci Compact Flash – SanDisk 32GB Extreme

Lampa błyskowa – Yongnuo 486

Filtr UV na obiektyw – Hoya HMC UV(C) 77mm

Kabel TTL – przewód firmy Photix do łączenia lampy z aparatem

Cały aparat okleiłem taśmą klejąca, dla lepszego maskowania i zrobienia „dziadowskiego wyglądu” a zawiesiłem go sobie dla niepoznaki na pasku ze starej analogowej Minolty – bardzo charakterystyczny, rzadko spotykany pasek z błękitnymi paskami, napisem Minolta i skórzanymi wstawkami.

Jestem w 100% świadom swojej głupoty, pchając się w środek najgorętszej rozróby. Nie jestem jednak idiotą. Poniosło mnie odrobinkę w ferworze roboty, zbliżyłem się za bardzo i nie spodziewałem się AŻ takiej psychotycznej reakcji. Mogłem wziąć taser, mogłem uciec natychmiast po 1 ataku gdzie pieprz rośnie. Mogłem ubezpieczyć sprzęt(droga opcja), albo w ogóle nie brać w tym udziału. Mam bolesną nauczkę na przyszłość. Teraz jedynie pozostaje mi mieć nadzieję, że uda się odzyskać sprzęt.

Jeśli ktokolwiek, cokolwiek widział. Posiada materiał fotograficzny, lub wideo. Zna napastników. Widział jak biegłem. Cokolwiek – proszę o kontakt na mail:

okradzionyfotograf@gmail.com

Za wszelkie informacje serdecznie dziękuję.

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.