Ostatnio: 03.05.2017

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Magister Jerzy Pietraszko jest wykładowcą matematyki na Politechnice Wrocławskiej. Wiele lat temu napisał pracę doktorską, w której obalił „jedynkę trygonometryczną”. Komisja Instytutu Matematyki pracę bardzo wnikliwie przestudiowała i nie doszukała się w niej błędów. Mimo to nie zaakceptowano rozprawy, ponieważ wiązałoby się to z koniecznością zrewidowania podstaw matematyki i zmianą dotychczasowych praw i równań matematycznych. W ramach protestu mgr Pietraszko zapuścił brodę i oświadczył, że nie zgoli jej, dopóki jego praca nie zostanie zaakceptowana.

Genialny magister Pietraszko, to znany z zupełnie innej strony Pedro, bywalec chatki AKT na Bażynowych Skałach. Poznaliśmy się pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy i ja włóczyłem się po karkonoskich chatkach. Wieść gminna niosła, że Pedro to jakiś niedoceniony talent, że podobno gdzieś naucza, ale nie wszyscy w to wierzyli. Pedro potrafił rozgrywać symultany szachowe (czyli kilka partii jednocześnie) na dodatek odwrócony do szachownic tyłem, ale potrafił także zaskakiwać najbardziej niekonwencjonalnymi żartami. Któregoś razu do chatki zabłąkała się jakaś wycieczka dziewcząt pod wodzą kostycznych nauczycielek. Ze zdziwieniem stały przed chatką zaskoczone widokiem domku w lesie poza jakimikolwiek szlakami.

— Rozbieramy się — rzucił Pedro zaczął wyskakiwać ze swoich ubrań. W trzy, może cztery osoby zrobiliśmy to samo. Wybiegliśmy na zewnątrz nago wznosząc jakieś dzikie indiańskie okrzyki. Pedro wyglądał najefektowniej bo był wysokim chudzielcem o długich czarnych włosach i wielkiej, rozwianej wiatrem brodzie. Po zrobieniu dwóch okrążeń wokół chatki bez słowa zniknęliśmy we wnętrzu. Patrzyliśmy jak przestraszone nauczycielki zagarniają rozproszoną grupkę dorastających i wcale nie przestraszonych dziewczyn w jedno stadko i czym prędzej usiłują zagonić jak najdalej w las.

Pamiętam także partie pokera, którą swego czasu wspomniałem w „Moich PaGórach”. Pedro nosił się nonszalancko i nie przesadzał z higieną osobistą. Na pieniądze nie grywało się dla zasady, a zapałek było kilka. Ktoś rzucił pomysł, żeby zagrać o bardzo nietypową stawkę: przegrywający obgryzie pazury u nóg Pedra. A pazury były legendarne, długie, zakrzywione i czarne. Jak u prawdziwego górskiego orła. Za każdym razem, kiedy Pedro wyjmował nogę z chatkowego gumofilca, pazury przykuwały uwagę. Każdy z nas miał świadomość, że po obgryzieniu paznokci Pedra, już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem. Takiego doświadczenia po prostu nie da się zapomnieć. Będzie ono trwałą, głęboką blizną, psychologiczną traumą dręczącą do końca życia. To była najwyższa stawka, w moim życiu... Na szczęście nie przegrałem.

Byłem też świadkiem realizacji artystycznych aspiracji Pedra. Któregoś wieczoru, ku zaskoczeniu towarzystwa, Pedro wziął do ręki gitarę. Nikt nie wiedział, że umie grać.

— Aaaaaaa! — zaśpiewał Pedro aksamitnym głosem i uderzył delikatnie w struny. Rozmowy ucichły.

— Aaaaaaa! — kontynuował w tej samej stylistyce. W piecu trzaskał ogień, kobiety przytuliły się do swych mężczyzn.

— Kuuuu……rwa mać — rozmarzone pierwszymi dźwiękami dziewczyny zaczęły podejrzewać, że coś jest nie tak jak myślały. Nagle Pedro uderzył energicznie w struny

— Chuja umiem grać!

Kiedyś trafiłem przypadkiem na jakieś studenckie forum. Młodzi ludzie wymieniali uwagi o swoich wykładowcach. Najbardziej intrygował magister Pietraszko. Był dziwny, a na dodatek do jednej ze studentek musiały dotrzeć jakieś niepokojące sygnały, bo ze zgrozą donosiła: „Wiecie, że magister Pietraszko to jakiś dziki człowiek. On podobno mieszka w lesie..!” I jeszcze jedna historia przytoczona swego czasu przez „Gazetę Wrocławską”: Politechnika Wrocławska, zajęcia z analizy matematycznej, mgr Jerzy Pietraszko, dzięki bujnej fryzurze i jeszcze bujniejszej brodzie znany pod pseudonimem Pedro, na początku semestru daje studentom zadanie z algebry liniowej. Informuje, że jeśli ktoś je rozwiąże, będzie zwolniony z egzaminu. Studenci szukają odpowiedzi miesiącami. Bezskutecznie. Rozsyłają je nawet do znajomych z ośrodków naukowych z całej Polski, nie informując, że chodzi o zaliczenie zajęć. W końcu z jednego z instytutów matematyki jednego z najlepszych polskich uniwersytetów nadchodzi mejlem odpowiedź: „Niestety, nie wiemy, jak rozwiązać to zadanie. Ale próbujcie we Wrocławiu. Tam jest taki gość, nazywa się Pietraszko. Prawdopodobnie tylko on wie, jak to zrobić”.

http://zbigniewpiotrowicz.eu/blog/index.php/2012/01/03/magister-jerzy-pietraszko/


Jerzy Pietraszko, ur. 21 XII 1954 we Wrocławiu. Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, Instytut Matematyki (1978).

W III 1968, jeszcze jako uczeń, uczestnik studenckiej demonstracji na pl. Grunwaldzkim we Wrocławiu. W 1972 mistrz Dolnego Śląska juniorów w grze błyskawicznej w szachy (jednym z jego źródeł dochodu w czasie bezrobocia były wygrane pieniężne na zawodach szachowych). Od 1977 kontaktował się z wrocławskimi środowiskami opozycyjnymi. Od 1978 uczestnik kolportażu wydawnictw niezależnych. Od 1979, na zlecenie Pionu Kształcenia Kadry, wykładowca i współprowadzący seminarium w Instytucie Cybernetyki Technicznej Politechniki Wrocławskiej. Od 1979 kolporter „Biuletynu Dolnośląskiego”.

Po 13 XII 1981 otrzymał zakaz wstępu na teren PWr. Od I 1982 uczestnik tworzenia podziemnej struktury drukarskiej (w I 1982 sprowadził powielacz z Olsztyna do Wrocławia) i kolportażowej RKS Dolny Śląsk; uczestnik demonstracji ulicznych. Od VI 1982 członek Solidarności Walczącej. 1982-1983 zatrudniony jako konserwator w Schronisku PTTK nad Łomniczką. 1 V 1983 zatrzymany przez ZOMO w czasie demonstracji we Wrocławiu (przed transportem do aresztu pobity w wyniku ataku grupy manifestantów). 1983-1985 m.in. przerzucał przez granicę w Karkonoszach drukowane po czesku przez SW biuletyny „Nazor”. Autor artykułów do prasy podziemnej, gł. biuletynu „Myśli”. Współpracownik Radia SW. 1984-1986 zatrudniony w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Maniowie Wielkim jako specjalista do prac wysokościowych, 1986-1989 programista w firmie Datastart (zatrudnienie fikcyjne, w rzeczywistości utrzymywał się z udzielania korepetycji i in. prac dorywczych).

1990-1991 nauczyciel matematyki w VIII LO we Wrocławiu. Od 1993 wykładowca w Instytucie Matematyki i Informatyki Politechniki Wrocławskiej. Autor podręcznika Matematyka. Teoria, przykłady, zadania, 1997 (kolejne wyd. rozszerzone) i tomu wspomnień Terroryści i oszołomy, 2007.


Lisica w Kurniku" V - Ucieczka

ZACHOWAJ ARTYKUŁPOLEĆ ZNAJOMYM

AKT TRZECI: scena czwarta. Z pewnym zażenowaniem odbieram wypowiedzi ludzi bądź co bądź wykształconych, którzy w tak rażący sposób mylą społeczną działalność publiczną z potrzebą prymitywnego zawłaszczania organizacji dla własnych malutkich korzyści.

Lisica w Kurniku

AKT TRZECI:

scena czwarta.

W balladzie Adama Mickiewicza "Pan Twardowski" Mestiofeles, który pojawił się był w wódce na dnie, ostatecznie jak czmychnął, tak czmycha. Stukot jego kopytek, dał się słyszeć ponownie w poprzedniej scenie naszego dramatu, gdy Troll Pietraszko zaczął ze strachu okropnie wierzgać kopytkami, aby nie dać oderwać się od matriksu, tak jakby go ktoś wodą święconą pokropił, a teraz, w tej scenie, usłyszymy ten stukot czarcich kopytek, pośpiesznie oddalających się po gumnie, gdyż to Troll Pietraszko zastukota, uciekając przed Sądem Koleżeńskim Stowarzyszenia "Solidarność Walcząca", przed którego oblicze postanowiła zaciągnąć go Lisica. Być może Lisica - Halina Spasowska, przypomniała mu Panią Twardowską, kto wie, a orzeczenie Sądu okazało się jeszcze większą karą niż zgodne życie w karczmie "Rzym" z małżonką Imć Twardowskiego.



Co tam w duszy..., no nie, nie można tak lekkomyśnie używać języka. Trolle nie mają duszy. W każdym razie Pietraszko, zanim czmychnął, postanowił popisać się umiejętnością pisania i podjął obfitą korespondencję z Sekretariatem Stowarzyszenia "Solidarność Walcząca". Jest ona bardzo pouczająca w zakresie sztuczek, jakich używają takie stworzenia, aby zamydlić ludziom oczy.



Na szczęście, znaleźli się członkowie Stowarzyszenia, którzy nadali ludzki, czyli zgodny z zasadami moralnymi, wymiar sprawie, odpowiadając Trollowi Pietraszko, co o tym myślą: Bohaterski Przywódca Strajku na Stoczni Gdynia w sierpniu 1980 - Andrzej Kołodziej( z którym zresztą Halina Spasowska spotykała się na Stoczni w Gdańsku w czasie strajku w sierpniu 1980), a także Niezwykła Historyczna Postać Walki o Wolną Polskę - Jarosław Hyk, który w walce z pacyfikującymi manifestację wozami pancernymi we Wrocławiu, został celowo najechany przez taki wóz i...przeżył. Znana sprawa w całym świecie.



Oczywiście odpowiedział Jerzemu Pietraszko Kornel Morawiecki - bohater, twórca i przywódca Solidarności Walczącej i Prezes Stowarzyszenia "Solidarność Walcząca".







Ale oddajmy głos korespondencji Trolla Pietraszko:

W dniu 4 lipca 2011 17:47 użytkownik Jerzy Pietraszko <jerzy.pietraszko@gmail.com> napisał:

Rezygnuję z członkostwa w Stowarzyszeniu SW.

Uzasadnienie.

1) Od dawna Stowarzyszenie przestało być reprezentatywne dla SW lat 80. Wielu naszych najaktywniejszych członków w ogóle nie wstąpiło. Kolejnych wielu podjęło analogiczną do mojej decyzję wcześniej. Słowa krytyki tych ostatnich (czasem mniej a czasem bardziej słusznej) zawsze pozostawały bez echa.

2) Stowarzyszenie podejmuje szereg kroków przeciw ludziom z SW, a zaniechuje nakazanych statutem kroków w kierunku przybliżenia niezorientowanym naszych idei, naszej historii. Przykładów można dać mnóstwo. Od rekomendowanych do odznaczeń - na jakiej podstawie na liście nie znaleźli się choćby: szef pierwszego pozawrocławskiego oddziału czy szef działającej zdecydowanie najdłużej w Polsce drukarni (blisko 10 lat) a znaleźli się... Tylko kultura, której brakuje niektórym obecnym decydentom SSW, nie daje mi tu wpisać nazwisk. Dlaczego zaniechano współpracy ze szkołami ? Dlaczego wyparto z SSW jedyną w stu procentach utożsamiającą się z nami warszawską grupę, zastępując ją grupą współpracującą ? Dlaczego oprócz mnie nikt nie walczył o umieszczenie w Encyklopedii Solidarności naszych ludzi, a wiele notek biograficznych o nich składa się w większości z kompletnych bzdur ?

To najwyraźniej jednak najważniejszych osób w SSW zupełnie nie interesuje.

3) Coraz większą rolę w Stowarzyszeniu odgrywają osoby, które z SW nie miały nic wspólnego. Gdyby byli to ludzie młodzi, krzewiący nasze idee, przekazujący naszą historię - uznałbym to za pozytywne. Skoro są to jednak postaci absolutnie inne; z mniej ciekawą od naszej przeszłością a nawet z żenującą, obrażającą wręcz nasze środowisko teraźniejszością, nie chcę znajdować się w takim otoczeniu.

4) W latach 80. mieliśmy na różne sprawy różne poglądy, ale przy tym jednoczący nas cel. Obecnie wybraliśmy różne drogi. Zdecydowana większość poszła w kierunku Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego. Jestem z tą większością. Pozostaję z pełnym szacunkiem dla tych, którzy obrali inną drogę. Oprócz tych, którzy wszelkimi środkami postanowili z większością członków SW walczyć. Tych uważałem, uważam i uważać będę za zupełne zera. I podejmę z nimi walkę, choć według władz SSW jest ona zabroniona.

5) Tworzenie tajnych spraw, bez powiadamiania strony, przez Sąd Koleżeński SSW uważam za zwykłą nikczemność. Fakt, że w coś takiego wdają się dwie osoby o pięknej karcie z lat 80. jest po prostu bardzo smutny. Teoretycznie mógłbym zgłosić sprawę do rejestrującego Stowarzyszenie sądu. Zapewne skończyłoby się usunięciem z rejestru. Nie zrobię tego aby nie krzywdzić tych ( coraz mniej licznych), którzy w Stowarzyszeniu są w dobrej wierze.

Na każdym forum nadal będę reprezentować SW (oczywiście nie SSW). Może dzięki temu Stowarzyszeniu nie uda się do końca zbrukać i zafałszować naszej historii, naszych ludzi.

Jerzy Pietraszko

W dniu 4 lipca 2011 19:30 użytkownik Jaroslaw Hyk <jaroslaw.hyk@gmail.com> napisał:

Drogi Jerzy,

zawsze się znajdą powody do niezadowolenia, bo nie ma takiego który by wszystkim dogodził. Jesteśmy Polakami, więc zgodnie z naszą naturą, kłócimy się i tworzymy pole do waśni. Sądzę jednak, że to nie powód do rezygnacji z członkostwa w SSW. Nie sądzę również aby większość angażowała się w działalność Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego. Przypuszczam, że zdecydowana większość nie angażuje się nigdzie oprócz swojego zycia prywatnego lub zawodowego. Uważam, że to najzdrowsza część środowiska SW i gdyby znaleźć fomułę, która przyciągnęłaby własnie tych nigdzie niezaangazowanych, to wówczas w SSW miałyby szansę zaistnieć zdrowy rozsądek i trzeźwe spojrzenie na nasze miejsce w życiu społecznym. Jestem pewien, że taką formułą moze być jedynie tolerancja, wzajemny szacunek i brak "jedynie słusznej linii" względem obecnej rzeczywistości politycznej w Polsce. Bez jazgotu zwolenników braci Kaczyńskich przeciwko PO i odwrotnie. Jak na razie, to z naszego środowiska angażuje się głównie grupa skłóconych ze sobą radykałów, a ci każdą organizację zepchną na margines.Dlatego proszę Cię drogi Jerzy: nie idź tą drogą, a rezygnację przemyśl jeszcze raz...

Pozdrawiam serdecznie

Jarek

W dniu 5 lipca 2011 00:08 użytkownik <andrzej_kolodziej@wp.pl> napisał:

Odpowiedź

Z uwagą przeczytałem list Pana Jerzego Pietraszko i przyznam, że zawsze z pewnym zażenowaniem odbieram wypowiedzi ludzi bądź co bądź wykształconych, którzy w tak rażący sposób mylą społeczną działalność publiczną z potrzebą prymitywnego zawłaszczania organizacji dla własnych malutkich korzyści a gdy to się nie udaje to schematyczne jest dziecinne obrażanie się na organizację.

Jerzy Pietraszko pisze w swym liście , że ma „mnóstwo” przykładów na złe działanie SSW ale nie potrafi żadnego sprecyzować. To oznacza tylko jedno, że nie ma nic. Z Jego wynurzeń wynika, że nie rozumie iż SSW jest stowarzyszeniem, którego główne kierunki działania określa walne zgromadzenie członków Stowarzyszenia a nie pojedynczy jego członkowie. Twierdzenie jakoby SSW miało redagować Encyklopedię Solidarności to nieporozumienie, bo redagował to zespół ludzi wspólnie z IPN i jeśli ma jakieś uwagi to tam na stronie są wskazani autorzy. Oskarżenie, że SSW nie zajmuje się szkołami świadczy o niedoinformowaniu Pana Pietraszko, bo gdyby chciał wiedzieć to by zapytał a wykazałbym, że jest inaczej. Jestem członkiem stowarzyszenie i może sobie zajrzeć na moją stronę i na pewno znajdzie tam podziękowania za pomoc w realizacji projektów historycznych, organizacji wystaw i spotkań a w wszystko to podziękowania od uczniów czy studentów. Jednak chyba najbardziej urażony czuje się autor listu bo, Stowarzyszenie nie chce wspierać jego prywatnego wyboru politycznego czyli nie wychwala ślepo prywatnej partii politycznej, w której On upatruje realizację swoich ambicji politycznych. Jego wybór, Jego partia W stowarzyszeniu „SW” są ludzie o odmiennych poglądach niż autor. Ja do takich należę. Nie mam owczego pędu i nie widzę przyszłości Polski pod kierunkiem prywatnej partii Jarosława Kaczyńskiego, którym jedynym celem jest zdobycie władzy, bez jasnego programu reform a przede wszystkim bez jednoznacznej deklaracji odrzucenia systemy politycznego /przedłużenia bytu komunizmu / wykształconego na podstawie paktu /z komunistami/ zawartego przy okrągłym stole. Jarosław Kaczyński był współtwórcą tej haniebnej dla Polski umowy i nie potępia tego. Jeżeli to jest droga polityczna , którą autor uważa za swoją właściwą to niech sobie nią podąża. Ale dlaczego mam to robić ja? Czy Stowarzyszenie? Jeszcze bardziej niezrozumiałe jest dla mnie uzurpowanie sobie prawa do reprezentowania „Solidarności Walczącej”. Autor popełnił już książkę , w której zawarł spora dozę nieprawdy o mojej działalności w „SW” nie opierając się na żadnych dokumentach ani źródłach. Lekkomyślnie wziął za dobrą monetę opowieści jednego tylko człowieka, który chciał siebie wypromować i przedstawił to jako jedyny dowód pomimo, że osobiście przedstawiałem dokumenty podważające wersję napisaną przez autora. W świetle przedstawionego obrazu z pewnością nie życzę sobie aby reprezentował mnie w imieniu „Solidarności Walczącej” , ktoś kto przedstawia jej nieprawdziwy obraz a za jedyną słuszną prawdę uznaje tylko to co zaspakaja Jego wybujałe ambicje.

Andrzej Kołodziej

W dniu 4 lipca 2011 18:43 użytkownik Tadeusz Świerczewski <rustejko@wr.home.pl> napisał:

W całej rozciągłości podpisuję się pod apelem Jerzego, można by nie komentować poszczególnych punktów, lecz muszę!!!.

ad.1. nic dodać, nic ująć.

ad.2. Popełnienie grzechu zaniechania i kunktatorstwo, przykładem właśnie jest sprawa odznaczeń. Ja nie otrzymałem odznaczenia z rekomendacji SW, lecz Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, dowód list od ś.p. Pani Mamińskiej który posiadam.

Łukasz Kamiński i Waligóra wydali "cegłę" p.t. "Solidarność Walcząca" , którą mi wręczyli w Pałacu Prezydenckim z dedykacją. Lecz po przyjeździe do domu zobaczyłem że mojego nazwiska nie ma nawet w indeksie osób?!. Na wszystkich forach widzę ręce Lukasza, czyli ktoś mu podpowiada co ma pisać lub kasować?!. To samo dotyczy pracy Wojtka Sawickiego, który napisał monodram o RKS- w oparciu o wywiad z jedną osobą. Nikt z nas nie protestował a Kornel nawet nie wiem czy czytał.

ad.3. Popieram Jerzego w całości, jest to skandal.

ad.4. To samo dotyczy mojej osoby, byłem i będę wierny NASZYM ideałom SW z lat 80-tych.

ad.5. Ten sąd koleżeński , to sąd kapturowy, kpina!!!

Trzymaj się Jerzy!

W dniu 9 lipca 2011 08:18 użytkownik SW Sekretariat <sw.sekretariat@gmail.com> napisał:

Drogi Jurku!

Smutkiem napełniła mnie Twoja rezygnacja ze Stowarzyszenia. Proszę Cię o jej wycofanie. Spróbuję, krótko zapolemizować z Twoją argumentacją. Odpowiadam na Twe punkty.

Rzeczywiście wielu członków SW nie wstąpiło do StSW może to nasza (moja wina) . Może kompletna inność sytuacji. Wystąpiło dotychczas 6 osób: J. Chmielowska, P. Hlebowicz, K. Michalczyk, J. Guzowski, K. Szkutnik. Z powodów osobistych wystąpił jeszcze R. Markowski. Każdą z nich prosiłem o zmianę decyzji i każdej próbowałem odpowiedzieć na krytykę.

Stowarzyszenie nie podejmuje żadnych kroków przeciwko ludziom SW. Mnie o tym nie wiadomo. Niestety niektórzy członkowie SW formułowali wiele nieprawdziwych zarzutów wobec innych członków SW i wobec Stowarzyszenia. Takim jest np. Twój zarzut zaniechania współpracy ze szkołami. Współpracujemy gdzie możemy(np. wystawy), ale przecież rozumiesz, że nie wszędzie nas chcą. Czy nie za mało się wpychamy? Może. Powiedz gdzie Tobie udało się wepchać. Mnie jest pewnie łatwiej i ja w ok. 15 szkołach w ostatnim roku byłem.

Grupy warszawskiej nikt z StSW nie wypierał. Po pierwsze sami zarejestrowali inne Stowarzyszenie pod niemal ta samą nazwą. Po drugie szef tej grupy J. Guzowski wypisał się z St SW.

O jakich rekomendacjach do jakich odznaczeń piszesz? Przecież wiesz, że na 25- lecie kancelaria Prezydenta nasze rekomendacje zlekceważyła. Czy ktoś z działających (współpracujących) w SW został niesłusznie odznaczony? Jakim odznaczeniem?

Czyja przeszłość, jakiego członka StSW Cię obraża? Ja takich osób nie znam.

Jesteś współtwórcą Ruchu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego na Prezydenta. Czy wiele tym swoim aktem dodałeś Jarosławowi Kaczyńskiemu? A może więcej odjąłeś SW, której przewodniczący startował do prezydentury? Czy Twoja ostentacja była wartością dla Polski?

Kto „wszelkimi środkami” walczy z większością członków SW (kto z naszego Stowarzyszenia)? Jeśli uważasz , że pozostajesz z większością członków SW, która poszła w kierunku Ruchu im. śp. Lecha Kaczyńskiego, gratuluję Ci wyboru. Ale czy, powiedzmy mniejszość (Ty piszesz zdecydowana) nie pasuje Ci jako członkowie Stowarzyszenia? Czy nie możesz, w imię chlubnej przeszłości być razem z nimi, razem z nami?

Tą wypowiedzią krzywdzisz członków Sadu Koleżeńskiego, w szczególności Z. Maciejewską. Przecież ona, jak mi wyjaśniała, telefonicznie pytała w jakich terminach możesz przyjść. Dopasowała do Ciebie terminy. Wysłała, potwierdzone odbiorem zawiadomienie. Jurku czy Ty kpisz? Jakie tajne sprawy? Jakie zarzuty mógłbyś zgłaszać do sądu rejestrującego stowarzyszenia? Bójże się Boga! Przecież sam głosowałeś za powołaniem takiego Sądu Koleżeńskiego. Teraz go lekceważysz i obrażasz!

Twój ostatni, najpoważniejszy zarzut, że Stowarzyszenie fałszuje naszą, SW historię i bruka naszych ludzi jest dla mnie kompletnie niepojęty. I kompletnie nie do przyjęcia.

Pozdrawiam

Kornel Morawiecki




W dniu 12 lipca 2011 01:05 użytkownik Jerzy Pietraszko <jerzy.pietraszko@gmail.com> napisał:

Niestety muszę ją podtrzymać. Powody są zbyt poważne. Miałem zamiar wcześniej to zrobić; po rozmowie z Romkiem Lazarowiczem zrezygnowałem. Powodów jest w sumie nawet nieco więcej. Tu jednak ustosunkuję się przede wszystkim do Twojej polemiki.

1. Zawsze brakowało mi w SSW niektórych ludzi. Choćby Tadeusza Świerczewskiego, Bogdana Makarskiego... Odejście Jadzi potraktowałem w świetle różnych jej zachowań jako sprawę naturalną; Piotra - jako przykrą tego konsekwencję. Jacka bezskutecznie starałem się od tego odciągnąć.

2. Z pierwszym zdaniem zupełnie się nie zgadzam. Choćby robienie sądu wobec mojej osoby za obronę naszych wartości o mojej racji tu świadczy. Zauważ, jaka była reakcja na to Romka - człowieka o najwyższym poziomie moralnym.

Brakuje mi spotkań czysto historycznych. Tylko w ten sposób możemy w pełni nas przedstawiać. Na Twoich jest trochę połączenia z ideą Polski Solidarnej. W SW mieliśmy wspólny cel główny. Odnośnie tego co potem zdania były już podzielone ( stąd np. wzięło się pół przysięgi Pawła). Do Partii Wolności też wielu (ze mną włącznie) nie wstąpiło. Łączenie tych spraw prowadzi do nieprawidłowego postrzegania SW. Przecież SW to i Ty i całkiem z drugiej strony obecnie patrząc powiedzmy Schetyna. Maciek Frankiewicz też inaczej o przyszłości myślał, ja zresztą również. A wielu nawet nie wybiegało do przodu. Robili to wszystko w określonych warunkach, w określonym czasie. Jak to Gad określił w ankiecie: "bo było trzeba". Nie jestem jedynym z SW, dla którego Twoja obecna droga jest zbyt lewicowa. Nie można jej z SW łączyć. A niewyrobieni politycznie odbiorcy (młodzież) mają pełne podstawy, aby tak to interpretować.

Mi się udało tylko w pierwszym roku po obchodach ( panel w Gdańsku dla kilkuset studentów; spotkanie z uczniami Amigi i III LO - dzięki Romkowi). Przypominam, że potem przez pół roku nie mogłem się doprosić, aby SSW rozesłało przygotowaną przeze mnie ofertę.

Jacek, Adam Cymborski... chcieli działać prężnie. Utracili wiarę w taką możliwość widząc, że w SSW przeważają tarcia i igrzyska.

Chodzi mi o rekomendacje do odznaczeń państwowych. Z tego co wiem - np. Serwy czy Makarskiego w ogóle na naszej liście nie było. Chyba nawet i Świerczewskiego ( nie jestem pewny). Nie chcę podawać nazwisk osób mniej zasłużonych, których zaproponowaliśmy. Dobrze sobie przecież zdajesz sprawę, że porównując choćby z przytoczonymi nazwiskami było ich mnóstwo. A gdybym nie startował w przykładzie z tak wysokiej półki też byłoby kiepsko. Potem przyszła akcja "druga transza". Do sekretariatu SSW wpłynęło trochę wypełnionych ankiet. I tam utknęły. Szczególnie dotknęło mnie, że dotyczyło to w szczególności Ryśka Serwy. Szef pierwszego pozawrocławskiego oddziału, do dziś wierny naszym zasadom, został po prostu zignorowany. A dla człowieka, który nie mieszka obecnie w Polsce wartość takiego odznaczenia jest bez porównania większa.

3.Przeszłość bezpośrednia nie ale konfabulowana tak oraz teraźniejszość Haliny Spasowskiej. W Trójmieście mają sporo radości gdy się dowiadują, że była liderem strajku w stoczni. A obecne działania ? Przejrzyj jej wpisy na stronie Delimata, na forum SW Katowice, na Niepoprawnych... Stwierdzenia typu "jakim cudem ja mogłem znaleźć się w SW ?" należą do najłagodniejszych. Za postawienie zarzutu mojej agenturalności czeka ją sprawa karna. Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby zakończyła się bezwzględnym więzieniem. A do tego pudła podeślę potem odpowiedni gryps.

Tu dodatkowa uwaga ogólna: do SSW powinny należeć dwie kategorie ludzi - członkowie SW (+ najbliżsi współpracownicy jak choćby Rysiek Olesiewicz z KPN) oraz ci, którzy ze względu na wiek nie mieli takiej możliwości ( ale chcą naszą przeszłość i nasze idee kultywować). W żadnym zaś przypadku znajomi nawet najważniejszych osób z SW, którzy wtedy nie byli z nami. Zwłaszcza tacy, którzy wszędzie próbuję się wkręcić i namieszać ( ludzie z PC do dziś zgrzytają zębami słysząc nazwisko Spasowskiej).

4. Dodałem tyle ile dałem radę. Sądzę, że nie było to mało. Brałem też pod uwagę naszą historię. Nawet na niedawnym posiedzeniu Rady Programowej Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego ripostując jednego z profesorów powiedziałem, że mam syndrom Solidarności Walczącej - skuteczność. W odróżnieniu od Ciebie brałem więc pod uwagę sytuację w kraju. Szanse mieli tylko dwaj. Tylko jeden z nich chciałby wymazania nazwy SW z historii. Ty odebrałeś głosy nie temu lecz jego rywalowi. A gdybyś uzyskał dwa razy lepszy wynik - Twojej sytuacji by to nie zmieniło. Tylko Komorowskiemu byś jeszcze bardziej pomógł. Miałem też w to wchodzić ?

To nie była ostentacja. Nie interesują mnie działania pozorne, "chodzenie ze świecami dookoła rynku". Mam duży wkład w zaistnienie Ruchu, jestem tam w Radzie Programowej. A to, że w wielu sprawach nie zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim mówię i tam głośno. W PiS, jak dobrze wiesz, nigdy nie byłem ( choć oczywiście Spasowskawie wszystko najlepiej i na wszelkich forach zrobiła ze mnie działacza partyjnego). Nie ma jednak obecnie w Polsce innego niż JK lidera z szansami na pokonanie Komorowskiego. Wie o tym Ewa Kubasiewicz, Marek Czachor, Jaworski, Guzowski, Lazarowicz, Chmielowska... Szkoda, że tego faktu nie przyjmujesz.

Tu muszę dodać dwie sprawy. Twoje ataki na PiS są według mnie niezgodne z naszą etyką. Najlepszy wynik wyborczy osiągnąłeś startując właśnie z list PiS (sam Ciebie do tego namawiałem). A fakt umieszczenia zaproszenia na Twoje listy przy wyborach samorządowych na stronie z imieniem Kaczyńskiego ( któremu chciałeś głosy odebrać) stoi w całkowitej sprzeczności z jakąkolwiek uczciwością. A przecież chciałeś pokazywać, że można prowadzić uczciwą grę polityczną. Owszem, nie zrobiłeś tego sam. Zrobili to za Ciebie Delimat i Spasowska. Nie kazałeś im zdjąć. W nagrodę umieściłeś ich na swoich listach. I zgodziłeś się na sąd nade mną za to, że protestowałem.

Chcę być razem z ludźmi z SW. I dlatego jestem np. w Ruchu. Ale nie chcę być razem z osobami, którzy SW szkodzą jak tylko potrafią ( choćby Spasowska). Na spotkaniach Grupy Inicjatywnej, w towarzystwie Romka, Gośki Suszyńskiej czy też takich ludzi spoza SW jak Marek Muszyński albo Gienek Szumiejko czuję się dobrze. Tymczasem GI jest przedstawiana przez Spasowskąpoprzez przyrównania do marksa i spółki a Delimat wręcz od blisko roku się pod nią podszywa ( Spasowskateż to jakiś czas czyniła). Czy według Ciebie SW ma się z takimi utożsamiać ?

5.Biorąc pod uwagę chlubną przeszłość sądzących pań nie wymieniłem ich nazwisk. W całości za to neguję ich prawo do uczestnictwa w tej roli. Stroną była ich koleżanka. Na Walnym chyba nawet Maciejewskawezwała Spasowską po moim wystąpieniu. Dlaczego nie prowadził tego np. Myślecki ? A na sąd nie głosowałem, wstrzymałem się od głosu.

Z daty sądu zauważyłem, że odbył się w dniu, w którym miałem zajęcia do 20.35 ( zakończone wykładem autorskim). Stwierdzenie o uzgodnionym terminie jest zwykłym kłamstwem. Ale oczywiście i tak bym nie przyszedł na ten sfabrykowany proces. Mnie interesuje tylko ten karny, przeciw Delimatowii Spasowskiej. A jeśli do członków SSW należeć po nim będzie noszenie im paczek do więzienia to przecież z pewnością beze mnie.

Brukanie już opisałem, o fałszowaniu ( choćby nieumyślnym) też już było. Dodam jeszcze, że jednoosobowo walczę od dawna o miejsca dla naszych w Encyklopedii Solidarności. Również sam prostuję bzdury, jakie na temat wielu z nas są tam w wersji elektronicznej widoczne ( dzieło literackie Artura to zdecydowana przewaga fiction nad science). Pomocy z SSW nie mam żadnej. Czym jest więc obecnie SSW ?

Pozdrawiam Jurek

W dniu 12 lipca 2011 21:54 użytkownik SW Sekretariat <sw.sekretariat@gmail.com> napisał:

Panie Jerzy!

Pana rezygnacja zostanie formalnie przyjęta na najbliższym Zarządzie

pozdrawiam

Zofia Karniej

[koniec cytatu].

I tak oto czmycha nasz bohaterski Troll Pietraszko, przerażony perspektywą odpowiedzialności za swoje niecne czyny. Po drodze, swoim czarcim zwyczajem, pluje siarką i ogniem, czego ślady zostają mu na poopalanej, tu i ówdzie, rozmierzwionej w ucieczce brodzie. Szczwana Lisica - Halina Spasowska, postanowiła sprawdzić, jaki użytek da się zrobić z takiego plucia Trolla Pietraszko. Jak to Lisica.

Ciekawe, gdzie i kiedy usłyszymy znajomy stukot czarcich kopytek. Gdzie Mefisto zastawi następną pułapkę na duszę biednego grzesznika, by go porwać, jak swego? Może na salonach Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego? Ale co będzie, jeśli znowu przypomni mu się, albo odbije czkawką, Lisica - Halina Spasowska, czy też Pani Twardowska. Znowu czmychnie!?! Taki to czarci los. A wystarczyło by trochę honoru, że nie wspomnę o Bogu i Ojczyźnie, jak to wiedzą Rycerz Niezłomny - Marek Delimat, Mędrzec Solidarny Walczący - Kornel Morawiecki i Bohaterski Przywódca Strajku na Stoczni Gdynia w sierpniu 1980 - Andrzej Kołodziej, no i Lisica - Halina Spasowska. Niestety, Trolle tego nie kumają.

Jako Narrator tego dramatu czuję, że miłej publiczności należy się opowieść, jak do tego wszystkiego doszło, by zaspokoić podnieconą ciekawość. Dalczego Lisica - Halina Spasowska poprosiła Sąd o zabranie głosu w sprawie zachowań Trolla Pietraszko, w przywołanym kontekście wszystkich 'ojców założycieli'? Opowieść tę obiecuję szybko napisać i wystawić, w dopełnieniu aktu pierwszego, w scenie drugiej.

A teraz kłaniam się zamaszyście swoim kapeluszem ze stusimi piórami, zamiatając nimi wdzięcznie wirtualną podłogę. Tylko nie zapominaj o Nas Droga Publiczności, ani jutro, ani w następne dni i nie szczędź nam oklasków i grosza.

http://www.wroclawskikomitet.pl/komitet/ogloszenia/item/646-halszka-lisica-w-kurniku-v-ucieczka

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst mfvhgjabdy:

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.