Ostatnio: 19.03.2014

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Drodzy Wykopowicze,

Zwracam się do Was z olbrzymią prośbą o pomoc. 26.01.2014 roku w Bytomiu koledze został skradziony motocykl Honda CRF 450 z 2006 roku i szukamy jakichkolwiek poszlak mogących pomóc nam w odnalezieniu zguby lub ujęciu perfidnego złodzieja. Sama historia może być dobrą przestrogą dla każdego. Wiem, że wykop to nie miejsce na tego typu ogłoszenia, jednak Wykopowicze nie raz pokazali swoją siłę i pomogli rozwiązać niejeden podobny problem. Każda pomoc jest na wagę złota, a dla osoby która wskaże sprawcę lub pomoże odnaleźć motocykl przewidziana jest nagroda w wysokości 500 zł i zapewnienie anonimowości.

Na dole znajdziecie tl;dr, a poniżej opowieść ze szczegółami jak doszło do tej bezczelnej kradzieży:

W sobotę 25.01.2014 z numeru 730 966 847 zadzwonił do mnie mężczyzna zainteresowany kupnem mojego motocykla, Hondy CRF 450 z 2006 roku.

Mężczyzna był bardzo grzeczny i uprzejmy. Wypytał mnie o stan techniczny motocykla i zapytał, czy byłaby możliwość abyśmy na oględziny spotkali się jutro, tj. w niedzielę 26.01.2014, u niego w Zabrzu gdyż kolega, który ma przyczepkę wyjechał gdzieś za granicę i wraca dopiero za trzy tygodnie. Ponieważ w czasie rozmowy zdobył moje wstępne zaufanie i zależało mi na sprzedaży stwierdziłem, że jeśli tylko uda mi się załatwić transport to nie ma sprawy.

Tym sposobem umówiliśmy się na kontakt rano następnego dnia. W niedzielę rano obdzwoniłem znajomych i okazało się, że transport będzie dostępny najwcześniej około godziny 15.00-16.00. Od razu zadzwoniłem do zainteresowanego ale nie odebrał. Napisałem sms-a z informacją, że najwcześniej mógłbym być w Zabrzu o godzinie 16.00. Po jakiejś godzinie opisał na wiadomość, przeprosił że nie odbiera gdyż ma bardzo słaby zasięg, napisał również abyśmy spotkali się w Zabrzu przy ulicy Stalmacha 7, w serwisie motocyklowym Motohybrid. Twierdził, że jest to warsztat jego znajomego i możemy tam przetestować motocykl. Rozmowa miała miejsce przed godziną 12.00.

Około godziny 15.00 otrzymałem informację, że transport się opóźni. Zadzwoniłem do zainteresowanego i powiedziałem, że nie zdążę być na 16.00 w Zabrzu. Po kilku rozmowach telefonicznych zaproponował, abyśmy w dalszym ciągu zorganizowali spotkanie w Zabrzu, tym razem jednak przy ulicy Okrzei ponieważ serwis przy Stalmacha 7 będzie już o tej godzinie zamknięty. Umówiliśmy się na godzinę 18.00.

Kiedy udało mi się ogarnąć transport i zapakować motocykl na pakę uznałem, że lepiej żebym nie jechał sam i wziąłem ze sobą szwagra na co zainteresowany przystał bez problemu.

Przy ulicy Okrzei w Zabrzu byliśmy około godziny 18.30. Po kilku minutach od naszego przyjazdu zainteresowany wyłonił się z pomiędzy bloków i wszedł do naszego auta. Miał na twarzy opaskę/chustę z goretexu, twierdził, że ma chore zęby i musi uważać na mrozie. Oczywiście zdjął ją w samochodzie. Ustaliliśmy, że musimy znaleźć jakieś dobrze oświetlone miejsce z kawałkiem suchego asfaltu żeby mógł przetestować motocykl w ruchu. Krążyliśmy nieznanymi mi drogami jakieś 40 minut w międzyczasie luźno rozmawiając nie tylko o motocyklu. Z rozmowy wynikło, że interesant ma z nami wspólne hobby jakim jest paintball i nawet grał w miejscach, w których my również grywamy np. Jaworzno "FAKRO".

W końcu udało nam się znaleźć miejsce w Bytomiu na parkingu przy ulicy Ostatniej, przy samym skrzyżowaniu z ulicami Łagiewnicką, Świętochłowicką oraz Świętego Piotra, dokładnie pod blokiem 17.

Właśnie tam wyładowaliśmy maszynę i od razu odpaliliśmy. Huk silnika niósł się po blokach aż ludzie zaczęli podchodzić do swoich okien. Po rozgrzaniu silnika pierwszą jazdę próbną wokół parkingu wykonał sam zainteresowany. Była ona bardzo która i nie traciliśmy go z oczu nawet na sekundę. Po powrocie chwilę jeszcze regulował niskie obroty i schowaliśmy się do auta żeby pogadać i się ogrzać, ponieważ na zewnątrz było -15 stopni. Po kilku minutach ja również odbyłem krótką jazdę żeby dobrze zagrać silnik po czym wróciłem i znowu regulowaliśmy obroty i rozmawialiśmy. Wszystko trwało dobre parędziesiąt minut.

Z rozmowy wynikło, że mężczyzna jest mechanikiem samochodowym, zna się dobrze na motocyklach i ma taką samą Hondę w domu, moją chciałby dla taty. Powiedział nam również, że ma 24 lata i na tyle mniej więcej wyglądał. Po tej rozmowie jeszcze raz przejechał się wokół bloków tym razem trochę dalej i znów wrócił, wszystko było już mniej więcej okej. Prosił żebym się jeszcze raz przejechał i sprawdził czy przy najwyższym biegu będzie strzelał z tłumika. Tak też zrobiłem. Zainteresowany został ze szwagrem i wiem, że nie wyciągał telefonu ani z nikim się nie kontaktował. Cały czas zachowywał się spokojnie i naturalnie, nie dawał jakichkolwiek znaków złych zamiarów.

Po moim powrocie powiedział, że czas ucieka i trzeba kończyć powoli. Chciał się jeszcze raz przejechać ulicą Ostatnią. Przed ostatnią jazdą zapytał mnie, czy chcę aby zapłacił mi przelewem czy gotówką - oczywiście wybrałem gotówkę. Powiedział, że musimy skoczyć do bankomatu, sprawdził czy ma kartę w portfelu i ruszył w ostatnią jazdę.

Czekaliśmy na niego w samochodzie. Po upłynięciu około 6 minut ruszyliśmy za nim w ulicę Ostatnią. Myśleliśmy, że coś mu się stało albo zgasł motocykl i musi go pchać. W momencie kiedy opuściliśmy parking, z ulicy Ostatniej wyjechała "lodówa" straży miejskiej. Od razu chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do kupującego jednak jego telefon był wyłączony. Próbowałem dzwonić kilka razy ale nic to nie dało.

Około 30 minut jeździliśmy i szukaliśmy go po okolicznych ścieżkach. Kiedy było już pewne, że nie leży nigdzie w rowie zadzwoniłem na straż miejską czy nie zatrzymali nikogo na motocyklu przez ostatnią godzinę. Po negatywnej odpowiedzi sprawa była jasna. Zadzwoniłem na policję i zgłosiłem możliwą kradzież motocykla. Później już tylko spisanie zeznać na komendzie. Policjant przesłuchujący stwierdził, że to bardzo dziwna sytuacja, ponieważ delikwent mógł uciec nam już za pierwszym razem i podawał bardzo dużo szczegółów na swój temat. Do tego chciał się spotkać w serwisie motocyklowym i tylko z mojej winy do spotkania w tamtym miejscu nie doszło.

Ta historia niestety nauczyła mnie, że najwyraźniej każdego trzeba traktować jako potencjalnego złodzieja.

TL;DR

26.01.2014 roku (niedziela) w Bytomiu przy ulicy Ostatniej około godziny 20:30 skradziony został motocykl przez zainteresowanego kupnem młodego mężczyznę podczas trzeciej jazdy próbnej.

Godziny i ulice w pigułce:

- 18:30 ulica Okrzei w Zabrzu, pierwsze spotkanie ze złodziejem

- około 19:20 jazdy próbne w Bytomiu przy ulicy Ostatniej pod blokiem 17 (przy samym skrzyżowaniu z ulicami Łagiewnicką, Świętochłowicką oraz Świętego Piotra)

- około 20:30 ostatnia przejażdżka złodzieja ulicą Ostatnią

Informacje o złodzieju w pigułce:

- 730 966 847 numer telefonu z którego się kontaktował

- serwis motocyklowy MOTOHYBRID przy ulicy Stalmacha 7 w Zabrzu – według złodzieja był to warsztat jego kolegi

- powiedział że ma 24 lata

- nosił chustę z goretexu na twarzy ze względu na chore zęby

- interesuje się Paintballem, grywał w miejscu Jaworzno ”FAKRO”

- mówił, że jest mechanikiem samochodowym i posiada już taką samą Hondę












Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.