Ostatnio: nigdy

Darmowe galerie dla serwisów aukcyjnych

Recenzje kilku książek - Podrywał Mnie PUA! #7 - część 3

Kontynuacja listy recenzji. Wszystkie części znajdziecie tutaj:

http://pokazywarka.pl/recenzje-kilku-ksiazek/

http://pokazywarka.pl/recenzje-kilku-ksiazek-2/

http://pokazywarka.pl/recenzje-kilku-ksiazek-3/

Mystery - "The Pickup Artist"

Mam problem z recenzją tej książki. Problem polega na tym, że bardzo kiepsko mi się czytało książkę o której widziałem, że nie jest napisana przez autora, który jest wymieniony na okładce. Skąd ten pogląd? Otóż oglądałem kiedyś widea z Venusian Arts i w którymś wystąpieniu Lovedrop (a więc współautor tej pozycji) opowiada anegdotkę o tym jak przez wiele tygodni musiał namawiać Mystery'ego aby ten przeczytał (przeczytał!) swoją poprzednią książkę - Revelation - przed jej wydaniem. Anegdotka, wydawałoby się całkowinie błaha, zmieniła dosyć istotnie moje postrzeganie tej książki. Tzn w dalszym ciągu uważam za mega wartościową i merytoryczą (podbnie jak poprzednią), niemniej ciążko jest mi brać ją do siebie, gdy wiem, że niemal napewno nie "mówi" do mnie Erik, a Chris Odom. Nawet niektóre zdania wyraźnie "brzmią" jakby były przez niego napisane. Tak więc tyle jeśli chodzi o otoczkę. Natomiast co do samej książki to jak już wspomniałem jest bardzo wartościowa i merytoryczna. Co prawda nie do końca kumam jej ogólny zamysł - przedstawienie ok tygodnia z życia Project Miami, z dialogami i wewnętrznymi przemyśleniami bohaterów - przeplatane z opisami samej metody i przykładami. Natomiast niektóre uwagi i rekomendacje wgniatają w fotel - np. aby wylistować wszystkie swoje DHV i ułożyć do nich rutyny jeszcze zanim wyjdzie się na pastwisko. Za to właśnie kocham Mystery Method/Venusian Arts/3 second Rule. Za tę analityczność.

Jacek Bartosiak - "Przeszłość jest prologiem"

Najnowsza książka Jacka Bartosiaka stanowi zapis jego wystąpień publicznych, wykładów i debat z ostatnich 2-3 lat. Warto to sobie powiedzieć już na samym początku, bo automatycznie implikuje, że jeśli ktoś się na bieżąco zapoznaje z wystąpieniami tego geostratega (jak ja) to w zasadzie nic nowego w nowej książce nie znajdzie. I to jest mój zasadniczy zarzut do tej pozycji. Praktycznie nie wnosi nic nowego jeśli ktoś jest na bieżąco z wykładami na YouTube. Owszem rozumiem jaka idea przyświecała tej książce - żeby zainteresować zmianami na świecie osoby, które nie śledzą tej materii na co dzień. Podać ją w lżejszej formule. Niemniej czuję się zawiedziony, że autor nie napisał dodatkowo czegoś od siebie, czegoś aktualnego, nieopublikowanego nigdzie indziej. Bo bez tego wygląda to trochę tak jakby wydawnictwo lub sam autor chcieli jak najmniejszym kosztem zdyskontować niewątliwość popularność autora w ostatnim czasie. To się układa w całość jeśli zwrócimy uwagę na bardzo dużą czcionkę (i marginesy) w książce, 35% kartek niezapełnionych w pełni treścią i całkiem wysoką cenę (prawie 80 zł). I choć ksiązka ma 515 stron to moim zdaniem spokojnie można było ją zmieścić na 200-220. Myślę, że wtedy byłaby większa szansa "zdobyć" nowego czytelnika.

Gregory David Roberts - "Shantaram"

Uwielbiam ten moment gdy piszę recenzję poważnej pozycji. Bo Shantaram zdecydowanie zasługuje na takie określenie. Książka polecana przez Bogusława Leśnodorskiego - gdy kiedyś spytałem go o trzy najlepsze książki jakie przeczytał. Warto było przebrnąć przez te niemal 800 stron, nawet jeśli trwało to wiele miesięcy. Ad meritum - książka opowiada o pewnym Australijczyku, który napadał na banki i trafił do więzienia, z którego uciekł, przedostał się do Indii i przez 10 lat ukrywał się w Bombaju, gdzie żył w slumsach, opiekował się biedakami, był członkiem mumbajskiej mafii, a także był na wojnie w Afganistanie. Wszystko pisane z pierwszej osoby, z perspektywy uczestnika wszystkich tych wydarzeń. Momentami mega szczegółowo, momentami nieco nużąco. Shantaram to chyba jedna z tych książek, które wiesz, że ci coś dały, ale nie umiesz powiedzieć co to takiego. Kiedyś się okaże. Może to, że życie jest pełne możliwości? Może, że zawsze jest czas na zmianę? Może, że jesteś w stanie sięgnąć nieosiągalnej Kobiety? Że co postanowię, to tak się stanie - nawet jeśli jest to wygospodarowanie czasu na 800-stronicową książkę, o której ktoś wartościowy powiedział, że jest dobra.

Richard Dawkins - "Magia rzeczywistości"

Zadziwiająco dużo treści jak na książkę dla dzieci. Mimo, że bogato ilustrowana to treści pisanych bardzo dużo. Książka składa się z 12 rozdziałów, w których autor rozprawia się (to chyba najwłaściwsze określenie) z popularnymi mitami i przesądami dotyczącymi takich zjawisk jak tęcza, słońce, UFO, pory roku, trzęsienia ziemi czy początek świata. Dawkins jest totalnie przekonany o wyższości nauki nad wszystkim i robi to często w dobitnym stylu, gloryfikując metody naukowe i bezpardonowo atakując wszystko co nimi nie jest. Pewnie w dużej mierze ma rację, chciaż z uwagi na kierowanie książki do dzieci mógłby się nieco powstrzymać. Na plus książki na pewno trzeba wymienić umiejętność wyłumaczenia różnych faktów przez autora. Może działo Newtona zabrzmi tu banalnie, ale opis spektroskopu z przesunięciami ku czerwieni w książce dla dzieciaków - tu już czapki z głów dla autora. Miejscami nawet autor pisał, że sam czegoś nie do końca rozumie - światowej sławy naukowiec nie musi nikomu nic udowadniać.

Edward Snowden - "Pamięć nieulotna"

Brakuje mi słów by jednym określeniem opisać tę książkę. Fantastyczna? Genialna? Przystępna? Każde z nich do niej pasuje, ale każde też pozostawiłoby pewien niedosyt. No bo jak określić ksiązkę ponad 400-stronicową, którą przeczytałem w 3-4 wieczory? Od której nie mogłem się oderwać i ostatniej nocy wsunąłem 160 stron ciurkiem? Która otwiera oczy jak ważną sprawą jest nasza prywatność i jak wielkie skurwysyństwo robi nam wszystkim rząd USA nieustannie podsłuchując cały świat? Edward Snowden - technik i analityk NSA - zasługuje moim zdaniem na miano bohatera za to co zrobił wykradając informacje o światowym systemie inwigilacji i upubliczniając je całemu światu. Książka to w zasadzie jego autobiografia, gdzie opisuje swoje życie i pracę oraz powody dla których zdecydował się zrobić to co zrobił. W bardzo, ale to bardzo przystępny sposób potrafi wytłumaczyć osobom nietechnicznym zawiłości nowoczesnej technologii - sieć Tor, szyfrowanie, programy. Książkę czyta się jak dobry film szpiegowski. Nawet wydarzenia z jego młodości wciągają czytelnika - jak wtedy gdy pierwszy raz "zhackował" zegary w mieszkaniu. Ksiażka podniosła mnie też na duchu, bo pokazała mi, że inni ludzie w świecie dorastali podobnymi sprawami jak ja - gry komputerowe, poczucie zagubienia, samotność, niewyspanie. Zdecydowanie polecam!

Charles Duhigg - "Siła nawyku"

Wielokrotnie polecana i zachwalana książka o nawykach i tym jak je zmieniać. Szczerze mówiąc zawiodłem się na niej, a właściwie, żeby być precyzyjnym, to liczyłem na coś lepszego biorąc pod uwagę liczbę poleceń. Owszem dość fajnie tłumaczy czym są i jak działają nawyki, ale dałoby się to spokojnie zrobić na 80-100 stronach, zamiast 400. Ksiązka się ciągnie, może dlatego, że bardzo dużo w niej opisów historii i sytuacji, które miały miejsce w przeszłości. Poza tym trzeba zaznaczyć, że tylko 1 z 3 części dotyczy nawyków u pojedynczych osób - pozostałe dwie dotyczą firm oraz organizacji społecznych. Ad meritum - żeby zmienić nawyki należy poeksperymentować z identyfikacją wskazówek "uruchamiających" nawyki, zmianą samego zwyczaju oraz nagrodą, którą odczuwamy po wystąpieniu nawyku. W teorii proste, choć sam autor przyznaje, że czasem bardzo trudne do przeprowadzenia. Niemniej warto się postarać, by negatywne nawyki zastępować tymi pozytywnymi, o które nam chodzi.

sir Halford Mackinder - "Geograficzna oś historii"

Klasyka geopolityki. Podstawowa, prymarna książka, od której zaczęła się współczesna geopolityka i ogólnoświatowe spojrzenie na geografię. To od tej pozycji ukształtowało się pojęcie heartlandu (śródziemia, serca lądu) - wielkiego obszaru leśno-stepowego, znajdującego się w środku Eurazji, które jest niepodatne na wpływy z zewnątrz, zwłaszcza mocarstw morskich. Niezwykle treściwa pozycja, mimo niecałych 50 stron. Pierwszy raz czytałem książkę, której ponad połowę stanowiły przypisy - i co równie ważne - bardzo się przydają, bo opisują miejsca i ludy, które zamieszkiwały różne obszary Eurazji oraz pomagały zrozumieć, co autor miał na myśli (wszak książka ma już ponad 120 lat i była pisana w konkretnym momencie historii i uwarunkowaniach). Tak jak "O powstawaniu gatunków" Karola Darwina jest kluczową pozycją w temacie ewolucji, tak "Geograficzna oś historii" ma takie samo znaczenie dla geopolityki. Pomaga zrozumieć znaczenie geografii dla historii i władzy/polityki. Zaznajamia z migracjami ludów wewnątrz Eurazji i wagą demografii. Polecam ze względu na długość (krótkość) i kondensację wiedzy.

Tomasz Marzec - "Jak poderwać dziewczynę?"

Badziewna książka. Przez całą lekturę miałem wrażenie, że była pisana przez jakiegoś gimnazjalistę udzielającego "porad" swojemu dwa lata młodszemu koledze. Aż dziw bierze, że autor przedstawia się jako life-coach i prowadzi szkolenia (które nota bene co chwila się pojawiają na kolejnych stronach, jakby ta książka była tylko taktyką marketingową a nie osobnym bytem samym w sobie). Szczerze mówiąc po samej tej lekturze w dalszym ciągu nie znałbym odpowiedzi na tytułowe pytanie. Już na jednej z pierwszych stron autor zaprzecza sam sobie na przestrzeni dwóch kolejnych zdań - a im dalej w tym gorzej. Całość jest utrzymana w konwencji odpowiedzi na pytania zadawane autorowi na które ten odpowiada - średnio ok 1,5 strony na pytanie. Niewiele. Rekordowa odpowiedź (rozdział?) miała 2 zdania (!). Ehhh. Nie widziać w tym ani jakiegoś systemu, który można przystosować dla siebie ani jakiejś głębszej myśli - o której autor zapewnia, że jest. Bardziej przypomina to zapis opowieści gimnazjalisty - wszak mnóstwo pytań dotyczy tego jak podejść do dziewczyny będącej z rodzicami, gdzie ją zabrać na seks jak nie można w domu albo jak sobie poradzić z odrzuceniem na parkiecie. W skrócie - nie polecam. Strata czasu.

Tim Marshall - "Więźniowie geografii"

Niesamowita książka. Dawno nie czytałem ksiązki, która tak bardzo by mnie wciągnęła. Wsunąłem ją w 4 dni, a pewnie dałoby się szybciej. Czyta się ją jak dobry kryminał, wprost nie można się momentami oderwać. Opisuje wszystko to, co się składa na współczesny świat i rywalizację między państwami. Mamy więc geografię (tak w zasadzie to ona jest główną bohaterką książki), rzeki, morza, łańcuchy górskie, zasoby naturalne, gaz, ropę, żelazo i węgiel, drogi handlowe, dyplomację, wojska specjalne, marynarkę, poszukiwanie nowych zasobów, demografię, poczucie zagrożenia ze strony sąsiada, wspieranie konkurencyjnych frakcji, historię rozwoju, rolnictwo, handel międzynarodowy, wreszcie skute lodami morza i przestrzeń kosmiczną. Z kronikatorskiego obowiązku - autor w kolejnych (10) rozdziałach opisuje po kolei uwarunkowania geopolityczne kolejnych obszarów - Rosji, Chin, USA, Europy (wbrew tytułowi rozdziału - nie tylko Zachodniej), Afryki, Bliskiego Wschodu, Indii i Pakistanu, Japonii i Korei, Ameryki Łacińskiej oraz Arktyki. Autor zarzuca nas masą ciekawostek, związków przyczynowo-skutkowych oraz historii - ale ich masa wcale nie przytłacza - wręcz zachęca do dalszych poszukiwań. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą zrozumieć współczesny świat - także w miejscach, o których Jacek Bartosiak wspomina rzadko.

David Allen - "Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności"

Ogólnie odchodzę już od czytania poradników na rzecz książek specjalistycznych jednak ta pozycja, polecana przez MJa DeMarco, od przeszło 5 lat znajdowała się na mojej liście. I warto było. Książka dokładnie opisuje tytułowy system pozwalający być skutecznym i efektywnym człowiekiem. Pierwszy raz też miałem tak, że opisywane zasady wprowadzałem na bieżąco (!) w trakcie czytania. Zasad nie ma wiele więc nic nie stoi na przeszkodzie bym je tutaj opisał. Po pierwsze, tworzymy skrzynkę spraw do wykonania (ja osobiście korzystam z Pocketa), w którym trzymamy WSZYSTKIE (absolutnie wszystkie!) sprawy, którymi mamy zamiar się zająć. Po drugie, jeśli coś zajmuje nam mniej niż 2 minuty to wykonujemy to od razu i mamy spokój. Po trzecie, zadania notujemy wyłącznie w postaci najbliższego działania do wykonania (a nie ogólnej nazwy zadania / projektu). Po czwarte, w danym momencie robimy to, co możemy (mamy na to czas, energię itp.). Po piąte, ustawiamy sobie przypominajki w kalendarzu o sprawach, których teraz nie możemy z różnych przyczyn wykonać. A po co to wszystko? Po to, aby mieć pustą głowę - wolną od niepotrzebnych myśli, ciągłego przypominania sobie o sprawach do zrobienia. Wtedy jest mniej stresu w życiu i więcej energii i pewności siebie do efektywnego działania. Potwierdzam to osobiście! Działa po mistrzowsku.

Michał Szafrański - "Finansowy ninja"

Książka o dziadowaniu. Serio. Mam mega mieszane uczucia co do tej pozycji, dlatego po prostu wymienię co jest w niej na plus i na minus. Na plus na pewno to, że dokładnie, szczegółowo, skrupulatnie opisuje kolejne zagadnienia związane z finansami osobistymi. Konta, lokaty, ubezpieczenia, inwestycje, pracę na etacie i na działalności gospodarczej. Wszystko z dokładnymi wyliczeniami (autor popularnego bloga jest z tego znany) oraz opisem jak wszystko samodzielnie policzyć - np. na kalkulatorze finansowym. To zdecydowanie na plus, dlatego sięgnąłem po tę książkę. Więc skoro jest tak dobrze to czego jest tak źle? Otóż autor pisze o dziadowaniu. Serio, tak to trzeba uczciwie nazwać. Dlaczego lepiej pić wodę z kranu niż ze sklepu, jak "karać" siebie za nadmierne wydatki, jak przerzucać pieniądze z karty kredytowej na konto oszczędnościowe (i z powrotem) żeby zarobić parę złotych. Autor jest wzorowym przykładem osoby poruszającej się po pasie wolnego ruchu z książek MJ-a Demarco. Potęga procentu składanego! Odkładanie przez kilkadziesiąt lat w bankach. Taki plan promuje autor. W obliczeniach podpiera się obliczeniami dla 4-procentowego zysku rocznie ponad inflację - a patrzę teraz w internet i widzę inflację w Polsce 4,4% i lokaty oprocentowane na 2,5 - 3%. Psu w dupę, nie wiem jak to inaczej opisać. Owszem, autor wspomina o inflacji i podatku Belki - ale nigdzie nie wyciąga wniosku, że opisywany przez niego plan po prostu się nie spina. Długo by to jeszcze opisywać, a to ma być krótka recenzja. Książka mocno nierówna. Eklektyczna. Świetny rozdział o braniu kredytu na mieszkanie i fatalny o inwestowaniu.

Piotr Pyton - "Sex, magia i uwodziciele"

Polska wersja "Gry" wyraźnie słabsza od jej amerykańskiego pierwowzoru. Podobnie jak w książce Straussa tak i tutaj autor przedstawia swoją metamorfozę z WSN-a w PUA (choć w książce nazewnictwo jest nieco zmienione, co muszę przyznać nieco utrudnia odbiór). Podobieństw do "Gry" jest zresztą dużo więcej, bo nawet niektóre charakterystyczne zdania się powtarzają. Co do samej zawartości - autor (którego zresztą miałem poznać podczas opisanego w książce zjazdu POSU w Warszawie) nauczył się podrywania z kursów NLS (uwodzenia neuro-lingwistycznego), których opis stanowi dużą część książki. NLS to jest ta "magia" z tytułu książki. Później zaczyna praktykować, pojawiają się sukcesy, poznaje innych uwodzicieli i historia się rozwija, pewnie jak w przypadku większości z nas PUA. Natomiast z jakichś niezrozumiałych dla mnie względów autor postanowił, że kolejne rozdziały z opisami przygód będą porozdzielane "poradnikami", w których są opisane, dosyć dokładnie, poszczególne patterny, rutyny czy schematy. I to działa książce bardzo na minus, bardzo utrudnia czytanie gdy co kilka stron, zamiast się wczuć w opisywane akcje to mamy watę nudową przy której chce się usypiać. Nawet skopiowane posty z forum czy opisy szkoleń Warsaw Lair tak nie nużą. W skrócie - SMIU to odległy, biedniejszy kuzyn "Gry".

Artur Górski - "Masa o życiu świadka koronnego"

"Coraz mniej Masy w Masie" - tym stwierdzeniem można podsumować moje wcześniejsze recezje książek z serii Masy o polskiej mafii. I nic się nie zmieniło w najnowszym tomie, w który wypowiedzi słynnego świadka koronnego stanowią może 15% całości książki. Jednak tym razem dochodzi nowy element. Jeśli myślisz, że ta książka jest o Masie to się zdecydowanie mylisz. Jest o jakimś superbohaterze, który wciela się w rolę Masy. Czego to on nie robi w książce - ucieka policyjnej ochronie kiedy tylko chce, wypija litry wódki z kumplami-gangsterami, sam obija innych osiłków stając w obronie syna, spędza wakacje na plażach w Dubaju czy Afryce, rucha setki swoich wielbicielek (oczywiście przepięknych), rozbija się po ulicach najnowszym BMW (obowiązkowo czarnym), do jego zatrzymania policja musi wykorzystywać dziesiątki mundurowych, a w przypływie dobroci spełnia marzenia seksualne niepełnosprawnej Kobiety. Do tego jeszcze te teksty, które autor mu przypisuje: "jego interlokutor miał przewagę werbalną" albo "warunkiem sine qua non przetrwania na wolności jest zabijanie zdrajców" albo "zaprezentowałem im mój najlepszy repertuar werbalny, zaczynający się od inwokacji" lub "i wtedy wezbrała we mnie dziwna czułość". W skrócie: bajkopisarstwo pełną gębą. Panie Górski, czas to kończyć!

sir Halford Mackinder - "Demokratyczne ideały a rzeczywistość"

Kolejna klasyka geopolityki. Książka napisana zaraz po 1. wojnie światowej opisuje przyczyny wybuchu wielkiej wojny. Wcześniej autor skrupulatnie przedstawia historię świata z perspektywy impreriów morskich i lądowych. Wytłuszcza, jakie znaczenie ma heartland, czyli centralna część eurazji (oraz osobno centralna część afryki) dla wpływania na sytuację i politykę wyspy światowej, przez którą rozumie połączone obszary europy, azji i afryki. W drugiej części opisuje ideały wolności narodów i ludzi w odniesieniu do zagadnienia "going concern", czyli pewnego niemożliwego do zahamowania sposobu postępowania skutecznych państw czy narodów. Wiele miejsca poświęca Niemcom i ich "Kultur", która w odrożnieniu od anglosasów nie przykładała takiego znaczenia dla demokracji czy liberalizmu. Autor w końcowej części pokłada wielkie nadzieje w Lidze Narodów, która ma zapewnić współpracę i braterstwo między narodami, ale sami wiemy jak to się później skończyło. Książka może nie trudna, ale momentami ciężko się ją czyta, a bez przypisów byłoby już całkiem ciężko. Natomiast uświadamia na pewno dwie rzeczy. Po pierwsze - jak myślą mocarstwa, realizując swoje interesy bez oglądania się na innych, konsekwentnie wykorzystując możliwości. Po drugie - jak wielkie znaczenie ma demografia jako paliwo dające państwom siłę.

Vincent - "Płonąc w atmosferze"

"Ja pierdolę ale gówno" - to pierwsze słowa jakie mimochodem wypowiedziałem tuż po przeczytaniu tej pozycji. Paradoksalnie jest to chyba też najtrafniejsze podsumowanie tego czytadła. Autor już na wstępie solidnie sobie zapracował na tytuł zarzygańca - wierzcie lub nie, ale na pierwszych 100 stronach jest 7 razy opisane jak ktoś rzyga. Chyba jeszcze nigdy nie czytałem czegoś co sprawiło, że się tak niekomfortowo czułem. Te wszystkie opisy, w których zarzyganiec sam się wyzywa się od debili albo ludzie biorą go za dziwaka. Żenada. W sumie rozumiem jaki był zamysł - gość chciał podkreślić jak wielki "progres" zrobił. Ale wyszło żałośnie. Momentów, gdy autor zaprzecza samemu sobie jest mnóstwo. Na przestrzeni kilku zdań autor najpierw podkreśla jaki to jest pewny siebie, żeby dosłownie dwa zdania później cytować swoje myśli, które absolutnie temu zaprzeczają. Teoretycznie jest to opowieść o drodze PUA (jak Gra Neila Straussa czy Seks, Magia i Uwodziciele), ale seks pojawia się dosłownie trzy (!) strony przed jej końcem. I to nie za sprawą autora, tylko dziewczyny, która sama w czasie wakacji nad jeziorem mówi, że się z nim prześpi. Tak to jest gdy ktoś za bardzo chce napisać książkę by się kreować na kogoś kim nie jest. Cringe/Żenada pojawia się w trakcie lektury nieustannie: podczas opisów rzygania, gdy autor ma się za trendsettera tańczenia w klubach, gdy imaginuje sobie, że wszyscy na niego patrzą w klubach, gdy skrzyczała go chrzestna podrywanej dziewczyny, gdy rodzice nie chcieli go puścić na weekend na Ukrainę, gdy nie stać go było na wejściówkę do klubów w Kijowie (!) albo gdy pobił go koleś z którym razem tam polecieli (!!). Ehhhh. Merytorycznie: gość kompletnie nie zrozumiał jakie znaczenie ma comfort w procesie uwodzenia i wszystkie swoje tzw. "sukcesy" opierał na podbijaniu "buying temperature" lasek w klubach. Fool's mate. Mat głupca. Czasem sukcesy nie oznaczają, że ty grasz dobrze, tylko, że druga strona gra słabo. Mniej bajkopisarstwa a więcej pokory i zrozumienia czytanych materiałów. Po tej lekturze w życiu bym nie czytał bloga zarzygańca. Za to czytadło zapłaciłem 1 złotówkę komuś na allegro. Mocno przepłaciłem.

Nancy Friday - "Mój tajemny ogród"

Klasyczna pozycja z zakresu kobiecych fantazji seksualnych. Wiekowa już, wszak wydana pierwszy raz w 1973 roku, ale śmiało można powiedzieć - oby każda Kobieta się tak starzała jak ta książka. Zawiera opisy 242 fantazji seksualnych Kobiet, które zostały opisane w listach do autorki lub bezpośrednich rozmowach. Zebrane (żeby nie powiedzieć pogrupowane) w grupy tematyczne i poprzedzone stosownymi komentarzami pisarki - to akurat miła odmiana w stosunku do innej jej książki, którą już kiedyś recenzowałem. Nie będę się tu silić na wymienianie wszystkich obiektów fantazji, bo łatwo to sprawdzić studiując sam spis treści, natomiast to na co zwróciłem uwagę to to, że frapująco wiele razy pojawiają się tematy wręcz chore - jak wyobrażanie sobie seksu ze zwierzętami, dziećmi, gwałtu czy znęcanie się. Dobrze chociaż, że autorka tłumaczy iż gwałt jest tylko sposobem Kobiet na poradzenie sobie "W głowie" z odpowiedzialnością za seks. Jeżeli miałbym wyciągnąć z tej nieco przydługawej (378 stron) pozycji jakieś wnioski to to by było to, że Kobiety należy zaspokajać seksualnie unikając nudy i z urozmaiceniami. Ot zwyczajna zmiana łóżka np. na miejsce częsciowo publiczne (jak park czy plaża) może łatwo wywołać mnóstwo emocji w Kobiecie. Coś na zasadzie "ojej, ktoś nas może zobaczyć!". A to emocji Kobietom przecież potrzeba.

@PUAPanda

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz anonimowo. Zaloguj się.

Dodajesz komentarz anonimowo. Aby komentować pod własnym pseudonimem włącz profil publiczny w ustawieniach.

Autor:
Treść:

Aby przesłać formularz, musisz mieć włączony w przeglądarce Javascript. Jeżeli nie masz, przepisz wspak tekst ife41bizax:

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. Prywatność. Copyright – 1999-2018 INTERIA.PL, wszystkie prawa zastrzeżone.